Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • wtorek, 22 sierpnia 2017
    • Przedszkole

      Sobotę wieczór spędziłam w towarzystwie Synka, bo Mężu przyjął zaproszenie na grilla z kumplami z pracy. Okolica działek śliczna, ale tak sobie myślę, że domek tuż przy rzece ma też minusy. Zwłaszcza przy dużych deszczach i podniesionym poziomie wody. Mimo wszystko latem mają tam cudownie..

       

       

       

       

      działka

       

       

       

       

      Niedziela leniwa, odsypiająca i na szczęście słoneczna. Mogliśmy spędzić czas we troje, na placu zabaw, na grze w piłkę i na lodach z Synkiem. Takie fajne odreagowanie po ostatnim zapracowanym czasie u Męża. Żeby nie było zbyt radośnie, okazało się, że do parku nie pojedziemy moim autem. Po ostatniej naprawie, alternator owszem działa, ale akumulator nie nabrał mocy. Nie był zresztą wymieniany od lat i zdecydowanie przyszedł czas na nowy. Coś ostatnio to moje auto jest jak worek bez dna.. Ale i tu na pocieszenie dobra wiadomość, po wielu pertraktacjach i telefonach mamy przedszkole blisko domu, więc odpadają dalsze dojazdy :) Aż nie wierzę, że się udało, że odwołanie i pomoc pani dyrektor przyniosły upragnione miejsce.. Nie trzeba będzie wstawać wcześniej, odmrażać auta, albo wracać w korkach, bo piechotką mamy rzut beretem. W następnym tygodniu spotkanie organizacyjne, ale i tak powoli szykujemy wyprawkę. Bo wiadomo, że i piżama i kapcie będą potrzebne. Prasowanki imienne też się przydadzą, buty trzeba oznaczyć i kurtkę. Dobrze, że na tą zimę mamy już kurtkę, kozaki i spodnie narciarki. Na wszelkie rzeczy papiernicze będzie zbiórka, więc nie trzeba latać po sklepach za kredkami i farbami. Za to musimy zwiększyć ilość rozmów o przedszkolu z najmłodszym. Na razie niby się cieszy i chce tam iść, ale powtarza, że musi być mama bo nie zostanie sam. I nie pomagają tłumaczenia, że będzie tam dużo dzieci i miłe panie, które się nim zajmą. Wiadomo, rodzice teraz najważniejsi, a i my pewnie nielekko przetrwamy początki przedszkola.. Ponieważ mam jeszcze wolne, to na start planujemy 4 godziny dziennie. Ale kto wie, może Mały nas zaskoczy i sam będzie chciał zostawać dłużej. Zobaczymy..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 sierpnia 2017 12:42
  • sobota, 19 sierpnia 2017
    • Dlaczego

      tłumy

       

       

       

       

      W poprzedni weekend ominęła nas impreza z fajerwerkami, wybraliśmy jezioro zamiast zatłoczonego miasta.. ale nic dziwnego, kiedy człek chce złapać jeszcze trochę słońca. Tym bardziej, że od środy codzienne mżawki. Wprawdzie na raty i z przerwami na duszne, wysokie temperatury, ale jednak czuć, że to już końcówka lata. W ten weekend chciałam jeszcze nad wodę podjechać, ale Mężu musiał dziś pracować. Spotkałam się więc z koleżanką Izą, z którą dawno się nie widziałyśmy.. Dużo zmieniło się w jej życiu, jest po rozwodzie, z dzieckiem i po nowym nieudanym związku. Szkoda, że ten los czasem tak źle się toczy. Mam nadzieję, że jeszcze odnajdzie radość i szczęście w życiu.. i dobrego partnera, na którego można liczyć i obdarzyć go zaufaniem. Bo o to wcale w dzisiejszych czasach niełatwo..

       

       

      Odebraliśmy już auto, ze słowami, że dajemy mu jeszcze jedną szansę. Po kolejnej większej awarii, naprawa i sprzedaż, bo nie ma sensu pakować więcej, niż wynosi jego obecna wartość. Podjechałam też do rodziców mieszkanka, podlać kwiaty i wyjąć pocztę. Akurat w tym czasie zadzwoniła zaprzyjaźniona pani dyrektor z przedszkola i oznajmiła, że mamy miejsce u niej. Wprawdzie z dojazdami, ale tuż obok bloku rodziców, którzy w razie czego mogą wnuczka szybko odebrać. Jeszcze w poniedziałek będzie ostatni telefon na nasze rezerwowe miejsce w przedszkolu blisko nas, gdzie oczywiście bardziej chcielibyśmy się dostać. Ale już można odetchnąć, że dziecię od 1 września na pewno dołączy w poczet przedszkolaków! 

       

      A dziecię weszło właśnie w etap "dlaczego", przeplatany "po co" i "czemu".. Na ten przykład taka scenka rodzajowa. Wracam z nim po spacerze, przechodzi pani z naszego piętra

       

      Mały: Mama, a kto to?

      Ja: Pani sąsiadka

      Mały: Dlaczego? 


      I bądź tu mądry i pisz wiersze. Żeby jeszcze zdolności jak u Ani były, to by się coś stworzyło. A tak pozostaje jedynie kombinować, by wybrnąć w odpowiedzi ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 19 sierpnia 2017 15:43
  • wtorek, 15 sierpnia 2017
    • Ciepło

      Nie ma to, jak wysiadające auto, tuż przed trasą nad jezioro.. kiedy to wreszcie robi się ciepło i już powstaje wizja koca na piasku, z widokiem na iskrzącą słońcem wodę.. A tu alternator pada całkowicie i w moment wysiada akumulator. Pozbawia mnie wspomagania kierownicy, po kolei świecą się kontrolki i stres sięga zenitu, bo do domu został kilometr, a auto bez litości odmawia współpracy. Na szczęście stanęło tuż przed światłami wielkiego skrzyżowania i w niedalekiej odległości od mechanika. Holowanie i radość wielka, że prócz prawie pełnoletniego auta, jest jeszcze mężowe. Mniejsze, o niewielkiej mocy, głównie na dojazdy do pracy. Ale grunt, że na chodzie.

       

      Pojechaliśmy więc, koc był, słońce, plaża, gitara i kąpiele - po kolana. Żeby przez całe wakacje woda nie zdążyła się zagrzać w jeziorze toż to nie do pojęcia.. Na szczęście my zdążyliśmy się jeszcze trochę powygrzewać.. Miałam trochę czasu na książki (tym razem wybrałam same letnie, polskich autorek), na pogaduchy z Sylwią i Anią. Spotkaliśmy się też z Agą, u której niedawno byliśmy na weselu i tu niespodzianka, bo maleństwo w niej już pięciomiesięczne i w okolicy świąt powiększy się im rodzina :) Gratulacje złożone, potem grillowanie w cieniu drzew, z rodzicami, chłodzone napoje i plener do wieczora.. Łatwiej się wracało, ze świadomością, że od środy pogorszenie pogody. Choć mam nadzieję, że biwakującym jeszcze słońce przyświeci i tak pięknie rozświetli wodę w jeziorze...

       

       

       

       

      woda cud

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Ciepło”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 sierpnia 2017 21:01
  • piątek, 11 sierpnia 2017
    • Sierpień?

      Co to za lato, kiedy słoneczne dni można na palcach policzyć.. I oczywiście na sam dłuższy weekend dodatkowe pogorszenie pogody, przeskok z 26 stopni na 18, chmury, mżawka co jakiś czas i ogólnie lipa. Jest jeszcze szansa, że we wtorek powróci ocieplenie, ale wtorek to już ostatni dzień tego wyczekiwanego weekendu. Do tego Mężu musi iść w sobotę do pracy, siedzę z najmłodszym w domu i na pocieszenie pozostaje mi trening gry na gitarze. Tym bardziej, że rodzice sprezentowali mi przepiękny nowy model. Miał być na imieniny, ale z racji ich pobytu nad jeziorem chcieliby żebym przyjechała im pograć. Jednak przy deszczowej pogodzie i to staje pod znakiem zapytania..


