Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • poniedziałek, 24 września 2018
    • Zakończenie lata

      Z przytupem nam wyszło i zupełnie spontanicznie. Na ostatnią chwilę dowiedziałam się o dwóch festynach z tej okazji. Na jednym dość skromnie, z ogniskiem i pieczeniem kiełbasek. Na drugim z kolorowymi atrakcjami dla dzieci. Z bańkami mydlanymi, fotobudką z której mamy zdjęcia pamiątkowe, zamkami dmuchanymi, malowaniem wielkich plakatów, układaniem różnych klocków, łącznie z takimi wielkości głowy lub cegłówki. Te akurat, choć drewniane, układało się w kasku. Rozdawano masę lizaków i cukierków. Za poprawną segregację odpadów papierowo-szklano-plastikowych można było wygrać pudełka z niespodziankami. I to nie byle jakimi, bo i skakanki, latarki, temperówki czy opaski odblaskowe. A my mogliśmy spotkać się z Moniką i jej rodzinką, których przyciągnęłam na fajną zabawę. 

       

      W niedzielę też było słonecznie i udał się wypad na pchli targ w centrum miasta. Obejrzeliśmy pokazy karate i gimnastyczek z szarfą czy hoola-hop. Mały przeszczęśliwy wrócił do domu z puzzlami McQuinna, grą w Chińczyka i Jengą w wersji numerycznej, że o resorakach czy figurkach króla Juliana i pingwina z Madagaskaru nie wspomnę (ceny 2-5 zł). Od razu chciał się bawić we wszystko naraz. Ale że szkoda było siedzieć w 4 ścianach, poszliśmy jeszcze na spacer nad Odrą, obejrzeć statki. Pod koniec wylądowaliśmy na dworcu w poszukiwaniu pociągów. Jakieś takie miałam przeczucie, że nie tylko na pociąg trafimy i cóż.. koleżanka (osobista ma fryzjerka) przybyła akurat odebrać rodzinę z nadmorskiej wycieczki. Poczekaliśmy więc z nią i przywitaliśmy znajomych. Mały gdyby mógł od razu wsiadałby w ten pociąg i jechał przed siebie. Tak się rwie do podróżowania i czasem pyta - to gdzie dziś ruszamy?

      Ma to chyba po mamusi ;) 


       

       

      w dal

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Zakończenie lata”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 września 2018 13:43
  • sobota, 22 września 2018
    • Nareszcie

      Masażysta znaleziony i nawet jest szansa załapać się na jesienne promocje, kwestia tylko ustalenia terminów w gabinecie. Miałabym bardzo blisko i po drodze z przedszkola, więc układ w sam raz. Od nowego tygodnia będę wydzwaniać i oby jak najszybciej mnie przyjęli.

      Koleżanka natomiast miała wizytę refleksoterapeuty, przy okazji stawiania jej mamy na nogi. Ponoć cuda działa masaż i leczniczy ucisk stóp, część terapeutyczna jest w stanie wychwycić choroby w całym ciele. Nawet z dwuletnim wyprzedzeniem. "Nie ma bólu w ciele człowieka, który nie istniałby w stopach i który nie odpowiadałby za rozregulowaną pracę ciała zanim pojawi się nazwa choroby". No proszę.. Nie powiem, przydałoby się i to, ale nie wszystko na raz. 

       

      Udało mi się wreszcie spotkać z Moniką, na dłuugi spacer, jeszcze w ciepełku i przed wczorajszym huraganem. Pogadałyśmy o zaległych sprawach, o naszych synach, przedszkolach i ciągłych przeziębieniach. Marzy jej się remont w mieszkaniu, ale tyle wydatków, zabieganie i praca jej męża nie sprzyjają rewolucjom domowym. U nas też jeszcze kuchnia do malowania czeka na właściwy moment. Za to piwnica doczekała się generalnego sprzątania. Po dwóch latach wiszenia na olx, sprzedaliśmy nareszcie akwarium! Wraz z tym 112 litrowym baniakiem zniknęły też wiadra ze żwirem, piaskiem, wielki filtr, wszelkie rurki, pokrywa, żarówy, termometry, zasilacze, kable i itp. Wystawiliśmy i wózek Małego za drzwi, choć z sentymentem. Ale, że na sam koniec poszły resory, coś tam się urwało, odpadło, to nie było sensu ani trzymanie tegoż, ani sprzedaż. Za to nastał ład i porządek - no prawie. Nie licząc kartonów z zabawkami, pojemników z farbami, pędzli i innych remontowych resztek. Oraz masy reklamówek z ubraniami, z których wyrósł już nasz smyk, a które (z nadzieją) czekają na przekazanie ich mojemu Bratu.

      Chłopaki odkurzyli mieszkanie, powycierałam kurze, a dziś wzięło mnie na sprzątanie łazienki i kuchni. Ale nie tak po łebkach, tylko z pucowaniem dogłębnym. Z szorowaniem frontów szafek, piekarnika i kafelków na ścianie. Wcześniej jeszcze gotowanie obiadu z dwóch dań. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt iż wczoraj zrobiłam manicure. Ale cóż.. porządek w domu wymaga poświęceń ;)

       

       

       

      home

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nareszcie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 22 września 2018 11:42
  • środa, 19 września 2018
    • Jul-już

      Świeżo po powrocie z kina, uśmiana po "Juliuszu" i rozczulona po ululaniu synka do snu, łapię chwilę na net. Film może nie najwyższych lotów, ale miał świetne momenty za sprawą pomysłów Abelarda Gizy i pana Rucińskiego. Sprawdził się od strony komediowej. Był idealny na wyluzowanie dla zmartwionej Kasi, zapracowanej Hani i jej córki, która jako przedszkolanka również miewa wyczerpujące dni. Szkoda tylko, że Sylwia nie dała rady się wyrwać, bo i jej przydałby się kinowy relaks.

       

       

       

       

      Masaż przepony mnie też się przydał, ale bardziej teraz potrzebuję masażu odcinka szyjnego i piersiowego. Wlazło mi takie napięcie między łopatkami, że aż boli. I nie wiadomo, czy to pozostałość po stresach chorobowych sprzed wakacji, czy efekt złego ułożenia podczas snu. Tak czy siak same ćwiczenia nie wystarczają, choć próbuję i rozciągające przy ścianie i rozluźniające. Rozglądam się za jakimś gabinetem leczniczym, może gdzie wykonują ugniatanie pod hasłem shiatsu. Koleżanka poleca masaż tajski, ale nie do końca jestem przekonana. Paula z kolei kolegę (znanego nam z piaskownicy), który masuje w domu. Jednak nie czułabym się zbyt komfortowo. Lepiej chyba jednak jakiś gabinet, choć ceny niemałe.. Wiem, że czasem trafiają się okazje na gruponie, ale zrezygnowałam z tego portalu bo zarzucał skrzynkę ofertami, w ilościach przekraczających cierpliwość usuwania. W ostateczności może pojedziemy na basen? Taki gdzie są masaże wodne, choć i samo pływanie mogłoby przynieść ulgę. Coś trzeba wykombinować.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Jul-już”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 19 września 2018 22:29
  • poniedziałek, 17 września 2018
    • Cyrk

      jesienne lato

       

       

      Jakby nie patrzeć mamy jeszcze lato, a i tak z zaskoczeniem człek patrzy na termometr i 24 stopnie za oknem. Choć pamiętam cały wrzesień z upałami większymi niż latem. Mały wtedy nie chodził do przedszkola i umawialiśmy się na codzienny plac zabaw z Moniką. Teraz też jesteśmy umówione, na spacer w tygodniu, jeśli tylko jej najmłodszy nie polegnie w nierównej walce z wirusami. 

      Tymczasem nasz maluch (odpukać) zdrowy, szalał w niedzielę nad odrzańskim nabrzeżem i korzystał z wystawionych tam zabawek dla dzieci. Leżaki zachęcały do relaksu, a stoiska z różnościami do korzystania z atrakcji. Mały wędrował po równoważni, skakał z miękkich kostek, grał w drewniane kręgle i piłkarzyki. Wracać nie chciał, ale każdy bunt tego dnia tłumiło tajemnicze słowo - CYRK.

