Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • poniedziałek, 11 marca 2019
  • wtorek, 05 marca 2019
    • Przerwa

      Nie tylko techniczna.. dużo się dzieje, a przez te zawirowania blogowe trochę mi też zapał do pisania odszedł. Nie mogę zebrać myśli, plany się klarują, czuję nadchodzące zmiany. Cały blog ten i poprzedni skopiowałam do Worda. Tam też na przyszłość będę pisała, żeby nikt mi tego więcej nie zabrał i nie skasował. Jeszcze jest trochę czasu na przeniesienie się w nowe miejsce sieci. Jeszcze nie zdecydowałam dokąd i kiedy, ale skrzętnie notuję wszystkie Wasze adresy żeby się z nikim nie zgubić :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Przerwa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 marca 2019 09:28
  • środa, 27 lutego 2019
    • Szkoda..

      I tak oto jedna wiadomość o zamykaniu bloxa potrafi sprawić, że ręce do ziemi opadają. Niby wiem, że można przenieść, sama dodaję innym otuchy. Ale zdaję sobie sprawę, że w nowym miejscu będzie inaczej. Tutaj miałam już wszystko poznane, przyswojone i polubione. Tyle lat pisania, wspomnień, smutków i radości, wspaniali znajomi i nieznajomi, którzy też stali się bliscy i którym dziękuję z całego serca, że do mnie zaglądali..

      Oczywiście kopiuję (wraz z kopią na dysku zewnętrznym), zapisuję na pamiątkę dla dziecka i to poza siecią, żeby nikt nie mógł od tak zlikwidować tej pamiątki. Wiem, że nie przestanę pisać, bo od zawsze miałam i mam nadal ogromną potrzebę przelewania myśli i zdarzeń. Lubię do nich wracać i stanowią moje zabezpieczenie, na przyszłość, kiedy już pamięć zacznie szwankować. Mogłabym pisać pamiętnik ręcznie, ale na laptopie jest szybciej, wygodniej, więcej możliwości podzielenia się muzyką, zdjęciami. Każdego dnia tyle się dzieje, chcę to mieć zapisane, zatrzymać chwilę i móc do niej wrócić kiedy tylko zapragnę..  

       

      Tymczasem auto me trafiło do mechanika, Mężu dalej maluje u Brata, ćwiczę i rozmyślam nad pewnym planem na ten rok, umawiam się z dziewczynami do kina i z Beatą na jej przyjazd. Spaceruję z Edytą i jej psem, a dziś wybrałyśmy się w miejsce, w którym za symboliczną kwotę (trafiającą na cele charytatywne) można zakupić rzeczy w dobrym stanie, wystawione do ekoportów. Miałyśmy tylko obejrzeć, ale jak tu nie skusić się na dziecięce łyżwy z McQueen'em, za złotówkę? No jak.. Edyta wróciła z porcelaną, kryształową paterą i ceramicznym, ozdobnym pojemnikiem. Na dokładkę wypatrzyłam wózek w pełnym komplecie - gondola, spacerówka i fotelik - w cenie 25 zł. Brat już załatwia transport i choć będą mieli cały sprzęt też od nas, to nad jeziorem drugi zestaw przyda im się na pewno. Nie będą musieli tego targać, składać i przewozić przy każdej podróży. Za dwa tygodnie kolejna wystawka i już wiemy, że nas tam nie zabraknie.

       

       

       

      za złotówkę

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Szkoda..”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 27 lutego 2019 14:09
  • niedziela, 24 lutego 2019
    • Wiosna tuż

      Jakoś tak wyszło, że u dziadków spędziliśmy trzy popołudnia i wieczory pod rząd.. Mężu malował ściany i sufity u Brata, to śmigałam z Małym, żeby nie siedzieć w domu. Kontakt z rodzinką też jest ważny. Poczucie przynależności, poznawanie swoich korzeni. Już się nie mogę doczekać, kiedy dołączy do nas synek mojego Brata. Będzie nas więcej i Mały zyska brata wujecznego. A ja zostanę ciocią.. o proszę, właśnie do mnie dotarło. Ale zanim do tego dojdzie, korzystamy, że dziadkowie mają więcej czasu dla jednego wnuka i mogą z nim zostać przez pół soboty, żebyśmy mogli pojechać na kabaret. Nowaki przyciągnęły całą salę Domu Kultury i jak zawsze rozbawiły wszystkich. Wspaniale było zobaczyć ich na żywo, odbiór jest inny niż przez ekran. Odczuwa się emocje, widzi śmiechy pod nosem, gdy kabareciarze wytrzymać już nie mogą. Pani Adrianna gra całą sobą, zobaczyć ją w roli Krystyny czy Martynki z piórem w dół, bezcenne. 

       

       

       

      nowaki

       

       

       

      Jedyny minus, że choć byłyśmy z Blubrą umówione w tym samym czasie i miejscu, to w trakcie występów nie dało się zobaczyć, ale i po, nie wyszło. Siła wyższa wymusiła na jej rodzince szybki powrót i na dokładkę w ferworze tłumnej sali zapodziała gdzieś telefon. Ani dodzwonić się nie dało, ani w rynnę zastukać. Pozostaje czekać cierpliwie na wieści i możliwość spotkania w innym terminie. Pewnie spontanicznie wyjdzie nam najszybciej.

       

      Niedziela już przepięknie wiosenna, ze spacerami nad jeziorem i w parku, słońcem przez cały dzień i całkiem przyjemną temperaturą, która kusiła by zdjąć kurtki. Ale wiadomo, jeszcze nie czas. Czas za to podziwiać pierwsze krokusy, (w lutym rzadkość), grać w piłkę, ruszyć na hulajnogę, rozpocząć szukanie roweru i cieszyć się najpiękniejszą zmianą pogody w roku. Wiosna przynosi tyle energii, rozkwitu, że choć lato uwielbiam najbardziej, to pobudka po zimie ma jednak największą moc..

       

       

       

      wiosna

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 lutego 2019 19:44
  • piątek, 22 lutego 2019
    • Zebranie

      Jak miło, gdy chwalą Twoje dziecko.. rodzic dumny, choć tylko część naszego wkładu odzwierciedla się w zachowaniu brzdąca. I nauczycielki mają duży wpływ i indywidualne cechy charakteru odgrywają ogromną rolę. Niektóre maluchy mają w sobie spokój, ostrożność, a są takie, które nie mogą usiedzieć w miejscu i gna je do destrukcji otoczenia. 

      To co się dzieje w domu też przecież ma wpływ.. Na ten przykład rodzice jednej z dziewczynek się rozstali, trwa sprawa w sądzie, dziecko żyje między dwoma domami i kompletnie nie może sobie z tym poradzić. Oceny rozwoju są gorsze, problemy emocjonalne odbijają się w codziennym funkcjonowaniu. Pojawia się moczenie, lęki, niepewność co przyniesie nowy dzień. Brak stabilizacji, nerwowa mama i rozpieszczanie ponad miarę by zrekompensować małej trudny czas. Szkoda kolejnej rodziny i najbardziej dziecka, które jeszcze nie rozumie i nie jest w stanie zaakceptować tego, co się dzieje. 

      Bardzo nad tym ubolewam, choć zdaję sobie sprawę, że czasem lepiej się rozstać niż gdyby dziecko miało być świadkiem wiecznych awantur, braku szacunku czy rękoczynów, do których zapewne gdzieniegdzie dochodzi. 

      W tym wszystkim mam nadzieję, że nasz Mały będzie miał zawsze pełną rodzinę, dobry dom, miłość, stabilizację, wsparcie i spokój. To tak bardzo procentuje na przyszłość, a i nam potrzebne do szczęścia..