      Mały też niepocieszony, przybyła wreszcie jego zaległa hulajnoga, którą mieliśmy kupić od dziadków jeszcze wiosną. Jazda podoba mu się niesamowicie, wstaje rano i w piżamie leci do pokoju by zrobić rundkę. A tu trzeba poczekać na lepszy czas, żeby móc pojeździć nią poza domem. Rowerek biegowy też czeka, choć do niego akurat mniej mu się spieszy. Zbyt niepewnie się na nim czuje i widzę, że będzie potrzebny dłuższy trening.. Zaraz połowa sierpnia, a tu ani nad morzem się opalać, ani w deszcze gdziekolwiek jechać. Sierpień zaczął się średnio, mogę sobie jedynie powspominać widok z Sopotu dla lepszego samopoczucia ;)

       

       

       

       

      w słońcu

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Sierpień?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 11 sierpnia 2017 10:31
  • wtorek, 08 sierpnia 2017
    • Żagle w słońcu

      Zawisza

       

       

      Tęcza nie zawiodła i niedzielę spędziliśmy w słonecznościach całodniowych. Żagle od razu nabrały rumieńców i my też, bo wesołe miasteczko na zlocie każdego przyprawi o zawrót głowy. Karuzele i młoty różniste coraz większe, coraz szybsze i aż dech zapierają. Ceny również ;) Lepiej już było oglądać statki, które jak zwykle pięknie się prezentowały na tle Wałów i portu..

       

       

       

      w porcie

       


       

      Impreza z rozmachem, tłumy mieszkańców i turystów z różnych stron świata. Ponoć brakowało miejsc noclegowych, a fundusze za nie trzeba było płacić ogromne. Większe nawet niż nad morzem w sezonie. Tym razem przygrywał Andrzej Piaseczny i Afromental, którzy to jednak rozczarowali tłum, grając tylko dwa kawałki, zamiast pełnego koncertu. My za to nierozczarowani, nogi złazili, statki podziwiali i chłonęli atmosferę tej wielkiej imprezy. W następny weekend Pyromagic, ale tutaj podziękujemy ze względu na późne godziny nocne. Nie da się jeszcze pogodzić takiego wypadu z maluchem, który wprawdzie zasypia o 22, ale tam o 22 to dopiero strzelą w niebo fajerwerki. Kiedyś jeszcze nadrobimy, jeśli nadal, co roku, będą powtarzać kolorowe wybuchy. Na razie pozostają nam wspólne wypady za dnia i nie mam nic naprzeciwko. 

      A nowy tydzień rozpoczął się ponownymi spacerami z Moniką. Przez urlopy i podróże dawno się nie widziałyśmy. Mamy dużo opowieści do nadrobienia. Brzuszek u niej już duży, termin porodu ma na koniec września, więc już powoli rozglądam się za ładną kartką i drobnym prezentem na powitanie jej drugiego syna. Nadrabiam też trochę zakupy i myślę o grillu, który może uda się jeszcze zrobić w zbliżający się dłuższy weekend. Dziś łapaliśmy słońce i witaminę D, opalając się na plaży. Szkoda tylko, że wiatr przeszkadzał, choć akurat dla żagli na ich powrotnej drodze będzie zdecydowanie przydatny..

       

       

       

       

      Dar 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Żagle w słońcu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 sierpnia 2017 13:29
  • sobota, 05 sierpnia 2017
    • Żagle i Bocelli

      Nie ma tak, żeby było idealnie.. I dlategoż cały dzień świeciło słońce, a pod wieczór, kiedy tłumy zebrały się na koncert Andrea Bocellego - chlapało co jakiś czas. Folia okrywająca wózek z najmłodszym i parasole się przydały, a najfajniej mieli ci, którzy schronili się na żaglowcu.. jak na ten przykład pan J. Kaczyński, na Darze Młodzieży..

       


       J.K.

       


       

      Udało mi się przebrnąć przez ludzką zaporę (chłopaki zostali na tyłach) i dotrzeć na dozwoloną odległość, choć do sceny i tak ogromny kawał drogi. Sławnego śpiewaka jednak widziałam :) Głos jego potężny.. a mimo wszystko skromność i czar płynęły z całej postaci pana Bocellego. Towarzyszył mu Chór Akademii Morskiej i muzycznie Filharmonia Szczecińska. Słuchało się z przyjemnością i ze świadomością, że tak znakomita persona zawitała do naszego miasta..

       

       

       

      A.B.


       

       

      A później dla czaru jeszcze większego pojawiła się tęcza, taka mała nadzieja, że jutro słońce zaświeci na dłużej..

       

       

       

      nadzieja

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Żagle i Bocelli”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 05 sierpnia 2017 21:32
  • środa, 02 sierpnia 2017
    • Pourlopowe ogarnianie

      Podróż powrotna trwała godzinę dłużej, bo jechaliśmy już bezpośrednio do domu. Ale tym razem dziecię pospało dwie godziny, korki trafiły nas tylko na wyjeździe z Gdańska, a potem droga była już w miarę pusta. Mimo wszystko trochę szkoda było wracać w sobotę, więc na pocieszenie niedzielę spędziliśmy nad rzeką. Od poniedziałku ruch głównie w domu, dwa prania za mną, wypucowana łazienka, kuchnia i wytarte wszystkie kurze. Mężu odkurzył mieszkanie i musiał powrócić do trybu pracowniczego. Ja i Mały natomiast nadrabiamy spotkania u Dziadków, spacery i wyjścia z trójkołowym rowerem. Nagotowałam pomidorowej, zrobiłam kotlety drobiowe i odmroziłam gulasz, który sprawdził się do kaszy gryczanej w chwili całkowitego braku obiadu. Dziś od rana byłam na zakupach, gdyż lodówka świeciła pustkami. Teraz mam już z czego gotować i zaopatrzyłam się w różne przekąski dla malucha. Sobie natomiast doładowałam czytnikowe zapasy. Zaopatrzyłam się w książki pani Gargaś, Noszczyńskiej, Krystyny Mirek, pani Czarkowskiej, Fabisińskiej, Frączyk, Hanny Greń, Kołakowskiej Agaty, Kordel Magdy, Agnieszki Krawczyk, Anny Klary Majewskiej, pani Świętek, Nurowskiej, Obuch, Wilczyńskiej i wielu innych polskich autorek. Dokładając do kolekcji również francuskie powieści pana Guillaume Musso i brytyjskiej Jojo Moyes, z których jeszcze nic nie czytałam i fajnie by było nadrobić.

       

      Chciałabym jeszcze, przy dobrej pogodzie, skorzystać trochę z pleneru i podjechać z Mamą nad jakąś pobliską wodę. Tylko coś ta pogoda znowu dziwna, duszno i upalnie, a w nocy deszcze.. Czy jeszcze w sierpniu będzie dane cieszyć się prawdziwym latem? Czy też znowu wrzesień będzie ładniejszy, jak to rok temu było.. Mam nadzieję, że choć w najbliższy weekend pogoda dopisze, gdyż zbliża się Zlot Żaglowców, a przy takiej atrakcji przydałaby się słoneczna aura..

       

       

       

       

      żagiel z Sopotu

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Pourlopowe ogarnianie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 02 sierpnia 2017 14:56
  • sobota, 29 lipca 2017
    • Trójmiasto i niespodzianki

      Do domu wreszcie wrócili, po wojażach niesamowitych, przeplatanych słońcem, deszczem, zwiedzaniem Sopotu, Gdańska i Malborka. Oraz przesympatycznymi spotkaniami! Zapoznaliśmy się z Bożenką i jej pociechami, co było nie lada gratką :) I na dokładkę Beata z Danii wraz z mężem zawitała do Sopotu! Nie zaplanowane to było przez nas spotkanie, zupełna niespodzianka i całkowity zbieg okoliczności. Gdyby człek ustawiał się wcześniej, to pewnie by tak idealnie z datą nie trafił.