       

       

      Cyrk był wprawdzie niewielki, z większością atrakcji w postaci akrobacji i wygłupów klauna, ale dla dzieci przeżycie mega. Mały był pierwszy raz, cieszył się, klaskał i frajda ogromna. Dla nas trochę mniejsza, bo i gorąco i ławki wysokie z wielkimi szczelinami. Cały czas czujne pilnowanie, żeby Mały nie zleciał. A kręcił się, wstawał, intensywnie bił brawo, normalnie widz pierwsza klasa. Najbardziej podobał mu się Spider-Man wirujący z siecią pod sufitem, pan wspinający się na ruchomą wieżę i na deser zdjęcie z Maszą i niedźwiedziem. Nie było żadnych karygodnych występów zwierząt, bo jak wiadomo są słusznie zabronione. Zaprezentowano węża na szyi i warana noszonego na rękach. A na koniec pięknego konia, dodam, że zadbanego i z błyszczącą sierścią, który obszedł arenę, był przytulany przez prowadzącego i ukłonił się kilka razy.

      Najchętniej zobaczyłabym pokaz samej akrobatyki, albo takie show połączone z magią i tańcem jakie prezentuje Cirque Du Soleil.  Może kiedyś.. Teraz, na początek, dla malucha dobre i to :)

       

       

       

      spider

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Cyrk”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 września 2018 13:08
  • sobota, 15 września 2018
    • Wspólnie

      W czwartek Mały był już na chodzie, ale jeszcze asekuracyjnie nie poszedł do przedszkola. Poszedł za to ze mną na ćwiczenia i dzielnie w nich towarzyszył. Próbował mnie naśladować i wspinać się na maszyny. Wzięłam mu piłkę żeby na sali gimnastycznej trochę pokopał czy pobiegał. Ale bardziej ciekawiły go urządzenia, a w domu pokazywał jak się ćwiczy i co to on już potrafi. Spryciarz :) Energia go rozpierała, więc w piątek powędrował do swojej grupy. Czym niezmiernie ucieszył Tadzia i ulubioną panią Magdę. Problem w tym, że już na wejściu słyszałam kaszle i kichanie. A na dokładkę, jak się na koniec zajęć okazało - nasz smyk, prosto po chorobie, wyszedł na dwór w krótkim rękawku. Przy 19 stopniach, bo niby słońce było, a jemu ciepło. Hm ciepło, bo zgrzał się bieganiem w sali. Ehh. Na szczęście katar się nie zwiększył i mogliśmy dziś pojechać do rodzinki nad jezioro, zabierając po drodze narzeczoną Brata.


      Mamie sprezentowaliśmy torbę zakupową na kółkach. Narzekała już kilka razy, że ciężko jej nosić po kilka kilo na rękę. Że trzeba zatargać a to litrowy olej, mleko czy butelki z napojami. Do tego mąka, ziemniaki, jabłka, a wszystko swoje waży. Mam nadzieję, że teraz przyjemniej będzie jej robić zakupy. Ku radości dla oka dostała jesienną biżuterię, na który to pomysł wpadł też Tata prezentując jej naszyjnik z bursztynów. W ramach leczniczych i wizualnych. Mały poszalał dwie godziny na świeżym powietrzu, zbierając żołędzie i rozrzucając je na leśnej ścieżce - ponoć dla dzików ;) A później już tylko wyjazd do pobliskiego miasta na pyszny urodzinowy obiad w restauracji, pogaduchy i lody na deser.

      Fajny, bo wspólny..

       

       

       

      leśne

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Wspólnie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 15 września 2018 18:59
  • środa, 12 września 2018
    • Milowy

      Po czterech dniach z chorowitkami dokoła (łącznie ze sobą), nareszcie wyrwałam się na zakupy i na ćwiczenia. To pierwsze w ilości hurtowej, aż się kasjer za głowę złapał. Cóż zrobić, kiedy w czasie chorowania i bez zaopatrzenia, wszystko zostało pochłonięte. To drugie ledwo.. czułam się tak, jakbym trening zaczynała od nowa. Nie zmieniłam ustawień, ale przy końcówce ciągnęłam już ostatkiem sił. Mam nadzieję, że teraz powrócę do trybu ćwiczeń co drugi dzień, bo w takim czułam się najlepiej. 

       

      Wykupiłam pół apteki, w temacie witamin, wzmacniania odporności, probiotyków i kropli do nosa. Najbardziej ucierpieli moi panowie, bo nie obyło się bez gorączki. Mnie ominęła, za to katar jeszcze trzyma. Pokutuje nienoszenie czapki zimą, ehh.

      Siedząc za to teraz w domu i w czapkach i w kurtkach porządki porobiłam. Mały znowu miał czas przymierzania, co akurat nie jest najmilszym zajęciem. Za to zabawy i oglądanie bajek może uskuteczniać non stop. Co też na wolnym czyni i trzeba chować przed nim pilota, bo już sobie włącza co chce.  Prasowanie porobiłam, opłaty za zajęcia syna też (choć na razie nie uczęszcza). Krupnik ugotowany, wątróbka drobiowa z cebulką i surówka z kiszonej kapusty czekają na porę obiadową. A wieczorem podjadę wreszcie do rodziców z nadzieją, że już nikt więcej się nie pochoruje. Przed nimi bowiem kolejny weekend nad jeziorem, tym razem połączony z urodzinami Mamy. Pora ruszyć w miasto znaleźć jakiś prezent. Dla niej najlepiej praktyczny, bo takie lubi inne uważając za niepotrzebny wydatek. Dla mnie teraz najlepszym prezentem wiadomo co by było.. Polecany przez fotografa sprzęt jednak jeszcze przekracza nasze finanse. Kto wie, może gdy wrócę do pracy, to wspólnymi siłami z rodzinką doczekam się swojego EOS'a i dobrego obiektywu.. byłby to kamień milowy w historii mych aparatów ;)

       

       

       

      kamień milowy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Milowy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 12 września 2018 12:35
  • niedziela, 09 września 2018
    • Fotograficzne emocje

      Ostatnio coś się nostalgiczna zrobiłam dużo myślę o przemijaniu i pędzącym czasie. Wychodząc dziś z Akademii Sztuki spojrzałam na świat innymi oczami i nie za sprawą wizjera. Za sprawą pasji, radości z utrwalania chwil, tworzenia wspomnień dla dziecka. Gdybym miała możliwość zapisałabym się na ową Akademię i studiowała dla przyjemności. To zapewne słomiany zapał, ale choć przez parę godzin artystyczna część mej duszy miała niezłą frajdę. Po kursie nie tylko otworzyły mi się oczy. Otworzyły się możliwości, wreszcie zrozumiałam różne pojęcia, ustawienia i ich znaczenie. Jestem tak pozytywnie nakręcona, że aż mnie energia rozpiera. Ta fotograficzna i nie tylko :) 

       

       

       

      AS


       

       

      I wcale nie oznacza, że wszystko wiem i zdjęcia staną się od razu lepsze. Wręcz przeciwnie, to dopiero mały skrawek, początek drogi do testowania, próbowania i zabawy z aparatem. Na kurs przybyło nas 10 osób, większość z lustrzankami, dobrymi obiektywami, ale część kompletnie zielona co z tym sprzętem robić. Jak używać, co i gdzie naciskać, jak czytać skróty. Pan Kamil miał dużo cierpliwości do naszej, zagubionej w tych odmętach, grupy. Zaczął od historii malarstwa, początków fotografii, camery obscura i tłumaczenia zasady działania aparatów. Bardzo się to później przydało, wyobraźnia umiała przetworzyć pojęcia przysłony, czasu naświetlania, czułości matrycy na światło, zmiennej ogniskowej czy głębi ostrości. Ha i nareszcie wiem, jak czytać drabinkę światłomierza. Zabawa przednia. 