       

      Jako, że dziecię powróciło do przedszkola i do względnego zdrowia, odwiedziliśmy dziadków, pogotowałam obiady na zapas i mogłam ponadrabiać oglądanie filmów z listy. W ferworze zajęć udało mi się spalić czajnik (stawiając pusty na gaz), a przy okazji kupna nowego trafić piżamę w pepco. Coś ostatnio wszystko się rozłazi i dresy domowe i piżamy zimowe. I choć chłodniej za oknem, a wczorajszy dzień padało od rana do nocy, to czuję już wiosenny zew. Chęć odświeżenia garderoby, choćby tej domowej i chęć porządków, takich po wszelkie zakątki. 

      Na marzec w przedszkolu zapowiedziano zbiórkę karmy i koców dla zwierzaków. Muszę przejrzeć zasoby pościeli u nas i u rodziców, gdzie na pewno znajdą się jakieś koce czy nieużywane narzuty. Do schroniska wszystko się przyda. Przy okazji i z bezdusznymi ludźmi, którzy nie mają serca do zwierząt chciałoby się zrobić porządek. Może projekt Darii Zawiałow da niektórym do myślenia, teledysk porusza, a według mnie i muzyka z klimatem lat 80'tych świetna..

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zebranie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 22 lutego 2019 11:37
  • środa, 20 lutego 2019
    • Zdrowia

      A jednak można chcieć więcej, czegoś czego nigdy za dużo.. Nie wiem czy zadziałał wujek z gorączką, czy różnice temperatur przy ogrzewaniu piecem, wygasającym nad ranem. W każdym razie dziecię wróciło z wojaży z katarem, co jak zwykle przeradza się w kaszel. Na szczęście szybko wyłapane i potraktowane witaminami i inhalacjami dało się opanować. Kilka dni w domu, a że gorączki brak to powędrowaliśmy dziś na ćwiczenia. O poranku tłumów nie ma, Edyta dotarła o tej samej porze, mogłyśmy więc sobie pogadać. Mały miał zajęcie przy dziecięcym stoliku, instruktorka chętnie pokazała mu gry i pilnowała gdy wspinał się na maszyny. Mogłam spokojnie poćwiczyć i energia wróciła. 

       

      Wczoraj konserwatorowi ze spółdzielni wreszcie z sukcesem (był też w tamtym tygodniu) udało się wymienić źle działające zawory w łazience, przy okazji wyszło, że również zawory od pionu budynku nie trzymają. Czyli, nie ma tego złego. Gdyby jeszcze tą naszą ścianą się zajęli, spałabym spokojniej.. Tymczasem na razie dostałam odpowiedź, że na wiosnę ruszą z naprawą tarasu nad nami. Co jest plusem, bo obstawiamy, że to tam jest odpływ źle zrobiony i kanałami woda w ścianę leci. Tylko pytanie kiedy administracja uzna, że rozpoczęła się wiosna. Czy będzie to kwiecień, maj, czy może jak zrobi się tak ciepło, że samo osuszy ściany. W weekend było przepięknie, dużo słońca, teraz wietrznie ale na plusie. Jeszcze pewnie trochę chłodu wróci, ale już bliżej do wiosny niż dalej..

       

       

       

      wiosna idzie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 20 lutego 2019 11:37
  • niedziela, 17 lutego 2019
    • U Zosi

      Na szczęście humor poprawił się w drodze do babci Zosi. Mężu wziął wolny dzień i pojechaliśmy na relaks i świętowanie jej urodzin. Jeden z wieczorów tego dłuższego weekendu spędziliśmy w kinie, śmiejąc się z sympatycznej trzeciej części "Planety Singli". Śmiech nie był wymuszony, komedia idealna na romantyczny wieczór i randka walentynkowa udana. Trzecia część filmu lepsza od drugiej, co było pozytywnym zaskoczeniem. 

       

       


       

      Był też czas na spacery, pogaduchy od serca z Zosią, chwilę zadumy na cmentarzu, słoneczny wyjazd nad rzekę. Spotkanie z Natalią i jej córką na placu zabaw, zaległe prezenty świąteczne z autem konstrukcyjnym do skręcania. Imprezę Męża w męskim gronie, u kumpla, który rusza do pracy w Niemczech. Czas na rynek, małe zakupy i spokojne wieczory z synem. A później i czas na rodzinny najazd, szykowanie nakrycia, krojenie ciacha i ustawianie pyszności na stole. Dziesięć osób to już tłum w pokoju, a tu jeszcze do psa i kota dojechały kolejne dwa psy. Było gwarno, szczekająco i wesoło. Rodzinka w dobrych humorach, no może prócz wujka z gorączką który nadrabiał miną (modły zanoszę żeby gorączka nie przelazła na Małego). Gdy większość poszła na spacer z psami do lasu, miałyśmy czas zmienić nakrycia z tortowych na obiadowe, wjechały kotlety, ryby w occie, pieczone udka, śledzie, bigos i sałatka jarzynowa.. Czuliśmy się jak na wypasionych świętach, a jeśli jeszcze dołożyć do tego słońce za oknem i 14 wiosennych stopni na plusie.. Czegóż chcieć więcej..

       

       

       

      u Zosi

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „U Zosi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 lutego 2019 23:57
  • piątek, 15 lutego 2019
    • Występy bez występu

      Kto by pomyślał, że nowe kapcie mogą stać się przyczyną dziecięcych łez i doprowadzić do szlochu utrudniającego mówienie wierszyków i tańców z pomponami.. 


      A było to tak.. Walentynkowy poranek rozpoczął się optymistycznie, dziecię radosne, cieszące się z nadchodzącego balu. Nowe kapcie założone o poranku i impreza udana. Mały dostał cztery walentynki, w tym jedną od pań, trzy od wielbicielek ;)

      Później niestety wyszli na dwór, a że stare kapcie zostawiłam na półce (pędząc na wizytę konserwatora do rur), zamiast nowych założył te. I dramat.. płacz, poszukiwania kapci po sali, a tu dzieci trzeba przebierać, szykować. Na ostatnią chwilę, tuż przed moim i dziadków wejściem na salę, nauczycielka wpadła na pomysł sprawdzenia półki z butami i kapcie się znalazły. Cóż z tego. Za późno by opanować szloch. Synek wyszedł, stanął przed publicznością i w ryk. Resztę czasu przesiedział mi na kolanach, a dziadkowie pooglądali i posłuchali inne dzieci. Na sam koniec wyszedł potańczyć, ale że łzy nadal leciały z oczu, więc nie było sensu już go stresować. 

       

      Także wyuczony wierszyk zaprezentowany zostanie drugiej Babci, a piosenki dla dziadków przydadzą się w następnym roku ;)

       

       

      walentynkowo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Występy bez występu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lutego 2019 23:29
  • środa, 13 lutego 2019
    • W babskim wydaniu

      Obiad u rodziców w przyjemnej atmosferze. Tatko od święta robi czerninę, którą jedzą tylko z zięciem, a reszta rodziny pałaszuje rosół z kaczki. Dla Ani trzeba robić więcej miejsca przy stole, bo 7 miesiąc wymaga przestrzeni. Wszyscy odliczamy do końca marca, lub początku kwietnia, a debaty nad imieniem ciągle w toku.. USG nie zabrali ze sobą, ale i tak temat dzieciątka i potrzebnych dla niego rzeczy jest na pierwszym planie. Mały też oczywiście próbuje zwrócić na sobie uwagę wszystkich, ale u dziadków to oni przejmują rolę towarzyszy zabaw, więc my możemy odpocząć..

       

      Tymczasem nowy tydzień mocno nastawiony na ćwiczenia (orbitrek z początkowego 95 nastawiony na 160) i długie wędrówki. Do tego stopnia, że wczoraj obleciałyśmy z Edytą pół miasta piechotą. Tak własnie wyglądał nasz plan zajrzenia na aukcję rzeczy pospadkowych, których rodzina nie odbiera i przechodzą na własność miasta. Byłyśmy bardzo ciekawe jak taka aukcja wygląda. Edzia miała nawet chęć wziąć udział w licytacji jakiejś porcelany Rosenthala, która by jej w oko wpadła. Pojechałyśmy wcześniej zapoznać się z eksponatami, ale tylko część z nich wystawiona była przed salą, do wglądu.