       

      W trasę ruszyliśmy od Zosi, jakoś tak od niej wszędzie jest bliżej i już wiemy, że 4-5 godzin Mały da radę w podróży wytrwać. Gorzej z nami, kiedy w tym czasie trzeba 4 razy szukać postoju na siku, a dziecię zasypia 60 km przed celem, zamiast dać nam trochę ciszy i spokoju 300 km wcześniej ;) Nic to, dobrze było. Sopot przywitał nas wprawdzie pochmurnym niebem, ale przynajmniej nie padało, tak jak to później było. Babki nad morzem zrobione, spacer na sopocki Monciak zaliczony kilka razy. Bo oczywiście tam podobało mi się najbardziej, jak chyba większości turystom. Gorzej jak w połowie pobytu owych turystów dopada deszcz, ale na szczęście przed nim zdążyliśmy spotkać się Bożenką na smakołykach w Kropce. Przyjechała z dziecięciami rowerem, cała trójka sympatyczna i rozmawiało nam się, jakbyśmy się sto lat znali. Czasem tak jest, że od razu wyczuwa się dobrą duszę. Deszcz nas wprawdzie wygonił i wieczorowa już pora, ale spędziliśmy miły czas na pogaduchach w towarzystwie Wąsów :)

      Później deszcz rozsiadł się na całego, lało tak, że trzeba było umykać do galerii Bałtyckiej, a wieczorem do Aquaparku. Kąpiele nad morzem mamy więc też odhaczone i to nic, że w basenie. Mały przeszczczęśliwy, a my dumni, że nauczył się pływać w dmuchanym kole i od razu bez siedzonka. Tona zdjęć i filmów uwieczniła to donośne wydarzenie.

      Później uciekliśmy przed deszczem do Malborka, nie odstraszyły nas tłumy i ogromne kolejki.

       

       

       

       

      zamczysko

       

       

       

       

      Zarzuciliśmy słuchawki na uszy, Syna do wózka, żeby było łatwiej się poruszać po tym ogromnym terenie. I można było chłonąć malborski klimat i otoczenie. Zamek wspaniały! Te opowieści i historia poruszają wyobraźnię.. człek automatycznie przenosi się w dawne czasy. Można było obejrzeć różne komnaty, dawne stroje, monety, obrazy i inne dzieła sztuki..A na koniec zjeść obiad z widokiem na zamkowe mury. Świetny dzień i pozostając w tym klimacie od razu ustawiłam sobie na czytniku drugą część "Odrodzonego królestwa", pani Cherezińskiej.

      Na szczęście deszcz się nad nami zlitował i pozwolił pozwiedzać też Starówkę Gdańska. Zachwycają mnie takie miejsca, pełne pięknych zabytków, kolorowych kamieniczek, z atrakcyjną fontanną i podziwiającymi to wszystko turystami. Chłonęliśmy tę atmosferę, uwieczniałam wszystko na fotkach i szkoda tylko, że trzeba było narzucić tempo zwiedzania ze względu na ograniczenie biletem parkingowym.

       

        

       

       

      Miniatury Gdańska 

       

       

        

      Z Bożenką byłam cały czas na nadawaniu, ale że musiała pracować w trakcie swego urlopu (współczucia), to nam się już drugie spotkanie nie zgrało. Mam nadzieję, że nadrobimy u nas. Wracaliśmy więc do Sopotu, by spędzić wieczór z Beatą i jej mężem, wypić piwko w Browarze, nagadać się choć trochę i posłuchać o ich planach jeszcze szybszego zwiedzania Trójmiasta w połączeniu z koncertowym Męskim Graniem w Gdyni. Potem obowiązkowo choć jedno wejście na sopockie, wielgachne Molo i cudne widoki na mały port, na plażę i morski statek. A w dzień wyjazdu słońce i upał od rana, więc szybkie pakowanie i tempem na plażę, by złapać tę przecudną pogodę na zapas :)

       

       

       

      słoneczna niespodzianka :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Trójmiasto i niespodzianki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 29 lipca 2017 22:03
  • piątek, 21 lipca 2017
    • Z jeziora nach Berlin

      Nie dość, że obie książki przeczytane, to i plaża była i cały dzień w Berlinie. A nie zapowiadało się.. Pierwsze dni nad jeziorem bowiem chłodne, w ciepłych bluzach i czapce na uszach dziecka. Za to plener i przy takiej pogodzie potrafi być przydatny, bo co się dotleniliśmy, to nasze. Od poniedziałku, sukcesywnie było już coraz cieplej.. Zanim się jednak słońce porządnie na niebie rozsiadło, my zasiedliśmy za kierownicą i przy wsparciu internetowych map przejechaliśmy przez samo centrum Berlina, aż do Zoo.

       

       

       

       

      nach Berlin

       

       

       

       

      A miasto to ogromne! Wielkie hotele, wysokie budynki, ulice nawet pięciopasmowe. Ruch w każdym miejscu, masa turystów i zatłoczone parkingi. Ja oczywiście w swoim żywiole :) Dużo się tam dzieje, jest co zwiedzać, całość robi monumentalne wrażenie.. Kolorowo, choć wśród tego niemieckiego bogactwa i biedę było widać. Zdjęć natrzaskałam tyle, że bateria wysiadła, a było co fotografować.. Nawet żonglerzy wyskoczyli nam przed maskę samochodu, łapiąc się znienacka na zdjęcie. Kiedyś może jeszcze wrócimy do Berlina, pozwiedzać już typowo zabytki. Tym razem nastawieni byliśmy na zwierzaki i oczywiście ujrzenie słynnej, berlińskiej, pandy. 

       

       

       

       

      berlińskie zwierzaki

       

       

       

      A później radości o poranku, kiedy to człek budzi się w małym domku, niedaleko plaży i widzi za oknem słońce! Jeszcze przed śniadaniem wskakuje w strój kąpielowy, pakuje torbę plażową i leci sprintem nad wodę. Nawet udało mi się popływać, choć woda daleka jeszcze od ciepłej. Ale była już na tyle znośna, że dziecię mogło wbiegać ile chciało. Pierwsze pływanie w pontonie, wyprawa łódką pod wyspę, wieczorne ogniska, wędka z kija z prawdziwym spławikiem i "moje dzieci" - czyli koleżanki i koledzy, którzy bawili się w berka lub w chowanego. To wszystko i jeszcze trochę sprawiało, że Mały usypiał nam między 22-23,30. Potem szybko na ognisko, by pograć trochę na gitarze i potrenować przed małą publicznością. I oczywiście książki.. "Caryca" czytana przed snem, z wypiekami na twarzy i nie dająca zasnąć do 2.. Odsypianie zarwanych nocy i na plaży "Podróż", kiedy tylko Mężuś zajmował się naszym plażowiczem. Wypoczynek przy nim jest na zmiany, bo i w piłkę trzeba pograć i latać na zawołanie do łazienki. A kiedy Rodzice świętują rocznicę ślubu, to przy stole za długo posiedzieć nie można. Ale za to można patrzeć jak maluch się cieszy, jak garnie się do dzieci i staje się coraz bardziej samodzielny. A to cenne chwile :) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Z jeziora nach Berlin”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 21 lipca 2017 20:42
  • piątek, 14 lipca 2017
    • Książka na plażę

      Romantyczne uniesienia na razie odkładamy, zrobiłam kolejną wyprawę do spółdzielni i przycisnęłam administrację do drugiego protokołu. Bo sufit to jeden temat, ale ściana też remontu się domaga. Gdyby człek nie chodził za swoimi sprawami, to już nikt by się więcej tym nie interesował. Pozostaje czekać na odzew od ubezpieczalni i z nowym miesiącem rozpocząć prace. A na razie relaks i wypatrywanie, zapowiadanej, pięknej pogody. Niech już nadejdzie, bo strój kąpielowy czeka w szafie i usycha z tęsknoty.. 

       

      Spacery z Moniką ostatnio trochę utrudnione, bo nam maluchy wchodzą w etap przepychanek (jak to chłopaki) i trzeba ich bardziej pilnować. Mimo tego wyrwiemy się czasem na jakieś wędrówki po osiedlu, czy zakupy, choć wiadomo, że te najlepiej robi się bez dzieci. Fajny też spacer był z Mamą, kiedy wzięłyśmy dla Małego trójkołowy rower. Nauczył się wreszcie pedałować i rower wygrał ze ślizgawką i piaskownicą. Na biegowy jeszcze poczekamy, bo nawet nie chce spróbować wsiąść, za to pierwszeństwo będzie miała hulajnoga. Może jeszcze tego lata..


      Byliśmy również w odwiedzinach u chrzestnej smyka. Kiedy Synek dłużej kogoś nie widzi od nowa musi się oswajać. Na początku jest onieśmielony, prawie nic nie mówi i dopiero przy zabawie się rozkręca. A potem oczywiście nie chce wyjść. Chciałabym żebyśmy częściej się widywali z ciocią, ale mimo iż blisko mieszkamy, to czasem trudno zgrać termin spotkania. Każdy zajęty i ma swoje plany..

