Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • czwartek, 19 lipca 2018
    • Odwiedziny

      Jeszcze dźwięki męskiego grania nie przebrzmiały, a już mnie koncertowe dziewczyny namówiły na głosy kobiece. Choć długo namawiać nie musiały. Na jesień przybywają bowiem do nas Brodka, Kayah, Daria Zawiałow, Ania Rusowicz i jedna z pań Przybysz. Chętnie, chętnie. Bilet już w kieszeni.

       

       

       


       


      Tymczasem nowy tydzień rozpoczął się powrotem Małego do przedszkola, na czas dyżuru i do ponownej przerwy. Nastała więc pora na porządki, pranie, zakupy i gotowanie - bez wyrzutów sumienia. Wieczorem wyjście z Hanią, Anią i Sylwią na "Pozycję obowiazkową" i po sympatycznym filmidle spotkanie u dziewczyn przy włoskim Limoncello. Ania wróciła z Włoch opalona, z masą pięknych zdjęć i opowieściami o podróży. Przegadałyśmy czas do północy, posiłkując się jeszcze cytrynówką domowej roboty.

      A że u mnie efekt końcowy sprzątania zadowalający, to i ja mogłam otworzyć podwoje. Najpierw przybyła Monika ze swoim 9-miesięcznym synkiem. Śliczna i uśmiechnięta, mimo wiecznego zapracowania w domu. Podziwiam, bo gdy zajmowałam się jej maluchem to i plecy mi wysiadały i pilnowanie szkraba w ciągłym ruchu wymagało niezłego naginania. Już zapomniałam, jak to jest przy takim maleństwie i ciągle cieknącej ślinie ;)


      Wczoraj za to na spokojnie, przy herbacie i ciachu przegadałam z Kasią trzy godziny (i tak nam wiecznie mało). O życiu, zdrowiu, jej perypetiach z pracą i planach na krakowskie wakacje.

      A dziś przybywa do nas Tadziu z rodzeństwem. Ulubiony kolega naszego smyka z przedszkola, którego mamę poznałam jeszcze w czasach osiedlowych piaskownic. Tak się jakoś złożyło, że i ona fajna i całe jej potomstwo. Mąż pływa, a że ona ma dzieci troje to korzysta z każdej możliwości, żeby je podrzucić do znajomych i trochę odpocząć. Zaopatrzyłam się z tej okazji w arbuza, marchewki do chrupania, dziecięce ciastka i paluszki. Do picia lecę właśnie tworzyć kompot z jabłek działkowych, którymi podzieliła się sąsiadka w ilościach hurtowych. Na wynos jajka niespodzianki, żeby miło czas u nas wspominały. Dywan odkurzony, można się turlać, zabawki czekają na całą ferajnę i... myślę, że jakoś sobie poradzimy?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Odwiedziny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 lipca 2018 11:17
  • poniedziałek, 16 lipca 2018
    • Mamy to!

      Oczekiwanie na radosne wydarzenie jest niesamowite. Ile frajdy miałam na każdą myśl o koncertach i wyjeździe. A im bliżej terminu, tym mocniej mi w duszy grało. Męskim graniem grało :)

      Żeby uwiecznić koncerty zaopatrzyłam się w lepszy zoom, wskoczyłam w dżinsy, trampki i wygodną koszulkę. W plecak bluza, bilet i peleryna, bo zakazano wnosić parasolki. Tymczasem deszcz ominął Poznań i poszły precz obawy o grzęźnięcie w błocie. Potem już tylko krótka podróż. A gdy w pociągu usłyszałam rozmowę pary, która ubolewała nad koniecznością wcześniejszego wyjścia z Korteza, zaproponowałam im powrót z nami, dzięki czemu mogli zostać do końca imprezy. Mężu miał w nocy przyjechać po mnie autem, a wcześniej wraz z Zosią zająć się Małym i ululać go do snu. Normalnie w szoku byłam, że udało się ów plan zrealizować bez przeszkód (różnie z planami bywa) ;)


      Cytadela zapełniła się tłumem muzycznych maniaków, zaplecze gastronomiczno-pamiątkowe świetnie przygotowane. Wraz z Kamą, jej siostrą, mężem i koleżanką Anią, zasiadłam przy piwku na trawie. I słuchaliśmy Fisza Emade Tworzywo, nakręcając się na atrakcje główne. Widząc zapełniające się rzędy przed sceną nie wytrzymałam. Musiałam odłączyć się od ekipy i zająć dobrą pozycję! Kiedy wyszedł Krzysztof Zalewski śpiewać Niemena, stałam w 4 rzędzie na samym środku. Chłopak niesamowicie sceniczny, młody, energiczny, z prezencją i dobrym głosem. Panie Przybysz robiły mu chórki i ogólnie byłabym zachwycona, gdyby zagrał swój repertuar. Niemena wolę w wersji oryginalnej, choć Zalwewski nieźle sobie radzi z jego utworami. Na dokładkę podczas tego koncertu nagrał teledysk do pięknej piosenki "Jednego serca". Było więc i dla ucha i dla oka..

       

       

      dla oka



      Kortez za to pełen spokoju i opanowania, raczej małomówny.. Zaczął z gitarą, by później czarować na klawiszach i zakończyć na puzonie wraz z resztą chłopaków. Nostalgicznie, z tym swoim głosem który potrafi nieźle wzruszyć. Facet o posturze ochroniarza i kobiecej wrażliwości. W ciągu trzech lat wybił się w muzycznym świecie, koncerty w ilości hurtowej ma rozpisane na kilka lat. A w 2015 r mówił, że zawsze chciał pojechać na Męskie Granie, ale nie było go stać na bilet. I proszę. Jak marzenia potrafią zaskoczyć spełnieniem.

       

       

      dla ducha

       


       

      To co się działo później przeszło i moje oczekiwania. Dawid Podsiadło wszedł i dał takiego czadu, że na dwa koncerty by starczyło. Po prostu roznosił scenę. Tańczył, skakał, szalał przed mikrofonem. Pełen uśmiechu, swobody i takiej jakiejś lekkości. Świetny występ, klimat, tło, światła, muzyka i teksty. Miał ogromny aplauz i łapał kontakt z publicznością. Naprawdę wielki szacun dla tego młodego piosenkarza. 

       

       

      dla energii


       

      O północy trzej panowie zebrali się razem, by wyjść ze słuchanym przeze mnie codziennie "Początkiem". Nacieszyć tłum wersją koncertową, śpiewać naprzemiennie znane przeboje i rozbawiać tekstami Dawida, między utworami. W których nie zabrakło muzycznych niespodzianek, jak "Chłopcy" Myslovitz, "Granda"  Brodki zaśpiewana przez Katarzynę Groniec, "Peron" Jamala, czy "Szare miraże" Maanamu w wykonaniu Maleńczuka.

       

       

      for fun


      Całość była dla mnie mega przeżyciem, jeszcze dziś siedzę, odtwarzam, oglądam setki zdjęć i wspominam. Poproszę więcej takich emocji :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Mamy to!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 lipca 2018 12:22
  • czwartek, 12 lipca 2018
    • Cenny czas

      Słoneczne dni były i się zmyły, ale i deszcz się przyda, niezaprzeczalnie.. Byle nie na weekend. Wystarczy domowego uziemienia, gdyż jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą. A jak się nudzą, to trzeba włączyć tryb kreatywny. Idą w ruch puzzle, plastelinki, klocki, domino, wyścigi samochodowe, piłka i co mnie cieszy - gry planszowe. Że o grze karcianej w wojnę nie wspomnę. Zwłaszcza, że nasz smyk wygrywa prawie raz za razem i to bez kantowania.


      Póki jeszcze się nie rozpadało złapałam z nim plac zabaw, jakieś małe zakupy, odwiedziliśmy dziadków, którzy wrócili znad jeziora. Wydrukowałam bilet na Męskie Granie (jupi!). I trochę, przy pomocy bajek, nagotowałam zapasów obiadowych. Tłumaczyłam Małemu, że muszę zająć się domem, że naczynia trzeba umyć, pranie zrobić. I dziś w nocy, przy czytaniu książki pani Gargaś ("A między nami wspomnienia") mną tąpnęło. Łzy lały mi się strumieniami. Matka traci tam dziecko. Dotarło do mnie, że porządki i wieczne ogarnianie przestrzeni nie są warte poświęcania im zbyt dużej ilości czasu. Że najważniejszy jest czas dla synka. Zabawa z nim, rozmowy, gilgotki, śmiechy i dbanie o to, by zawsze czuł się kochany i rozumiany. Bałagan poczeka. Kiedyś chrzestna Małego powiedziała, że jej syn poszedł już na studia, ciągle nie ma go w domu, a ona ma masę czasu na sprzątnie. Może sprzątać od południa do wieczora, codziennie. Czysto u niej idealnie i cóż z tego. Oddałaby wiele, by wróciły tamte chwile gdy syn był malutki, gdy się do niej tulił i chciał się wspólnie bawić.


      Tak właśnie. Teraz jest nasz czas. Jeszcze kilka lat i Mały nie będzie chciał się bawić z nami. Będzie wolał kumpli i latanie z nimi po podwórku. Pomijając nos w grach komputerowych, tabletach, telefonach itp. od których trzeba będzie go pewnie odciągać.

      Chciałabym by lubił z nami wyjeżdżać, by wolał plener niż siedzenie przed ekranem. A może nawet jakiś wspólny wypad na koncert, choć jeszcze nie wiadomo jaki rodzaj muzyki wpadnie mu w ucho.. U mnie ostatnio w towarzystwie Korteza, Zalewskiego i Podsiadło zagościł Limboski. I jeśli się uda, to i jego niedługo usłyszę w wersji koncertowej. Już za chwileczkę, już za momencik.. W środku już wszystko tańczy :)

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Cenny czas”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 lipca 2018 22:53
  • niedziela, 08 lipca 2018
    • Słowo

      Lubię nasz język, mimo iż czasem trudny.. Jak się go pozna od podszewki, można się zachwycić. Nie mam problemu z czytaniem książek pisanych językiem staropolskim. Mój nauczyciel w liceum szkolił nas z jerów, tłumaczył genezę słów. Z przyjemnością słuchałam wystąpień profesora Miodka. Zawsze lubiłam i czytać i pisać. Piszę tu, piszę pamiętnik dla Syna, od dnia jego narodzin i prowadzę sobie małe kalendarze zapisując różne wydarzenia, czy rzeczy do zrobienia. W domu nikt nie przeklina, ani u mnie, ani u Męża, my też nie. Nie jest to nam potrzebne, bo język bogaty i da się nawet w nerwach wymyślić coś kreatywnego. Słowa są fajne, ciekawe.

      Ale gdy się słyszy z ust swego kochanego dziecięcia, lat 3,5 "kulwa" rzucone przy grillu, w towarzystwie własnych rodzicieli.. no toż "lęce" do ziemi opadają ;) 


      Poza tym weekend cudny, słońce przybywało po południu ale i na plażę człek się zdążył załapać i na łódkę, czy spacer. Zabraliśmy Mamę do auta i fru nad jezioro.

       

       

       

      lelija

       

       

       

      Tata już tam urzędował, bo wiadomo, ryby nie będą czekać, a chętnych do łowienia nie brakuje. My raczej typowo biwakowo, dla relaksu i poleniuchowania. Mały uskuteczniał gry w piłkę, w karty, próby badmintona, domino ze zwierzakami i wodne szaleństwa (dla nas woda za zimna). Ja preferowałam opalanie i czytanie powieści o Sienkiewiczu. Poza tym wieczorne ogniska, gdzieś tam w tle mecz z Chorwacją, pogaduchy i testowanie nalewek o smakach przeróżnych. To już tradycja i ludzie, którzy walczyli o ośrodek nareszcie mogą odetchnąć, tym razem na swoim. Trwają jeszcze remonty, co jakiś czas słychać pukanie, stukanie czy dźwięk piły. Ale nikt nie narzeka, bo każdy chce zabezpieczyć domki z dykty przed jesienią.

      Na razie lato.. Ulubiona pora roku. I łapanie każdego słonecznego dnia, by wycisnąć z niego to, co najlepsze.

       

       

       

      lato

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Słowo”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 08 lipca 2018 20:31
  • środa, 04 lipca 2018
    • Spać

      Tyle razy powtarzam sobie, żeby nie kłaść się w dzień. Nie mogę drzemać nawet 15 minut, bo potem problem z zaśnięciem. Brak nastawionego budzika w niedzielę skutkował całkowicie nieprzespaną nocą. Położyłam się po długim spacerze z Małym i wsiąkłam na 1,5 godziny. A moi mężczyźni, z dobrego serca, dali mi pospać.. Niestety ;) 


      Całą noc do 6 nad ranem czytałam książkę. Dobrze, że była na tyle wciągająca, że się nie nudziłam i zdążyłam ją skończyć. Wreszcie zasnęłam, a tu.. pobudka o 7,15. Potem cały dzień musiałam się pilnować, żeby nie przysnąć nawet na chwilę. Nie ma lekko. Dziecię na wakacjach nie ma problemów z porannym wstawaniem. Śpi mocno przez bite 10 godzin i wstaje 7,15 radosny jak skowronek. Codziennie pyta czy jeszcze ma wakacje i wołając Huullaa! wyciąga mnie z wyrka. Mamuś musimy wstawać, sam się ubiolę, chcę bajkę! Baw się ze mną, układamy wieżę albo galasz? 

      Dziecko moje kochane :) Chciałabym włosy umyć, pranie czeka, rosół ugotować, jakieś kotlety, czy gulasz zrobić. Żeby mój głodomorek miał co jeść. Bo jeść chce co chwilę, najchętniej słodkie. Dobrze, że znów jabłka weszły do menu, że czasem pochrupie surową marchewkę i zielony ogórek wrócił do łask. Wprawdzie porcja jak dla wróbelka, ale zawsze coś. Za to mięcho to by jadł non stop i na szczęście zupy lubi, prawie wszystkie. 

       

      Poszliśmy na spacer z Moniką po jej syna do przedszkola, zanieść mu prezent urodzinowy i spędzić trochę czasu na placu zabaw. Wczoraj z Mamą na ślizgawki przy jej osiedlu i układanie puzzli u dziadków w domu. Po południu Mężu przejmuje zabawianie smyka, żebym mogła posprzątać łazienkę, kuchnię i odsapnąć chwilę w te nasze pseudo wakacje. Które mam nadzieję za jakiś czas nabiorą bardziej letniego wymiaru. Na plaży, na relaksie poza domem, choć kilka dni bez gotowania i w słońcu, bo pogoda znowu cudna. Na razie doleczamy katar i inhalacje w toku, bardziej domowe te wakacje, ale powoli idą w dobrym kierunku..

       

       

       

       

      dom..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Spać”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 04 lipca 2018 10:25
  • niedziela, 01 lipca 2018
    • Kumulacja

      rose

       

      Kwiatki na zakończenie przedszkola rozdane, były miłe słowa od pani dyrektor i moje wzruszenie. Urodzinowo-imieninowe spotkania również za nami. Dobrze, że już zaczęliśmy łączyć te święta, bo gdyby każde obchodzić osobno, to co kilka dni impreza. Nie żebym miała coś przeciwko, ale ponad miesięczna kumulacja robi swoje.

      Ostatnio zaprzątały mnie poszukiwania prezentów. Zawsze chcę by było coś słodkiego, coś praktycznego i jakiś drobiazg od serca. I wcale niełatwo znaleźć coś odpowiedniego, mimo, że to dla najbliższych. Tym bardziej, że wszyscy są już na takim etapie, że co chcą to mają. Wiadomo, że prezenty nie są w tym wszystkim najważniejsze, ale zawsze lubiłam obdarowywać innych i nadal sprawia mi to ogromną przyjemność. 

       

      Brat z Anią zaprosili nas do restauracji nad jeziorem. Wraz z rodzicami odpoczywali w domkach już od czwartku. Też mieliśmy dojechać na cały weekend, ale wietrzna pogoda, chłodniejsze noce i niedawne przeziębienie u Małego pokrzyżowały plany. Pogoda taka w kratkę, że momentami głowę chciało urwać, by za chwilę grzać porządnie, gdy słońce wyjrzało zza chmur. Co chwilę bluzy zakładane, zdejmowane, chowanie się przed wiatrem i nieunikniony wiatr nad samym jeziorem. Wróciliśmy z katarem, ale fajnie było. Spotkanie, pogaduchy, zabawy z Małym. Pyszny obiad i spacer zakończony występami dzieci. Pomiędzy nimi, znienacka, gotujący Kevin Aiston i festyn na którym z chęcią by się dłużej zostało. Tymczasem dzień pełen wrażeń mija w moment i trzeba wracać, by synek na wakacjach nie przestawił się na zbyt późne usypianie. Już zresztą ciężko dziecku wytłumaczyć, czemu ma iść spać gdy za oknem tak jasno.. 

       

       

       

      wietrznie-słonecznie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Kumulacja”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 lipca 2018 22:55
  • czwartek, 28 czerwca 2018
    • Zakończenie

      Jutro zakończenie pierwszego roku naszego przedszkolaka. Trudno uwierzyć, że to już. Tyle było obaw, czy sobie poradzi, czy się odnajdzie. Myślę, że całkiem dobrze mu poszło. Było trochę chorowania, kilka dni niechętnego wstawania. Ale ogólnie dzielnie i z uśmiechem tam maszerował, uczył się malować, rysować, wyklejać. Tańczył, szalał na podwórku i grał w piłkę. Były zabawy sensoryczne i rozwijanie podstawowych umiejętności ubierania się i np. chodzenia po schodach stawiając nogi naprzemiennie. Potrafi już wejść sam, bez trzymania się nas czy poręczy. Niby takie nic, a patrzymy na niego z dumą. Jak szybko rośnie, coraz więcej opowiada i staje się bardziej samodzielny. Żeby nie było tak różowo to i zaczyna zmyślać i kombinować, jak tu wyciągnąć coś dla siebie, a uparciuch z niego niesamowity. Choć i te umiejętności czasem się w życiu przydają ;) 

       

      Po wizycie u pediatry dostaliśmy zielone światło na spędzenie w przedszkolu tych trzech ostatnich dni. Zostały jakieś resztki kataru, ale najważniejsze że sytuacja opanowana. Teraz będzie czas poza bezpośrednim kontaktem z wirusami. Mam nadzieję, że zmniejszy się chorowanie i że Mały wzmocni się biegając więcej na podwórku i ładując baterie witaminą D.