      Obejrzały więc te ludwiki szesnaste, te zabytkowe singery do szycia, umywalnie z marmuru i pianino pamiętające czasy przedwojenne. Na drobniejsze rzeczy kazali czekać prawie godzinę, do otwarcia wierzei, a ich licytacja miała się odbywać po kolei. Cóż.. szkoda było czasu, tym bardziej, że złoty kolczyk sztuk jeden z zielonym okiem, czy sygnet męski płaski grawerowany nie przemawiały do naszych gustów. Polazły więc baby piechotą do banku, potem do galerii - zgoła nie sztuki - by wylądować w cerfurach ku nabyciu prześcieradeł w promocjach i pseudo kryształów aukcyjnych (do soku) po dwa złote sztuka ;) Uśmiane po pachy, zasapane wędrówką ponad siedmiu tysięcy kroków i nagadane po wsze czasy wróciły do domu by opowiadać rodzinie, jak to się światowo na aukcjach bywa. 

       

      W domu natomiast rozkręcona akcja z administracją i spółdzielnią, tycząca się wymiany zaworów i rur w łazience, oraz za jednym zamachem pismo w sprawie puchnącej ściany, z której niedługo odpadnie farba (widmo kolejnego remontu napawa mnie lękiem). W tematach przyjemniejszych, trwają przygotowania do występów najmłodszego na zaległy dzień babci i dziadka. I do balu walentynkowego, na który znowu trzeba kombinować czerwony strój w klimacie (dobrze, że mam portki po patriotycznym i mikołajkowym świętowaniu). Wierszyk wyuczony, mówiony wręcz w tempie ekspresowym, a i piosenki jakieś o dziadkach, pod prysznicem się pojawiają. Walentynki wrzucone potajemnie do skrzynki listowej wystawionej w przedszkolu. Pora szykować jakiś prosty obiad w postaci naleśników z dżemem i pakować prezenty dla Zosi na urodziny. I może jakieś walentynkowe wyjście do kina we dwoje, korzystając z opieki cioć i wujków nad maluchem. Zapowiada się bowiem większe spotkanie od strony rodziny Męża, gdyż każdy chce wyściskać jubilatkę, szczupłą bardzo, ale okrągłą wiekiem :) 

       

       

       

      walenty

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „W babskim wydaniu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 13 lutego 2019 13:01
  • niedziela, 10 lutego 2019
    • Spontan

      Mężuś jakoś łatwiej wraca do zdrowia, niż my.. u niego paracetamol, wygrzanie pod kocem i po dwóch dniach nie ma śladu. W piątek wprawdzie jeszcze pod tym kocem leżał, ale było na tyle dobrze, że mogłam dołączyć do Blubry na mały shopping. Wyskok spontaniczny, bo cynk dostałam gdy Gosia dojeżdżała do galerii. Także szybkie rozwieszanie prania, ogarnięcie i dojazd do centrum, z czego najwięcej czasu poszło na szukanie parkingu. Śmieję się, że niedługo pora zamienić auto na komunikację miejską, albo wędrówki piechotą. I sprawniej i mniej kłopotu z parkowaniem. 

      Pogadałyśmy sobie, obleciałyśmy kolorowe stoiska. Zaopatrzyłam się w kolejne opakowania herbaty z białej morwy i pomagałam wybierać zapachy świeczek do jej podgrzewacza (ładnie pachną? :)) 

       

      W sobotę też od rana spotkania, trochę planowane ale nigdy do końca pewne. Iwona przyjechała do fryzjera w okolicy, zdążyła wypić kawę i zostawiła u nas swojego 8 letniego syna. Wcale nie było łatwo zainteresować go jakimiś zabawami, czy grami zwłaszcza że wyrósł z układanek i wymyślania akcji dla samochodzików. Najlepiej sprawdziła się piłka, strzelanie do bramek i gra w chińczyka. To się chłopakom nigdy nie nudzi. Jednak różnica czterech lat dała nam się trochę we znaki. Głównie dochodzi kwestia dostrzegania banalności dziecięcego świata, choć całkiem niedawno było się takim maluchem.. a co dopiero będzie za kolejne 4 lata ;) 

       

      Od strony zabaw lepsza komitywa nastąpiła przy spotkaniu z trzyletnim Mikołajem. Wreszcie udało nam się z Sylwią zrealizować plan przekazania prezentów na zaległe urodziny naszych smyków. Plan od listopada, a i tak spontaniczna decyzja rzucona na luzie, przy okazji ostatniego kina, okazała się najlepsza. Na dokładkę połączenie obiadu z salą zabaw dla dzieci odjęło sprzątanie zabawek w domu i szykowanie poczęstunku. Owszem lubię, ale w spokoju, kiedy można porozmawiać w ciszy i bez ciągłego pilnowania i odpowiadania na setki dziecięcych pytań. Sale zabaw przy klubach fitness czy w restauracjach są naprawdę strzałem w dziesiątkę i nie dziwię się, że mają wzięcie. 

       

      Dzisiaj dostaliśmy zaproszenie do rodziców na obiad, również spontaniczne, bo do tej pory to mój Brat z narzeczoną korzystali z niedzielnych obiadków. Tym razem rodzicie zatęsknili chyba za kompletem rodzinnym, zwłaszcza, że młodzi mają do zaprezentowania filmik swojej pociechy z trójwymiarowego usg. Tymczasem kończymy tworzenie walentynek dla koleżanek i pań z przedszkola i powoli szykujemy się do nowego tygodnia. Miłej niedzieli..

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Spontan”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 lutego 2019 13:12
  • piątek, 08 lutego 2019
    • Forma

      Mały wrócił w przedszkolne progi pełen energii, u mnie też forma lepsza i więcej chęci do wszystkiego. Po świętach miałam wrażenie, że jestem pełna jak balon, teraz już i lżej mi się ćwiczy i łatwiej spodnie dopina. Dzisiejsze pomiary pokazały wreszcie drgnięcie wagi w dół, ale waga to pikuś, najważniejsze, że figura przyjmuje kształt nadający się do sukienek. A sukienki uwielbiam, mogłabym nabywać i nosić nałogowo.. do kozaków, botków czy latem do sandałów. 

       

      Dlatego też i na wczorajsze kinowe spotkanie z dziewczynami wskoczyłam w kieckę i założyłam obcasy. Mężu mnie podwoził, więc i paznokcie zdążyłam w samochodzie pomalować. Jakoś tak jest, że o nich zawsze przypominam sobie tuż przed wyjściem i sprawdzają się wtedy lakiery naprawdę szybkoschnące. Zdążyłam i wyschnąć i dojechać przed czasem.. obserwowałam więc sobie jak dużo osób spędza popołudnia w kiniarni. Wpadła pani, prosto po pracy, sama, bo koniecznie musi obejrzeć ten i ten film. Pary na randki przy kieliszku wina, starsi państwo bo im seans polecano. A i duża sala, najstarszego kina w Polsce, wypełniona po brzegi. Nieduża sala, ale i tak nie spodziewałam się w środku tygodnia tylu osób. Dobrze, że zrobiłam wcześniej rezerwację, bo nie usiadłybyśmy wszystkie razem. Przybyły Hania z córką, Sylwia, Katarina i Ula. A film "Zabawa zabawa" wszystkie nas trochę poruszył..