      My też staramy się łapać wolny czas, a to na plener, a to na film czy książkę. Skończyłam czytać Dickensa i wzięłam się teraz za "Carycę", która pochłonęła mnie bez reszty. Książka świetnie napisana, zaciekawiająca historią i losem kobiety, która z najniższej warstwy społecznej wychodzi na władczą górę. Za to w wersji papierowej, z torby plażowej przywołuje mnie romans historyczny pani Jadwigi Courths-Mahler "Dzieci szczęścia" i włoska "Podróż" Stanisława Dygata. Kilka stron już pochłonęłam i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. I na plażę również, choć na porządne ocieplenie i słoneczne dni jeszcze chyba trochę poczekamy..  Miłego weekendu i słońca, słońca wreszcie! 

       

       

       

      tylko czytać..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Książka na plażę”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 14 lipca 2017 12:54
  • środa, 12 lipca 2017
    • Zaręczyny

      Nie spodziewałam się kwiatów z takiej okazji.. że Mężuś pamięta, to wiem. Bo jakże zapomnieć dzień, w którym ukrywa się pierścionek zaręczynowy, na piersi, w kieszeni koszuli i czeka na dogodną chwilę, z tak ważnym pytaniem :)

       

       

       

      na tej plaży..

       


      Robiliśmy długie wycieczki po greckiej plaży, słońce sypało iskry na błękitnej tafli morza. Zwiedzaliśmy wyspę, zaglądając w przepiękne zakątki. A on już wiedział.. że chce zostać moim mężem. Że chce spędzić ze mną resztę życia. Pierścionek wybrał sam, a z pytaniem poczekał do wieczora. Kiedy to przysiedliśmy na plażowych leżakach, patrząc na morze. Klęknął na kolano i wzruszony zapytał, czy zostanę jego żoną.. Zostałam. Z radością i szczęściem w sercu :)

      I to nic, że po latach czasem sufit wali się na głowę. Że poprztykamy się o jakieś głupoty, tak, że potem nie wiadomo, o co w ogóle chodziło. Że bywają momenty trudne i nerwowe, zwłaszcza przy wymagającym ciągłej uwagi maluchu. Ale najważniejsze, że blisko i razem, bo wtedy łatwiej pokonuje się wszelkie problemy. Z Synkiem, będącym częścią nas i naszym największym wspólnym skarbem. Z garstką dobrych znajomych i rodziną, która nas wspiera.. I z Miłością, przez duże M..

       

       

       

      M

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Zaręczyny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 12 lipca 2017 13:50
  • poniedziałek, 10 lipca 2017
    • Malowanie

      Zanim owe plany urlopowe, pojechaliśmy wreszcie na krótką wizytę do Zosi.. Odkładaną dwukrotnie, z racji zdrowotnych i czasowych. Czekała na nas cierpliwie, ze ścianą w białe ciapki, przygotowaną pod malowanie kilka tygodni temu. W piątek padał deszcz, więc odwołałyśmy z Moniką spacer i miałam czas spokojnie się spakować. Idzie mi coraz lepiej, bo każdy mały wypad uczy mnie zabierania coraz to mniejszej ilości rzeczy. Przeanalizowane zestawy praktyczne plus jeden wyjściowy, w razie jakiegoś spotkania ze znajomymi. A dla Małego już mniej ubrań zapasowych, jedynie branie poprawki na brudzenie się w ogrodzie i ewentualną niespodziankę bez pieluchy. Choć można z dumą przyznać, że od momentu całkowitego zdjęcia pieluszki jest sucho i po nocy i po podróży. Jeszcze się asekurujemy, ale po zużyciu pieluch z ostatniej paczki kończymy i ten etap. Tak już chyba będzie przy dziecku.. i radość, że rośnie i staje się coraz bardziej samodzielny i smutek, że to już. Zosia widząc go tylko raz na jakiś czas, jeszcze bardziej dostrzega zmiany. Teraz zaskoczona była i śmiała się z "poważnych" rozmów prowadzonych z naszym szkrabem. Taki mały mądralek już z niego :) 

       

      Oni sobie debatowali, ja pojechałam tradycyjnie na rynek, a Mężu wziął się za malowanie. Pokój przeszedł przepiękną metamorfozę z łososiowego różu w jasno-beżowy odcień. Od razu zrobiło się bardziej elegancko i ciemnobrązowe meble przestały się gryźć z łososiem. Czuję że po tej odmianie pójdzie w ruch nowa aranżacja przestrzeni, więc przy kolejnej wizycie będziemy się na nowo oswajać. I wcale się tym Zosi chęciom nie dziwię, bo i we mnie budzi się zew do zmian. Na samą myśl o nadchodzącym remoncie. Już mam wizję małych lampek w podwieszanym suficie, lekkich rolet w miejsce drewnianych żaluzji i zasłon, które trochę ocieplą pokój. Ale od wizji do realizacji jeszcze daleko, choć już wstępny plan jest. I zapowiedziany przyjazd Damiana, który wraz z Mężem solidnie wykona to, co spółdzielnia zrobiłaby na odwal. Nie mówiąc już o różnicy w cenie..

      A że oszczędności bardzo się teraz przydadzą, to można zaliczyć do nich i kwiaty, których w tym roku na balkon w ogóle nie kupowaliśmy. Przywieźliśmy za to kolejną partię od Zosi z ogrodu, tym razem w pomarańczowych barwach i dużej ilości. Jeśli przyjmą się u nas w skrzynkach, wreszcie będzie kolorowo i klimatycznie. Taka namiastka lata, w miejsce obecnej kapryśnej pogody..

       

       

       

      słoneczne kwiaty

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Malowanie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 lipca 2017 00:03
  • piątek, 07 lipca 2017
    • Trochę słońca

      Tydzień zleciał w moment, opłaty z nowym miesiącem porobione, auto po mechaniku przegląd przeszło śpiewająco. Podjechaliśmy też wreszcie w niemieckie rejony po plakietkę uprawniającą na wjazd do Berlina i parkowanie w odpowiedniej strefie. Trochę strach się tam teraz zapuszczać, ale przy braku pogody jakieś alternatywne atrakcje trzeba wyszukiwać. A nach Berlin jeszcze razem nigdy nie zawitaliśmy i fajnie by było to nadrobić, łącznie ze zwiedzaniem ich wielkiego zoo. Dalsze rejony odpadają, z racji finansowych. Sufit, ściana i okna do wymiany w zamian za Grecję czy inną Hiszpanię. Ale może jakiś słoneczny dzień będzie jeszcze w te wakacje dany? Żeby choć naszym morzem się na chwilę nacieszyć..


      Na razie złapaliśmy trochę słońca nad niemieckim jeziorem w Löcknitz. Od razu trzeba to było uwiecznić, bo przecież ładna pogoda stała się obecnie towarem deficytowym..

       

       

      słońce łap

       

       

       

      Poza takimi wyjątkami człek nie ma kiedy letniej sukienki założyć, że nie wspomnę o sandałkach z wyprzedaży. Do sukienki należy zakładać swetry i najlepiej jakichś eleganckich kaloszy poszukać. Swoją drogą Mały kalosze uwielbia, czasami nawet w domu ubiera ku swej radości. Dobrze, że on radości przy deszczu nie traci. U Dziadków szarżuje po kanapie, kopie piłkę jak zawodowiec, rysuje i mówi już pełnymi zdaniami. Wprawdzie ustawiając wyrazy w dowolnym szyku, ale grunt, że przekaz jest zrozumiały. Opowiada co robił, gdzie był i cieszy się jak i ja, kiedy udaje się spacer z Moniką, czy spotkania z babciami. 