       

       

       

      pierwsze w trybie [ M ]

       


      Okazało się, że większość parametrów miałam dobrze ustawionych, część za sprawą Brata, który lepiej się na tym zna. Resztę zaczęłam ustawiać sama, na dzisiejszych ćwiczeniach w plenerze. Łapaliśmy obiekty w ruchu. Skaczącą postać, ustawiając dłuższy i krótki czas naświetlania, operując czułością i przysłoną, żeby zobaczyć jak to działa. Portretując na tle liści z dużą i małą głębią ostrości. Oraz rozmywając tło za jadącym samochodem. Po wielu wielu próbach udało mi się złapać wreszcie to auto. I to jako jedynej! Aż sama byłam w szoku.. choć oczywiście, nie jest to efekt idealnej ostrości, ale aż mi serducho urosło po gratulacjach od pozostałych.

       

       

       

      złapane :)


       

      Potem były zadania na statywie w studiu, powielanie postaci, zabawa ze świetlnymi smugami i zapewnienie, że z każdym pytaniem możemy pisać kiedy chcemy, już po kursie. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie trwające w domu katary, których lepiej na zdjęciach nie uwieczniać ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Fotograficzne emocje”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 września 2018 19:12
  • piątek, 07 września 2018
    • Przypomnij mi

      Kolejne ćwiczenia za mną, po tygodniu miałam zniżkę formy. To chyba taki przełom. Organizm przyzwyczaja się do regularnego ruchu, ale jeszcze próbuje się buntować ;) Dobrze mi ze świadomością, że robię coś dla siebie. Nie tylko dla rodziny, dla domu. Kiedyś w większości człek zajmował się sobą. Nauką, zabawą, tańcem, własnym rozwojem, pracą. Rodzice troszczyli się o całą resztę. Oczywiście do czasu. Potem ilość obowiązków wzrastała. Tymczasem warto w całym zabieganiu zrobić coś dla siebie i o sobie nie zapominać. O tym co się lubi robić, o czasie na książkę, film, czy spotkanie ze znajomymi. Teraz gdy czuję, że wolny czas powoli się kurczy łapię też ćwiczenia, siedzę w fotograficznych ustawieniach i zaczęłam przypominać sobie angielskie formułki (za podstawy francuskiego też się kiedyś wreszcie wezmę!). Na razie lekcje internetowe, dużo powtarzania i mówienia. Szufladki w pamięci otwierają się opornie, ale na szczęście coś tam jeszcze pamiętam. 

       

      W tym miesiącu o płatnych konwersacjach mogę zapomnieć. Po pierwszym zebraniu w przedszkolu wzrosła liczba wydatków. Wyprawka, ubezpieczenie dziecka, rada rodziców, piłki, tańce i rytmika plus opłata za przedszkole. Nie ma lekko. Na dokładkę kolejna wizyta w aptece, bo choć Mały czuje się dużo lepiej to katar przeszedł na nas. U Męża na dokładkę z gorączką. Chorują wszystkie dzieci Pauli, w przedszkolu pierwszy wirusowy pogrom, a to dopiero początek. Trzeba się uzbroić w wytrwałość i zapas lekarstw. I wierzyć, że z odpornością będzie z czasem coraz lepiej..

       

      Trafiłam niedawno na bloga, w którym dwie zakochane osoby piszą do siebie (choć to może być blog wykreowany przez jedną osobę, forma książki). Widują się od czasu do czasu, opisują swoje przeżycia z każdego spotkania, tyle w tych słowach emocji, pasji, miłości. Przypominaliśmy sobie wczoraj z Mężem nasze pisanie, pierwsze spotkanie, rozkwitające uczucie. Miłe wspomnienia. Tych wspomnień jest już tak wiele, a każdy dzień niepowtarzalny. Teraz gdy dziecko łączy nas jeszcze bardziej, czuję jaki to dar. Dobre uczucia, wspólna droga, połączenie, rodzina. W uczuciowym klimacie włączyłam sobie film "Lepiej późno, niż później" i piosenkę Zaz..


      ..jeśli kiedykolwiek zapomnę moje najbardziej szalone marzenia .. przypomnij mi :)


       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Przypomnij mi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 07 września 2018 22:02
  • środa, 05 września 2018
    • Historia

      Wracam z kina, przejmuję usypianie Małego, przytulam, czytam mu bajkę, głaszczę delikatnie po policzku i słyszę cichutkie słowa chwytające za serce.. "Mamusiu jak Ty mnie pięknie kochasz"..

       

      I jak tu się nie rozczulać w tak wzniosłych chwilach i na dźwięk tego najdroższego dziecięcego głosu :) Choć gdy głos w ciągu dnia zakatarzony i marudzący, już chwile szczęścia nabierają innego wymiaru ;) Pierwsza przerwa przedszkolna, na starcie, za nami. Synek pomaszerował dzielnie i z radością, że spotka znów Tadzia, który też przez katar miał wolne. Moje wolne przy dziecku zalatane między próbą gotowania, zabawami z nim i wieszaniem prania.

      Wyjście do kina było dobrą odskocznią po zabieganym dniu, a historia "Dywizjonu 303" tym razem okazała się filmem nagranym rewelacyjnie. Bardzo dobre kadry, wzniosła muzyka, całość nie taka surowa jak w Bitwie o Anglię i spójna. Naszych chłopaków pokazano z klasą, z humorem i dumą, bez sztucznego podkładania języka polskiego. Były nagrania historyczne, zdjęcia z dawnych lat i zdecydowanie większy zachwyt publiczności. Bardzo nam się ta produkcja podobała. Umawiam się z dziewczynami na następne spotkanie, by wykorzystać obniżone ceny i ratować ulubione kino. A i z Mężem może wreszcie udamy się na jakiś randkowy wieczór filmowy, chętnie wyszłabym też potańczyć, tak dawno już nigdzie nie byliśmy razem..

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Historia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 05 września 2018 11:33
  • niedziela, 02 września 2018
    • Na przodku

      Dawno nie miałam takiej intensywności prac wszelakich. Odprowadziłam w piątek dziecię do przedszkola, poszłam na trening i zmachana wróciłam do domu. Zaczęło się niewinnie. Od planu dużego prania, połączonego z wymianą pościeli. A potem lawina runęła. Tu wyro rozbabrane, pranie się toczy, a że poszewka Małego w szafie to oko dojrzało jego ubrania. Dobry moment by przebrać te jesienne. Przegląd całości i segregacja rozmiarów zajęła masę czasu. Po czym przypomniałam sobie, że obiadu brak! Na szybko tworzyłam naleśniki, mając na uwadze, że jeszcze mielone czekają do zrobienia. Na weekend bowiem mieliśmy jechać do rodzinki nad jezioro. Pranie należało rozwiesić, dokończyć temat pościeli i po wolnym czasie. W tempie leciałam do przedszkola. Po drodze dopadła mnie mama Tadzia z 10 kg wiadrem brzoskwiń. I błaganiem w oczach, żebym to od niej zabrała. Bo ona już z pięć takich wiader przerobiła na wszelkie sposoby. Tymczasem na działkowym drzewie jeszcze z 50 kilo wisi i zaraz na głowę im spadnie. Cóż było robić. Uratowałam koleżankę, dokładając sobie pracy. Uf. Brzoskwinie przebrałam, obrałam, pokroiłam i fru do zamrażarki, bo czas się kurczy. Potem na prędko leciałam z kurzami i myciem łazienki. Tatko przybywał w ramach czekania na Mamę, która w okolicy trafiła do dentysty. Wieczorem za to Mężu śmignął na ognisko z firmowymi kumplami, więc mielone robiłam już w towarzystwie Małego. Pomagał mi jak umiał, na szczęście chętnie i z zapałem. Ale żeby nie było tak pięknie..