       

       

       

       

      Film smutny, ku przestrodze, że z alkoholem lepiej się nie zaprzyjaźniać, bo można zniszczyć życie sobie i wszystkim bliskim dookoła. Trochę zakończenie urwane i pozostawiające niedosyt. Ale ogólnie świetnie odegrane role przez p. Kuleszę, Dorotę Kolak i Marię Dębską. W każdym razie obraz na tyle przemawiający, że po seansie żadna z nas nie miała ochoty iść na drinka ;) 

      Zasiadłyśmy sobie na pogaduchy przy kawach i herbatach, podebatowałyśmy o filmach, dzieciach i ostatnich wydarzeniach. Fajny czas, taki na spokojnie i w babskim gronie. Następne spotkanie pod koniec miesiąca, a dla równowagi, przydałoby się wyjście do kina z Mężem. Tylko coś teraz na niego przeszły dziecięce katary i trzeba szybko działać, żeby weekendu nie musiał przesiedzieć w domu..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Forma”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 08 lutego 2019 12:25
  • środa, 06 lutego 2019
    • Bakalie

      Zapiekanka zrobiona, ćwiczenia za mną choć nie tak się ten tydzień rozkręcił, jak miał. Mały tylko w poniedziałek przedszkole odwiedził, a od wtorku już w domu z katarem. Tym razem zabraliśmy go od razu, poszły w ruch rutyna, witamina C i wapno. Do tego inhalacje i sytuacja opanowana. Ani kaszel ani gorączka nie zdążyły się rozwinąć. Jest dobrze. 

       

      Dobrze też jest w temacie słodkości, nie wiem czy to biała morwa działa, czy trochę moja mobilizacja i to, że ostatnie ciacho zjadł Mężu. Ale też nie czuję, żeby mnie tak bardzo ciągnęło do słodyczy. Obkupiłam się we wszelkiego rodzaju ziarna, słoneczniki, płatki migdałowe, mieszanki z żurawiną, suszone śliwki, daktyle i orzechy (jedzone oczywiście w małych ilościach, bo wiadomo, że kaloryczne). Sięgam też po kiwi, banany, jabłka i pomarańcze. Choć niedawno przeczytałam, że zimą lepiej nie jeść surowych owoców, gdyż wyziębiają organizm. Że jabłko powinno być pieczone, a najlepiej sięgać po kiszonki. Surowe ponoć najlepsze latem., ale cóż, wolę jeść je i zimą, byle się trzymać z daleka od cukierków. W piątek pomiary przed ćwiczeniami i już pal licho wagę, byle w obwodzie było choć trochę mniej. 

       

       

       

      mniam

       


      Choinka schowana. Bez śniegu i przy temperaturze plus 5 stopni, jakoś traciła swój urok. Bywało, że stała do końca lutego, ale jednak koniec stycznia będzie lepszą datą. Zdążę się nią nacieszyć i nie przesadzić ze świątecznym klimatem. Zresztą niech już ta zima się kończy, dość tych ciepłych warstw ciuchów, katarów i ciemnych poranków. Pora na jasności, kolory i słońce.. Słońca mi trzeba!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Bakalie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 06 lutego 2019 13:14
  • niedziela, 03 lutego 2019
    • Realizacja

      Rzadko się zdarza, by wszystko, co zaplanowane doszło do skutku. A jednak. Jakiś ten weekend zaczarowany i spełnił plany nawet z dokładką.

      Na urodzinach przedszkolnej koleżanki wśród dzieci trwało kulkowe szaleństwo, a rodziciele przy herbacie i kawie zacieśniali więzy i poznawali się - czasem nawet dość intensywnie. Nasłuchałam się zwierzeń taty Natalki, który kiedyś w ramach sufitowych atrakcji znalazł się w naszym domu. Można więc powiedzieć, że byliśmy wcześniej zapoznani. Pan inspektor opowiedział na forum kawał swego życia, łącznie z  historią o dwóch żonach, dzieciach każde z inną i perypetiach mieszkaniowych. Dziewczyny za to okazały się książkowymi molami i temat sam popłynął w kierunku kiermaszów, festiwalu czytania i pracy w bibliotece. Sympatyczne spotkanie, wymiana telefonów i widzimy się przy odbiorze dzieci. Albo w niedługim czasie na występach z okazji dnia dziadków, które to po strajku zostały przełożone na luty.

       

      Zanim jednak występy, odwiedziliśmy dziadków w domu, na ciąg dalszy zabawy. Odwiozłam później Tatę po jego auto i odzyskałam swoje, ruszyliśmy więc na obiad do restauracji, gdzie jest plac zabaw dla maluchów i w której bonusowo spotkaliśmy Sylwię z siostrą i ich dziećmi. Pogaduchy, zabawy ciąg dalszy, pyszne żarełko i do kinowych planów z Hanią (przy dobrych wiatrach) dołączy i Sylwia. Jeśli się uda to po kinie skoczymy wreszcie we trzy gdzieś zasiąść i pogadać. Bo coś ostatnio nie udawało nam się zebrać razem, w jednym czasie..

       

      A dziś od rana kąpiele na basenie, w towarzystwie Iwony i jej syna. Rozmowy utrudnione przez szum wody i dziecięce zaczepki, ponieważ nasze chłopaki mają etap pod hasłem - ja jestem najważniejszy. Nie dają czasu na dłuższe wypowiedzi, ale też nie pojechałyśmy tam tylko gadać, ale i popływać, zrelaksować się i wymasować plecy. Na pogaduchy umówimy się we dwie, może w następny weekend.

      Przed nami nowy tydzień, pranie, zakupy, odwiedziny u rodziców, ćwiczenia i może wreszcie zrobię zapiekankę makaronową, która czeka na upieczenie. Niby nic, a każdy dzień jak święto, cenny, ważny i niepowtarzalny. To cóż, pora na herbatkę, dobry film, książkę, trochę snu i ruszamy..

       

       

       

      na herbatkę

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Realizacja”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 lutego 2019 20:20
  • piątek, 01 lutego 2019
    • I mamy luty

      Idzie luty, podkuj buty.. ponoć. Choć tu ani zbyt mroźno, ani śniegu u nas nie uświadczysz. Liczę, że trochę go jeszcze poprószy, ale fajnie by było teraz, nie w marcu czy w kwietniu. Chyba do Zosi trzeba będzie się wybrać, bo tam ponoć sanki idą w ruch i Natalia z córką na górkach śmigają. Zosia mniej zadowolona, bo jednak po śniegu ciężko rowerem do pracy dojeżdżać.

      A ja zostałam bez auta (rower tylko stacjonarny, na ćwiczeniach), które powędrowało do Taty, za to z telefonem w trakcie rozpracowywania i ustawiania na swoje potrzeby. Powrót do świata swobodnych połączeń bardzo mnie ucieszył. Jednak jest ze mnie towarzyski stworek i muszę mieć stały kontakt z rodziną i znajomymi. Z Hanią ustawiamy się do kina na "Zabawę zabawę", a w późniejszym terminie z Bluberką na film "Jak pies z kotem".

       

       

       

       

      I mam nadzieję, że te seanse pozwolą zapomnieć o porażce Kogla mogla. W domu włączyliśmy mocniejsze klimaty w postaci "Oceanu ognia"  z Butlerem i "Bez litości " z Denzelem Washington'em. Przed nami druga część tego ostatniego filmu i weekend, który zapowiada się dość intensywnie. Jeśli oczywiście zdrowie dopisze i nic nie stanie przeciwko naszym planom.  Jak choćby rury w łazience, domagające się powoli wymiany. Zrobiły się przy kolankach jakieś takie wykwity, rdza wylazła i wszystko grozi pęknięciem i zalaniem pionu. Brr, na samą myśl..