      Radości trochę umniejszają debaty w sprawie ubezpieczenia i prac remontowych. Spółdzielnia miała działać, ale skoro my mamy dostać ubezpieczenie, to oni umywają ręce. Mogą jedynie polecić budowlańca, a w ich zakresie jest naprawienie odpływu w tarasie na górze i naprawienie ściany z zewnątrz. Wnętrze róbcie sobie sami. Dodam, że za owe małe ubezpieczenie możemy co najwyżej położyć nowy tynk, który za kilka lat znowu odpadnie i pomalować pokój. O suficie podwieszanym, z ich łaski, można pomarzyć, że nie wspomnę o nowych panelach. Czyli plany urlopowe z zagranicznych, w ciepłych krajach, zamieniamy na przygraniczne. I ewentualnie nasze zimne ale piękne morze. Za to z gorącą atmosferą przy zwiedzaniu okolic :)

       

       

       

      okolice

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Trochę słońca”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 07 lipca 2017 11:24
  • środa, 05 lipca 2017
    • Fryz

      Mieszkanie odgruzowane, jedynie paneli domyć nie można, bo biały pył wlazł w każdą dziurę. Nic to, przecież i tak trzeba będzie je wymienić, jak i odświeżyć całe mieszkanie. Zaniosłam do spółdzielni dwa pisma, jedno dotyczące ściany, drugie sufitu. Na widok zdjęć, panie z kancelarii wydały okrzyki zgrozy. Nie mogły uwierzyć, że w nowym budownictwie dzieją się takie rzeczy. Jak widać dzieją się, dzieją i to jeszcze nie koniec. Na gołym betonie widać bowiem pęknięcia. Pisma jednak odniosły skutek, bo prezes zainteresował się sprawą i przyspieszył temat. Dziś inspektor ma robić kolejne zdjęcia i ustalamy termin prac remontowych. 

       

      Po domowych perturbacjach przydało się trochę relaksu.. Pogoda popsuła wprawdzie plenerowe plany, ale z parasolem też można było coś obejrzeć. Miały być zawody jeździeckie, tymczasem konie stały pochowane w prowizorycznej stajni pod namiotami. Błoto na terenie stadionu utrudniało do nich dojście, ale jak się ktoś uprze to i buty ubłoci by dopiąć celu. Zwłaszcza, żeby podziwiać piękny fryz u konia i pozazdrościć mu trochę gęstości włosia. A co do fryzur, to moje chłopaki ruszają w czwartek do fryzjera i mam nadzieję, że wrócą bez takich, mało męskich, grzywek jak u Sułtana ;)

       

       

       

      fryz

       

       

       

      Wieczorem, znienacka, dostałam zaproszenie do Hani na pogaduchy wraz z Sylwią i wzniesienie toastu za Wnusię. Zasiedziałyśmy się we trzy do pierwszej w nocy. Byłyśmy bez dzieci, więc spokojnie mogłyśmy o wszystkim pogadać, przy lampce morelowego likieru. Obejrzeć ostatnie zdjęcia, powspierać się w naszych problemach i obdarować Hanię prezentami dla niej i małej dziewczynki. 

      A w niedzielę odwiedziliśmy mały, pchli targ z używanymi rzeczami i zrobiliśmy spacer z lodami w dużym parku. Monika zrobiła rezerwację w pizzerii i wraz z jej mężem i naszymi synkami zasiedliśmy w lokalu, by świętować urodziny Igorka. Fajnie się rozmawiało, debatowaliśmy o dzieciach, przedszkolu i oczywiście naszej katastrofie budowlanej. Ich też czeka wymiana okien i warto wiedzieć, że spółdzielnia dofinansowuje taką akcję. Pizzy zamówili tyle, że dostaliśmy jeszcze na wynos, więc na poniedziałek miałam obiad z głowy. Zostaliśmy jeszcze obdarowani Moniki dżemem truskawkowym i koniec tygodnia był zdecydowanie bardziej sympatyczny, niż jego początek. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Fryz”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 05 lipca 2017 09:22
  • niedziela, 02 lipca 2017
    • Niewiarygodne

      Takich atrakcji jeszcze u nas nie było.. i oby nigdy więcej! I to nieprawda, że w sytuacji zagrożenia, całe życie przelatuje przed oczami.. Nic nie przelatuje ;) Oprócz sufitu. Który to raczył zarwać się nad naszymi głowami! 


      Czwartek wieczór. Mały zasnął, my zasiedliśmy sobie legalnie do "Zjawy". Na kanapie, przed małym ekranem. W domu przytulnie, za oknem wichury, ulewy, grzmoty i nastrój idealny pod ten straszliwy film. O godzinie 23 usłyszeliśmy stuk. Taki dziwny, jakby ktoś w sufit puknął. Myślimy- może sąsiedzi -po ostatniej inspekcji ściany, dają wyraz niezadowoleniu po kontroli ich tarasu. Mężu wyjrzał na balkon, czy może coś z wiatrem doleciało, ale nie. Znowu stuknięcie, zadarliśmy głowy do góry i trach! Pękła pierwsza krecha na suficie. Dobrze, że była ta ostrzegawcza, bo inaczej wielki kawał ciężkiego tynku znalazłby się centralnie na naszych głowach. Całość trwała sekundę od pęknięcia. Zerwaliśmy się z kanapy w kierunku korytarza. Mężu (przezornie porwawszy laptopa) romantycznie chwycił mnie w ramiona, a ze strachu to cała blada byłam. Rąbnęło porządnie! Na kanapę, ławę i panele. Pozostałość wisiała na lampie.


      A dziecię nasze spało sobie spokojnie.

       

      Strach wejść, żeby reszta sufitu nie spadła. Ale myśl, że prąd jest podłączony, że lampę może urwać, że jak taras się zarwie, to woda wleci, zwarcie i jeszcze pożar wybuchnie. Heroicznie, z sercem w gardle, wskakiwaliśmy na raty, zabierając i odłączając co się da. Resztkami przytomności umysłu odnalazłam numer do pogotowia spółdzielczego. Po 15 minutach szoku i stania w korytarzu z oczami utkwionymi w bezmiar katastrofy, przyjechał facet. Zarządził podstawienie stołu i wraz z Mężem odrąbali resztę tynku.

       

      Huk konkretny, sceny dantejskie, a Mały śpi.

       

      I całe szczęście, że on spał. Że my nie spaliśmy na kanapie. Że stało się to w nocy. Nie w dzień, kiedy na owej kanapie dziecię się bawi, skacze albo coś zajada, oglądając bajkę. Nawet nie chcę myśleć, jaka by była tragedia. Można rzec, szczęście w nieszczęściu. A i plusy się znalazły. Rozpocznie się odkładany remont. Spółdzielnia zrobi sufit podwieszany i naprawi ścianę. Ruszą wreszcie prace przy ścianie na zewnątrz. Naprawią źle zrobiony odpływ na tarasie u góry. Wszystko zrobią, jedynie czekać trzeba. Ile? Nie wiadomo. Ale znając życie, nieprędko się za to wezmą. Mężuś spędził pięć godzin na odkuwaniu reszty tynku i wyeksmitował ponad 20 worków gruzu. Ja ewakuowałam się z Małym do Mamy. Podłóg domyć nie można, wszędzie pył, gruz i ogólne zgrzytanie zębami. Jedynie Synek zadowolony, bo zabawa w podrzucanie gruzu, przednia. I można w butach po domu chodzić i goście z administracji nas odwiedzają. I Tata młotkiem stuka i przecież fajnie jest ;) 

       

       

       

      sufitowa katastrofa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Niewiarygodne”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 lipca 2017 15:01
  • środa, 28 czerwca 2017
    • Samo życie

      W życiu wszystko tak się plecie, że jakiś czas jest szczęśliwie, a potem kolejne problemy do ogarnięcia. Mały wrócił do formy, choć my jeszcze cierpimy katusze przy pielęgnacji. Bywają momenty, że chce się zemdleć albo uciekać. Tymczasem on dokazuje, biega, skacze i powstrzymać go trudno, a zalecano umiarkowany wysiłek. Ale jak to wytłumaczyć maluchowi, którego rozpiera energia.. Nasze spacery z Moniką wróciły do codzienności. Fajnie nam się rozmawia i jesteśmy coraz bardziej otwarte. Mamy zaproszenie na zbliżające się urodziny Igora. Zabawki i drobiazgi czekają zapakowane. Kupiłam też malutkie rzeczy dla wnusi Hani. Dwa dni temu Hania została babcią i przy wczorajszym spotkaniu, obie wzruszone, oglądałyśmy zdjęcia małej dziewczynki :) Były też imieniny Taty, który zaprosił na tort z tej okazji. Dostał go znienacka, w prezencie, od właściciela cukierni i miło było zebrać się w rodzinnym gronie na degustację. 