       

      Pojechaliśmy nad jezioro pomagać przy remoncie. W sobotę tylko Mąż działał przy malowaniu sufitu i kładzeniu linoleum, bo ktoś musiał zajmować się maluchem. Wymagającym wiecznej uwagi i zabawiania (nie żebym narzekała, bo kochany jest bardzo). Na szczęście pogoda dopisała i wraz z Mamą mogłyśmy zalec na plaży. Gdy przyszła pora obiadu ruszyłam po mielone, które.. Zostały w domu. Ta da. Tośmy pojedli. Rodzice ratowali nas słoikowym kapuśniakiem i mięsem z kaszą dla najmłodszego. Dziś z mielonymi pod pachą, zaopatrzeni w ciuchy robocze wzięliśmy się do malowania domku z zewnątrz. Roboty ogrom, praca na raty, przerywana grą w piłkę. Cała rodzina zaangażowana i pod wieczór pierwsza warstwa położona. Wróciliśmy z zakwasami, przesiąknięci zapachem farby i wykończeni jak górnicy na przodku. Mały na dokładkę z katarem (wrr).

      Po trzech tak intensywnych dniach, poproszę o urlop.


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Na przodku”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 września 2018 20:17
  • czwartek, 30 sierpnia 2018
    • Biorę się

      Ten kinowy relaks nie do końca się udał, gdyż albowiem film który miał opiewać bohaterstwo naszych lotników pokazał ich pijaństwo, zachowanie nierozgarniętego motłochu i niewdzięczność. Już nie wnikam w historyczną treść "303.Bitwa o Anglię", ten film był po prostu kiepsko nagrany i wykonany. Za jakiś czas idziemy na drugą odsłonę "Dywizjon 303. Historia prawdziwa". Zobaczymy, jak tutaj poradzą sobie z tematem. Wydaje mi się, że jednak Arkady Fiedler i jego książka, pozostaną dla mnie wersją najlepszą.

       

      Trochę jestem ostatnio uziemiona z braku auta. Odzwyczaiłam się od komunikacji miejskiej i zapominam, że mogłabym i autobusem do rodziców dojechać. Jest to bardziej problematyczne, ale możliwe. Mimo wszystko wolałam poczekać aż Mężu wróci, zapakować Małego do fotelika i na spokojnie, bez biletów, łapania miejsca i ciśnięcia się w tłumie, zawieźć go do dziadków. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Przez to też rozleniwia się i staje wygodny. Pora więc wziąć się za siebie, podnieść cztery litery i ruszyć do działania. I nie mówię, że większość czasu spędzam na kanapie, bo jednak i poza domem i w domu dużo jest do zrobienia. Ale to nie ten ruch, skoro po pierwszej wizycie w klubie sportowym, wychodzi, że do zrzucenia mam 8 kg. Słownie osiem. Bez rozdrabniania się na skład procentowy i na inne parametry. Z taką oto wiedzą, od nowego miesiąca, zaczynam ćwiczenia. Pod kontrolą trenera i z zaznaczeniem ostrożnego podejścia do kręgosłupowych  dolegliwości. Na razie zajęcia są darmowe, jutro też idę by bliżej zapoznać się z urządzeniami kardio i siłowymi. Jestem po pierwszym treningu, z którego wróciłam spocona, ale zadowolona. I nie chodzi tylko o te kilogramy, ale o przywrócenie formy, sylwetki i wzmocnienie mięśni pleców. Koniecznie. 

       

      A w nagrodę kurs fotografii, dla początkujących pasjonatów, takich jak ja. Którzy w fotograficznym świecie stawiają pierwsze kroki, lubią to, czują wręcz potrzebę wyciągnięcia aparatu w mig i chęć złapania cudnego widoku, czy niepowtarzalnej chwili. Tych chwil jest przecież tak wiele.. Zwłaszcza gdy łapie się cenny widok rosnącego dziecka, które już za miesiąc będzie o miesiąc starsze. Czy podczas podróży, gdy ma się świadomość, że drugi raz w to miejsce się nie trafi.. W taką dookoła świata, jakiej folder zobaczyłam na mieście, chętnie bym się wybrała (lotto się kłania). Choć przecież i podróż tuż za rogiem może przynieść piękne zdjęcia, wcale nie trzeba lecieć tak daleko ;)

       

       

       

      świat

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Biorę się”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 sierpnia 2018 11:04
  • poniedziałek, 27 sierpnia 2018
    • Jesienne początki

      Nie czekaliśmy zbyt długo na promyki, po chłodnej sobocie pojawiły się już w niedzielę. Na weekend miasto przygotowało zakątek z drewnianymi zabawkami dla dzieci. Było rzucanie sznurkowymi kółkami do drewnianych palików. Toczenie kulki po torze, kręgle, czy wbijanie młotkiem kolorowych patyków. My też skorzystaliśmy, na trochę, uciekając później przed deszczem.

      Na następny dzień wystarczyło jednak pojechać kawałek poza miasto i mogliśmy spędzić słoneczny dzień na plaży. Po części, bo Mężu załapał się i na remontowe malowanie framug okiennych i schodów do domku. Mały za to szalał z samolotem, gimnastykował Babcię, która musiała się schylać po piłkę, wędrował na pomost z wędką leszczynową i ogólnie bawił się wyśmienicie.

       

       

       

      chmurki

       


      I tym razem to już był chyba ostatni taki ciepły dzień. W domu wrzuciłam już dłuższe spodnie i koszulkę z długim rękawem. Na drzewach pojawiają się jesienne kolory. Na polach dużo brązu i ciemniejącej zieleni.. Zimne poranki i noce, które już znad jeziora wyganiają. Rodzice powrócili w domowe pielesze, ale jeszcze weekendowo zamierzają remont dokończyć. Domki trzeba zabezpieczyć przed zimą, choć pewnie od czasu do czasu zajrzą do nich i wtedy. O swoje zawsze człek się bardziej troszczy. Co właśnie mobilizuje mnie dziś do zadbania o zapełnienie lodówki i domowych porządków. A po dniu pełnym pracy wieczorny relaks w kinie, z Hanią i Anią. 

       

       

       

      jesiennie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Jesienne początki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 sierpnia 2018 11:59
  • piątek, 24 sierpnia 2018
    • Na weekend

      Mało dydaktycznie, ale przyznaję się, że zrobiłam wczoraj Małemu wagary. Dzień upalny (32st.), przed zapowiadanym deszczem, postanowiłam spędzić z nim nad wodą. Tym bardziej, że i rodzina Tadzia jechała na baseny. Chłopaki mogli więc poszaleć w wodzie, z przerwami na piaskowe babki i przekąski jadalne. Od rana do wieczora. Na dokładkę jechaliśmy autobusem i tramwajem, czyli dodatkowe atrakcje zapewnione.

      Z Paulą i jej mężem zamiennie opiekowaliśmy się maluchami. A gdy ich najmłodsze zasnęło zabrałam pozostałą trójkę na pływanie i wykończeni rodzice mogli się zdrzemnąć razem z nim. Mały przeszczęśliwy, skakał do wody, właził na małą fontannę, próbował pływać, bawił się zabawkami na wodę i o 18.30 jeszcze nie chciał do domu wracać. Cud, miód i bąbelki.

       

      Super oglądać radość dziecka. W nocy już deszcz i po południu też ma lać. Na weekend trzeba więc zapakować tę radość w kieszeń, włączyć coś sympatycznego dla ucha i poczekać na kolejne promienie słońca :)

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Na weekend”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 24 sierpnia 2018 10:44
  • środa, 22 sierpnia 2018
    • Ostatnie podrygi lata

      Przedszkole już czynne, choć jeszcze kawałek do września. Mały poszedł chętnie, chwaląc się wszystkim dokoła, że noga mu urosła. Dobrze, że Zosia obdarowała nas kiedyś identycznymi kapciami, w dwóch rozmiarach. Teraz przydał się ten większy.