       

      Prezenty dla przedszkolnej koleżanki zapakowane, opłaty na nowy miesiąc porobione, pora coś ugotować na weekend i ogarnąć trochę mieszkanie przed wizytą koleżanki. Choć mam pomysł, żeby zamiast siedzieć w domu przy ciachu (wrr) i herbacie wybrać się na basen z chłopakami. Mały uwielbia kąpiele w kółku i zjeżdżalnie, wyszalałby się razem z synem koleżanki, my miałybyśmy pogaduchy w wodzie i masaże pod rwącym strumieniem. Albo może do kina na bajkę, czy znaleźć ciekawą propozycję dla dzieci jakie oferują miastowe lokale. Takie małe marzenia na najbliższy czas.. a jak się weekend ułoży, to zobaczymy. Byle zdrowie było, wtedy można działać i szukać różnych atrakcji dla malucha. Jakoś ten luty trzeba dobrze spożytkować, nawet bez śniegu ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „I mamy luty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 01 lutego 2019 12:31
  • środa, 30 stycznia 2019
    • Upadek

      Ćwiczę dzielnie, trzy razy w tygodniu.. ale jeśli nie uda mi się pokonać uzależnienia od słodyczy to, prócz lepszej kondycji, nic z tego nie będzie. Nie mogę mieć w domu nic słodkiego, a ciężko to zrealizować przy dziecku, które domaga się choć cukierka dziennie. Staramy się więcej mu nie dawać (sobie też), ale i w przedszkolu na słodkie się załapie i u dziadków. Oby później nie musiał przechodzić cukrowego odwyku, jako i ja. Zaczęłam nawet pić herbatę z białej morwy, która obiecuje regulację poziomu cukru we krwi i zmniejszenie łaknienia na słodycze. Mam jednak świadomość, że wszystko zależy od mojej słabej-silnej woli.. Żesz kurcze.

       

      Kurcze jeszcze większe, gdyż albowiem popełniłyśmy z Hanią błąd idąc do kina na trzecią część, kultowego kiedyś, filmu "Kogel mogel". Słowo kiedyś ma tu ogromne znaczenie. Nie wiem, co się z tym kinowym światem porobiło, że trudno teraz stworzyć ciekawy scenariusz. Bez traktowania widza, jak półgłówka, który przymknie oko na niesmaczne sceny. Który niby ma się śmiać, gdy wcale śmieszno nie jest. Wręcz przeciwnie, było straszno (a bilety wyprzedawane na pniu, na tydzień w przód i sale pełne po brzegi). Drewniane dialogi, sztuczna gra aktorska - Jerzy Turek w grobie się przewraca, a i dobrze, że pani Celińska nie wzięła w tym filmie udziału. Pomysł z dyskoteką w stodole, marihuana, policjanci imbecyle, tu fallus, tam lesbijskie pocałunki, w tym wszystkim Mucha, Skrzynecka w panterkach obwieszona złotem i Goździkowie na haju niszczący ogrodowe krasnale.

      Miałam chęć wyjść w połowie, czego dawno w kinie nie czułam. Owszem nie spodziewałyśmy się filmu wysokich lotów, ale tak niskich też nie. Wyszłyśmy po seansie zażenowane i zniesmaczone.. Smutne jest też to, że części zapewne się podobało i że świat jest teraz chowany na prymitywnych i banalnych programach telewizyjnych, na niskim poziomie, banalności i żenadzie do przesady. Ale cóż, o gustach ponoć się nie dyskutuje..

      A teraz należy iść do kina na jakiś dobry film, z przesłaniem, z dobrymi wartościami i świetnie zagrany, żeby zatrzeć ślad..

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Upadek”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 30 stycznia 2019 11:05
  • niedziela, 27 stycznia 2019
    • Wybrany

      Wreszcie, po wielu przemyśleniach, analizach i czytaniu opinii, telefon wybrany (bez szczegółów, bo nieistotne) i może już w środę powrócę do elektronicznego świata. Obecny świat ze starym sprzętem nawet nie daje mi znać, że przyszedł sms, mimo iż dźwięki poustawiane i powinno grać. Nic to, ważne żeby nowy sprawnie działał i nie trzeba było robić zwrotów. Bo coś ostatnio te internetowe zakupy mi nie szły. Jeszcze rzutem na taśmę zamówiłam dwa podkłady do przetestowania i dwie bazy, wygładzającą i matującą. Bardzo dziwna sprawa z tymi moimi podkładami, która jednak całkiem mnie zadowala. Mojej cerze nie pasują te z wyższej półki cenowej. Ani lorealki, ani revlony się nie sprawdziły, może ewentualnie bourjois ale to dobre, że zamiast w cenie 70 zł można go w necie kupić za 25 z dostawą. Natomiast bardzo fajnie catrice, maybelline i ingridy. Te ostatnie wręcz wytrzymały działania ćwiczebne i twarz się nie świeciła. Wiem już więc jakie marki mogę używać (przynajmniej na obecny czas) i jakie kolory mi pasują. Na lato wyższy numer koloru też by pasował, choć akurat wtedy bardzo rzadko się maluję (ważniejszy dobry krem) i daję skórze odpocząć. Zwłaszcza jeśli jest szansa na kąpiele w jeziorach, morzach czy choćby basenie. 

       

       

      Ale do lata jeszcze trochę, a zima uraczyła nas wczoraj śniegiem. Jednodniowym, bo już dziś po nim śladu nie ma. Spadło go jednak wczoraj tyle, że mogliśmy ruszyć na sanki i nacieszyć się radością zjeżdżającego z góry smyka. Mały uwielbia ten sport, sam już nawet wdrapuje się z sankami pod górę, sam potrafi odepchnąć się nogami i zjechać w dół. Czasem to mnie trochę przerasta, jak szybko dziecko się uczy i zmienia. Jeszcze niedawno nie potrafił chodzić, mówić.. a tu już alfabet wyrecytuje, w karty pogra, biodrami w tańcu zakręci i tak mocno kopie w piłę, że gole same mu do bramki wpadają. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jego zdrowie, żeby siły miał, energię i mógł działać bez tych ciągłych kaszlów i katarów.

      Na nowy tydzień jest już trochę planów, może uda się spotkanie z Hanią i jakieś kino z Bluberką. Mamę trzeba zawieźć do lekarza, wybrać prezent dla koleżanki przedszkolnej, bo jest kolejne zaproszenie na urodziny do kulkowa. Tacie podrzucić auto, żeby mógł swoje oddać do naprawy. Przerobić sznurki w spodniach Małego, na wygodną gumkę i umówić się z koleżanką, która chce oddać spodnie narciarskie po swoim synku. Nasze niedługo będą sięgać nad kozaki, a że liczę jeszcze na śnieg w lutym, to bardzo by się dłuższe przydały.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Wybrany”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 stycznia 2019 11:59
  • piątek, 25 stycznia 2019
    • Parametry

      Jak człek zaczyna poszukiwania jakiegoś sprzętu, to robi się w danej dziedzinie specjalistą. Czyta, przegląda, dokształca się.. a to przy lodówce nagle poznaje zasady działania no frost, a to przy odkurzaczu, że są modele z różnymi filtrami, albo z telefonami.. Które to mają różne pamięci RAM, pojemności akumulatorów litowo-jonowych, systemy operacyjne, procesory cztero lub ośmiordzeniowe, przekątne ekranów, rozdzielczości, itd. Jestem na bieżąco. Czytam, oglądam, jeździmy po sklepach by naocznie obejrzeć dany model. A i tak kupić w necie, bo różnice cenowe kolosalne. Jeszcze trochę to potrwa, choć to tylko telefon to przywiązuję się do niego bardzo i ważne bym mogła dostosować jego wnętrze tak, jak preferuję. Oczywiście na miarę możliwości finansowych i dostępności rynkowej, bo często bywa tak, że podoba mnie się coś, czego nie ma (podobnie jak z wizjami ubrań) ;) 

       

      Co do ubrań, to poszukiwałam ostatnio wygodnych spodni dresowych dla smyka. Jakoś tak w przedszkolu dziury robią się na kolanach, albo nagle się okazuje, że nogawka sięga do pół łydki i trzeba szybko ratować image dziecięcia. Spędzając trochę czasu na przedszkolnym korytarzu pooglądam i posłucham różnych opowieści. O markowych strojach, zakupach przebrań karnawałowych, czy zajęciach dodatkowych. Trochę jestem przerażona faktem, że zrobiła się jakaś nagonka na zajęcia poprzedszkolne dla 3 czy 4 latków. Rodzice zapisują takie maluszki na karate, na piłkę nożną, angielski czy tańce w profesjonalnych szkołach.. I ja w sumie nie mam nic przeciwko, tylko jestem za trochę późniejszym wiekiem na takie latanie. Widziałam jak mama popędzała czteroletniego synka, bo zaraz ma trening.. Może i lubi piłkę, czy pływanie.. ale chyba najbardziej lubi czas z mamą i tatą, wspólną zabawę, granie w tą piłkę z nimi, trochę spaceru, czytanie razem bajek..