       

       

       

      niespodzianka

       

       

       

      Radości jednak przeplatają się z tematem zepsutego samochodu - uparta kontrolka silnika znowu się zaświeciła - i tym razem zawór trzeba było wymienić. Przy okazji piastę w jednym kole, przez którą auto potępieńczo wyło. Niby wszystko zrobione, ale że przegląd tuż tuż to zobaczymy, czy nie wyskoczy coś dodatkowego. I oby nie, bo rozkręciliśmy akcję ze ścianą w mieszkaniu i to też uderzy nas po kieszeni. Byli panowie ze spółdzielni, porobili zdjęcia, pokręcili głową.. zalecili wymianę okien na posiadające lepszą wentylację. Część prac przy ścianie będzie po stronie spółdzielni, ale wykończenie i późniejsze malowanie należy do nas.

      Jakby tego było mało Mężowe plecy niezmiennie dokuczają. Ani zabiegi, ani ćwiczenia nie rozwiązują problemu. Pomagają tylko doraźnie, a ból z kręgosłupa promieniuje do nogi. Kolejna wizyta u ortopedy zarezerwowana. Mnie czeka jazda z Małym, na kontrolę do chirurga. Czuję, że będzie krzyk i ucieczka po korytarzu. O ile wcześniej synek miał do lekarzy ufność i czuł się bezpiecznie, teraz może mieć uraz, więc zobaczymy jak to pójdzie.

      Niedługo urodziny Igora, później mojego Brata i jego dziewczyny, pod koniec września Monika ma termin porodu.. I tak to, co dobre przeplata się z tym trudniejszym. A czas pędzi jak szalony i dzień mija za dniem, aż nie mogę uwierzyć, że zaraz kończy się czerwiec.. Samo życie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Samo życie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 28 czerwca 2017 12:58
  • niedziela, 25 czerwca 2017
    • Razem :)

      Najgorsze za nami, jesteśmy razem w domu i to najpiękniejsze co może być! Nawet jeśli na razie nie można nigdzie pojechać, jeśli trzeba pielęgnować ranę maluszka i stresować się na sam jej widok. Da się to znieść. Da się przetrwać to, co trzeba, by wszystko było dobrze. Mały dzielny niesamowicie, wie że ma plaster, że musi uważać i przytula nas bardzo mocno.. Ten pusty dzień, kiedy nie było go w domu wykończył nas i psychicznie i fizycznie. Rzuciłam się w wir pracy, wysprzątałam całą łazienkę i kuchnię, łącznie z kafelkami, pościerałam kurze w całym mieszkaniu, zrobiłam pranie, ugotowałam obiad mimo iż jeść się nie chciało. Miałam jechać na ślub cywilny do znajomych, ale nie miałam głowy do strojenia się i uśmiechania. Gdy już ogarnęłam w domu co mogłam, wyszłam połazić po sklepie z Kasią. Pogadałyśmy trochę, odetchnęłam i późno wracałam do domu, żeby nie było za dużo czasu na myślenie.. Cóż z tego, kiedy nie mogliśmy zasnąć, udało się na trzy godziny i tyle było spania. Już od piątej krzątałam się po mieszkaniu, coś układałam, przenosiłam, cudowałam żeby tylko dotrwać do czasu, w którym mogliśmy lecieć po Synka. A lecieliśmy ze skrzydłami u ramion! Jak go zobaczyłam, śpiącego w tym szpitalnym łóżeczku to łzy same poleciały ze wzruszenia.. Czułam, że tak będzie, więc przezornie nie malowałam oczu. Maluszek spał niespokojnie, a jak się obudził od razu chciał do nas na ręce i płakał razem z nami.. Potem już tulenie, czytanie nowej bajki, spacery po korytarzu, oczekiwanie na zmianę opatrunku i wypis. W domu wszyscy ochłonęliśmy, a chłopaki przespali pół dnia. Jak dla mnie za dużo było emocji, by zmrużyć oko, ale nocą nadrobiłam spanie. Teraz pozostaje codzienna pielęgnacja, spokojniejszy tryb życia i czekamy na powrót formy. Jest dobrze! 

      Na balkonie też radośnie,roślinki uśmiechają się razem z nami i aż chce się żyć :)

       

       

       

      new life

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Razem :)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 czerwca 2017 11:02
  • czwartek, 22 czerwca 2017
    • Pusto

      Rozkręcił się ten tydzień dość nerwowo.. Byłyśmy z Moniką obejrzeć szkolne zaplecze dla przedszkolaków i obie, zgodnie, stwierdziłyśmy, że to jakaś porażka. Przynajmniej w tej szkole, bo może w innych jest lepiej. Jest wspólne wejście ze starszymi, krzyk na korytarzu tabunu dzieci i hałas niesamowity. Niby w salkach małe stoły i krzesła, osobna szatnia, ale jadalnia wspólna, a plac zabaw w postaci dwóch huśtawek i piaskownicy umieszczony w betonowej dziupli na tyłach szkoły. Całość wyglądała dość smętnie i to naprawdę ostateczność by oddać tam naszych synów.

      Jednak co przedszkole, to przedszkole. Miałyśmy przykład w prywatnym, gdzie są przytulne kolorowe sale, masa zabawek, piękny plac zabaw podzielony dla dzieci w zależności od wieku. Wszystko dostosowane do szkrabów i przede wszystkim dookoła tylko i wyłącznie takie maluszki. Tylko ta cena zawrotna, choć i tu mimo kwoty miejsc brak.. Zajrzałam jeszcze raz do znajomej dyrektorki i powiedziała, że nas nie zostawi z niczym. Walczymy dalej o miejsce blisko nas, a w razie czego może będzie jeszcze szansa u niej, z 15 minutowym dojazdem. Dobre by było i to, ale dowiemy się o tym dopiero na początku września..


       

      Na razie jednak temat przedszkola zszedł na drugi plan. Teraz najważniejsze jest zdrowie Synka, a przyszedł wreszcie czas na zrobienie mu małego zabiegu chirurgicznego. W szczegóły nie chcę się wdawać, nic poważnego się nie dzieje, ale kosmetyczny temat trzeba zrobić i nie ma zmiłuj. Jesteśmy już po badaniach, wynikach i przygotowaniu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że dziecko trzeba zostawić na oddziale na 24 godziny. I to będzie coś zupełnie innego niż oddanie go na trzy godzinki do dziadków, czy zasypianie wieczorem przy boku Zosi. Niby mają być podane leki, jak to określił anestezjolog "ułatwiające współpracę z dzieckiem", niby później będzie znieczulenie i zapewniają nas że synek prześpi cały czas po zabiegu. Ale weź tu się nie stresuj rodzicu. Nie myśl, jak to wszystko Synek przetrwa, nie martw się czy nie będzie mu zimno, czy nie będzie głodny. Weź jedź do pustego domu, pochowaj ubranka z torby, bo "przecież wystarczy mu tylko piżamka". Patrz na pokój pełen zabawek i połóż się wieczorem spać bez śpiewania kołysanki, całowania i przytulania swojego największego Skarbu na świecie.. Choć to się jeszcze przetrwa, bo jest świadomość, że jutro z samego rana po niego lecimy. Najgorzej jednak, że teraz nie można być tam przy nim. Trzymać go za rękę, koić słowem i mówić, że jesteśmy blisko i że wszystko będzie dobrze. Mogliśmy tylko zapewnić, że po niego przyjedziemy, a po powrocie będziemy się przytulać bez ustanku. Tymczasem do tego powrotu trzeba zapełnić czas, każdą godzinę i minutę. I choć często narzekamy na brak tego czasu i choć możemy teraz zająć się domem, sprzątaniem, czytaniem, czy połazić po sklepach nie sprintem, a dla przyjemności. To w takiej sytuacji przyjemności w tym żadnej nie ma. Zdecydowanie lepiej nie mieć czasu, ale mieć swoje najukochańsze dziecko blisko siebie..

      To będzie naprawdę długi, pusty dzień i jeszcze dłuższa noc..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Pusto”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 czerwca 2017 09:41
  • poniedziałek, 19 czerwca 2017
    • Zoo again

      Ależ to był weekend pełen atrakcji. Plażowanie, kąpiele po kolana, ucieczki przed deszczem, Zoo w Eberswalde, moje pierwsze występy gitarowe przy ognisku i całe dnie na świeżym powietrzu...

      Urodziny wśród rodziny i znajomych, z prezentami od samego rana :) Mężuś pięknie zapakował cudowności dla mnie, Tata pozbierał polne kwiaty w lesie i nawet od przyszłej szwagierki kosmetyki dostałam. Fajny czas.. wprawdzie momentami przerywany płaczem Małego - bo przecież komar to złłoo straszliwe i histerię należy zwerbalizować - i zatkanym nosem u Męża. Najprawdopodobniej na tle alergicznym, co i mnie w tym roku dotknęło, choć w mniejszym wymiarze.  

       

       

       

       

      cud miód


       

      Nad jezioro zjechała się stała ekipa, przy ognisku ledwo się wszyscy mieścili. Odnowiłam trochę kontakt z Agatą, której nie udało się przybyć na nasz ślub. Miałyśmy czas pogadać podczas zaplatania jej warkoczy. Dwunastoletnia córka znajomych trenowała plecionki na wszystkich kobietach o dłuższych włosach. Zrelaksowałam się przez te dni, odpoczęłam od większego gotowania. Podgrzewało się przywiezione obiady dla dziecka i gotowce dla nas. Tylko po podróży do zoo skorzystaliśmy z dobrodziejstw restauracji. A w samym zoo fantastycznie, największe wrażenie zrobiły tygrysy i lwy. Ale i pingwiny były pocieszne, małpy różniste, lemury, sarny, czy daniele do których można było podejść. Albo puchate, różnokolorowe kury, które chodziły sobie po naszych ścieżkach. Było co podziwiać i dwie godziny zajęło nam zwiedzanie całości. 

       

       

       

      zio

       


       

      Fotek jeszcze masa do przejrzenia, wczoraj zdążyłam rozpakować torby i poukładać jedzenie. Brudnych ubrań full więc dziś od rana zasuwam z praniem. Do tego gotowanie, dość intensywne bo łazanki z kiełbasą i kapustą, a z reszty kapuśniak. Na spacer poranny dziś nie zdążyłam, wyszliśmy dopiero po obiedzie. 30 stopniowy upał nie zachęcał zresztą do przesiadywania na placu zabaw. Zrobiłam małe zakupy, zaniosłam odwołanie do drugiego przedszkola i można powiedzieć, że nowy tydzień już się rozkręcił.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zoo again”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 czerwca 2017 13:52
  • środa, 14 czerwca 2017
    • Ślubnie

      Rocznica Ślubu to bardzo sympatyczne święto, od rana kochane słowa od Męża i buziaki.. Dołączają życzenia od znajomych i szykuje się wieczorne świętowanie. Można to będzie połączyć z moimi i z męża Agi urodzinami. Dopiero co byliśmy u nich na ślubie, a tu już trwają debaty nad powiększeniem ich rodziny. Fajnie by było, bo im więcej maluchów nad naszym jeziorem, tym więcej radości dla wszystkich. Dzieci są ogromnym skarbem..


      Tylko teraz ten skarb trzeba umieścić w przedszkolu. Pojawiła się mała iskierka nadziei, gdyż pani dyrektor ze swoją przyjaciółką rozciągają mury. Tak naprawdę ratujemy się odwołaniem i tym, że w drugim przedszkolu, też blisko nas, utworzono jeszcze jedną grupę. Jest też szansa w dodatkowym naborze, ale tu zostały już tylko grupy przyszkolne. Zawsze to by było jakieś rozwiązanie, ale zdecydowanie wolimy przedszkole, z całym zapleczem. Wiem, że w szkołach też będą starali się zapewnić maluszkom opiekę, ale to jednak szkoła.. Na szkołę jeszcze przyjdzie czas.

       

      A teraz jest czas na relaks, zbliża się długi weekend i tylko coś pogody brakuje.. Niby na czwartek zapowiadają słońce i ze dwadzieścia stopni, ale już w piątek jakieś deszcze. Mimo wszystko może uda się złapać trochę pleneru, zrobić jakiegoś grilla pod parasolem i dotlenić szkraba, by nabierał mocy i odporności. Kiedy on ma moc to i my mamy.

       

       

       

      goździkowy czar

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Ślubnie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 14 czerwca 2017 10:31
  • niedziela, 11 czerwca 2017
    • Przedszkole-zapomnij

      Nie wiem kiedy ten czas umyka, nie nadążam z wykonaniem codziennych obowiązków, a gdzie tu mowa o tematach typu ściana do naprawy (spuchła farba), okno do wymiany (pęknięta szyba od przeciągu), malowanie w pokoju i posadzenie kwiatów na balkonie (ziemia kupiona). Wszystko czeka na realizację, ale co jakiś czas inne sprawy przesłaniają poprzednie. Jak choćby przedszkole. Z państwowym na dzień dzisiejszy możemy się pożegnać. Przy obecnym oblężeniu nawet znajomości nie były w stanie pomóc. Nie rozciągnie się murów i nie umniejszy liczby chętnych. Pani dyrektor powiedziała, że popróbuje jeszcze coś w dalszych rejonach, ale szanse są raczej zerowe. Prywatne przedszkole uderzy nas mocno po kieszeni, w myślach kombinuję jakiś wariant czterech godzin plus pomoc Mamy. Ale nawet nie wiadomo czy znajdzie się miejsce w prywatnej placówce. I jak tu matki mają zachować pracę? Jak pogodzić opiekę nad dzieckiem gdy nie ma babci ze zdrowym kręgosłupem i siłami na dziewięć godzin latania za brzdącem? Cóż.. trzeba sobie jakoś poradzić..

       

       

      Weekend zaczął się taką wiadomością, ale po burzliwych debatach i telefonach, oswoiliśmy się ze świadomością innej opcji i tyle. Moniki syn też się nie dostał, teraz od poniedziałku ruszamy na poszukiwania miejsca dla naszych prawie-trzylatków. 

      Udało mi się trochę odpocząć w te wolne dni, Mężu miał za to dużo pracy, bo u Zosi rozpoczął się mały remont. Choć słowa remont i mały z reguły nie idą w parze. Zaczyna się od szpachlowania i malowania, a potem przydałoby się wymienić bojler, zrobić łazienkę, odnowić drugi pokój i najlepiej wymienić pół mieszkania. Uciekałyśmy więc z Zosią i z Małym do ogrodu i na plac zabaw. Spotkałam się z Natalią i jej córcią na spacerze. Pogadałam sobie, odstresowałam się trochę.. A wieczorem wyszliśmy do pubu z Damianem. Tym razem nikt nie miał ochoty na tańce i jazdę do klubu. Dni były gorące, słoneczne i trochę leniwe (dla tych co nie szpachlowali). Takie też się bardzo przydają.. żeby poczytać książkę, poprzytulać się i odreagować.. 

       

       

       

      leniwie..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Przedszkole-zapomnij”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 czerwca 2017 23:37
  • środa, 07 czerwca 2017
    • Złote pierogi

      Owym filmem był "Gold", z niesamowicie odmienionym Matthew McConaughey. O tym jak gorączka złota potrafi nakręcić człowieka.. jakie los płata figle, kiedy to raz się jest na wozie, raz pod wozem. I o tym, że pycha nie jest najlepszym doradcą. Dobry film, z klimatem i zaskakującymi zwrotami akcji. Złoto i inne kruszce zawsze będą przyciągać poszukiwaczy, a w wersji świecidełek kobiety, które w większości lubią mieć na sobie coś błyszczącego..


       

       

       

       

      Jak dla mnie nie musi to być ani złote, ani drogie, ważne żeby mi się podobało.. A że zbliżają się moje urodziny, mam sobie od Mężulka wybrać jakiś drobiazg. Postawiłam na kolczyki, choć wybór nie jest wcale łatwy.. Tyle wzorów i kolorów, że nie dziwię się mej drugiej połowie, że woli bym sama zdecydowała. Jeszcze przed nami kolejna rocznica ślubu i choć nie robimy sobie z tej okazji prezentów, to fajnie by było jakoś ten dzień uświetnić. Jeśli tylko będzie pogoda, coś się na pewno wymyśli..