      Ja też się wreszcie trochę poruszałam. 5 kilometrowa trasa, powtórzona dwa razy, na kijkach i przy pogaduchach z Kasią, dobrze mi zrobiła. Wprawdzie zakwasy w udach są, ale i energia większa i dotlenienie. Od razu więcej się chce i zeszło ze mnie domowe zasiedzenie. Odwiedziłam później Hanię i jej córkę, pogadałyśmy i umówiłyśmy się na lipcowe babskie kino. 

      Było też spotkanie z Tatą z okazji jego imienin i tort, który dziś spalałam targając siaty z zakupami i pokonując trasę ze sklepu piechotą. Przed nami jeszcze urodziny Brata i jego dziewczyny. Taka czerwcowa kumulacja spotkań, połączona z dniem taty i wcześniej z naszą rocznicą ślubu. Rodzinka w ogóle ostatnio się zbliżyła, z Bratem udaje się na spokojnie porozmawiać, a i kontakt z jego dziewczyną stał się lepszy. Chyba z wiekiem człek dostrzega, że rodzina jest najważniejsza, że czas upływa i każdy rok razem jest jak najlepszy prezent..

       

       

       

       

      na imieniny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zakończenie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 czerwca 2018 10:01
  • poniedziałek, 25 czerwca 2018
    • Ze zrozumieniem

      Nie ma to jak zacząć tydzień od kaszlu i kataru u Małego (fakt, że miesiąc był spokój). Tyle do zrobienia w domu po powrocie od Zosi.. Lodówka świeci pustkami, pranie rozwieszane z pilnowaniem przymykania balkonu, obiad gotowany z doskoku. Bo trzeba wyglądać na każde - Mamo popatrz! Ładnie zbudowałem wieżę? narysowałem? ułożyłem puzzle? Każdy lubi pochwały, ale mężczyźni potrzebują ich chyba bardziej i to zarówno mali, jak i więksi.

      Najgorsze, że jeden ważny lek się skończył, a nie ma jak dojechać do lekarza. Brak fotelika, a ciąganie przeziębionego kajtka komunikacją miejską niewskazane. Musimy wytrwać do jutra. Szkoda tylko, że to ostatni tydzień przedszkola, przed rozpoczęciem wakacji i Małego ominą atrakcje na zakończenie. Chyba że infekcja minie ekspresowo i załapie się choć na dwa dni. Oby..

       

       

      Ostatnio udało mi się sprzedać rowerek biegowy. Niektóre dzieci wsiadają na to cudo i jadą jakby nic innego wcześniej nie robiły. Nasz nie zapałał miłością. Za to na hulajnodze potrafi śmigać ekspresowo, hamować i robić podskoki w trakcie jazdy. Rower bardziej pasuje mu z pedałami, większy i stabilny.

      Z dziewczyną, która trafiła okazję na nowy rowerek, umawiałam się dwa razy. Stwierdzam, że coś ostatnio ludziom trudniej się porozumieć. Nie wiem, czy to zabieganie, brak czytania ze zrozumieniem, czy po prostu olewanie. Miała dojechać w okolicę osiedla. Zaproponowałam, że podejdę do autobusu, żeby nie musiała wędrować piechotą kawał drogi. Rower owinęłam w reklamówki (przed deszczem) i targałam, by miała bliżej. Po czym dostałam telefon, że pada (mżawka) i ona przyjedzie jutro. A już dogadane byłyśmy co do godziny i miejsca (tak się wydawało). Cóż. Na drugi dzień napisałam, że podjadę autem w okolicę autobusu, żeby jak wyżej. Potwierdziła. Pojechałam, naczekałam się, po czym telefon, że pani jest już pod moim domem. Wrr.. Brak słów i opad kończyn górnych.


      Plus taki, że zdążyłam zrobić porządek w bagażniku, który wyglądał jak składowisko rzeczy wszelakich. Począwszy od narzędzi, grilla, węgla, koca, piłki, zabawek do piaskownicy, parasola, kijków do nordic, olejów, płynów różnych, kabli i innych cudów. I dobrze, że odreagowałam później u Zosi. Na festynie rozpoczynającym wakacje, na wieczornych z nią pogaduchach i wędrówce po rynku. Tym razem po letnie pyszności w postaci dojrzałych czereśni i bobu, który pochłonęłyśmy z pachnącym koperkiem, prosto z ogrodu. Raj dla podniebienia. Idę do kuchni na powtórkę. Bób rządzi.

       

       

       

      bobek

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Ze zrozumieniem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 czerwca 2018 12:46
  • czwartek, 21 czerwca 2018
    • Prześwit

      prześwit

       

       

      Od początku tygodnia słońce próbuje przebijać się przez chmury. W dniu grilla z Moniką i jej chłopakami do samej godziny zero brakowało pewności, czy zaraz nam deszcz nie spadnie. Nie spadł. Rozłożyliśmy wałówkę i wszelkie słodkości na stole z wielkiego pnia drzewa. Upieczone kiełbaski robiły za obiado-kolację, a na deser Monika przyniosła sernik. Obdarowali mnie bukietem kwiatów i breloczkiem z Rodos. Wspomnienia z podróży, zabawy chłopaków na pobliskim placu zabaw i fajny czas spędzony razem. Trochę tego czasu było mało żeby się nagadać, ale cieszyłam się, że wreszcie udało nam się spotkać we dwie rodziny. 

       

      Obie stwierdziłyśmy, że ten rok przedszkolny minął w moment. Jesteśmy już po zebraniu i podsumowaniu postępów Małego, niedługo pożegnanie i od września starsza grupa i przeniesienie do nowej sali. Dobrze, że panie się nie zmieniają, bo Mały już tę zmianę przeżywa. Dostał dyplom za udział w zajęciach z piłkami, a w następnym tygodniu zakończenie tańców. Aż się wierzyć nie chce, że zaraz będą wakacje. Na szczęście nie musimy kombinować opieki, ani łapać dyżurów w innych przedszkolach. W domu za to muszę łapać czas na sprzątanie i ogarnianie przestrzeni, bo później już szkrabek będzie mi się tu codziennie kręcił. Robię też porządki w szafie, chcę wystawić na sprzedaż dwie, zbyt krótkie już spódnice i strój kąpielowy, ani razu nie założony. 

       

      Przyda się każda złotówka, bo zbliża się przegląd auta i niemałe oc do zapłacenia. A na dokładkę człek by chciał zrealizować wyjazd na Męskie Granie, na które po długiej walce koleżance Kamili udało się upolować bilet. Dwa tygodnie temu 72 tysiące osób o tej samej godzinie zasiadło do logowania! Na jedynej stronie prowadzącej sprzedaż. Strona padła, co było do przewidzenia. Nie wiem, czemu nikt nie pomyślał, żeby zrobić osobną dla każdego miasta organizującego koncerty. W drugim podejściu udostępniono strony dwie, ale i dziewczyny (rzucając na ten czas pracę) również podwoiły siły. Najważniejsze, że się udało i przy dobrych układach (zdrowotno-dojazdowych) zobaczę Korteza, Podsiadło i Zalewskiego, life.

      Taniec radości oddtańczony :) 

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Prześwit”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 czerwca 2018 11:53
  • niedziela, 17 czerwca 2018
    • Czas na grilla

      Okulistka stwierdziła, że oczyska mam zdrowe, jedynie mały problem ze zbieżnością. Zbieżność ową mam trenować wędrując wzrokiem za zbliżającym się palcem. Hm. A tak nie lubię robić zeza ;) Cóż zrobić, trza robić.

       

      Rocznicę ślubu spędziliśmy przy najpyszniejszych w mieście plackach ziemniaczanych. Może mało romantyczne danie, ale za to z jakim smakiem. I z plusem dla lokalu, który wydzielił część do zabawy dla dzieci. Dzięki czemu można w ogóle coś zjeść i w miarę spokojnie. 

      A w moje urodziny przedszkolny festyn sprezentował mi zabawę. Gdzie radość dziecka była równie cenna, jak moja. Jak Mały wlazł na dmuchany zamek, tak przez dwie godziny nie dało się go wyciągnąć. Pierwszy raz się odważył i widzę, że będzie to jego ulubione szaleństwo. Nasze trochę mniej, bo jakoś te skoki momentami kontuzyjne. A to dziecięciu ktoś na głowę nadepnie, a to w podskoku poobija. Ale, że skarg nie było. Niech skacze. 

       

      Po tych skokach Mężu zabrał go na kolację, a ja mogłam odetchnąć u Hani na pogaduchach i ustalaniu szczegółów odnośnie naszego grillowego wyjazdu. Pierwszy raz udało się połączyć spotkanie rodzinne z dziewczynami. Wyjechałyśmy na dwa auta, rodzice i brat z Anią byli już nad jeziorem. My zabraliśmy Kasię, a Sylwia z synem przywieźli Hanię i jej córkę. I tak we 12 osób, przy łączonych stołach i kombinowanych krzesłach z różnej parafii, zasiedliśmy sobie, po uprzednim plażowaniu nad wodą. Pogoda dopisała, choć obawiałam się, że może spaść deszcz. Było gorąco, ale pochmurno. Słońce na szczęście co jakiś czas prześwitywało przez chmury. Maluchy mogły się bawić i w wodzie i na kocu, ze swoimi plecakami pełnymi różności. Mężu dzielnie walczył przy dwóch grillach, a wałówki było tyle, że i na dwie imprezy by wystarczyło (co chyba wykorzystam na spotkanie z Moniką). Moi rodzice dopiero poznali Hanię, która jak się jakiś czas temu okazało, jest siostrą ich sąsiadki (ten świat jest naprawdę mały). Spędziliśmy w plenerze cały dzień. Był obiad, pogaduchy do wieczora, spacer na pomost i do lasu, a potem deser przy kawie, piwku i nalewce z agrestu. Dziewczynom okolica bardzo się spodobała i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się tam razem wybierzemy. 

       

       

       

      od dziewczyn

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Czas na grilla”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2018 12:03
  • czwartek, 14 czerwca 2018
    • We dwoje

      Ochłodziło się trochę, dzięki czemu pewnie wielu odetchnęło.. ja też, choć brak mi jednak słońca. W słońcu świat wygląda bajecznie i od razu jest więcej energii. Przydałaby nam się ładna pogoda na weekend, bo w planach nasz wspólny urodzinowy grill. Rodzinka już zapowiedziana, Sylwia z Hanią i Anią zaproszone. Po drodze jeszcze festyn rodzinny z Małym. A tu jakieś deszcze na horyzoncie, które na razie straszą ale na szczęście nie padają. No cóż, pożyjemy, zobaczymy jak to będzie..

       

      Na razie robię pod tego grilla zakupy mięsne, warzywne i do pochrupania. Najwyżej upiecze się kiełbaski i karkówkę w piekarniku, choć jednak impreza w plenerze bardziej mi się uśmiecha. Mały był teraz na wycieczce agroturystycznej, znowu jechał autokarem, widział konie i przeżywał zabawy na świeżym powietrzu z dwiema przedszkolnymi grupami. Wrócił wprawdzie z katarem, ale już rozpoczęłam akcję przywracania odporności i mam nadzieję, że nic mu się nie rozwinie. Trzymał się bez chorowania tak długo, że się człek do dobrego stanu przyzwyczaił.

      A skoro już w temacie stanu zdrowotnego, to moje zawroty głowy po dawkach żelaza się zmniejszyły. Nadal jednak mam momenty że obraz umyka i wzroku skoncentrować nie mogę. Dziś wizyta u okulisty, ustalimy czy to ten kierunek. Powinnam jeszcze laryngologa odwiedzić, żeby mi sprawdził ciśnienie w uchu wewnętrznym (nie wiedziałam, że takowe posiadam), choć według mnie, to mój odwieczny problem z błędnikiem, który właśnie się nasilił. Dobrze, że filmy oglądać mogę, bo ostatnio całkiem fajne trafiamy. Trochę akcji, sensacji i bardzo dobry melodramat "Bliżej" z Natalie Portman, Julią Roberts, w którym do kompletu jeszcze panowie - Jude Law i Clive Owen wystąpili. Mały zasypia o 21, więc dwie godzinki dla siebie mamy.. A ten wspólny czas przecież taki cenny.. 

      Dziś nasza rocznica ślubu. Tak niedawno bawiliśmy się na weselu, oświadczyny nad greckim morzem - jakby wczoraj, pierwszy wspólny spacer, pocałunek.. Ach te emocje :) 

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „We dwoje”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 czerwca 2018 09:36
  • niedziela, 10 czerwca 2018
    • Morze nasze morze

      Dni Morza za nami. Swoją drogą wielu myśli, że morze mamy tuż za rogiem. Jak choćby pewien student, który wyszedł z akademika w klapkach, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię i ze słynnym pytaniem „którędy do morza?”.

      Tymczasem będzie ze 100 km, a przy korkach i trzy godziny można ten kawałek jechać. Tak czy siak świętujemy, z pompą, z żaglami przy Odrze, z jarmarkiem i wesołym miasteczkiem. No i z koncertami, które mogłyby być lepsze, ale fajnie, że w ogóle są. 32 stopniowy upał trochę przerzedził tłumy. I my woleliśmy w dzień plażować niż krążyć wśród straganów. Monika z rodzinką wybyła na jedną z greckich wysp i pisze, że pogoda cudna. A naszej niewiele do tych wyspowych brakuje, bo mamy obecnie niezłe tropiki. Od piątku plaża była nam drugim domem, najpierw z Mamą i Małym, bo Mężu miał firmową imprezę. Potem we troje, by dziś jeszcze Mamę zgarnąć i spędzić fajny czas nad wodą. 

       

       

      na upały

       


      Wczorajszy wieczór natomiast z Hanią i jej córką na wędrówkach Wałami Chrobrego, łapaniu widoków statków, wesołego miasteczka i wspominkach z lat 90'tych. Nana i Fun Factory - może i muzyka bez szału, ale tłum rozbawiony, nogą tupiący i ogólna zabawa. Dla mnie dodatkowo sentymentalnie, bo w owych latach pracowałam na stoisku z kasetami i co się tego nasłuchałam to moje ;) Z Mamą i Małym też dotarliśmy na Dni Morza, ale jak to z dzieckiem bardziej w kierunku wesołego miasteczka. Mały poszalał na karuzeli, na autodromie i ciuchcią pojeździł. Całe szczęście, że mżawka nas stamtąd wygoniła, bo by człek majątek stracił. 

       

       

      fun

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Morze nasze morze”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 czerwca 2018 20:19
  • czwartek, 07 czerwca 2018
    • Zakwitły

      Początek tygodnia nigdy nie rozpieszcza..chyba, że jest początkiem urlopu. A że jeszcze nie jest, to pranie, sprzątanie i zakupy targane na raty witają mnie niezmiennie. Nowy miesiąc, więc i rachunki wszelakie do popłacenia, w przedszkolu też już wcześniej upominają się o należności. Nie mogę uwierzyć, że zbliża się koniec szkolnego roku. Dopiero co się zaczynał.. a tu teraz atrakcji na zakończenie masa. Dzień sportu, czytanie w ramach akcji cała Polska czyta dzieciom, a dzisiaj dyskoteka w eleganckiej koszuli z tej okazji. Dzieje się dużo i całe szczęście, że Mały może korzystać z tych dobroci. Po przedszkolu odwiedziny u Dziadków i kolejny prezent z okazji Dnia Dziecka. Klocki lego zaczynają dominować nad dużymi klockami i coś czuję, że pochłoną Synka, tak jak i kiedyś, za dzieciństwa, Męża. Niech sobie chłopaki budują te swoje maszyny, na jesienne wieczory będzie zabawa w sam raz.

      Teraz trzeba korzystać z pogody i śmigać na podwórko kiedy tylko wolna chwila. Nawet na balkon chce mi się co chwilę zaglądać. Małe pelargonie poszły w górę i zakwitły wreszcie, choć myślałam, że nie dadzą rady. Takie to było delikatne, drobne, a tu proszę..

       

       

       kwitną

       

       

       

      Mi też jest kwitnąco, jak zawsze na wiosnę.. no może prócz efektów kichania, przy trawiastych pyłkach. Ale czerwiec już się rozkręca i z nim przychodzi letnie ukojenie alergii i plenerowe szaleństwo. Chce mi się nad morze, nad jeziora, rzeki.. Tymczasem na razie idę na piknik z Mamą, z okazji zakończenia kolejnego roku trwania jej chóru. Będzie ognicho i zapewne śpiewy chóralne, a capella ;)

      Nad Odrą natomiast już niedługo Chór Akademii Morskiej, muzyka Lady Punk, Lanberry, później lata 90'te i szanty w ilości hurtowej z żaglowcami w tle.

      A na początek.. "Początek", który nie dość, że w ucho wpadł to nakręcił mnie niesamowicie na Męskie Granie. I tylko trzymam kciuki, żeby koleżance udało się złapać dla nas bilety. Jak tylko się pojawią znikną w moment, więc trzeba rozpocząć polowanie.

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Zakwitły”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 czerwca 2018 09:36
  • poniedziałek, 04 czerwca 2018
    • Ile wlezie

      Niby tylko cztery wolne dni, ale wycisnęliśmy z nich tyle, ile się dało. A dało się i Zosię odwiedzić, poleniuchować w ogrodzie, pospacerować z psem, spotkać się na dziecięcym festynie z Natalią, jej siostrą i ich maluchami. Mężu korzystał z wieczornej wolności na spotkaniach z Damianem i Dawidem. Raz ja dołączyłam, gdy przybyła i Dawida narzeczona. Wprawdzie piwko mi ostatnio nie służy - te moje parametry jeszcze niewyrównane, więc lepiej nie dokładać sobie zawrotów głowy z procentów. Ale posiedzieć z nimi i pogadać było miło. Tym bardziej, że wieczory przynosiły wreszcie trochę ochłodzenia. Minimalnie, ale jednak. 

       

      Dało się też pozwiedzać Gorzów Wielkopolski. Trochę na szybko i tylko w głównych punktach, ale zawsze to atrakcja. Bulwary tam ładnie zagospodarowane i aż kusiło żeby zasiąść w restauracji na łodzi. Skrząca woda, papugi, fontanna i lody dla ochłody. Lubię zwiedzać. Najbardziej być tam, gdzie mnie jeszcze nie było, ale i chętnie wrócę gdzieś, gdzie mi się spodobało..

       

       

       

      gorzowskie

       

       

       

      A potem zalec nad wodą, nawet jeśli jest tylko w basenie. Patrzeć na błękit wody, łapać słońce i śmiech Małego, który tak jak wlazł, tak wyleźć nie chciał. Dzieci mają tę wodną moc. Nieważne, że zimna woda, że usta fioletowe, grunt by skakać z piłką, pływać w kole i strzelać wodnym pistoletem po nagrzanych rodzicach. Cud, miód i bąbelki. No może prócz jednego wyjazdu, który zakończył się tuż po wejściu nogą do wody. Wyjście było ekspresowe, gdyż nad naszymi głowami przeleciała burza z wichrem, gradem i ulewą zacinającą pod dach ratowników. Jednak w kolejny dzień znów upał, jakby nic się nie działo. Niebo bez żadnej chmury, zielona trawka i dźwięki muzyki w tle. Nawet odłożyliśmy wyjazd do rodziców nad jezioro, bo szkoda było czasu na wydłużoną podróż. Dzięki temu mogliśmy spędzić pół dnia nad basenem, tam zjeść obiad i powrócić spokojnie w domowe pielesze. 

       

       

       

      na basen

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Ile wlezie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 czerwca 2018 11:32
  • środa, 30 maja 2018
    • Lato w maju

      Poniedziałek tradycyjnie powitał mnie intensywnością prac domowych, ale że szybko je ogarnęłam mogłam otworzyć drzwi dla niespodziewanego gościa. Koleżanka Iwona zadzwoniła, że jest w pobliżu i czy może przybyć pogadać. Zrobiłam jej kawkę, zasiadła po kolejnej rozwodowej sprawie, wymęczona ale w coraz lepszej kondycji psychicznej. Dla niektórych rozstanie otwiera drzwi do lepszego, szczęśliwszego życia. Wiem coś o tym.. 

      Po wizycie poleciałam na ciąg dalszy badań, uspokojona przez panią doktor, że będzie dobrze. Skoro tak mówi, to chyba się zna. Z tej radości popełniłam w piekarniku zapiekankę z mięsem mielonym i cienkimi w plastrach ziemniakami. Pochłonięta została w tempie ekspresowym i na szczęście ze smakiem.

       

       

      zapieczone


       

       Potem już tylko wizyta kontrolna z Małym u alergologa. A że zapobiegawcze działania dają efekty, to na spokojnie można było zacząć cieszyć się trwającym obecnie latem. Lato jak wiadomo trzeba łapać kiedy jest, bo gdy ma być w terminie, zamienia się w jesień. Ludzi więc na plaży od groma i to bez względu na porę. Z chłopakami byłam wieczorem, a na drugi dzień umówiłam się rano z Kasią. Zaległyśmy nad jeziorem i przez bite cztery godziny trajkotałyśmy jak nakręcone. Tematy nam się nie kończą i te osobiste i te firmowe, bo kiedyś pracowałyśmy razem. Dużo leciałyśmy w kierunku zdrowotnym, po moich przejściach i obecnych jej mamy, która właśnie leży w szpitalu po operacji. Jeszcze jeden przykład, że należy choć raz w roku zrobić badania kontrolne, żeby potem w takim przybytku nie wylądować. Mąż pakiet badań nabył, teraz trzeba znaleźć czas w sobotę, by na czczo dotrzeć do laboratorium. Co w przypadku weekendowego, spowolnionego etapu wstawania do łatwych nie należy. Dobrze, że pakiet ma określony termin ważności, będzie to myślę mobilizacją. 

      Tymczasem najbliższy weekend znowu robi się miło przedłużony. Na dalsze wyjazdy zbyt krótki, ale festyny na Dzień Dziecka już są zapowiadane i pogoda między burzami również. Trzeba korzystać ile wlezie :)

       

       

      w wodzie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Lato w maju”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 30 maja 2018 11:02
  • poniedziałek, 28 maja 2018
    • Muzyczne emocje

      Działo się w ten weekend, oj działo.. pozytywnie w każdym momencie. W piątkowy wieczór złapałam Hanię z Kasią do auta i po dłuższym poszukiwaniu parkingu zakotwiczyłyśmy nad Odrą. Wśród ogromnego tłumu studentów i młodzieży starszej. Na całych bulwarach, jak okiem sięgnąć, rozsiedli się ludzie świętujący Juwenalia. Odżyły wspomnienia i moje studenckie czasy.. Świetne imprezy i niesamowite koncertowe przeżycia. Tym razem też ich nie zabrakło.

      I kto by pomyślał, że Krzysztof Krawczyk zrobi taką furorę wśród młodych? Że sami wybiorą, by to właśnie on wystąpił podczas ich święta. I że 72 letni piosenkarz, da taki koncert podczas którego wszystkich wzruszy i rozbawi. Coś niesamowitego! Świetny głos, masa emocji, falujący, roztańczony i rozśpiewany tłum. Większość zna jego piosenki na pamięć, zwłaszcza, że zagrał same największe przeboje. Były Parostatek, Jak minął dzień, Chciałem być, Mój przyjacielu, Bo jesteś Ty i wiele innych. 

       

       

       

      juwenalia

       

       

       

      W przeciwieństwie do Dżemu, który przez trzy czwarte czasu grał nowe, nieznane przeboje. Wynudzając nas niezmiernie, do stanu ziewania i marzeniu o poduszce. Dopiero pod koniec koncertu rozkręcił tłum Wiktorią, Czerwonym jak cegła i na zakończenie śpiewając Whisky. A tak zero kontaktu z publicznością, brak charyzmy i smęcenie. I całe szczęście, że później nadeszła lepsza muza. Przy Bass Astral x Igo obudziłam się całkowicie. Nogi same poszły w ruch. Chłopaki z humorem, wyluzowani i ze świetnym podejściem do słuchających. Grali energetycznie, elektronicznie i z euforią godną wielkich koncertów. Choć akurat ich z chęcią posłuchałabym i na mniejszej scenie, bardziej klimatycznej. Mimo wszystko odżyłam, a tu pora była wracać by zasnąć o 2 w nocy, ze świadomością pobudki o 7..

       

       

       

       


       

      Nie ma lekko, ale że prócz tego była i świadomość dnia spędzonego z rodzinką, dałam radę. Święto Mamy spędziliśmy w restauracji podającej najlepsze placki ziemniaczane, jakie do tej pory jadłam poza domem. Brat miał dobry nastrój, więc czas upływał w miłej atmosferze. Na dodatek sprezentował całej ekipie bilety na charytatywny mecz siatkówki z gwiazdami. Gwiazdami byli mistrzowie w siatkówce, światowi i krajowi. I niemistrzowie, tacy jak Bilguun i Misheel z Rodzinki zastępczej. Największą jednak atrakcją dla Małego były przebrane smerfy, cheerleaderki, balony i gryf przybijający piątkę. Najmniejszą hałas na wielkiej hali, dlatego nie dotrwaliśmy do końca imprezy. Zmykając do rodziców na deser lodowy i pogaduszki.

      A w niedzielę niespodziewana wizyta cioci Iwony, chrzestnej Małego. Pierwsze prezenty na Dzień Dziecka i wyjście w plener na wielki piknik pasji - Pod Platanami. A tam stoiska z różnościami, naturalnymi wyrobami, ozdobami, miejsca do gry w piłkę, pokazy tańca, malowanie Minionków i twarzy smyka, tym razem w wersję tygrysa. I przede wszystkim nasz wspólny czas, który jest z tego najcenniejszy..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „Muzyczne emocje”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 maja 2018 10:44
  • sobota, 26 maja 2018
    • Mamy..

      Synek pojechał pierwszy raz do teatru (z czego największą atrakcję stanowiła jazda autokarem), a ja do lekarza z zawrotami głowy. Seria badań, morfologia, różne składniki i okazało się, że mam niedobór żelaza i o dziwo - niski cukier. Ja - największy łasuch w rodzinie, zwłaszcza na słodkie. Ale fakt, ostatnio odstawiłam batoniki i wszelkie cukry proste. Zamieniłam je natomiast na masę owoców dziennie, z wiosennymi warzywami w tle..

       

       

       nowalijki 

       

       

      A tu takie jakieś dziwactwa w tych wynikach.. Suplementacja już włączona, do tego mam jeść regularnie i za dwa miesiące powtórzyć badania. Przy okazji złapałam skierowanie do okulisty, bo takie zawroty mogą mieć również przyczynę w oku, lub błędniku. A wraz ze skierowaniem (termin wizyty dostałam na grudzień!) znowu miałam spotkanie pod tytułem - świat jest mały. Koleżanka z którą chodziłam do liceum okazała się pracować w mojej przychodni. Pomogła mi otrzymać pieczęć - badanie pilne - i przyspieszyć termin wizyty na czerwiec. Zamurowało mnie kompletnie i stwierdziłam, że Kasia spadła mi naprawdę prosto z nieba..

      Muszę się porządnie przebadać i wzmocnić odporność, łącznie z kondycją. Jechałam bowiem niedawno szczecińskim rowerem - tempo żółwie, a zadyszka jak parowóz. Mimo wszystko cieszę się, że zrobiłam pierwszy krok w kierunku ruchu na świeżym powietrzu. A ruch w ten dzień miałam niesamowity, od rana do lekarza z wynikami, potem pedałowałam do urzędu, by po chwili oddechu lecieć na występy Małego z okazji święta Mamy i Taty. Dziecię mnie ucieszyło, wzruszyło i sprawiło, że serce urosło na widok jego tańca, recytowanych wierszy i śpiewanych piosenek. Niesamowite przeżycia dla każdej mamy.. I na szczęście też dobra wiadomość po występach, u laryngologa, do którego mieliśmy termin akurat na ten dzień. Migdałki zdrowe, przegroda prawie idealna i od strony laryngologicznej jest spokój. Po takich przeżyciach, miałam już tylko w planach wieczorne wyjście na koncerty. Hania i Kasia umówione, ale zanim o muzycznych emocjach będzie..

      włączam przepiękną piosenkę dla wszystkich MAM z okazji ich święta.. I lecę szykować się na obiad w restauracji z Mamą (w prezencie nie będziemy musiały obie dziś gotować) i całą rodzinką.

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Mamy..”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 26 maja 2018 11:48
  • środa, 23 maja 2018
    • Nad Odrą

      Na festynie dominikańskim skromnie, ale na widok kiermaszu książek oczy mi się śmiały i palce same przebierały w kartonach. Ogromna przyjemność, oglądać, przewracać strony i czytać choć po kilka zdań. Książki mają niepowtarzalny urok i choć od jakiegoś czasu przerzuciłam się na czytnik, zawsze będę miała sentyment do wersji papierowej..

      Wracając od Dominikanów, zahaczyliśmy Teatr Lalek. By Mały mógł zobaczyć dokąd pojedzie z przedszkola, by obejrzał sobie wejście i lalki choć na wystawie. Najlepsza jednak okazała się fontanna w pobliżu, bo to i ręce można pomoczyć.. i buty ;) A wszelka woda w ogóle jest mu mile widziana, bez względu czy to jezioro, rzeka czy strumyki lecące w górę..

       

       

       

      też woda

       


      Pogoda zresztą iście letnia się zrobiła. Aż się nad tę wodę chciało. Ale zanim na koc, ruszyliśmy na Wały, gdzie zaroiło się od stoisk z kwiatami. Wprawdzie kwiatów nie kupiliśmy, ale wyszłam ze słoikiem miodu lipowego. Pediatra zalecał Małemu picie przegotowanej wody z miodem, a i dla mnie miód wskazany po ostatnich przeziębieniach. Mężowi natomiast w ramach zdrowotnych zaproponowałam zrobienie serii badań, w pakiecie od laboratoriów Diagnostyki - promocja na wiosnę 50%, więc się wreszcie skusił. Nabyłam też pyszne (niby polskie) truskawki, choć pewności co do ich pochodzenia nie ma. Mimo wszystko słodkie były i mam nadzieję, że choć trochę zdrowe. A i spacer nad Odrą dotleniający, fajny.. i w słońcu..

       

       

       

      Nad Odrą

       

       

       

      Później błogie lenistwo na kocu i wieczorny plac zabaw z Sylwią i tą samą ekipą, którą spotkaliśmy na pikniku wojskowym. Zleciała niedziela w moment i już nowy tydzień przywitał mnie domowymi porządkami, myciem okien, łazienki i podłóg, ścieraniem kurzy, praniem i zakupami. Padłam po tym całkowicie. "Narzeczony na niby" w odpoczynku mi towarzyszył, a wieczorem z moim prawdziwym mężo-narzeczonym obejrzeliśmy - "Rekiny wojny". Łapiemy to oglądanie, póki Mały zasypia o ludzkiej porze i dzięki niemu w ogóle spokojne wieczory mamy. Dawno do kina razem nie wyszliśmy, to choć w domu nadrabiamy. A co do kina, to dziewczyny ciągną mnie na najnowszy film twórców rewelacyjnych "Nietykalnych" (widziałam ze 4 razy) - "Nasze najlepsze wesele" . I tym razem wykorzystam chyba promocję z opakowaniami po kinderach, dzięki którym bilet kosztuje dużo taniej.

      Trzeba kombinować, żeby coś przeżyć i nie zbankrutować.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nad Odrą”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 23 maja 2018 13:15
  • sobota, 19 maja 2018
    • Ani rusz

      Synuś do przedszkola poszedł. Na dwa dni. Po południu tego drugiego wywinął orła na brzegu piaskownicy, zderzając się z ulubionym kolegą Tadziem. Zderzenie zakończyło się raną ciętą i obitym kolanem. Ale histeria, która po tym nastąpiła mogłaby świadczyć o złamaniu z przemieszczeniem i tragedią ogólnonarodową. Wrzaski, krzyki i płacz, nie do uspokojenia przez kilka godzin. Dziecię trzeba było nieść na rękach, przytulać i obchodzić się z nim jak z jajkiem.. Można powiedzieć prawdziwy facet. Oczywiście w piątek nie był w stanie pójść do przedszkola, koszmar trwał od rana. Należało usadzić na kanapie z nogą na prosto i włączyć bajkę. Wieczorem już mu się chyba znudziło i.. jeździł hulajnogą. A co. Przecież ile można dramatyzować.

       

       

      Zanim jednak te dramatyczne chwile nastąpiły niespodziewanie otworzył się worek ze spotkaniami. Najpierw znienacka odwiedziła mnie Ania od Witka, oddając pożyczone jej drugiemu synowi, Guciowi, kozaki. Zrobiłam jej herbatę, usiadła i miała chwilę oddechu bo zajęłam malucha zabawą. Dziewczyna na ostatnich nogach, po czterech nieprzespanych nocach (ząbkowanie), bez czasu nawet na umycie włosów.. Rzekła, że Gucio skutecznie wyleczył ją z chęci posiadania trzeciego dziecka. Tymczasem Monika, z którą w ten sam dzień poszłam na spacer, o trzecim już myśli i marzy. Może dlatego, że jej Kubuś jest spokojnym chłopcem i bezproblemowym. Przynajmniej na razie. Dwie godziny spaceru, pogaduch i relacji z ostatnich zdarzeń dobrze nam zrobiły. Jej też, bo akurat ma ciche dni w domu (względnie, przy dwójce dzieci), więc fajnie się wygadać. Umówiłyśmy się też na spotkanie u mnie, bo już dawno nie była i chce zobaczyć nasz pokój po remoncie..


      Później już byłam uziemiona przez dziecięce kolano, wieczorem stery przejął Mężu, a ja zawiozłam rodziców na imprezę. U nich z kolei spotkania związane z przechodzeniem znajomych na emeryturę. Dość popularne stało się świętowanie tego faktu. Ale jak to mówią rodzice, każda okazja dobra, byle jeszcze poszaleć. Teraz im trochę trudniej, bo oboje mają problemy z kręgosłupem. Tatę dopadła rwa kulszowa i wczoraj jechałam na szybko po leki z zaprzyjaźnionej apteki. Ani rusz - nabiera nowego wymiaru. Ech.

       

      Za to my w sobotę na chodzie (odpukać) i w sam czas załapaliśmy się na wojskowy piknik, organizowany dla żołnierzy, ich rodzin i znajomych. Sylwia dała cynk, zwerbowała Katarinę z rodziną, Kasię ze swoim mężem i maluchem, Gosię z chłopakami i nas. Przy stoiskach z grillowaną kiełbasą, kurczakami i karkówką, można było się najeść. Do tego darmowy popcorn dla dzieci, wata cukrowa. Malowanie buziek, pokazy iluzjonisty, dmuchany zamek i trampolina bez ograniczeń czasowych. Występy muzyczne i pokazy walk karate. Pogoda dopisała, ciepło, słonecznie i tylko wiatr duży, ale nie było tak źle. Na przekór wiatrom czekała nas przejażdżka pancernym rosomakiem.

       

       

       

      rosomakiem w dal

       

       

      Później urodzinowe lody dla Mężulka, granie w piłkę w parku i spacer. A wieczór znów filmowy. Ostatnio obejrzeliśmy kilka ciekawych produkcji.. Słynne i wzruszające "Coco", świetny De Niro w "Kamiennych pięściach", dobra akcja - "Pasażer" i dla uśmiechu "Gotowi na wszystko. Exterminator". Sama obejrzałam jeszcze "Tamte dni, tamte noce", "Dziewczynę z Monako" i "Marię, królową Szkotów". W planach "Cudowny chłopak", ale najpierw niedzielne plenery z kiermaszem ogrodniczym nad Odrą, występami na festynie dominikańskim i być może spotkaniem z Sylwią, jej siostrą i Mikołajem na placu zabaw, bo właśnie piszą, że się wybierają.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Ani rusz”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 19 maja 2018 20:11
  • środa, 16 maja 2018
    • Odzyskany

      Wystarczyły trzy tabletki i węch wraz ze smakiem powróciły. Nie jestem zadowolona, że nie obeszło się bez antybiotyku, ale cóż. Jak trzeba to trzeba. Bez tego jeszcze ze dwa tygodnie mogło się to ciągnąć, a zakończyć nawet zapaleniem płuc. Czyli pozostaje odbudować teraz florę bakteryjną, probiotyki i jogurty naturalne włączyć na stałe do menu. I modlić się, żeby na jakiś czas choróbska dały nam spokój. Tym bardziej, że w poniedziałek wylądowałam też u lekarza z Małym. 

       

      Solennie obiecuję sobie nie pisać na blogu, że dziecię jest w dobrej formie. Albowiem tuż po tym od razu mogę zapisywać kolejne problemy. Brr. Już w sobotę wieczorem pojawił się kaszel, w niedzielę gorączka, szybki oddech i od nowa inhalacje. Z racji, że z panią alergolog byliśmy umówieni na wizytę bez rejestracji, w przypadku owego oddechu, to też pojechałam z chorym dzieckiem na osłuchanie. I tak oto.. mamy wczesno-dziecięcą astmę infekcyjną. Co oznacza, że Mały mając kontakt z przedszkolnymi wirusami w moment je łapie. Zawężają się oskrzela, trudno mu oddychać i stan zapalny gotowy. Rozpoczęliśmy podawanie leków zapobiegających i jest nadzieja, że w późniejszym wieku całkiem mu minie. Ponoć u chłopców jest to częściej spotykana przypadłość, a pociesza mnie fakt, że kuzyn mojego Męża wyszedł z tego całkiem i jest zdrowym chłopakiem bez inhalatora w kieszeni. 

       

      Mały wrócił do przedszkola, już bez gorączki, choć z resztkami kaszlu. Czyli wraz ze smakiem (ależ dobroci owocowo-warzywne mnie omijały!) odzyskałam też trochę czasu dla siebie. Ten weekend bowiem mieliśmy taki na pół.. pogoda piękna, a my na zmianę w domu. Przyznam szczerze, że leżenie na kocu w parku, w pojedynkę, również nie należy do mych ulubionych zajęć. Ale cóż było robić. Chciałam złapać choć trochę słońca i odrobinę spokoju na łonie natury.

       

       

       

      na łonie

       

       

       

      Do tego, jak wiadomo po imieninach Zosi, zawsze robi się chłodniej, co już idzie odczuć.. Ale nie ma co narzekać, słońce świeci, energia wróciła i znów wpadłam w wir zakupów, gotowania i ogarniania mieszkania po domowych zabawach. Synuś dumnie niósł do przedszkola swoją pierwszą pracę na konkurs plastyczny. Malował farbami i przyklejał bibułkowe kulki do obrazków ze swego miasta. Była i ryba z Odry, park gdzie gra w piłkę i szczeciński rower. Dla wszystkich uczestników ma być dyplom, a w ramach zbliżającego się Dnia Dziecka zapowiedziany wyjazd autokarem do teatru lalek. I jeszcze niedługo przedstawienie na Dzień Mamy i Taty, emocji więc nie brakuje.. niech tylko to zdrowie będzie, bo bez tego ani rusz. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Odzyskany”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 16 maja 2018 11:11
  • sobota, 12 maja 2018
    • Stado

      Paznokci nie machnęłam, z prostego powodu, że do leżenia w wyrze mi się nie komponują. Manicure z odciśniętą kołdrą również. Przeleżałam bite trzy dni, czując jak uchodzi ze mnie energia, co nie szło w parze z uchodzącym katarem. Nie powiem, że leżałam i pachniałam, bo nadal nic nie czuję (poza nerwem, że tyle to już trwa). Nadal żółto w nosie, zero węchu i smaku, za to kaszel się powiększył. Swoją drogą, nie sądziłam, że brak węchu może być tak problematyczny. Nie wiem, czy należy wywietrzyć w kuchni. Nie wiem, czy podaję dziecku świeże mięso na obiad, czy wędlinę na kolację. Nie wiem, czy dobrze doprawiłam zupę lub surówkę. Perfum nie używam, żeby nie przesadzić. Z braku smaku gotuję na wyczucie. Dobrze, że mam w tym trochę wprawy, gdybym była początkująca, to strach się bać. Kompletnie nie mam pojęcia, jak radzi sobie w tym temacie ciotka z rodziny Męża, która od urodzenia nie ma węchu? Zapytać nie wypada, ale może zgłębię tajemnicę podpytując najbliższych.

       

      Plusem w całej sytuacji jest to, że dziecię tydzień do przedszkola przechodziło. I to w dobrej formie, łącznie z łazienkową i powrotem radosnej formy. Odprowadzając go do przedszkola łapałam po drodze nowe wieści osiedlowe i przy okazji prezesa spółdzielni, którego zmusiłam do odwiedzenia naszego mieszkania w celu obejrzenia ściany. Na ścianie bowiem, prosto po remoncie, znowu zaczyna odłazić i puchnąć farba. Prezes obejrzał, pomierzył. Nawet wyszedł od strony balkonu postukać w warstwę zewnętrzną. Rzekł, że tematem się zajmie i przy kolejnej wycieczce do przedszkola uzyskałam wieści od inspektora budowlanego (taty Natalki), że owszem był oglądać projekty i sprawdzał rzuty mieszkań. Zapytując o materiały budowlane w tejże ścianie się znajdujące. To już coś. Przycisnęłam prezesa również w temacie izolacji górnego tarasu, gdyż albowiem doszły mnie słuchy, że będzie on naprawiany dopiero za rok.

       

      Słuchy doszły od nowej sąsiadki z góry. Albowiem tak. Od trzech tygodni mamy nad głową nowych sąsiadów. W pierwszej chwili myśleliśmy, że wprowadziło się stado koni. A to tylko rodzinka z dwójką dzieci (3 + 6 lat) i psem do kompletu. Pokój połączony z jadalnią mają duży, teren do biegania jest. I najmłodsze (łącznie z psem) korzystają z tego z upodobaniem od rana do nocy. Niejednokrotnie biega za nimi i mama. A Basia jest dosyć masywną istotą, wysoką, słusznych rozmiarów. Na dokładkę niesamowicie gadatliwą. Ma to swoje plusy, przy wieściach dotyczących tarasu, pękających tam płytek i odkładanego remontu. Ale już wieści, o jej poczęciu (ze szczegółami dotyczącymi zabezpieczenia), danych personalnych (łącznie z nazwiskiem i drugim imieniem), byłego adresu zamieszkania połączonego z problemami spadkowymi i rodzinnymi, pracą męża w Norwegii, wszystkimi chorobami jej i informacją o zdiagnozowanym ADHD jednego z synów, który prócz tego ma ponoć zaburzenia socjologiczne i jeszcze nie czuje zadawanego bólu (?). Żeby było weselej właśnie ów syn polubił poranne przybijanie piątki mojemu i chętnie by go do domu zapraszał (wbrew zaburzeniom). Basia nie omieszkała podzielić się również wiadomością, iż jest w trzeciej ciąży, nie stać jej, nogi jej puchną i nie wie co zrobić. O matko. A myślałam, że to ja jestem gadułą i bardzo otwartą na świat i ludzi istotą. Jednak chyba są jakieś granice. Na szczęście sąsiedzi wyprowadzają się w lipcu (oczywiście wiem dokąd) i tylko mam nadzieję, że podejmą dobrą decyzję odnośnie dzieciątka, a za nich wprowadzi się mniej tupiące stado.


       

      wiosenny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Stado”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 12 maja 2018 12:23
  • środa, 09 maja 2018
    • Zapach

      Bilet na Juwenalia i koncertowanie kupiony, w przedsprzedaży było taniej, więc warto. Tymczasem katar nie chce mnie puścić. Zatoki mam zawalone po sam czubek i nawet jak uda mi się nos odetkać, to kompletnie straciłam węch. Jeszcze w życiu tak nie miałam. I o ile jest to fajne w przypadku brzydkich zapachów, to tych ładnych mi brakuje. Nie czuję perfum, zapachu kwiatów, owoców i warzyw, które teraz jem na potęgę. Co więcej, nic mi nie smakuje.. Wyczuwam, że coś jest słodkie czy słone i to tyle. Wraz z węchem poszedł i smak. Okropność. Mężu za to może teraz korzystać do woli i zajadać się szczypiorem i czosnkiem. Ten ostatni kupiłam w ramach ratowania się od antybiotyku. Choć poza potężnym katarem nic mi więcej nie dolega, czasem odkaszlnę, ale gorączki brak. Wzmacniam odporność probiotykami i prebiotykami, biorę witaminy, kwasy omega 3, piję herbatę z miodem, cytryną. I kurcze ta moja odporność po zimie coś szwankuje. A tu pogoda iście letnia, nad wodę się chce, na spacery czy na kijki..

       

      Może powinnam wyleżeć, zapakować się w kołdrę, wziąć coś napotnego.. Tylko jak tu leżeć, kiedy tyle w domu do zrobienia, a poza przeszkodą w nosie energia dopisuje. Następne pranie za mną, duże zakupy zrobione, ale już kolejny obiad trzeba gotować. Opłaty porobić na nowy miesiąc, firanki zanieść do krawcowej, odesłać nietrafiony płaszcz - kolejny znak, by nie kupować w ciemno. Na zdjęciu wyglądał pięknie, z wcięciem w talii, z wąskimi rękawami. A przyszedł szyty prosto, z rękawem, w który dwie ręce bym zmieściła. Obraziłam się i nic więcej z ubrań przez net nie kupuję. Kropka.

      Nie dość, że nic mi nie smakuje, to jeszcze ładnego płaszcza od trzech lat trafić nie mogę. Normalnie foch. Na pocieszenie wieczorny film z Mężem, spotkanie z "Jane Eyre", kupię do domu tulipany, a później idę na regulację brwi. I może machnę pazurki na malinowo. Póki jeszcze dobrze widzę i mogę nacieszyć oczy kolorami ;)

       

       

       

      pachnące

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Zapach”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 09 maja 2018 10:18
  • niedziela, 06 maja 2018
    • Czemuż by nie

      Nie ma to jak 9cio-dniowy weekend majowy. Skoro sami dają urlop, trza przecież brać i nie marudzić. 

      Toruń, po cudnych przeżyciach i słonecznej pogodzie, pożegnał nas deszczem i niedoszłym do skutku spotkaniem z Cieniem-wiatru i jej Juniorką (za to natknęłam się na kolegę z podstawówki z rodziną). A było tak blisko! Do tej pory pluję sobie w brodę, bo tuż przed wyjazdem miałam myśl, by wysłać do nich zapytanie, w jakiej części naszego pięknego kraju urzędują. Tymczasem przeziębienie Małego i niepewność co do podróży zaprzątnęły mą głowę i intuicyjne piknięcie umknęło uwadze. Tak oto, mijałam się z dziewczynami w tłumie, na Rynku Staromiejskim, nie mając zielonego pojęcia, że tam są. No cóż.. kolejna nauczka, że intuicji należy słuchać.

      Na osłodę zawędrowałam wraz z moimi chłopakami na bąbelkowe wafle z owocowymi dodatkami. A na kolację do polecanego "Manekina" (po uprzednim polowaniu na wolny stolik) na naleśnika z camembertem, rukolą, szynką i ananasem. Cud miód i powyższe bąbelki były wisienką na toruńskim torcie.

       

       

       

      bąbelkowy



      Wróciliśmy do Zosi korzystać z wolności, jaką daje opieka babci i możliwości wieczornego wyskoczenia dokądkolwiek. Tym razem zupełnie niespodzianie wylądowaliśmy na plenerze z Zenkiem Martyniukiem. Ha! A czemu nie, skoro była okazja. Nie żebym fanką Zenka była, bez względu na to czy w wydaniu solowym czy Akcentowym. Ale i te oczy zielone i los przekorny, gdzieś tam mimochodem w radiowym otoczeniu w ucho wleciały. A wiadomo, że na live to ja zawsze pierwsza. Choć tym razem na bycie w pierwszym rzędzie nie było szans. Kosmos jakie tłumy przybyły. Chowana w zupełnie innych klimatach muzycznych, a w tych jedynie od wesela, do wesela - z podziwu wyjść nie mogłam. Gdyby jeszcze Zenkowi "trochę" (trochę bardziej) (dużo bardziej) się ten głos poprawił i gdyby pomiędzy utworami nie używał sformułowania - "to teraz zaśpiewam wam pioseneczkę", miałabym uciechę właśnie typowo weselną. No powiem krótko, byliśmy, widzieliśmy - przeżyliśmy ;)

       

      A po takich przeżyciach kolejne zaskakujące lądowanie - na pokazie muzyczno-świetlno-wodnym, dla odmiany z tłem pod hasłem "Legiony" i muzyką poważną. Obrazek ładny, kolorowy, taki dla chwili wytchnienia. Którą jednak psuła nocna już, niska temperatura. Dotrwałam do finału pokazu, ale wymarzłam potwornie. Tak, że Mężu później ledwo wytrwał uroczy dotyk lodowatych mych stóp pod kołdrą. I cóż.. co było do przewidzenia, w efekcie końcowym powyższych atrakcji nabawiłam się potężnego kataru połączonego z kaszlem w kolejnym dniu. Poszła w ruch apteczka podróżna, zaopatrzona na szczęście solidnie i podtrzymująca mnie do pionu na ostatnim punkcie majowego wyjazdu, jakim był grill u nowo poznanych (przy fontannie) znajomych. Towarzystwo przy piwku, a ja poiłam się gorącą herbatą, zakrapianą co jakiś czas kroplami do nosa i tantum'em w ilości hurtowej. Na szczęście u Zosi miałam możliwość poleżeć i trochę się zregenerować, więc po dzisiejszym powrocie dałam radę zrobić pierwsze pranie, rozpakowywać torby i ogarnąć część popodróżnego bałaganu. Tak oto kończy się majówkowe szaleństwo, choć maj dopiero się rozkręca i już mi się o uszy obija, że ma przywiać koncert Bass Astrala x Igo (!! wow!!), Chylińskiej, Dżemu i Krawczyka. I jak się tylko da, to lecę słuchać i tańczyć. Bo czemuż by nie :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Czemuż by nie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 maja 2018 23:46
  • wtorek, 01 maja 2018
    • Z Kopernikiem

      Może nie w kompletnym zdrowiu, ale udało

      się wyruszyć na planowaną majówkę. Cud. Mały do ostatniej chwili robił gorączkową zmyłkę. W dzień było ok, na wieczór 37,8. Aż wreszcie nastała doba bez gorączki i prosto od Zosi mogliśmy zakotwiczyć nad Wisłą. 

      Toruńskie okoliczności Staromiejskiego Rynku przywitały nas gwarem turystów, ciekawymi zabytkami i wakacyjnym klimatem. Przy boku moich dwóch podróżników, w kwiecistej sukience i aparatem w dłoni rozpoczęłam zwiedzanie tego pięknego miasta. 

       

       

       

      toruńsko


       

      A jest tu co podziwiać.. Kopernik dumnie spogląda z góry swego postumentu, Flisak z nieodłącznymi żabami na szczęście, Krzywa wieża, Dwór Artusa, Zamek Krzyżacki z jarmarkiem w tle, śliczna kamienica pod gwiazdą, Planetarium, monumentalne kościoły, mury obronne, zabytkowe bramy i spacer Bulwarem Filadelfijskim.. Cudnie, po prostu cudnie..

       

      Byłoby jeszcze cudniej, gdyby nie pozostałości kaszlu po przebytym przeziębieniu. Ale już mamy przetestowane, że musi się oczyścić część płucna i nosowa, dopiero wtedy zdrówko wróci do całkowitej formy. Oprócz tego Małemu i energia dopisuje, chęć do ganiania gołębi na rynku i zachwyt nad zwierzakami w  toruńskim Ogrodzie Zoobotanicznym. Spacery robimy codziennie kilometrowe, aż do padnięcia w jednej z licznych kawiarni tuż przy Ratuszu. Choć ceny kosmiczne więc i Bar Miś chętnie odwiedzamy, zwłaszcza że rodem z kultowego "Misia" przeniesiony. 

      Niesamowity jest urok naszych polskich miast, może za rok uda się trafić do Krakowa, bo jeszcze razem nas tam nie było. Warszawa, Zakopane, Sandomierz i Mazury znajdują się też na wymarzonej liście podróży. Nie  wspominając o ciepłych krajach.

      Ale na razie cieszę się, że Toruń dołączył do wspólnych wspomnień i z naładowanymi bateriami możemy marzyć dalej..

       

       

       

      zaczarowany

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „Z Kopernikiem”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 maja 2018 21:17
  • czwartek, 26 kwietnia 2018
    • Pod znakiem zapytania

      Jakby to delikatnie ująć.. pomogły ogórki kiszone babci Zosi i czopek glicerynowy sztuk jeden. Ale jak nie urok, to.. Nie no, akurat w tym kierunku nie poszło, za to dziecię dwa dni temu wykrzyczało (domyślamy się, że z przyczyn toaletowych), że nie chce chodzić do przedszkola, chce być chore, zostać w domu i kaszleć. I co? I voila! Mówisz i masz. Dziś w nocy 38 stopni i kaszel, a jakże. Oczywiście tuż przed majówką. Plany dopięte na ostatni guzik i już nawet pogoda w kratkę by nam nie przeszkadzała. Przeziębienie jednak może popsuć wszystko. Wprawdzie lekarka rzekła, że antybiotyku nie trzeba. Wystarczą inhalacje i zbijanie temperatury przez trzy dni. Czyli cóż, działamy i modlimy się o szybkie wyzdrowienie..

       

      Tymczasem nietrafione zasłony odesłane, firanki umówione z krawcową po majówce. A w czasie, kiedy jeszcze maluch był zdrowy udało nam się odwiedzić moich rodziców, korzystać ze słońca na placu zabaw - z przerwami na latanie do łazienki. I nadrobiłam kilka filmów Woody'ego Allena. Dobre dramaty obyczajowe "Sen Kasandry", "Blue Jasmine" i wreszcie "Na karuzeli życia", na który najbardziej czekałam. Jak zwykle się nie zawiodłam. Niektórzy nie lubią "allenowkiego" kina, ja uwielbiam. Często wracam do jego opowieści, lubię ten teatralny klimat, grę światłem, piękne zdjęcia i świetną obsadę.

       

       


      

       

       

      Zostały mi do obejrzenia "Scoop-gorący temat" i "Wszystko gra". Wspólnie udało nam się wkręcić w baśniowy klimat "Kształtu wody" czy w pogmatwane fantasy "Blade Runnera 2049". Ale obecnie, z racji przeziębionego malucha w domu, oglądanie staje się utrudnione. Wymaga on wtedy uwagi non stop. A to przykryj kocem, podaj picie, zrób inhalacje, ugotuj obiad z dwóch dań-jednocześnie rysując pisakami, podaj jabłko, płatki, unikaj słodyczy, przytul, sprawdź temperaturę i.. pobaw się ze mną.

      Zawiozłam wczoraj Mamę na ćwiczenia, miałam wolną godzinkę, a w pobliżu kawiarnię.. Pierwszy raz weszłam sama, zamówiłam herbatę, precla z serem i szynką w ramach kolacji i zasiadłam poczytać gazetę. Dziwnie tak, bez Męża w kawiarni.. Brakuje mi naszych wspólnych wyjść. I już nawet nie musi być we dwoje, z przyjemnością wyjdę we troje z Małym. Byle w zdrowiu i razem..

       

       

       

      do kawiarni

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Pod znakiem zapytania”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 kwietnia 2018 13:48

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny


Kwitnąca, Wiśnia BabyGaga

Opcje Bloxa