      A może się mylę..

       

       

      kim

      (foto z besty.pl)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Parametry”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 25 stycznia 2019 11:27
  • środa, 23 stycznia 2019
    • Trafiony zatopiony

      Synek powrócił do przedszkola stęskniony zabaw i towarzystwa znajomych dzieci. Ja za to mogłam wrócić do porannych ćwiczeń z Edytą, pogaduch i prócz sprzątania i gotowania, również nadrabiania zaległości filmowych. Obejrzałam wreszcie wzruszający "Carte Blanche" z Andrzejem Chyrą, który w poprzednich latach jakoś mi umknął. A przede mną jeszcze film z Jennifer Lopez "Teraz albo nigdy", z Mężem do obejrzenia  "Pierwszy człowiek" z Gosilgiem, komedia z akcją "Red" i najnowszy, nagrany z rozmachem "Aquaman". Najbardziej jednak czekam na film "Zabawa zabawa", który niedługo schodzi z kinowych afiszy, ale że grany jest o późnej godzinie, to dziewczynom nie pasuje wybrać się do kina. Spróbujemy złapać go na Kulturze Dostępnej, albo obejrzę w internecie, bo tak czy siak chcę zobaczyć..

       

      Zrobiłam zakupy dla nas i dla chorej Pauli, która z dwójką również chorych dzieci została uziemiona w domu. Mąż z Tadziem wyjechali do rodziny, dzięki czemu uniknęli anginy, ale i możliwości wsparcia osłabionej mamy. U Małego zostały jeszcze resztki kaszlu, katar pojawia się po spacerze, ale ogólnie forma dobra. Apetyt i energia dopisują i dziś wyskacze się maluch na balu karnawałowym przebrany za Zorro. Swoją drogą dzieci nie mają pojęcia kto to jest ów Zorro, ale to jedyne przebranie jakie jeszcze mieliśmy na stanie. Zostało po słynnym balu przebierańców organizowanym dla ekipy przez Sylwię. Działo się wtedy, oj działo. Prócz szalonej imprezy miałam pierwsze symptomy ciążowe, choć jeszcze nie byłam świadoma, że jestem w ciąży drugi miesiąc :)

       

      Tymczasem minęły ponad cztery lata od tamtych szaleństw i teraz mam atrakcje innego rodzaju. Na ten przykład Mały - gotowy do wyjścia, ubrany w polarową bluzę, narciarskie portki, czapkę, szalik i kozaki - oznajmia (nie pierwszy raz), że natychmiast musi kupę! (nie ma co szukać piękniejszego słowa). Ja akurat z telefonem w dłoni, pisząc na szybko smsa do Męża rzucam się do akcji ekpresowego rozbierania, oczywiście w okolicy toalety. Efekt do przewidzenia. Sekunda i telefon zatopiony! Na szczęście nikt jeszcze na tronie nie zasiadł. Ale woda zdążyła dostać się do systemu, rozłączyć możliwość dzwonienia i zablokować dostęp do wszystkiego. Nawet nie można odblokować ekranu. Jednym słowem zostałam odcięta. 

       

      Obecnie przeniosłam kartę do starego mężowego smartfona, małego i działającego jak żółw. Nie mam WAppa i dostępu do zdjęć. Na szczęście numery miałam zapisane na sim (w odręcznym notesie też), a wszystkie ważne daty i najbliższe wydarzenia zanotowane w papierowym kalendarzu. Jak widać warto być przezornym i ubezpieczonym na każdą ewentualność, nawet od WC.

       

      ubezpiecz

      (rys. Andrzej Mleczko)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Trafiony zatopiony”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 23 stycznia 2019 10:35
  • niedziela, 20 stycznia 2019
    • Podkład podkładowi

      Niektóre kosmetyki wyglądają tak cudnie, że idealnie do zdjęć się nadają i kuszą jak słodkości.. Jednak sam wygląd to jedno, a właściwości nie każdemu pasują. Poszukiwania podkładu trwają, prócz lorealków przetestowałam też drogeryjne i w miarę na mą kieszeń dostępne produkty. Czytam intensywnie porady i oglądam tutoriale pań borykających się z podobną cerą. Zapisuję marki podkładów, korektorów i numery kolorów, żeby więcej nie trafiać na zbyt jasne. Ciemniejsze mogą się przydać na lato, jednak warto sprawdzać odcienie w sklepie, niż kupować na oko w necie. Potrzebny mi jeszcze dobry krem na dzień, zmniejszający widoczność porów i matujący, do stosowania pod podkład. Zaczyna się z tego wyłaniać klarowny obraz całości, a testowanie kosmetyków i makijaż sprawiają mi coraz większą radość.

       

       

       

      podkłady

       

       

       

      Tymczasem swoboda w domu okrojona, ale tydzień strajku w przedszkolu się kończy, więc od poniedziałku nadrobię ogarnianie przestrzeni. Udało mi się z Małym dwa razy dotrzeć na ćwiczenia, gdzie bardzo mu się podobało. W międzyczasie odwiedziła nas Edyta, której brakowało wspólnych pogaduch na treningach. Ona ćwiczy o poranku, my z racji wolnego nie zrywamy się tak wcześnie. Debatowałyśmy o bieżących wydarzeniach i oczywiście o kosmetycznych nowinkach, a że nabyła u mnie jeden z podkładów, cieszyła się ze spotkania podwójnie. Mały dostał serię książek wyjaśniających zawiłości tego świata, a w piątek jeszcze słodkości od Moniki, z którą też udało się umówić. Poszłyśmy na spacer, bo wreszcie wyszła po trzech tygodniach chorowania obu jej maluchów. Mamy serdecznie dość wirusów, katarów i kaszlów! Niby tydzień bez przedszkola, a u nas jeszcze brak pełnego spokoju. Ponoć po infekcji u dzieci długo oczyszczają się oskrzela i jedziemy na syropie wykrztuśnym, bo nic innego nie pozostaje. 


      Wybrałam się też na spotkanie z panią dietetyk, która omawiała problemy zapotrzebowania kalorycznego, suplementacji (wit. D, C, Omega 3, resweratrol) i niezbędnej aktywności fizycznej, by jakoś się to wszystko dobrze kręciło. Kręci się zresztą coraz lepiej, mogłam podnieść obciążenia i ostatnio bez problemu robię dodatkowe rowerki czy orbitreki. Jeszcze spacer z chłopakami po parku i nawet nie czułam wyrzutów sumienia po deserze w kawiarni. Czeka nas wieczorem spotkanie u dziadków na ciacho, z okazji ich święta. Wcześniej występy Mamy chóru, na które na pewno pojadę, a później wnuczek sprezentuje zrobione laurki. I zleci ten weekend w moment, nowy tydzień rozkręci się w dużym tempie, a co przyniesie.. zobaczymy..