       

      Na razie dni upływają spokojnie, na spacerach z Moniką, odwiedzinach u rodziców, zakupach i gotowaniu. Zmobilizowałam się wreszcie do zrobienia, pierwszych w moim życiu, ruskich pierogów. Do tej pory brałam udział głównie w nakładaniu farszu i klejeniu pierogów świątecznych. Przepis na delikatne ciasto dostałam od Moniki, a farsz z ziemniaków, twarogu i cebulki nie sprawił żadnych problemów. Potem już wałkowanie, wycinanie i klejenie. Roboty dużo, ale efekt smakowity. Uwieczniłam tylko pierwszych pięć sztuk, bo mąka przesłoniła wszystko.. łącznie z podłogą, ubraniami i kuchenką. O ilości naczyń do mycia, po mojej inwencji twórczej, wolę już nawet nie wspominać.

      Za to wieczorem przeczytałam dziecięciu bajkę o trzech piratach, którzy szukali skarbu. Skarbem okazał się złoty ślimak, przy którym znaleziono trzy złote pierogi - jak wiadomo.. ślimak, ślimak pokaż rogi, dam ci sera na pierogi. Czyli - smacznego.

       

       

       

      pierwsze pierogi

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Złote pierogi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 07 czerwca 2017 21:06
  • niedziela, 04 czerwca 2017
    • Statki i Natalia K.

      Całe szczęście, że od czwartku do soboty włącznie pogoda dopisała i można było z tych plenerów skorzystać. Wprawdzie w dziecięcy dzień nie dopchaliśmy się do atrakcji w parku, takie było oblężenie! Ale Mały poszalał na dużym placu zabaw, mając przy sobie oboje rodziców. A to dla dziecka najlepsza frajda. Był i u dziadków, skakał i harcował po całym pokoju. Wujek nie zdążył dotrzeć, bo późno kończył pracę, a my zwijaliśmy się korzystać ze słońca. W piątek pojechaliśmy obejrzeć wielgachne statki, które zawitały nad Odrę.. nie udało się ich zwiedzić, bo dali za krótki termin czasowy. Ale spacer był sympatyczny i przy dźwiękach szant..

       

       

       

      ship

       

       

       

      Sobota natomiast od rana do wieczora wypełniona była po brzegi. Na festyn zabraliśmy Mamę, poznała się z Moniką i jej chłopakami. Dmuchane zamki okazały się jeszcze za dużym wyzwaniem dla naszych maluchów. Ale za to załapaliśmy się na darmowe lody, sorbetowe i pierwsze na patyku, które jadł nasz Syn. Potem miały być Minionki i jakieś atrakcje w centrum, a jedynie z kolorowanek można było skorzystać. Do dwupiętrowego busa, obwożącego dzieciaki po mieście znowu była duża kolejka, więc zostaliśmy przy małej ciuchci. A ja zaciągnęłam Mamę na poszukiwania bluzki, którą upolowałyśmy dla niej w pobliskim sklepie. Można powiedzieć, że nadrobiłam ostatni nietrafiony rozmiar. Przy okazji mierzenia Mama postanowiła wziąć się porządnie za odchudzanie i jak tylko będzie to w mej mocy będę ją w tym wspierać. I nie ze względów wizualnych, bo kocham ją taką, jaka jest.. ale zdrowotnych. Oczywiście i samopoczucie będzie miała lepsze, jak się lepiej będzie czuła w ubraniach.


      Po obiedzie i odpoczynku pojechaliśmy na wieczorny koncert Natalii Kukulskiej! Nie widziałam jej jeszcze life, więc z chęcią chciałam to nadrobić. Tym bardziej, że mam sentyment do jej dziecięcych piosenek i tych późniejszych też. Nie sądziłam, że usłyszymy tak elektroniczne brzmienie. Niektóre aranżacje wręcz podobne do Kampa i całkiem miłe dla ucha. Po Natalii miał być jeszcze Kult, niestety przegonił nas deszcz. Ale może to i plus, bo dzięki temu dziecię poszło spać o ludzkiej porze, a my mieliśmy czas na dobry film.. O filmie w następnym odcinku, a poniżej koncertowe foto, sympatycznej pani Kukulskiej..

       

       

       

      Natalia K

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Statki i Natalia K.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 czerwca 2017 13:00
  • czwartek, 01 czerwca 2017
    • Dziecięcy dzień

      O ile dzień mamusiek można spędzić targając zakupy, o tyle już Dzień Dziecka należy odpowiednio uczcić. Od poniedziałku każdy spacer spędzamy z Moniką i Igorem, a na dzisiejszy zabrałyśmy ciacha dla naszych chłopaków. Igor ma zapowiedziane wyjście na lody, a u nas planowana jest wizyta u dziadków, którzy szykują jakiś prezent. Może i Brat zdąży dojechać.. Choć wizyta siostrzeńca nie będzie dziś zbyt długa, bo zawitały do nas wielgachne statki, które można do soboty zwiedzać. Niech tylko Mężu odpocznie po ćwiczeniach i ruszamy w plener. Można by jeszcze zwiedzić oceanarium, bo teraz widok rybek to już tylko w pozadomowych akwenach.

       

       

       

      akwen jeszcze wrocławski

       

       

       

      Niestety pożegnaliśmy nasze akwarium.. Brakło sił i mocy w kręgosłupie na jego czyszczenie, podmienianie wody i częste przycinanie roślin. Jeśli kiedyś wrócimy do rybek, to już w mniejszej pojemności, a kto wie, może kiedyś Syn podłapie pasję Taty i będzie chciał mieć swoje małe akwarium. Zobaczymy.


      Na razie przed nami trochę dziecięcych atrakcji, festyn tradycyjnie zapowiadany z kolorowym, dmuchanym zamkiem, sceną z konkursami i darmową watą cukrową. Chociaż nasz maluch woli ciastka i paluszki niż cukierki i zbyt słodkie przekąski. Przynajmniej na razie ;) My natomiast ostatnio lubimy wieczorne seanse filmowe.. Z ciekawych ekranizacji wpadła mi w oko czarna komedia braci Coen "Tajne przez poufne" , z Malkovich'em oraz B. Pitt'em w rolach głównych. I pełen inwigilacji "Snowden", po którym faktycznie lepiej zakleić kamerkę w laptopie (u mnie akurat zaklejona już od lat).. A pamiętam nasze dzieciństwo, bez laptopa, ekranów i telefonów przyklejonych do ręki. Trzeba więc dziecięciu wymyślać dużo zabaw poza domem, co niniejszym ruszamy uczynić.

       

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Dziecięcy dzień”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 czerwca 2017 13:46
  • niedziela, 28 maja 2017
    • Nareszcie morze!

      Zamiast bluzki stałam się posiadaczką różowej sukienki. Aż sama jestem w szoku, bo kiedyś od różu wszelakiego byłam daleka.. Właściwie kolorem przewodnim był czarny. I nadal czarny lubię, ale jako jeden element, a do niego coś kontrastowego. Sukienka jednak będzie na specjalne okazje, typu ślub czy jakieś przyjęcie. Różowa więc może być, równie dobrze, jak niebieska czy we wzorki, a że śliczna, zwiewna i pasowała idealnie, to.. Wiadomo ;)

       

      Ale jeszcze większą radość sprawiła mi nasza pierwsza, w tym roku, wycieczka nad morze. Jakże mi brakowało tego widoku, tego piasku miękkiego i morskiej wody dla ochłody.. A ochłodzenie bardzo się w ten weekend przydawało. Upały niesamowite, słońce prażyło od rana i nie było innej opcji, tak już nas nad morze ciągnęło..

       

       

       

       

      ach morze..

       

        

       

      Niebo bez żadnej chmury i krystalicznie czysta woda.. i to słońce, które nad morzem w moment opala. Za pierwszym razem, aż za bardzo. Wróciliśmy w czerwonych barwach, pantenol poszedł w ruch, ale mimo wszystko warto było. Choć niedzielę spędziliśmy już w cieniu. Zabrałam Małego na piknik do parku, spotkaliśmy się z Sylwią, Katariną i ich dziećmi. Były bańki mydlane, gry w piłkę i kolorowe balony. Przekąski, pochłaniane przez nasze szkraby z dużą prędkością i lody na deser w kawiarence, na powrocie. Panowie odpoczywali w domu, a my pogadałyśmy w babskim gronie. Jak się uda, planujemy spotkanie na festynach, z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka, tym razem już w większym gronie. Tak długo czekaliśmy na ten ciepły, letni czas, że teraz trzeba się nim nacieszyć ile się da..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nareszcie morze!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 maja 2017 22:36