      Ja niestety też wchodzę w rozmiar większy. Tyle, że nie buta. I pora wziąć się za unikanie przekąsek, więcej ruchu i jeśli kręgosłup pozwoli, za umiarkowane ćwiczenia. Zrobiłam też porządki ze zdjęciami, robiąc i kopię zapasową na dysku zewnętrznym (ostatni zapis ze stycznia, a ten czas tak zasuwa). Przy okazji porządkuję w szafach i sprzedaję nienoszone sukienki. Jedna już znalazła nową właścicielkę, druga czeka w kolejce. Przy okazji córka Hani podrzuciła mi trzy swoje rzeczy. Dzięki czemu Monika załapała się na piękną skórzaną kamizelkę. Jakimś trafem wpadają mi też w ręce rowery biegowe, w tym roku już trzeci wystawiam. Mały na biegowym w ogóle jeździć nie chce i przymierzamy się do trójkołowego. Akurat trwa czas wyprzedaży, to może i dla niego jakiś fajny rower się trafi. 


      Na razie po przedszkolu spotykam się z dziewczynami na placu zabaw, na spacerach, albo u Hani na zabawach z jej wnuczką. Pora jednak wziąć się za siebie i ruszyć do przodu. Wracają do mnie siły, suplementacje pomogły, nie mam już zawrotów głowy, a i energii nie brakuje. Powoli wchodzę w tryb rozruchu, coraz bardziej klaruje się wizja powrotu do pracy. Na razie jednak korzystam z wolnego czasu, póki mogę. Chciałabym zdążyć zrobić kurs fotograficzny, odświeżyć konwersacje z angielskiego. Umówić się też na próbne zajęcia treningowe na urządzeniach cardio i lekko siłowych. Potem przygotować na nowe wyzwania.

      U mnie siły wracają, a Mężuś za to trochę z sił opada, bo po pracy jeździ pomagać przy remoncie domków nad jeziorem. Na szczęście jest już na etapie malowania ścian, więc remont ma się ku końcowi. Tata skręca szafki, została do wyłożenia podłoga i kto wie, może jeszcze na koniec wakacji załapiemy się na jakiś dzień spędzony nad wodą. Póki słońce i trochę lata w zapasie..

       

       

       

      nad wodą

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Ostatnie podrygi lata”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 22 sierpnia 2018 10:43
  • niedziela, 19 sierpnia 2018
    • Metrówka i samoloty

      Spotkanie u Hani rozkręciło się w dziecięcą zabawę. Jej wnuczka Milenka to żywe srebro, wszędzie jej pełno i na szczęście z moim smykiem złapała dobry kontakt. Wyszłyśmy potem na plac zabaw, bo i pogoda dopisywała i tam byłam też umówiona z Moniką. Spotkałyśmy się więc we trzy, potem mama przedszkolnego kolegi podrzuciła nam jeszcze do opieki Tadzia i miałyśmy na oku piątkę dzieci. Ileż takie szkraby potrafią zrobić zamieszania ;) Kiedy część powróciła do domu, poszłyśmy z Moniką na lody i dłuższy spacer. Dziewczyny cieszyły się z bułgarskich drobiazgów i już umawiamy się na kolejne pogaduchy. 

       

      W domu za to czekała tona prasowania, kolejne pranie do zdjęcia, pakowanie i makaron z mielonym mięsem i pieczarkami do zagospodarowania. Część niezjedzoną musiałam zostawić na weekend, bo u Zosi jak zwykle smakołyki. Łącznie ze słodkimi winogronami, które pięknie jej w tym roku obrodziły.

      Teściowa moja zaczęła drugą część urlopu. Przeszczęśliwa, bo nasz syn wypiął się na łóżko turystyczne i postanowił spać koło babci. Pytany kilka razy, czy aby na pewno zostanie tam do rana, kiwał z zapałem głową. Cóż zrobić.. dziwnie się spało bez niego w pokoju. Coraz większy ten nasz maluch. Ma już METR wzrostu! Stopa też przez wakacje urosła i dziś ledwo w przedszkolny kapeć się zmieściła. Na hura szukam nowych i przy okazji przeglądam jesienne buty. Ale zanim jesień, to jeszcze wakacyjne spotkanie z Natalią i jej rodziną. Na pikniku samolotowym. 

       

       

       

      skrzydlate


       

      Niedawno z przestworzy wróciliśmy, a tu niespodziewana impreza, na której mogliśmy oglądać starty, loty i powietrzne akrobacje. Mały z otwartą buzią patrzył na maszyny, a i my pełni podziwu dla lotników. Niebezpieczne to zajęcie i tym bardziej sport. Ale co by nie mówić, widowiskowe. Uwe Zimmermann latał i pionowo i beczki kręcił, brawa sypały się dla niego rzęsiste. Była też możliwość polecenia jednopłatowcem, paralotnią czy helikopterem. Ale jakoś nikt z nas się nie odważył, pozostaniemy przy lotach czarterowych  ;)

       

       

       

      pętla

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Metrówka i samoloty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 sierpnia 2018 20:28
  • środa, 15 sierpnia 2018
    • Powrót z raju

      Nie żeby Bułgaria owym rajem była, ale wybrzeże i wiele zakątków mają tam cudnych.. Mam też na myśli czas, kiedy nie trzeba niczym się przejmować, kiedy ugotowane, posprzątane, relaks całkowity i do tego ciepłe morze tuż za rogiem. Powrót po takim raju do łatwych nie należy.

       

       

       

      mały raj

       


      Lądowanie wprawdzie było udane, ale godzina mało przyjemna. Samolot dotarł do Poznania ok 3, czekanie na walizki, potem jazda autem do domu, przy wschodzącym słońcu i zamykających się oczach. Moich, bo Mężu jechał na bułgarskich energetykach o wdzięcznej nazwie "hell". Najważniejsze, że miały równie piekielne działanie i o 7 nad ranem, ze śpiącym dziecięciem w ramionach mogliśmy rzucić torby w korytarzu i paść do wyrka. Po trzech godzinach naszego snu Mały był już wyspany i gotowy do zabawy ;) Tymczasem walizki do rozpakowania, pranie do zrobienia, kwiaty do podlania, kurze do starcia, lodówka pusta i Mama stęskniona za nami, do odwiedzenia. I dobrze, że dostaliśmy u niej obiad, bo już kompletnie nie miałam ani z czego, ani kiedy gotować. 


      Systematycznie, kawałek po kawałku, wracaliśmy do rzeczywistości. Większość chaosu już opanowana, wkręciłam się też w dostarczanie rodzinie dużej ilości warzyw i owoców. I nie rozpoczynaniu posiłków od pomidorowej. Pomimo iż wszyscy ją lubimy, za często gościła na naszym stole. Teraz kotleciki, surówki, awokado, gulasz w planie i jajka po szkocku. Które to niedawno sama polecałam. Wypasionego menu z hotelowej restauracji nie doścignę, ale spróbuję od czasu do czasu wprowadzić jakieś urozmaicenie w kuchni. Poza kuchnią pora też na spotkania rodzinne i z dziewczynami. Mamę i Anię zabraliśmy dziś nad jezioro, by zobaczyć się z Tatą i Bratem. I by Mały mógł poszaleć cały dzień na świeżym powietrzu. Z Sylwią spotkaliśmy się na mieście zupełnie przypadkowo, a na jutro jestem umówiona do Hani na pogaduchy. By potem wybrać się na plac zabaw z Małym, Moniką i jej dziećmi. Przywieźliśmy rodzinie i dziewczynom bułgarskie słodkości i kwiatowe kremy, z których ten rejon słynie. I tym oto akcentem, po czekającym mnie jeszcze przebraniu zdjęć do wywołania, przenoszę zrealizowane marzenie w sferę ciepłych wspomnień :) 

       

       

       

      wspomnienie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Powrót z raju”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 15 sierpnia 2018 22:54
  • sobota, 11 sierpnia 2018
    • Zwiedzanie

      W większości spędzaliśmy urlop zmieniając scenerię z morskiej na basenową, by wieczorami udać się na promenadę, do trampoliny i na plac zabaw. Ale na szczęście i pozwiedzać się z dziecięciem dało. Choć to zwiedzanie inny miało wymiar niż we dwoje. Ja tu chłonę widoki "perły Bułgarii", znajdującej się na światowej liście dziedzictwa kultury Unesco, a Mały ma gdzieś Nessebar i jego przepiękne walory. Co tam Cerkiew św. Zofii, co tam cudne widoki na wybrzeże i plaże Słonecznego Brzegu. Zobaczył huśtawkę i nie ma zmiłuj, a to chce lody, a to pić. Mamuś nie rób zdjęć, chodź się bawić. No fakt, czegóż to wymagać od takiego malucha, dla którego największą frajdą są zabawy z nami. Dobrze, że w każdym momencie było co podziwiać..

       

       

       

      nessebyr

       

       

       

      Łapałam ile tylko się dało i choć na dłuższy pobyt nie było opcji, to jednak nacieszyłam się spełnionym marzeniem. Byłam w Bułgarii jakieś 14 czy 15 lat temu. W małym miasteczku w Złotych Piaskach. W skromnym hotelu, gdzie serwowane jedzenie odbiegało od zdrowej normy (dwa dni odchorowane w łazienkowej scenerii), do morza ponad pół kilometra, a okolica raczej nie nastrajała wakacyjnie. Oglądając wtedy widok z Nessebaru, wymarzyłam sobie, że będę kiedyś w Słonecznym Brzegu, w pięknym, dużym hotelu. Gdzie poczuję powiew luksusu, nad morze będzie kilka kroków, a okolica będzie tętnić zabawą. I voila. Warto marzyć.

       

       

       

      hot-el

       

       


      Rzeczywistość przerosła oczekiwania. W łazience muzyka na życzenie, dodatkowe lusterko powiększające do malowania, czyściutko każdego dnia, dokładane fiolki z szamponem i miś naszego dziecka sadzany przy poduszce, co za każdym razem go cieszyło. Miła obsługa, a jedzenie takie, że oderwać się od stołu nie można było. Duży wybór, wszelkiego rodzaju potrawy, oliwki, kalmary w cieście, papryki w czterech odmianach i inne przepyszne świeże warzywa, mięsa pieczone, różne rodzaje serów, kapary, duszone pieczarki, kraby, małże, ryby rozpływające się w ustach. Na desery torty, ciasta, codziennie lody, arbuzy, ananasy i słodkie truskawki. A do tego co jakiś czas do owocowych szaszłyków fontanna czekoladowa.

      Rozpusta taka, że teraz pozostaje mi tylko uśmiechnąć się do Margi po aplikację do WW i rozpoczęcie liczenia punktów w diecie strażników wagi. Nie ma lekko.

      Dobrze, że choć spacery uskutecznialiśmy długie i po dwa razy dziennie. A to nad morzem, a to pooglądać kolorowe stoiska przy promenadzie. Pojechaliśmy też obejrzeć miasteczko Sveti Vlas, w którym prócz dalekiej drogi do portu i kościoła św. Blaise, czekała nas cały czas wspinaczka. Tam wypoczywają chyba alpiniści, bo wszystkie hotele i domy ustawione są kaskadowo. Idzie się non stop pod górę.. Choć zapewne widoki z samej góry zapierają dech w piersi. 

       

       

       

      vlas


       

      Jednak z przyjemnością wróciłam do nizinnych terenów, utwierdzając się w przekonaniu, że to był najlepszy z możliwych, w tym roku, wakacyjnych wyborów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Zwiedzanie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 11 sierpnia 2018 23:08
  • wtorek, 07 sierpnia 2018
    • W Słonecznym

      bulgaria

       

       

      W ramach tęsknoty za morzem, przestrzenią i naturą w dużym wymiarze wzbiliśmy się w powietrze by wylądować w.. Bułgarii :)

       

       

       

      plażowa

       


      Od kilku dni relaks do kwadratu, wypasiony hotel (odbijamy prawie cztery lata bez wycieczek zagranicznych), z basenami, zjeżdżalniami, smakołykami po pięć razy dziennie i tuż nad Morzem Czarnym w Słonecznym Brzegu. Słonecznie faktycznie od rana do wieczora i choć w kraju również, to inaczej odczuwa się tu upał. Jest większa wilgotność, wiaterek znad morza i ogólnie cudo.

      Wycieczkę zarezerwowaliśmy w marcu, z bijącym sercem, czy akurat w sierpniu Mały będzie zdrowy i damy radę polecieć. Udało się i chłoniemy tę podróż każdym skrawkiem duszy i oka. A jest na czym oko zawiesić. I absolutnie nie mam na myśli opalających się turystów ze wszystkich stron świata ;) 


      Strony świata faktycznie spotkały się przeróżne, słychać i francuski, niemiecki, angielski, skandynawskie akcenty, też czeski, rosyjski i co cieszy, polski w ilości wystarczającej by udać się po poradę, czy pogadać w basenie o podróżach. 

      Ta podróż zdecydowanie jest z nastawieniem na relaks całkowity, żeby pozwiedzać w formie bardziej nastawionej na okoliczne zabytki musimy poczekać aż synek trochę podrośnie. Może wtedy i on będzie chciał podróżować samochodem, zatrzymując się w kolejnych miejscach, czasem bez planu, by po prostu podziwiać widoki tego pięknego świata. 

       

       

       

      słoneczny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „W Słonecznym”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 sierpnia 2018 22:41
  • czwartek, 02 sierpnia 2018
    • I w domu

      Nadmorskie klimaty to coś zdecydowanie dla mnie, dlatego ciągle mi ich mało.. Mały też zachwycony, szalał i nad wodą i w miasteczku. Musieliśmy trzymać się za kieszeń, bo wyciągał na wszystko co gra, brzęczy i jest kolorowe. Ale przyznam szczerze sprawiało nam to frajdę i czasami wkręcaliśmy się w zabawę razem z nim. W końcu cały rok człek czeka na wakacyjny urlop to i nacieszyć chce się do woli.

       

       

       

      fly

       

       

       

      Przy dziecku wprawdzie wypoczynek nabiera trochę innego wymiaru, ale przy dobrej organizacji można i poleżeć, popływać i w miarę spokojnie pozwiedzać okolicę. Nawet jeśli dokoła nogi skacze wiecznie pełen energii, albo co jakiś czas marudzący szkrabek, da się zrelaksować, pospacerować i nacieszyć oko..

       

       

       

      relaks

       

       

       

      A potem powrót do domu, gdzie jak wiadomo jest najlepiej.. ale nie latem przy 34 stopniowych upałach. Plus taki, że pranie w moment schnie na balkonie. W domu trzeba ogarnąć podróżne toboły, odnowić wykończony wodą pedicure. Zapewnić dziecięciu atrakcje na poziomie dywanu czy stołu. Odwiedzić rodzinkę, ochłonąć trochę. A potem znowu tęskni się za naturą, przestrzenią i za morzem, nawet gdy spienione i falą próbuje zmyć nas z nóg..

       

       

       

      na fali

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „I w domu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 sierpnia 2018 20:42
  • poniedziałek, 30 lipca 2018
    • Zanurzamy się

      I niełatwo uwierzyć, ale w naszym Bałtyku! 

      Woda ciepła (szok), sinic brak, deszczu (mimo straszenia burzami) kilka kropelek i o dziwo trafiony pokój w szczycie sezonu (szok do kwadratu).

       

       

       

      zanurzyć się

       


      Temperatury iście tropikalne, plaża, lody, spacery i nawet humoru nie zepsuły zatrzaśnięte kluczyki od auta w owym aucie. Powrót Męża do domu pożyczoną furą (seicento bez klimy) cioci z pobliża. Trzeba było przywieść drugi komplet (dobrze, że nie z Zakopanego) gdyż w niedzielę za bezusterkowy włam do samochodu zażyczono sobie 450 zł.

      Siniak pod okiem Małego, który wchodząc na kanapę zatrzymał się policzkiem na ławie, prócz płaczu, również był do zniesienia. I sąsiedzi biorący prysznice o 23.

      Lato jest, woda jest, książki są, lody, gofry, brak gotowania, relaks całkowity i wreszcie wspólny, długo oczekiwany, wolny czas :)

       

       

       

      Bałtyckie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Zanurzamy się”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 lipca 2018 23:33
  • piątek, 27 lipca 2018
    • Sienkiewicz na plaży

      Odwiedziny dziadków są u nas świętem, raczej to my do nich jeździmy. Z racji większej mobilności i dostępności u nich windy, bo nasze schody do nieba są dla nich problematyczne. Mały więc przeszczęśliwy, kiedy może pochwalić się wszystkimi zabawkami. Wyciągnąć to, czym już się dawno nie bawi. Ograć dziadków w karty i pokazać, jak szybko umie już układać puzzle. A dla mnie radość z każdego czasu z rodzicami. Zwłaszcza teraz, gdy co chwilę znikają nad jeziorem i trudno ich złapać. Już dziś zresztą tam koczują. 

       

       

       

      water


       

       

      I ja też zaległam nad jeziorem, ale w pobliżu i w celach leczniczych. Mężu w pracy, dziecię w przedszkolu, trzeba korzystać. Pływanie naprawdę mi pomogło, czuję jakbym skrzydeł dostała. Choć może płetwy bardziej by tu pasowały. Tak, czy inaczej ruszam się bez bólu, ale nie zapominam o regeneracji i kiedy tylko mogę prostuję plecy. Ostatnie prostowanie odbywało się z książką w ręku. Młode lata Henryka Sienkiewicza, wzruszyły mnie i rozbawiły. Przeniosłam się w dawny świat literatów, aktorów i innej maści artystów. W humorystyczny sposób opisana została akcja zakładania kolonii na amerykańskiej ziemi. Kiedy to owe artystyczne dusze musiały zetknąć się z karczowaniem kaktusów, uprawą roli i poznawaniem obcego świata. Scena, gdy młody Sienkiewicz musi użyć ciupagi z Zakopanego w celach drastycznych - bezcenna. Hrabina Modrzejewska ucząca się angielskiego, by pokazać swój kunszt w Los Angeles pełnym baraków i rozwijającym się dopiero Dzikim Zachodzie. Jan Styka zajmujący Sienkiewiczowi wynajmowane wyro. Asnyk deklamujący swoje wiersze na spacerze francuskim wybrzeżem i Indianka, iskająca się u stóp sławnego obecnie pisarza. Korespondencja z zagranicy i otwieranie oczu światu na Polskę, na nasz kraj cudny i taki pogmatwany wewnętrznie od lat. 

      Niby nie taki dawny ten czas, raptem minęło sto lat.. a ile się w tym czasie zmieniło i wydarzyło. Dziś na ten przykład zaćmienie księżyca. Myślę, że pięknie by je Sienkiewicz opisał. Tymczasem może poczytam wakacyjnie jakieś jego wielkie dzieło, zanurzę się w chłodniejszej od powietrza wodzie i posłucham sympatycznego kawałka na letni czas.. 


      "time flies by in the yellow and green, stick around and you'll see what i mean".. Miłego weekendu :) 

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Sienkiewicz na plaży”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 27 lipca 2018 12:01
  • środa, 25 lipca 2018
    • Mamusiu

      "Mamusiu, jak byłem kiedyś duży i stalszy, to się tyglysów nie boiłem!" :)

       

      Przedszkole trwa i dobrze, bo dyżur wakacyjny bardzo się teraz przydał. Tym razem nie do sprzątania, ale do leczenia kręgosłupa. Po ciąży (Mały ważył 4,400 przy porodzie) i targaniu na rękach rosnącego w siłę malucha, moje plecy dostały w kość. Dosłownie. Poszła w ruch maść przeciwbólowa i przeciwzapalna. I na wagę złota była każda chwila, w której mogłam poleżeć i rozprostować plecy. Nawet dziś z tej okazji nie jedziemy do rodziców, tylko oni przychodzą do nas. Oszczędzam i regeneruję lędźwiowy, by mieć moc na zwykłą (i niezwykłą-wakacyjną) codzienność. 

      Wczoraj Mężu zawiózł nas nad rzekę i przyznaję, że pływanie bardzo mi pomogło. Wróciła ruchomość i obudziłam się bez bólu, co raduje mnie nieziemsko. Wychodzi na to, że powinnam zapisać się na basen. A przynajmniej, do czasu takiego upalnego lata, korzystać z dostępnej wody wszelakiej..

       

       

       

      w rzece

       

       

       

      Z racji 30 stopniowych upałów, chłopaki odwiedzili fryzjera i w domu mam teraz dwa jeże. Sama na jeża się nie odważę, ale powoli zaczynam wiązać włosy w małą kitkę, bo każdy centymetr na szyi sprawia, że jeszcze mi cieplej. A na dokładkę podniosłam sobie temperaturę w domu. Nieopatrznie postanowiłam zrobić na obiad pieczoną łopatkę i karkówkę.  I przez piekarnik nagrzało się w kuchni do stu stopni. Nie żebym na upały narzekała. Uwielbiam gdy jest ciepło, ale wiadomo, bez przesady. 

      Dla rodziców dziś ciacho i drobne prezenty z okazji rocznicy ich ślubu. Mama dostanie pakiet fryzjerski, a Tata audiobooka "Folwark zwierzęcy" czytanego przez Wiesława Michnikowskiego. Synek cieszy się na wizytę dziadków i pewnie będzie im opowiadał zdarzenie z poranka.. 

      Idziemy przez ulicę, a przy krawężniku leży nieżywy gołąb..


      "Mamusiu, dlaczego ten gołąb jest zepsuty?"


      Cóż dziecko i jak Ci tu wytłumaczyć, że jego już się nie da naprawić. Choćby się bardzo chciało. Zadawane pytania stają się coraz trudniejsze, zwłaszcza te egzystencjalne. I już się nie da odwrócić uwagi, albo zbyć prostą odpowiedzią. Wchodzimy na wyższy poziom wtajemniczenia..

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Mamusiu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 25 lipca 2018 10:52
  • niedziela, 22 lipca 2018
    • Kulkowo

      Jakoś daliśmy radę.. raczej powinnam napisać - dałam radę. Mężu po 10 minutach spasował i mówi - wychodzę! ;) Jednak trójka dzieci, to więcej niż rozdwojenie jaźni. Rozstrojenie zdecydowanie bardziej pasuje. Nie było oczywiście tak źle, raczej gwarno i wesoło, z przerwami na kłótnie o auto czy walkę, w co będziemy się bawić. Dodać trzeba, że 8 letnia dziewczynka wymagała o wiele więcej kobiecej uwagi niż dwóch prawie 4 latków. Na szczęście obyło się bez rozlewu krwi i wszyscy szczęśliwie dotrwali do kolacji. Choć nie wiem jak dzieci Pauli tę kolację jadły, gdyż pochłonęły paluszki i ciastka i jabłka z marchewką. I całe szczęście, że kompotu miałam dużo, bo w tym upale piły wszystkie jak smoki. 

       

      Na drugi dzień Mały dostał zaproszenie do Tadzia, a tam już nie tylko troje, ale i momentami pięcioro dzieci się pojawiało plus nasza koleżanka do kompletu. Trzech chłopaków, świnka morska, i córka, która przyprowadzała koleżankę, bo chciały się załapać na męskie zabawy. A my w tym wszystkim próbowałyśmy pogadać. Momentami się dało, ale ogólnie podziwiałam ją za ogarnianie całej ekipy. Może da się do tego przyzwyczaić, jednak wolę nasze spokojniejsze domowe klimaty. 

       

      Sobota upalna od samego rana, więc (mimo bolących pleców) spędziłam dzień nad wodą. Tym razem były to baseny, ze względu na bliskość dużego placu zabaw i płytkiej wody, która mimo słońca, nie zdążyła się nagrzać. Moczyliśmy tylko nogi i choć myślałam o popływaniu w głębokim basenie, to na myśleniu się skończyło. Ale dzień cudowny, prawdziwie wakacyjny, bez pośpiechu. I nareszcie złapałam więcej opalenizny. Mały za to tak się wyszalał biegając między wodą, a huśtawkami, że zasnął w moment. 

       

       

      basenowo

       


       

      Niestety przełożyło się to na wcześniejszą niedzielną pobudkę. Ale moi kochani mężczyźni dali mi odespać i poleżeć, by plecy nabrały mocy. A moc bardzo się dziś przydała. Zaproszenie na na urodziny przedszkolnej koleżanki, w centrum zabaw, wymagały wytrwałości. Były kulki, wspinaczka, był klaun i tort z Psim patrolem. Dwie i pół godziny dziecięcego szaleństwa, smakołyków, występów i zabaw. Mały zachwycony, ganiał, wspinał się, zjeżdżał i wędrował wysoko nad moją głową, na poczęstunku zjadł trochę słodkości i już chciał lecieć na salę zabaw. Mężu znowu dał nogę, a ja zacieśniałam więzy, z czekającymi na swe pociechy, matkami. Zwłaszcza z jedną fajnie mi się rozmawiało. Karolina okazała się sympatyczną kobietką z którą chętnie spotkam się nie tylko z okazji urodzin. 

       

       

       

      tortowo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kulkowo”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 lipca 2018 12:47
  • czwartek, 19 lipca 2018
    • Odwiedziny

      Jeszcze dźwięki męskiego grania nie przebrzmiały, a już mnie koncertowe dziewczyny namówiły na głosy kobiece. Choć długo namawiać nie musiały. Na jesień przybywają bowiem do nas Brodka, Kayah, Daria Zawiałow, Ania Rusowicz i jedna z pań Przybysz. Chętnie, chętnie. Bilet już w kieszeni.

       

       

       


       


      Tymczasem nowy tydzień rozpoczął się powrotem Małego do przedszkola, na czas dyżuru i do ponownej przerwy. Nastała więc pora na porządki, pranie, zakupy i gotowanie - bez wyrzutów sumienia. Wieczorem wyjście z Hanią, Anią i Sylwią na "Pozycję obowiazkową" i po sympatycznym filmidle spotkanie u dziewczyn przy włoskim Limoncello. Ania wróciła z Włoch opalona, z masą pięknych zdjęć i opowieściami o podróży. Przegadałyśmy czas do północy, posiłkując się jeszcze cytrynówką domowej roboty.

      A że u mnie efekt końcowy sprzątania zadowalający, to i ja mogłam otworzyć podwoje. Najpierw przybyła Monika ze swoim 9-miesięcznym synkiem. Śliczna i uśmiechnięta, mimo wiecznego zapracowania w domu. Podziwiam, bo gdy zajmowałam się jej maluchem to i plecy mi wysiadały i pilnowanie szkraba w ciągłym ruchu wymagało niezłego naginania. Już zapomniałam, jak to jest przy takim maleństwie i ciągle cieknącej ślinie ;)


      Wczoraj za to na spokojnie, przy herbacie i ciachu przegadałam z Kasią trzy godziny (i tak nam wiecznie mało). O życiu, zdrowiu, jej perypetiach z pracą i planach na krakowskie wakacje.

      A dziś przybywa do nas Tadziu z rodzeństwem. Ulubiony kolega naszego smyka z przedszkola, którego mamę poznałam jeszcze w czasach osiedlowych piaskownic. Tak się jakoś złożyło, że i ona fajna i całe jej potomstwo. Mąż pływa, a że ona ma dzieci troje to korzysta z każdej możliwości, żeby je podrzucić do znajomych i trochę odpocząć. Zaopatrzyłam się z tej okazji w arbuza, marchewki do chrupania, dziecięce ciastka i paluszki. Do picia lecę właśnie tworzyć kompot z jabłek działkowych, którymi podzieliła się sąsiadka w ilościach hurtowych. Na wynos jajka niespodzianki, żeby miło czas u nas wspominały. Dywan odkurzony, można się turlać, zabawki czekają na całą ferajnę i... myślę, że jakoś sobie poradzimy?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Odwiedziny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 lipca 2018 11:17
  • poniedziałek, 16 lipca 2018
    • Mamy to!

      Oczekiwanie na radosne wydarzenie jest niesamowite. Ile frajdy miałam na każdą myśl o koncertach i wyjeździe. A im bliżej terminu, tym mocniej mi w duszy grało. Męskim graniem grało :)

      Żeby uwiecznić koncerty zaopatrzyłam się w lepszy zoom, wskoczyłam w dżinsy, trampki i wygodną koszulkę. W plecak bluza, bilet i peleryna, bo zakazano wnosić parasolki. Tymczasem deszcz ominął Poznań i poszły precz obawy o grzęźnięcie w błocie. Potem już tylko krótka podróż. A gdy w pociągu usłyszałam rozmowę pary, która ubolewała nad koniecznością wcześniejszego wyjścia z Korteza, zaproponowałam im powrót z nami, dzięki czemu mogli zostać do końca imprezy. Mężu miał w nocy przyjechać po mnie autem, a wcześniej wraz z Zosią zająć się Małym i ululać go do snu. Normalnie w szoku byłam, że udało się ów plan zrealizować bez przeszkód (różnie z planami bywa) ;)


      Cytadela zapełniła się tłumem muzycznych maniaków, zaplecze gastronomiczno-pamiątkowe świetnie przygotowane. Wraz z Kamą, jej siostrą, mężem i koleżanką Anią, zasiadłam przy piwku na trawie. I słuchaliśmy Fisza Emade Tworzywo, nakręcając się na atrakcje główne. Widząc zapełniające się rzędy przed sceną nie wytrzymałam. Musiałam odłączyć się od ekipy i zająć dobrą pozycję! Kiedy wyszedł Krzysztof Zalewski śpiewać Niemena, stałam w 4 rzędzie na samym środku. Chłopak niesamowicie sceniczny, młody, energiczny, z prezencją i dobrym głosem. Panie Przybysz robiły mu chórki i ogólnie byłabym zachwycona, gdyby zagrał swój repertuar. Niemena wolę w wersji oryginalnej, choć Zalwewski nieźle sobie radzi z jego utworami. Na dokładkę podczas tego koncertu nagrał teledysk do pięknej piosenki "Jednego serca". Było więc i dla ucha i dla oka..

       

       

      dla oka



      Kortez za to pełen spokoju i opanowania, raczej małomówny.. Zaczął z gitarą, by później czarować na klawiszach i zakończyć na puzonie wraz z resztą chłopaków. Nostalgicznie, z tym swoim głosem który potrafi nieźle wzruszyć. Facet o posturze ochroniarza i kobiecej wrażliwości. W ciągu trzech lat wybił się w muzycznym świecie, koncerty w ilości hurtowej ma rozpisane na kilka lat. A w 2015 r mówił, że zawsze chciał pojechać na Męskie Granie, ale nie było go stać na bilet. I proszę. Jak marzenia potrafią zaskoczyć spełnieniem.

       

       

      dla ducha

       


       

      To co się działo później przeszło i moje oczekiwania. Dawid Podsiadło wszedł i dał takiego czadu, że na dwa koncerty by starczyło. Po prostu roznosił scenę. Tańczył, skakał, szalał przed mikrofonem. Pełen uśmiechu, swobody i takiej jakiejś lekkości. Świetny występ, klimat, tło, światła, muzyka i teksty. Miał ogromny aplauz i łapał kontakt z publicznością. Naprawdę wielki szacun dla tego młodego piosenkarza. 

       

       

      dla energii


       

      O północy trzej panowie zebrali się razem, by wyjść ze słuchanym przeze mnie codziennie "Początkiem". Nacieszyć tłum wersją koncertową, śpiewać naprzemiennie znane przeboje i rozbawiać tekstami Dawida, między utworami. W których nie zabrakło muzycznych niespodzianek, jak "Chłopcy" Myslovitz, "Granda"  Brodki zaśpiewana przez Katarzynę Groniec, "Peron" Jamala, czy "Szare miraże" Maanamu w wykonaniu Maleńczuka.

       

       

      for fun


      Całość była dla mnie mega przeżyciem, jeszcze dziś siedzę, odtwarzam, oglądam setki zdjęć i wspominam. Poproszę więcej takich emocji :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Mamy to!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 lipca 2018 12:22

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny


Kwitnąca, Wiśnia BabyGaga

Opcje Bloxa