       

       

       

      dziadków

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 stycznia 2019 12:14
  • środa, 16 stycznia 2019
    • Sprzeciw

      Nie da się przejść obojętnie nad tym co się stało, tak blisko nas, w takim czasie, który sprawia, że wtedy wierzy się w ludzi. W ich dobre serca i chęć niesienia pomocy innym. Nie wyobrażam sobie WOŚPu bez Owsiaka w roli głównej i nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie rozpaczy dzieci, żony, po stracie ojca i męża. Zamordowanego na oczach innych, ludzi świętujących, cieszących się że robią coś dobrego, że biorą udział w akcji, która powinna jednoczyć nas wszystkich. Nie da się o tym nie myśleć..

       

      Spędzam czas na czytaniu wiadomości, dużo tego czasu, z dzieckiem w domu, z codziennością która jakby teraz w zawieszeniu. Trzeba żyć dalej, ale to co się stało napawa buntem i chęcią wykrzyczenia sprzeciwu.. przeciw złu, przeciw nienawiści i tym podziałom, które zawsze rozwalają nasz kraj. Przykre to i bardzo smutne.. Tak bardzo bym chciała, żeby kraj, w którym przyjdzie dorastać memu dziecku był lepszy, wspólny w dążeniu do dobrego rozwoju i bezpieczny. Chciałabym.. 

       

      Synek już zdrowy, odsypia przekaszlane noce, czasem nawet do 10. Potem zasnąć nie może i zapętla się nam noc z dniem. Ja też chodzę niewyspana, ale z nadzieją że w następnym tygodniu unormuje się poranne wstawanie i normalny tryb dnia. Gotujemy razem obiady, Mały wrzuca wszystko do garnka, odmierza, dosypuje. Myje ziemniaki, chce kroić już warzywa, dolewać wodę i obierać jajka. Jest coraz bardziej samodzielny, dosięga do włączników światła i lubi się czuć potrzebny i pomocny. Po trzech dniach wreszcie wyszliśmy z domu, na mały spacer i na moje ćwiczenia. Jest w sali kącik dla dzieci, z kolorowankami i układankami. Na sali ćwiczeń można pobiegać i bawić się piłką. Na czas zamknięcia przedszkola mam zamiar powtórzyć z nim takie wyjście, dzięki temu nie stracę tygodnia.

       

       

       

      kosmetyczne


       

      Dla oddechu i relaksu od domu spotkałam się wczoraj z Bluberką, podjechałyśmy do kolejnej galerii w poszukiwaniu pasujących nam kosmetyków. Nie obyło się bez rozmów o bieżących wydarzeniach, o pracy, dzieciach i marzeniach.. Lubię te nasze spotkania, bo dobrze nam się rozmawia i mamy podobne podejście do ludzi, muzycznych pasji i książkowo-filmowego świata. Szkoda tylko, że kosmetyczne zdobycze nie cieszą aż tak, jak powinny. Co tu się dziwić, na tle takich dramatów jakie się dzieją tuż obok nas, trudno się radować i żyć spokojnie..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „Sprzeciw”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 16 stycznia 2019 13:56
  • niedziela, 13 stycznia 2019
    • Radość i smutek

      Śniegu ni widu, ni słychu.. ale na urodziny pojechaliśmy. Gorączka minęła, a resztki kataru i kaszlu nie przeszkadzały Małemu w energicznym szaleństwie. Na dokładkę z niespodzianką, bo będąc od rana na łączach z mamą Tadzia załatwiliśmy, że i on mógł się z nami wybrać. Był zaproszony, ale że mieli wyjechać, Paula odmówiła rodzicom jubilatki. Tymczasem wyjazd się przesunął i Tadziu mógł poświętować. Niespodzianka polegała na tym, że Mały nic nie wiedział. Tadziu został zapakowany do naszego auta, a synek poinformowany, że w samochodzie czeka na niego dużo radości. I faktycznie radość była wielka, tym bardziej, że poszliśmy jeszcze z Tadziem do moich rodziców na pogaduchy i zabawy z dziadkami :)

      Chłopaki całą drogę nawijali do siebie, bawili się, a w kulkowie wariowali bite dwie godziny. Z małymi przerwami na sok, bo na jedzenie szkoda było czasu. Zaproszono 26 przedszkolaków (nawet nie chcę wiedzieć ile to kosztowało), plus zaprzyjaźnione dzieci, więc ponad 30tka ich skakała, zjeżdżała i biegała - nie do zdarcia. 


      A cała ferajna rodziców, podzielona na grupy debatowała na temat strajku w przedszkolach i szkołach. Który to strajk ma trwać od poniedziałku do końca przyszłego tygodnia. I dla niektórych stanowi ogromny problem, bo nie każdy ma możliwość zapewnić dziecku opiekę babci, cioci, czy wziąć zwolnienie w pracy. Nasłuchałam się o różnych sytuacjach, gdzie np matka po tygodniu nieobecności w firmie traci klientów, a mąż dopiero co zaczął pracę 2 stycznia i kto mu teraz da wolne. Oczywiście nauczycielki wspieramy, ale mam nadzieję, że na tygodniu się skończy. U nas wolne to nie problem, jeszcze na dokładkę dziecię się spokojnie dokuruje, ale wierzę, że dla niektórych zamknięte przedszkola są dużym utrudnieniem. Była nawet wersja zapisywania dziecka do sal zabaw w marketach na kilka godzin, rzucona żartem, ale bez uśmiechu..

       

      Z Blubrą za to i z uśmiechem zrobiłyśmy nalot do galerii w przyjemniejszym celu. Pogadania i skorzystania z zimowych wyprzedaży. W drogerii, za sprawą Margi, skusiłyśmy się na świetny tusz do rzęs z serii age perfect. A potem już tylko obserwowałam, jak Gosia wpada do sklepu, wybiera torebkę, do kasy i załatwione. Potem do księgarni i sklepu z akcesoriami ozdobnymi po różne rarytasy, rach ciach i wybrane. U mnie podejmowanie decyzji zakupowych wymaga dłuższej ilości czasu i przejrzenia kilku ofert sklepowych. Muszę popracować nad swoim zdecydowaniem i pewnością podjętej decyzji ;)

      Nad tematem myślałam w wannie podczas późniejszego, domowego SPA.. było ciepło, z pianką, goleniem, maseczką z glinki, pedicure'm, manicure'm i pachnącymi balsamami na zakończenie..

      Jeszcze przelew na WOŚP i taki weekend to ja w pełni popieram. 

       

      Update:

      Jednak nie w pełni popieram :( Atak który wydarzył się w Gdańsku podczas tak wspaniałej akcji, jest potwornym koszmarem. Dopiero co cieszyliśmy się, z dużej sumy zebranych na WOŚP pieniędzy, pomocy dla dzieci, dobroci i zjednoczenia.. a tu łzy i rozpacz z powodu śmierci prezydenta Gdańska. I nie ważne, czy był to atak polityczny, czy szaleńca, który niby nie wie, co czyni. To straszna tragedia, rozpacz dla rodziny, a dla mnie nad ludzkością, bestialstwem i tym, co się dzieje z naszym krajem :( Wszystko się we mnie buntuje i krzyczy.. opamiętajcie się z tą nienawiścią, z tymi podziałami, medialnymi nagonkami i podjudzaniem. Proszę.. Życie jest takie krótkie, może być takie piękne, zwłaszcza kiedy sobie pomagamy i stoimy po dobrej stronie. A tą stroną powinna być miłość, dobroć i okazywanie serca.. Nic więcej nie trzeba..

       

       

      proszę..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Radość i smutek”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 stycznia 2019 22:18
  • piątek, 11 stycznia 2019
    • Ćwiczenia

      Ćwiczenia połączone z gadaniem to jednak frajda. Czas mija nie wiadomo kiedy i zanim się człek zorientuje zrobił pięć dodatkowych orbitreków i kilka jazd na rowerze więcej. Teraz do znajomości z Edytą dołączyła Paulina i jeszcze jedna koleżanka, której imienia nie znam. Zaskakujące jest też to, jak dużo osób przychodzi ćwiczyć rano. Przed pracą, przed innymi obowiązkami. Tak jest o wiele lepiej, niż kiedy człek po robocie wymęczony, a tu jeszcze trzeba nogami przebierać. Choć pamiętam czas, kiedy śmigałam na fitness właśnie po pracy, cztery razy w tygodniu i ze śpiewem na ustach. Nie miałam wtedy żadnych obowiązków, mój przyszły Mąż mieszkał jeszcze u siebie i przyjeżdżał na weekendy. Cóż więc było robić popołudniami - trenowałam intensywnie. Teraz zapał jest, ale sił trochę mniej, kolana i kręgosłup dają o sobie znać, no i czas trzeba dostosować do obowiązków domowych. Choć ponoć na chcącego nic trudnego.

       

      Zostało mi jedno popodróżne pranie, mieszkanie w miarę ogarnięte, nadrobiłam "Narodziny gwiazdy". Nawet kurze zdążyłam powycierać przed wizytą kolędową (która w tym roku jakaś ekspresowa). Mężu, mam nadzieję, dziś odkurzy. A ja będę mogła pośmigać po sklepach z Blubrą. Bardziej dla towarzystwa i chęci obejrzenia wyprzedażowych towarów, niż dla ich kupowania. Ale kto wie, może trafi się jakaś perełka.

      Lodówka zapełniona, wkręcam się powoli w gotowanie co dwa dni i tylko jedno mnie martwi.. Zdrowie rodziców, których dopadł jakiś wirus i nawet się z nimi spotkać nie możemy po dwóch tygodniach nieobecności. I katar u Małego, który po tygodniu w przedszkolu powraca, jak jaka zmora. Oczywiście po katarze w kolejce czeka kaszel, więc trzeba szybko działać, żeby nie przepadły urodziny u przedszkolnej koleżanki. Prezenty z kolekcji Krainy Lodu zakupione, teraz jeszcze by się ta MOC przydała i trochę śniegu ku polepszeniu klimatu wizualnego i zdrowotnego..

       

       

       

      śniegu

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Ćwiczenia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 11 stycznia 2019 11:27
  • środa, 09 stycznia 2019
    • Powroty

      Dopiero co było tak.. 

       

       

      zima

       

       

      A już kolejna tona prania przede mną, zakupy uzupełniające lodówkę za nami, chłopaki w pracy i przedszkolu, a ja ogarniam mieszkanie, dosuszające się ciuchy i próbuję złapać oddech na ćwiczeniach. Nie jest to łatwe, bo jakoś po dwóch tygodniach przerwy kondycja, mimo górskich spacerów, siadła. W sumie nie tylko kondycja ma wpływ, ale też świąteczne obżarstwo i osłabienie po przeziębieniu.

      Urlop zakończyliśmy pysznościami w Harnasiu, żeby i tu choć jeszcze poczuć góralskie klimaty. Porcje jednak jak dla drwala i bokiem mi teraz wychodzą. Zapisałam się na spotkanie w temacie bardziej dietetycznego i zdrowszego jedzenia. Muszę wziąć się za siebie, zmniejszyć porcje pochłaniane na raz, pilnować przerw między posiłkami i jakoś racjonalniej dobierać składniki. Mężuś śmieje się, że do lata damy radę, a potem na wakacjach znowu rozluźnienie kulinarnych obyczajów ;) Łasuchy to jednak mają ciężko, zwłaszcza gdy na wolnym dopadną pyszną jadłodajnię, gdzie dobrze karmią.. No cóż, dziś jeszcze łazanki z kapustą, a od jutra wracamy do zup i lżejszych potraw..

       

       

       

      łakomczuchy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Powroty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 09 stycznia 2019 12:58
  • niedziela, 06 stycznia 2019
    • W górach

      Nie wiem, czy to uzdrowiskowe moce wody mineralnej z naturalnych źródeł Domu Zdrojowego. Czy górskie powietrze, chłód od śniegu, czy duże ilości spacerów pod górkę.. grunt, że moje zdrowie się polepszyło, a Małego unormowało na plus. Nogi za to schodzone i cieszę się, że na Stóg Izerski można było wjechać luksusową kolejką gondolową, bo w życiu bym się na ten szczyt nie wdrapała. Zwłaszcza, że śniegu tam była masa.. Na samej górze choinki jak z baśniowej krainy. Całe białe i ciężkie od śniegu. Trzeba też było uważać, żeby noga nie zeszła z udeptanej ścieżki, bo od razu zapadało się prawie po pas. Mały przeszczęśliwy, ganiał, hasał i robił orzełka machając zapamiętale rękami i nogami w śniegu. Widoki więc niesamowite, zarówno dziecięce, jak i górskie. 

       

       

       

      zima w górach

       

       

       

      Ogrzaliśmy się w schronisku, przy herbacie z sokiem malinowym, pogryzając paluszki i obserwując narciarzy w ciężkich butach i profesjonalnych strojach. Kusiło mnie, żeby choć raz założyć sprzęt i zjechać choć z kawałka tej góry.. Ale jednak chłopaki musieli by na mnie zbyt długo czekać, bo to i dużo zachodu z ubieraniem, wjazdem na górę, zjazdem i zdaniem nart. Może gdy Mały będzie większy, spróbujemy pojeździć wszyscy razem. Na razie zjazd gondolą, a potem piękna noc przespana od 24 do 8 rano! Aż uwierzyć nie mogłam. Pierwsza od niepamiętnych czasów.. Po niej dzień spacerowy, niespieszny, trochę pod parasolami, bo do padającego śniegu dołączył deszcz. Żeby go uniknąć i nie spędzić reszty czasu przed telewizorem w pensjonacie, zadzwoniliśmy po darmowy transport do sympatycznej karczmy. Połączyliśmy czas obiadowy z salą zabaw, którą drewniana chata przebijała inne restauracje. Dziecię nasze mogło się wyszaleć, a my zjeść góralskie porcje, które zdecydowanie muszę zacząć spalać. Same spacery, nawet pod górę, tu nie wystarczą.

       

       

       

      śniegowa góra

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „W górach”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 stycznia 2019 22:42
  • piątek, 04 stycznia 2019
    • Pada śnieg :)

      Dylemat był duży.. jechać, czy nie? Rezerwacja zrobiona, Mężu ma urlop, od Zosi bliżej, a walizki pełne grubych swetrów i narciarskich spodni. I w tym wszystkim ja, pod kołdrą, z dreszczami, kaszlem i katarem. O dziwo Mały twardo zdrowy. Świąteczna zmiana klimatu pomogła mu wrócić do formy. I chyba to przeważyło. Uruchomiłam przeciwzapalne, przeciwgorączkowe i z postanowieniem natychmiastowego udania się do lekarza wylądowaliśmy w Górach Izerskich.

       

       

       

      na stogu izerskim


       

       

      Góry wprawdzie bliskie i niewysokie, ale pełne śniegu i tego niesamowitego klimatu, który po tej stronie kraju zimą jest najfajniejszy. Nie ma tłumów, bo już po szaleństwie sylwestrowym, ale narciarze są, jest biało i prószy od rana do wieczora. Postanowienia dotrzymałam, w pierwszym trafionym nfzcie zostałam osłuchana, przebadana i najważniejsze, że prócz leków zalecono mi też spacerować. Spacerowaliśmy więc intensywnie. Mały jak szalony wparował w śnieg. Wszystkie zaspy jego. Śnieżki, skoki, ślizganie, bałwan z patykami i rzecz najpiękniejsza która w tamtym roku go ominęła (jedyny tydzień, gdy był u nas śnieg, przechorował) - sanki! Jazda z góry to przecież największa frajda i z zapałem z niej korzystał. A my z podziwiania widoków, zwiedzania Świeradowa i podzielania radosnych przeżyć :)

       

       

       

      na zdrojowej

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Pada śnieg :)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 04 stycznia 2019 22:22

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa