Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • niedziela, 15 października 2017
    • Książki w aktorskim wydaniu

      Rodzice za głowę się łapią na te nasze opowieści o mieszkaniu, przy ostatnim spotkaniu rozmawiałam z nimi o azylu, jak już zacznie się wymiana okien. Nie będę przecież siedzieć z dzieckiem w przeciągu i rozwalonych framugach. Terminy prac na razie nie są znane, w nowym tygodniu trzeba będzie znowu dzwonić i wszystkich popędzać.. jakoś mnie to nie dziwi.


      Tymczasem delektuję się kolejnym Festiwalem Czytania, trwającym w naszym mieście. Staram się być co roku, by wysłuchać choć kilku osobistości. W piątek na sali tłumy, wszystkie krzesła zajęte i po same brzegi wypchane przestrzenie. Pani Czubówna, po czytaniu "Sekretnego życia drzew", z kwiatami rozdająca autografy. A tu już na kanapę zasiada Ewa Kasprzyk i rozpoczyna książkę o Wandzie Rutkiewicz. Na sali znajome mi twarze, pasjonatów książek i fanów aktorów. Z zeszytami na autografy, z aparatami przygotowanymi do uwiecznienia tego wydarzenia. Mój niestety wypada bardzo słabo przy złym oświetleniu (marzy mi się nowy sprzęt), ale zawsze jakaś pamiątka pozostanie.

       

       

       

       

      czytanie 2017

       

       


      W sobotę spotkałam się z Kasią, by wysłuchać fragmentów książki o "Dziewczynach wyklętych" czytanej przez Olgę Bołądź. Szczupła sylwetka, swobodne ubranie i jedynie tematyka smutna i trudna. Potem dotarła Sylwia, na wysłuchanie reportażu Hanny Krall. Książnica na czas festiwalu staje się magicznym miejscem. Gdzie się człowiek nie obejrzy znane twarze - Anna Seniuk, Wiktor Zborowski. Krzysztof Kowalewski - towarzyszące wystawy i dodatkowe spektakle w różnych miejscach miasta. Cudo.

       

      Pojechałyśmy później z Kasią na pogaduchy do kawiarni. Ciekawa była mego pożegnania w firmie, gdyż sama kilka lat temu takie przeżywała. Trochę w bardziej nerwowych warunkach ale jednak. Dziś już do Książnicy chyba nie pojadę, choć z chęcią zobaczyłabym jeszcze raz Annę Seniuk, wspaniałą aktorkę i przemiłą osobę. Wybieramy się bowiem na urodziny kuzynki Męża i na spotkanie z całą jego rodziną. Jest szansa, że przyjedzie nawet Zosia z Tomkiem, za co trzymamy kciuki. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 października 2017 11:08
  • czwartek, 12 października 2017
    • Na pocieszenie

      Wreszcie się wszyscy przejęli i ruszyli do działania. Po zarwaniu kolejnego sufitu przez dom przewinęła się istna procesja. Najpierw inspektorzy budowlani, stwierdzając, że tynk został położony na goły beton i grozi nam zarwanie w kolejnych pomieszczeniach. Mama chciała nas u siebie nocować, ale Mężu opukał sufit w sypialni i wyglądało, że jeszcze się utrzyma. Później dotarli panowie z ekipy remontowej oświadczając, że pod koniec miesiąca wchodzą z remontem, usuną cały tynk i zamontują wszędzie sufity podwieszane. I tu niespodzianka - na koszt spółdzielni! My oczywiście oddamy uzyskane śmieszności od ubezpieczalni i dalej już się będą z ubezpieczycielem szarpać oni. Mam nadzieję, że faktycznie tak będzie, gdyż czeka nas ogromny wydatek przy wymianie okien. Była już i firma wykonawcza w tym temacie, pomiary zrobione, czekamy na wycenę. Potem pojawili się panowie dwaj, usunęli zwisające resztki tynku, posprzątali w kuchni i całość pozamiatali (szok). Jeszcze przybył facet z protokołem zniszczeń, sam dostarczył, wypełnił, ja podpisałam i zadeklarował, że i sam odniesie. Kolejny szok do kwadratu, a jeszcze z pierwszego nie wyszłam.

      Dziś kominiarz badał wyciąg w kuchni i w łazience. Ogólnie można podsumować całość tak - przestraszyli się. Nareszcie do nich dotarło, że tu się wali ludziom na głowy i życie się ryzykuje nasze i co najważniejsze małego dziecka. A że wina ewidentnie po ich stronie, to prokuratura i sądy szybko mogą się na horyzoncie pojawić. Poza tym, jak widać, moja wizyta u pana prezesa również miała wpływ na rozwój zdarzeń. I tak to powinno być.


       

      Na pocieszenie, pod betonowym sufitem, oglądamy sobie dobre kino domowe.. "Marsjanina" i rewelacyjny film akcji "Tajniacy:Mniejsze zło", z Kitem Harington'em. A już w babskich klimatach, korzystając z przedszkolnej wolności, zobaczyłam romantyczną perełkę "Od teraz na zawsze".

      Za to by pocieszyć podniebienie, po ostatnich przeżyciach, delektujemy się moim wypiekiem - odwróconym ciastem ananasowym (przepis z www.kwiestiasmaku.com), które to mimo gazowej, starej kuchenki upiekło się w sam raz. Tu jeszcze wersja przygotowawcza, zamiast dżemu warto jednak zaopatrzyć się w wisienki i polecam owe ciacho, jako smaczne i łatwe w wykonaniu. Skoro dla mnie nie stanowiło problemu, to zapewniam, że uda się każdemu :) 

       

       

       

       

      odwrócone

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Na pocieszenie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 października 2017 10:40
  • poniedziałek, 09 października 2017
    • Jasność

      Dni niepewności zakończone, tak jak i moja działalność w firmie. Po 12 latach pracy i 3 latach - macierzyński plus wychowawczy, podziękowano mi dzisiaj za współpracę. Cóż, często niestety bywa tak, że albo masz małe dziecko, albo karierę. W moim otoczeniu dużo matek potraciło prace, a że mam z nimi bezpośredni kontakt, to wiem z pierwszej ręki.

      Plus taki, że na wypowiedzeniu nie muszę pojawiać się w firmie. I że wreszcie wszystko jest jasne. Powiem tak, gdyby mnie przyjęli z powrotem, to bym chodziła, bo przecież trzeba. Ale szczerze, podświadomie chciałam takiego zakończenia. Atmosfera tam nerwowa, ludzie podłamani, dyrektor myśli o zmianie pracy bo ma już dość tego co się dzieje. Niektórzy muszą już dotrwać do emerytury i nie mają innego wyjścia. Młodzi natomiast boją się zmian i tego co niepewne przed nimi. Wielu mi zazdrościło, większość dobrze życzyła, usłyszałam masę komplementów i to był całkiem sympatyczny dzień pożegnania.. Dostałam kwiaty, butelkę rumu, kartkę z podpisami pracowników i zaproszenie na ponad trzygodzinny seans w SPA :)

       

       

       

       

      bye

       


       

      Później zaliczyłam wizytę u prezesa spółdzielni, żeby przyspieszyć wizytę inspektora budowlanego (będzie jutro). Zamówić pomiar wilgotności w mieszkaniu i żeby w ogóle coś się ruszyło w temacie ściany. Póki nie pada non stop i póki mrozy jej nie skuwają powodując pęknięcia. Wizje mamy już potworne, tym bardziej, że właśnie dziś oderwał nam się tynk w kuchni. Znowu cudem uskoczyliśmy spod walącego się sufitu. Ta da! Tak do kolekcji wrażeń i żeby czasem za spokojnie nie było.. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Jasność”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 października 2017 17:55
  • czwartek, 05 października 2017
    • Domowe spa

      Dziecię nasze cały tydzień w przedszkolu, wprawdzie pokasłuje ale że kataru i gorączki brak, to śmiga chętnie. Dziś nawet pierwszy raz sam się obudził o 7, wyciągając z wyrka mnie dosypiającą.. Uczy się piosenki na pasowanie przedszkolaka, próbuje w domu śpiewać. I już wiem, że na występach niesamowicie się wzruszę. Ten tydzień raczej spokojny, wizyta u rodziców, trochę zakupów, gotowania i zakończone właśnie pranie. 


      Zaczynam przygotowywać się do rozmowy w firmie. Wzmacniam się mentalnie układając różne dialogi w głowie, ale i wizualnie chcę się dobrze prezentować. Poszłam na regulację i hennę brwi, zrobiłam domową mikrodermabrazję (polecanym przez Jol-ene) rewelacyjnym peelingiem , do tego ciepła kąpiel w pianie i pachnący balsam. A dziś idę do koleżanki na manicure. Ania ma mi wyczarować eleganckiego, żelowego "frencza" na pazurkach. Pierwszy raz będzie to żel i mam nadzieję, że ze dwa tygodnie się utrzyma.

      Planuję założyć jasną sukienkę, krótką marynarkę, do tego długie kozaki albo krótsze ale na obcasie. Dostałam już dwie potajemne wiadomości, że dyrektor o mnie walczy, pracy jest dużo i mnie potrzebuje, ale córka szefa nie odpuszcza i chce tam zostać. A wiadomo, że córki mają na ojców duży wpływ ;) Zresztą gdybym miała firmę, też bym zapewniła najpierw byt rodzinie. Nastawiam się więc spokojnie na wizytę pożegnalną i bez względu na wynik spotkania z szefami chcę się czuć elegancko ale swobodnie.

       

      "Spuszczam ze smyczy każdą męczącą mnie myśl.."

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Domowe spa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 października 2017 10:57
  • niedziela, 01 października 2017
    • Rejs i latino

      Uwielbiam weekendy pełne niespodziewanych zdarzeń :) Zwłaszcza wtedy, gdy się chce i energia dopisuje. Co wcale nie bywa zawsze i wszędzie.. Tym razem nadeszło takie połączenie i to na dokładkę wraz ze słońcem. 

      Zaczęło się od piątkowego wyjścia najmłodszego do przedszkola, czyli po długim czasie jego chorowania i pobytu w domu, złapałam trochę oddechu. Wprawdzie nie obyło się bez zakupów i gotowania, ale był też czas na film i książkę.

       

       

       

      pod palmami

       

       

       

      Sobotni Dzień Chłopaka spędziłam z moimi mężczyznami na festynie pod palmami, na który załapała się też moja Mama. Tata akurat wybył na ryby i grzyby, więc chciałam zagospodarować czas jego ukochanej. Było tworzenie statków z papieru i przystrajanie ich pomponami. Były balony zamieniane w zwierzaki, babki z piasku i znienacka - zaproszenie na rejs motorówką po rzece. Chłopaki nie dotarli, bo Mały uparł się, że zamiast pływać woli jeździć hulajnogą. Ale my z Mamą zachwycone i z wiatrem we włosach podziwiałyśmy okolice wyspy. 

       

       

       

      rejs


       

       

      Potem doczytałam, że wieczorem odbędą się warsztaty tańca, prowadzone przez instruktora szkoły salsy, baciaty, kizomby, czaczy, samby i tym podobnych klimatów. Chętne koleżanki wykruszyły się przed samą imprezą, więc wybrałam się z Mamą. W sali wielu chętnych, ustawiono nas parami w kilku rzędach i po rozgrzewce trenowałyśmy podstawowe kroki baciaty. Śmiechu było dużo, zwłaszcza mojego, bo musiałam robić za męską stronę. Co okazało się dużym wyzwaniem. Po godzinnym kursie zostałyśmy na imprezie próbując tańczyć i obserwując pary wirujące profesjonalnie. Wieczór prawie super.. brakowało mi Mężulka, który musiał zostać z naszym maluchem - ponownie zakatarzonym. Nadrobiliśmy wieczornym seansem filmowym z "Infiltracją", a wczoraj z "Niebiańską plażą" dla przypomnienia. 

       

      W niedzielne przedpołudnie wybrałam się z Mamą na targi nieruchomości i wystroju wnętrz, tak sobie pooglądać i dotrzymać jej towarzystwa, póki Tatko nie wróci. A po obiedzie z moimi chłopakami na spacer, grę w piłkę i lody.

      Weekend zakończył się jeszcze jedną niespodzianką - Monika już urodziła! :) Kilka dni przed terminem, ale najważniejsze, że szczęśliwie. Kubuś piękny i zdrowy, duży jak na jej drobną urodę. Cieszyliśmy się wraz z nią i gratulowaliśmy z całego serca.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Rejs i latino”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 października 2017 15:30
  • czwartek, 28 września 2017
    • Tulipany

      Myślałam, że Mały wróci dziś do przedszkola, ale asekuracyjnie został jeszcze w domu. Pójdzie na piątek, zetknąć się z wirusami, by w weekend być od nich daleko. Wzmacnianie po przebytej chorobie trwa i raczej nie ustanie przez cały okres zimowy. Choć domyślam się, że jeszcze nie raz w tym sezonie dopadnie nas przeziębienie. W sumie teraz u mnie katar i od dwóch dni jestem na lekach. Dobrze, że choć Mężu się jakoś trzyma w tym wszystkim. 

      Zakończyłam poszukiwania płaszcza, w sklepach ceny z kosmosu i nic mi się nie podobało. Idealny model zobaczyłam w necie, ale został już wykupiony. Dostanę wiadomość, jeśli jeszcze się pojawi w sprzedaży. Także czekam i chodzę w tym, co mam. Zresztą i tak musimy zacząć oszczędzać, bo jeśli mi w pracy podziękują to trzeba będzie zacisnąć pasa i zacząć się zastanawiać nad każdym wydatkiem. Póki jednak jeszcze mogę sobie pozwolić na jakąś atrakcję dodatkową, to korzystam. Jak choćby wyjście na babskie kino.

      Spotkałam się z Sylwią, Hanią i jej córką na "Tulipanowej gorączce". Gorączki wprawdzie film nie wywołał, ale jak dla mnie był dość ciekawy. Intryga misternie upleciona, rola Waltza rewelacyjna, natomiast romans, który miał być w zamyśle gorący był zaledwie letni. Bez większych emocji i z fatalnie dobranym DeHaan'em (wizualnie i aktorsko). Stwierdziłyśmy, że już DiCaprio byłby tu bardziej na miejscu. Ale że lubię filmy kostiumowe, to spędziłam miły wieczór z motywem tulipanów przewodzącym w konkursach i na sali kinowej.

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Tulipany”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 września 2017 13:03
  • poniedziałek, 25 września 2017
    • Hasło katar aktualne

      Nie ma lekko, większość dzieci w przedszkolach chora, z kartarami, kaszlami i jelitówką w roli głównej. W czwartek jeszcze Mały poszedł, więc udało mi się spotkanie z Moniką. Posiedziałyśmy przy herbacie i ciastkach z żurawiną, jej wyrobu. Miałyśmy swobodne trzy godziny, żeby nagadać się na zapas. Już niedługo pojawi się u niej drugi maluch, który wywróci życie do góry nogami. Przynajmniej na jakiś czas, póki nie opanują początkowego chaosu. Byle by tylko Igor był zdrowy, bo przy drugim dziecku, pierwsze w przedszkolu to duża ulga. A tu z tym przedszkolem radość przedwczesna. Fajnie, że się chłopaki dostali, tylko co z tego, skoro więcej ich tam nie ma niż są. 


      Nasz przez ten miesiąc był dziewięć razy, u Sylwii jeszcze weselej, bo synek w żłobku tylko trzy razy i zakończyło się antybiotykiem. My na razie na inhalacjach, udrażnianiu nosa i dziś kolejnej wizycie u pediatry. Wygląda na bakteryjne zapalenie górnych dróg oddechowych. A skoro bakteria, to tak łatwo się jej nie pozbędziemy. Mam tylko nadzieję, że uda się uniknąć antybiotyku. 

       

      Weekend spędziliśmy w domu, zawiozłam rodziców na urodziny do znajomego. Skorzystałam z odrobiny wolnego i powędrowałam do galerii w poszukiwaniu szarego płaszcza. Ja jak sobie coś wymyślę, to ciężko potem znaleźć. Chciałabym zgrabny, nie za długi płaszcz z kapturem i misiem dookoła. A tu tymczasem płaszcze po kolana, ciemne, bure, jakieś gryzące i z zamkiem na skos. Swoją drogą teraz te skosy tak modne, że trudno nawet o kurtkę zapinaną na prosto. Skusiłam się na krótką skórę, a'la ramoneska, oczywiście też ze skosami, ale za to w dużej promocji. Jeszcze się jesień nie rozkręciła porządnie, a tu już sezonowe wyprzedaże. Nic dziwnego, że ludzi w sklepach od groma, pogoda do tego deszczowa to i chowają się pod dachem. Cóż, jakoś jesień trzeba przetrwać, choć wolałabym zbierać kasztany i kolorowe liście podczas słonecznych spacerów..

       


       

       

      dajcie słońca!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Hasło katar aktualne”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 września 2017 13:14
  • czwartek, 21 września 2017
    • Niepewność

      Tydzień zdrowia i znowu u Małego pojawił się katar, mówią, że tak może być przez cały rok. Nie wyobrażam sobie takiego osłabiania organizmu.. Podajemy tran, lek na odporność i przeciwwirusowy, ale to coś chyba za mało. Pytałam już o szczepionkę odpornościową, którą ja sama miałam podaną w dzieciństwie. Mi bardzo pomogła, ale Brat po niej zachorował i o wiele szybciej łapie wszystkie infekcje. Chyba nie ma reguły.. Na razie do przedszkola chodzimy, drzemki idą coraz lepiej, rytmika mu się podoba, a od nowego miesiąca mają być dodatkowo piłki i tańce. Chciałabym żeby ze wszystkiego korzystał, tymczasem przeziębienia mogą pokrzyżować plany.

      Co do chorowania, to obejrzałam przepiękny film "Ponad wszystko".. piszą, że przewidywalny, ale bardzo ładnie nagrany i taki emocjonalny..

       

       

       

       

       

       

       

      A emocje i u mnie, choć związane z pracą. Dowiedziałam się, że została zwolniona koleżanka, wracająca po roku, prosto po macierzyńskim. Była dyrektorem działu u mnie w firmie. Ja jestem "tylko" zastępcą innego dyrektora i nie ma mnie tam 3,5 roku. Dyrektor ponoć walczy o mój powrót, ale jeden z szefów woli zostawić na tym miejscu swoją córkę. Która wprawdzie bez chemicznego wykształcenia, ale jako córka ma większą siłę przebicia ;) Z jednej strony trochę by mi było żal wypracowanych lat (no i wiadomo-kasa), ale z drugiej ucieszyłabym się mogąc nie wracać jeszcze do firmowego kieratu, stresu i zrywania się rano o nieludzkiej 5 godzinie. Tym bardziej, że atmosfera korporacyjna, ludzie się nie znoszą, niechęć wyczuwa się od samego wejścia. Dochodzą też dojazdy 50 km dziennie, zabierające godzinę czasu dodatkowo z rodzinnego życia.. Momentami mam chęć zadzwonić do dyrka i powiedzieć mu - nie walcz o mnie, ja nie chcę tam wracać. Ale czuję, że nie powinnam, że to takie poddanie się. Dziś przeczytałam zdanie "czasem ty decydujesz o wyborze, a czasem wybór decyduje o tobie". Nie wiem, co będzie lepsze, więc niech się dzieje wola Nieba.....

       

       

       

       

      wola

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Niepewność”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 września 2017 10:00
  • niedziela, 17 września 2017
    • Słoneczniki

      Miało być szybko do weekendu i było - po krótkich debatach Mężu wziął wolny dzień i już w czwartek mogliśmy pojechać do Zosi. Miała kilka dni urlopu więc warto było odwiedzić ją teraz, niż czekać na kolejny możliwy termin, za miesiąc lub później. Mały wprawdzie pojechał jeszcze z katarem, ale najważniejsze, ze bez gorączki. Mógł więc trochę pośmigać po ogrodzie, czy pojeździć na hulajnodze. A my odpocząć, obejrzeć sobie jakiś film w telewizji i spędzić fajny czas z Zosią i ze znajomymi. Udało się spotkanie z Natalią, jej mężem i córcią. Spontaniczne, na kawę i małe pogaduchy. A potem jeszcze sobotnie wyjście z Damianem i jego kumplem, na imprezę. Muzyka trochę nam nie podpasowała, za duże miksowanie, ale i tak do wpół do trzeciej tańcowaliśmy. W końcu jak już się uda rodzicom wyrwać, a babcia zajmuje się wnuczkiem, to trzeba korzystać ;) W niedzielę za to  odsypianie i relaks w ogrodzie ze słońcem w słonecznikach...

       

       

       

       

      słonecznie


       

       

      I ze smakiem świeżo zerwanych winogron i z przygotowanymi zapasami ogórków kiszonych, ziemniaków, cebuli i fasolki w zalewie. Tymczasem po powrocie do domu, już w planach pranie, odkurzanie i uszykowanie Synka do przedszkola. Od nowego tygodnia będzie zostawał na dłużej, z drzemką i pełnym obiadem. Muszę przejrzeć pozostałe ubrania zapasowe, porobić opłaty i ugotować jakąś zupę. W domu to jakoś zawsze jest co robić, choćby się krzątało od rana do wieczora. Nacieszę więc jeszcze oko słonecznym widokiem i zbieram siły do działania..

       

       

       

       

      słońce w słoneczniku

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 września 2017 20:55
  • środa, 13 września 2017
    • Laurka

      Zdrowie trochę podreperowane, po wizycie u pediatry zalecone inhalacje z ventolinem i od razu widać poprawę. Mimo wszystko powrót do przedszkola dopiero w następnym tygodniu. Ugotowałam zabielaną zupę ogórkową,  Zaplanowane filmy obejrzane, a książkę czytam jedną za drugą. Nadrabiam polskie autorki, choć powoli mam przesyt. Za dziesięć książek wskoczy mi tysiąc przeczytanych i tak się zastanawiam, którą wybrać na tysięczną sztukę. To powinna być jakaś wyjątkowa opowieść..

       

      W domu spokojnie, jeśli można tak powiedzieć przy małym dziecku ;) No ale nic szczególnego się nie dzieje.. Robiliśmy wczoraj laurkę dla mojej Mamy, z okazji jej urodzin. Mały uwielbia prace plastyczne, wszelkie rysowanie, wycinanie i klejenie. Był tak podekscytowany, że pokrzykiwał radośnie i nie dawał tacie odpocząć po pracy i zabiegach. Rehabilitacja u Męża trwa i na szczęście kręgosłup teraz w dobrej kondycji. Oby tak dalej i byle szybko do weekendu, bo choć niby spokój, to całe doby z przeziębionym maluchem dają w kość. Już chce się trochę odmiany, przede wszystkim powrotu do zdrowia, ale i czasu dla siebie.. 

       

       

       

       

      laurka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Laurka”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 13 września 2017 11:33
  • niedziela, 10 września 2017
    • Zaczęło się

      Czy ja pisałam, że od nowego tygodnia Mały zostaje dłużej? Otóż nic z tego, bo właśnie złapał pierwszego przedszkolnego wirusa.. W piątek jeszcze nic nie zapowiadało rozkręcenia się akcji katarowo-kaszlowej. Ale jak usłyszałam, że już troje dzieci kicha i jedno wylądowało z gorączką w domu, to ciąg dalszy był do przewidzenia. Apteka pochłonęła stówę, łącznie ze wspomagaczami i kroplami do nosa. Przydaje się wszystko, wersja dla Małego i odpowiedniki dla mnie. Gdyż albowiem i ja oberwałam rykoszetem. Gardło boli, nos zatkany i wesoło jest.

       

      Jeszcze w sobotę wybyłam z domu na małe zakupy i po zapasy chusteczek. Przy okazji poszukując dżinsów, które latem zostały odbarwione przez płyn do baniek. Ale, że obecnie dominują maskujące kolory zimowe, to na mój odcień będę musiała poczekać do wiosny. Skoro tak, na przekór ciemnym barwom nabyłam dżinsy białe. Które kiedyś z kolei załatwiły mi plamy z prania. Te wypiorę dopiero, gdy zaopatrzymy się w nowy sprzęt. Bo już nie ma co czekać, model wybrany, oszczędności poczynione i teraz byle zdrowie wróciło, to wybierzemy się do pobliskiego AGD. 

       

      Dzisiaj mieliśmy być całą trójką na urodzinowym obiedzie Mamy, w ukraińskiej restauracji. Ponieważ Mały z gorączką 38 st., poszłam tylko ja.. Brat z Anią opowiadali o swojej wyprawie do Gruzji. Obejrzałam piękne zdjęcia z gór i mniej fajne z wybrzeża i miast. Urlop mieli bardzo intensywny, dużo wspinaczek, zwiedzania, spotkanie z niedźwiedzicą i małymi miśkami, przed którymi zwiewali w te pędy. Atrakcje kulinarne i wizualne. A potem długi powrót spóźnionym lotem i ośmiogodzinną podróżą z Warszawy. My tymczasem robimy sobie podróże wśród najnowszych "Piratów z Karaibów", na francuskiej komedii "Alibi.com", w towarzystwie "Króla Artura" i "Bodyguarda Zawodowca". Dobrze, że na Zawodowca nie poszliśmy do kina, bo szału nie było. Mam nadzieję, że "Tulipanowa gorączka", na którą już zrobiłam rezerwację, będzie warta i kasy i czasu. A dziś na wieczór spotkanie z Morganem Freeman'em "W starym, dobrym stylu" 

       

       


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Zaczęło się”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 września 2017 12:44
  • czwartek, 07 września 2017
    • Odlatują

      Dni weszły w rytm przedszkolny, budzimy się z trudem, bo ciężko się przestawić ze wstawania o 9 na 7. Mi idzie łatwiej, ale Mały zasypia ok 21, a to jak widać za późno, by rano był na chodzie. Na razie nie wyobrażam sobie biec do przedszkola na 6 i jak myślę, o powrocie do trybu pracy, to mrozi mnie od środka. 


      Od zewnątrz też już mrozi, rano trzeba wskakiwać w kurtkę, a Małemu zakładać ciepłą kamizelkę. Jeszcze staram się nie ubierać kurtki ocieplanej, tylko łączę ciepłą bluzę z kurtką wiosenną. Na zimowe okrycie przyjdzie czas, a popołudniami potrafi wyjść odrobina słońca i trochę nas ogrzać. Ptaki jednak już wyczuły jesień nosem i odlatują hen w ciepłe kraje.. też bym sobie chętnie poleciała, ale cóż.. 

       

       

       

      no to lecimy!

       

       

       

       

      Obecnie latamy do przedszkola, do rodziców i na zakupy by uzupełnić zapasy lodówkowe. Kupiłam trochę różnego mięsa, by porobić kotlety, gulasz i upiec coś na weekend. Teraz mam mniej zachodu z wymyślaniem potraw dla Synka, część posiłków je w przedszkolu. Od nowego tygodnia będzie zostawał dłużej, więc załapie się na oba dania obiadowe. Ale wiadomo, że i my musimy coś na ten obiad zjeść, także od gotowania się nie ucieknie.

      Zawieźliśmy wczoraj smyka do dziadków i oboje wzięliśmy udział w pierwszym zebraniu. Oczywiście rozpoczęło się od opłat, a to na radę rodziców, a to zajęcia dodatkowe, ubezpieczenie i wyprawkę. Ale po podliczeniu i tak kwota o niebo mniejsza niż za przedszkole prywatne. Damy więc radę, bez względu na to, jak się potoczy moja sytuacja firmowa. Tymczasem został mi miesiąc urlopu i zamierzam delektować się każdą jego wolną chwilą i każdą godziną spędzaną wspólnie z moimi kochanymi chłopakami :)

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Odlatują”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 września 2017 11:19
  • poniedziałek, 04 września 2017
    • Tak i nie tak

      Nie dość, że Mały rozpoczął przedszkole bez oporów, bez żadnych łez i wręcz w podskokach, to jeszcze przed wyjściem chciał zostawać i bawić się dłużej :) Czyli zdecydowanie dzień pierwszy na tak. Dziś też poszedł chętnie i nawet na powitanie przytulił zaskoczoną panią Magdę. Trochę jeszcze nie wiem, jak go ubierać, żeby się nie zagrzał na sali. Kiedy na zewnątrz, o poranku, raptem 11 stopni, a tam od strony słonecznej bardzo ciepła sala. Krótkie koszulki się przydadzą, więc dobrze, że po wczorajszym przeglądzie ubrań znalazłam trzy dodatkowe. Już wiem, że śniadanie i obiad zjada sam i z chęcią. Ale na drzemki na razie go nie zostawiam. Póki jestem w domu chcę odbierać go jak najszybciej, byśmy mogli spędzać razem dużo czasu. Jeszcze się nasiedzi w przedszkolu do 16.. 


       

      Natomiast weekend był kiepski, miał być festyn, chłopaki nie zdążyli, bo pora była raczej obiadowa. A w niedzielę, każda próba wyjścia na hulajnogę kończyła się ucieczką przed deszczem. W nocy tak lało, że stukające o parapet krople nam nie pozwalały zasnąć, a Synka budziły. Trzeba będzie zgłosić do spółdzielni temat zapchanej rynny nad nami. Bo to nie jest normalne, że szyby po samą górę zachlapane i brudne. Nie mówiąc już o temacie ściany, która czeka na zmiłowanie. Oczywiście sezon jesienny i deszczowy już za progiem i jak się całkiem zacznie, to nikt osuszania z zewnątrz nie zrobi i będziemy czekać do lata. Niby w środku możemy robić, tylko po co? Jak może się okazać, że rozkują potem z zewnątrz, wewnątrz się coś naruszy i praca pójdzie na marne. Z sufitem czekamy na wolny termin u kolegi. Jak tylko uda mu się załatwić urlop, ma przyjechać i wraz z Mężem zacząć działać. Fajnie by było zdążyć przed urodzinami naszego smyka, żeby gości można było zaprosić bez widoków na beton. Z takimi oto rozmyślaniami rozpoczynamy nowy tydzień. A ja korzystając z kilku wolnych godzin ogarniam wysuszone pranie, porządki i nadrabiam filmowe braki. W tym miesiącu w planach "Tulipanowa gorączka", ale to dopiero zobaczymy, czy uda mi się babskie wyjście na kino kobiet. Teraz na tapecie  "Turysta" z Deppem i Angeliną, oraz kostiumowa "Porządna kobieta" ze Scarlett Johansson.

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Tak i nie tak”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 września 2017 09:06
  • czwartek, 31 sierpnia 2017
    • Przedszkolak

      sun

       

       

       

      Niby końcówka lata, a przygrzało tak, że wylądowaliśmy nad wodą wśród dzikiego tłumu spragnionych jeszcze upału wczasowiczów.. Spotkaliśmy Sylwię z synkiem i pogadałam z nią o naszych rodzicielskich obawach dotyczących żłobka i przedszkola. Ona ma trudniej, jej maluch ma dopiero 1,5 roczku i oderwanie go od mamy i mamy od niego na pewno będzie trudniejsze niż trzylatka dla nas. Tym bardziej, że na dniach adaptacyjnych Mały zachwycony. Podoba mu się sala pełna zabawek, dywan w kolorowe domy i ulice. Duży plac zabaw z ogromną piaskownicą. Mycie rąk wraz z innymi dziećmi, małe leżaczki na drzemkę i w ogóle wszystko wszystko. Trochę oddycham z ulgą, trochę mam łzy w oczach i jeszcze nie dociera do mnie, że od jutra nasz syn staje się oficjalnie Przedszkolakiem.

       

      Jeszcze kompletujemy wyprawkę, dziś zakup worka na ubrania zmienne, kapcie trafiłam z olx w idealnym stanie, mam dwie piżamki i trochę ubrań na zmianę. Nie wiem czy ich wystarczy, bo samodzielne jedzenie i toaleta mogą w jeden dzień załatwić i trzy komplety ;) Zapełniam więc już pralkę i na weekend przygotuję wszystko, co mam dostępne w rozmiarze. Do tego przejrzę zapasy o rozmiar większe, bo może coś już z tego będzie pasowało. Przyda się każda koszulka, bluza na wyjście, krótkie spodnie na sali - bo jest od słonecznej strony i ciepło w niej bardzo. A do tego długie spodnie i cienka kurteczka na wyjście, bo coś po dzisiejszym upale już ślad zanika i jakieś deszcze się szykują. Tran podajemy codziennie i mam nadzieję, że choć wrzesień bez przeziębień przeleci. Jak na razie współtowarzysze przedszkolnej doli zdrowi, niektórzy przejęci, może dwójka płacząca, ale reszta dzielnie się trzyma.

      Czyli.. czas start!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Przedszkolak”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 sierpnia 2017 18:50
  • niedziela, 27 sierpnia 2017
    • Ostatni letni

      Przed przedszkolną zmianą w naszej codzienności pojechaliśmy do Zosi złapać trochę oddechu. Zanim jednak wyjazd, podeszłam z Małym do apteki by zakupić tran i rozpocząć mu wzmacnianie odporności. Już wszyscy straszą, żeby przygotować się na wzmożone ilości przeziębień. Spacerów więc więcej, hulajnoga w ruchu, łapanie słońca i zabawy na świeżym powietrzu. Jak choćby wesołe miasteczko niedaleko od Zosi. Porwaliśmy ją z nami, co oczywiście zakończyło się nową zabawką dla wnuczka. Ale jak tu odmawiać, kiedy patrzy tymi swoimi ślicznymi oczyskami i cały zamienia się w słowa - chciałbym to mieć.


       

      Co do słów, to Zosia była zachwycona dialogami z najmłodszym. Miesiąc różnicy i postępy ogromne. Po przyjeździe Mały oczywiście ruszył do zabawek i zanim Zosia wróciła z pracy artystyczny nieład był już w rozkwicie. Pytam się go, a co opowiesz babci jak przyjdzie do Ciebie? On mi na to z dumą w głosie - jak zrobiłem bałagan :) 

      Nie da się ukryć, bałagan trwa przez cały czas naszego pobytu, zarówno w domu, jak i w ogródku. Ale mimo tego, odpoczywamy bardzo. Ja głównie z racji większej ilości spokoju i oddechu od gotowania. Mężu na spotkaniu z kumplem, tym razem beze mnie. Chciało mi się poleniuchować na kanapie, poczytać książkę i nie robić nic. A jeszcze na wynos zostaliśmy obdarowani kotletami, więc na początek tygodnia obiad mam zapewniony. Słoikami najlepszych na świecie ogórków kiszonych, fasolki zielonej, reklamówką pysznych ziemniaków i świeżych ogórków zerwanych tuż przed wyjazdem. Do tego naręcza ukorzenionych astrów na balkon, które ponoć mają nam zakwitnąć na niebiesko w okolicy listopada. Byłoby pięknie, choć akurat w listopadzie to ja na balkon niechętnie zaglądam. Ale dla kwiatów zrobię wyjątek. Przyda się coś kwitnącego na tę zbliżającą się jesień. Spotykane co i rusz ozdoby zapraszające na dożynki, swoje już mówią. Nie ma lekko, lato powoli za nami..

       

       

       

       

      ptactwo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Ostatni letni”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 sierpnia 2017 20:46
  • wtorek, 22 sierpnia 2017
    • Przedszkole

      Sobotę wieczór spędziłam w towarzystwie Synka, bo Mężu przyjął zaproszenie na grilla z kumplami z pracy. Okolica działek śliczna, ale tak sobie myślę, że domek tuż przy rzece ma też minusy. Zwłaszcza przy dużych deszczach i podniesionym poziomie wody. Mimo wszystko latem mają tam cudownie..

       

       

       

       

      działka

       

       

       

       

      Niedziela leniwa, odsypiająca i na szczęście słoneczna. Mogliśmy spędzić czas we troje, na placu zabaw, na grze w piłkę i na lodach z Synkiem. Takie fajne odreagowanie po ostatnim zapracowanym czasie u Męża. Żeby nie było zbyt radośnie, okazało się, że do parku nie pojedziemy moim autem. Po ostatniej naprawie, alternator owszem działa, ale akumulator nie nabrał mocy. Nie był zresztą wymieniany od lat i zdecydowanie przyszedł czas na nowy. Coś ostatnio to moje auto jest jak worek bez dna.. Ale i tu na pocieszenie dobra wiadomość, po wielu pertraktacjach i telefonach mamy przedszkole blisko domu, więc odpadają dalsze dojazdy :) Aż nie wierzę, że się udało, że odwołanie i pomoc pani dyrektor przyniosły upragnione miejsce.. Nie trzeba będzie wstawać wcześniej, odmrażać auta, albo wracać w korkach, bo piechotką mamy rzut beretem. W następnym tygodniu spotkanie organizacyjne, ale i tak powoli szykujemy wyprawkę. Bo wiadomo, że i piżama i kapcie będą potrzebne. Prasowanki imienne też się przydadzą, buty trzeba oznaczyć i kurtkę. Dobrze, że na tą zimę mamy już kurtkę, kozaki i spodnie narciarki. Na wszelkie rzeczy papiernicze będzie zbiórka, więc nie trzeba latać po sklepach za kredkami i farbami. Za to musimy zwiększyć ilość rozmów o przedszkolu z najmłodszym. Na razie niby się cieszy i chce tam iść, ale powtarza, że musi być mama bo nie zostanie sam. I nie pomagają tłumaczenia, że będzie tam dużo dzieci i miłe panie, które się nim zajmą. Wiadomo, rodzice teraz najważniejsi, a i my pewnie nielekko przetrwamy początki przedszkola.. Ponieważ mam jeszcze wolne, to na start planujemy 4 godziny dziennie. Ale kto wie, może Mały nas zaskoczy i sam będzie chciał zostawać dłużej. Zobaczymy..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Przedszkole”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 sierpnia 2017 12:42
  • sobota, 19 sierpnia 2017
    • Dlaczego

      tłumy

       

       

       

       

      W poprzedni weekend ominęła nas impreza z fajerwerkami, wybraliśmy jezioro zamiast zatłoczonego miasta.. ale nic dziwnego, kiedy człek chce złapać jeszcze trochę słońca. Tym bardziej, że od środy codzienne mżawki. Wprawdzie na raty i z przerwami na duszne, wysokie temperatury, ale jednak czuć, że to już końcówka lata. W ten weekend chciałam jeszcze nad wodę podjechać, ale Mężu musiał dziś pracować. Spotkałam się więc z koleżanką Izą, z którą dawno się nie widziałyśmy.. Dużo zmieniło się w jej życiu, jest po rozwodzie, z dzieckiem i po nowym nieudanym związku. Szkoda, że ten los czasem tak źle się toczy. Mam nadzieję, że jeszcze odnajdzie radość i szczęście w życiu.. i dobrego partnera, na którego można liczyć i obdarzyć go zaufaniem. Bo o to wcale w dzisiejszych czasach niełatwo..

       

       

      Odebraliśmy już auto, ze słowami, że dajemy mu jeszcze jedną szansę. Po kolejnej większej awarii, naprawa i sprzedaż, bo nie ma sensu pakować więcej, niż wynosi jego obecna wartość. Podjechałam też do rodziców mieszkanka, podlać kwiaty i wyjąć pocztę. Akurat w tym czasie zadzwoniła zaprzyjaźniona pani dyrektor z przedszkola i oznajmiła, że mamy miejsce u niej. Wprawdzie z dojazdami, ale tuż obok bloku rodziców, którzy w razie czego mogą wnuczka szybko odebrać. Jeszcze w poniedziałek będzie ostatni telefon na nasze rezerwowe miejsce w przedszkolu blisko nas, gdzie oczywiście bardziej chcielibyśmy się dostać. Ale już można odetchnąć, że dziecię od 1 września na pewno dołączy w poczet przedszkolaków! 

       

      A dziecię weszło właśnie w etap "dlaczego", przeplatany "po co" i "czemu".. Na ten przykład taka scenka rodzajowa. Wracam z nim po spacerze, przechodzi pani z naszego piętra

       

      Mały: Mama, a kto to?

      Ja: Pani sąsiadka

      Mały: Dlaczego? 


      I bądź tu mądry i pisz wiersze. Żeby jeszcze zdolności jak u Ani były, to by się coś stworzyło. A tak pozostaje jedynie kombinować, by wybrnąć w odpowiedzi ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Dlaczego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 19 sierpnia 2017 15:43
  • wtorek, 15 sierpnia 2017
    • Ciepło

      Nie ma to, jak wysiadające auto, tuż przed trasą nad jezioro.. kiedy to wreszcie robi się ciepło i już powstaje wizja koca na piasku, z widokiem na iskrzącą słońcem wodę.. A tu alternator pada całkowicie i w moment wysiada akumulator. Pozbawia mnie wspomagania kierownicy, po kolei świecą się kontrolki i stres sięga zenitu, bo do domu został kilometr, a auto bez litości odmawia współpracy. Na szczęście stanęło tuż przed światłami wielkiego skrzyżowania i w niedalekiej odległości od mechanika. Holowanie i radość wielka, że prócz prawie pełnoletniego auta, jest jeszcze mężowe. Mniejsze, o niewielkiej mocy, głównie na dojazdy do pracy. Ale grunt, że na chodzie.

       

      Pojechaliśmy więc, koc był, słońce, plaża, gitara i kąpiele - po kolana. Żeby przez całe wakacje woda nie zdążyła się zagrzać w jeziorze toż to nie do pojęcia.. Na szczęście my zdążyliśmy się jeszcze trochę powygrzewać.. Miałam trochę czasu na książki (tym razem wybrałam same letnie, polskich autorek), na pogaduchy z Sylwią i Anią. Spotkaliśmy się też z Agą, u której niedawno byliśmy na weselu i tu niespodzianka, bo maleństwo w niej już pięciomiesięczne i w okolicy świąt powiększy się im rodzina :) Gratulacje złożone, potem grillowanie w cieniu drzew, z rodzicami, chłodzone napoje i plener do wieczora.. Łatwiej się wracało, ze świadomością, że od środy pogorszenie pogody. Choć mam nadzieję, że biwakującym jeszcze słońce przyświeci i tak pięknie rozświetli wodę w jeziorze...

       

       

       

       

      woda cud

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Ciepło”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 sierpnia 2017 21:01
  • piątek, 11 sierpnia 2017
    • Sierpień?

      Co to za lato, kiedy słoneczne dni można na palcach policzyć.. I oczywiście na sam dłuższy weekend dodatkowe pogorszenie pogody, przeskok z 26 stopni na 18, chmury, mżawka co jakiś czas i ogólnie lipa. Jest jeszcze szansa, że we wtorek powróci ocieplenie, ale wtorek to już ostatni dzień tego wyczekiwanego weekendu. Do tego Mężu musi iść w sobotę do pracy, siedzę z najmłodszym w domu i na pocieszenie pozostaje mi trening gry na gitarze. Tym bardziej, że rodzice sprezentowali mi przepiękny nowy model. Miał być na imieniny, ale z racji ich pobytu nad jeziorem chcieliby żebym przyjechała im pograć. Jednak przy deszczowej pogodzie i to staje pod znakiem zapytania..


      Mały też niepocieszony, przybyła wreszcie jego zaległa hulajnoga, którą mieliśmy kupić od dziadków jeszcze wiosną. Jazda podoba mu się niesamowicie, wstaje rano i w piżamie leci do pokoju by zrobić rundkę. A tu trzeba poczekać na lepszy czas, żeby móc pojeździć nią poza domem. Rowerek biegowy też czeka, choć do niego akurat mniej mu się spieszy. Zbyt niepewnie się na nim czuje i widzę, że będzie potrzebny dłuższy trening.. Zaraz połowa sierpnia, a tu ani nad morzem się opalać, ani w deszcze gdziekolwiek jechać. Sierpień zaczął się średnio, mogę sobie jedynie powspominać widok z Sopotu dla lepszego samopoczucia ;)

       

       

       

       

      w słońcu

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Sierpień?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 11 sierpnia 2017 10:31
  • wtorek, 08 sierpnia 2017
    • Żagle w słońcu

      Zawisza

       

       

      Tęcza nie zawiodła i niedzielę spędziliśmy w słonecznościach całodniowych. Żagle od razu nabrały rumieńców i my też, bo wesołe miasteczko na zlocie każdego przyprawi o zawrót głowy. Karuzele i młoty różniste coraz większe, coraz szybsze i aż dech zapierają. Ceny również ;) Lepiej już było oglądać statki, które jak zwykle pięknie się prezentowały na tle Wałów i portu..

       

       

       

      w porcie

       


       

      Impreza z rozmachem, tłumy mieszkańców i turystów z różnych stron świata. Ponoć brakowało miejsc noclegowych, a fundusze za nie trzeba było płacić ogromne. Większe nawet niż nad morzem w sezonie. Tym razem przygrywał Andrzej Piaseczny i Afromental, którzy to jednak rozczarowali tłum, grając tylko dwa kawałki, zamiast pełnego koncertu. My za to nierozczarowani, nogi złazili, statki podziwiali i chłonęli atmosferę tej wielkiej imprezy. W następny weekend Pyromagic, ale tutaj podziękujemy ze względu na późne godziny nocne. Nie da się jeszcze pogodzić takiego wypadu z maluchem, który wprawdzie zasypia o 22, ale tam o 22 to dopiero strzelą w niebo fajerwerki. Kiedyś jeszcze nadrobimy, jeśli nadal, co roku, będą powtarzać kolorowe wybuchy. Na razie pozostają nam wspólne wypady za dnia i nie mam nic naprzeciwko. 

      A nowy tydzień rozpoczął się ponownymi spacerami z Moniką. Przez urlopy i podróże dawno się nie widziałyśmy. Mamy dużo opowieści do nadrobienia. Brzuszek u niej już duży, termin porodu ma na koniec września, więc już powoli rozglądam się za ładną kartką i drobnym prezentem na powitanie jej drugiego syna. Nadrabiam też trochę zakupy i myślę o grillu, który może uda się jeszcze zrobić w zbliżający się dłuższy weekend. Dziś łapaliśmy słońce i witaminę D, opalając się na plaży. Szkoda tylko, że wiatr przeszkadzał, choć akurat dla żagli na ich powrotnej drodze będzie zdecydowanie przydatny..

       

       

       

       

      Dar 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Żagle w słońcu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 sierpnia 2017 13:29
  • sobota, 05 sierpnia 2017
    • Żagle i Bocelli

      Nie ma tak, żeby było idealnie.. I dlategoż cały dzień świeciło słońce, a pod wieczór, kiedy tłumy zebrały się na koncert Andrea Bocellego - chlapało co jakiś czas. Folia okrywająca wózek z najmłodszym i parasole się przydały, a najfajniej mieli ci, którzy schronili się na żaglowcu.. jak na ten przykład pan J. Kaczyński, na Darze Młodzieży..

       


       J.K.

       


       

      Udało mi się przebrnąć przez ludzką zaporę (chłopaki zostali na tyłach) i dotrzeć na dozwoloną odległość, choć do sceny i tak ogromny kawał drogi. Sławnego śpiewaka jednak widziałam :) Głos jego potężny.. a mimo wszystko skromność i czar płynęły z całej postaci pana Bocellego. Towarzyszył mu Chór Akademii Morskiej i muzycznie Filharmonia Szczecińska. Słuchało się z przyjemnością i ze świadomością, że tak znakomita persona zawitała do naszego miasta..

       

       

       

      A.B.


       

       

      A później dla czaru jeszcze większego pojawiła się tęcza, taka mała nadzieja, że jutro słońce zaświeci na dłużej..

       

       

       

      nadzieja

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Żagle i Bocelli”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 05 sierpnia 2017 21:32
  • środa, 02 sierpnia 2017
    • Pourlopowe ogarnianie

      Podróż powrotna trwała godzinę dłużej, bo jechaliśmy już bezpośrednio do domu. Ale tym razem dziecię pospało dwie godziny, korki trafiły nas tylko na wyjeździe z Gdańska, a potem droga była już w miarę pusta. Mimo wszystko trochę szkoda było wracać w sobotę, więc na pocieszenie niedzielę spędziliśmy nad rzeką. Od poniedziałku ruch głównie w domu, dwa prania za mną, wypucowana łazienka, kuchnia i wytarte wszystkie kurze. Mężu odkurzył mieszkanie i musiał powrócić do trybu pracowniczego. Ja i Mały natomiast nadrabiamy spotkania u Dziadków, spacery i wyjścia z trójkołowym rowerem. Nagotowałam pomidorowej, zrobiłam kotlety drobiowe i odmroziłam gulasz, który sprawdził się do kaszy gryczanej w chwili całkowitego braku obiadu. Dziś od rana byłam na zakupach, gdyż lodówka świeciła pustkami. Teraz mam już z czego gotować i zaopatrzyłam się w różne przekąski dla malucha. Sobie natomiast doładowałam czytnikowe zapasy. Zaopatrzyłam się w książki pani Gargaś, Noszczyńskiej, Krystyny Mirek, pani Czarkowskiej, Fabisińskiej, Frączyk, Hanny Greń, Kołakowskiej Agaty, Kordel Magdy, Agnieszki Krawczyk, Anny Klary Majewskiej, pani Świętek, Nurowskiej, Obuch, Wilczyńskiej i wielu innych polskich autorek. Dokładając do kolekcji również francuskie powieści pana Guillaume Musso i brytyjskiej Jojo Moyes, z których jeszcze nic nie czytałam i fajnie by było nadrobić.

       

      Chciałabym jeszcze, przy dobrej pogodzie, skorzystać trochę z pleneru i podjechać z Mamą nad jakąś pobliską wodę. Tylko coś ta pogoda znowu dziwna, duszno i upalnie, a w nocy deszcze.. Czy jeszcze w sierpniu będzie dane cieszyć się prawdziwym latem? Czy też znowu wrzesień będzie ładniejszy, jak to rok temu było.. Mam nadzieję, że choć w najbliższy weekend pogoda dopisze, gdyż zbliża się Zlot Żaglowców, a przy takiej atrakcji przydałaby się słoneczna aura..

       

       

       

       

      żagiel z Sopotu

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Pourlopowe ogarnianie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 02 sierpnia 2017 14:56
  • sobota, 29 lipca 2017
    • Trójmiasto i niespodzianki

      Do domu wreszcie wrócili, po wojażach niesamowitych, przeplatanych słońcem, deszczem, zwiedzaniem Sopotu, Gdańska i Malborka. Oraz przesympatycznymi spotkaniami! Zapoznaliśmy się z Bożenką i jej pociechami, co było nie lada gratką :) I na dokładkę Beata z Danii wraz z mężem zawitała do Sopotu! Nie zaplanowane to było przez nas spotkanie, zupełna niespodzianka i całkowity zbieg okoliczności. Gdyby człek ustawiał się wcześniej, to pewnie by tak idealnie z datą nie trafił.

       

      W trasę ruszyliśmy od Zosi, jakoś tak od niej wszędzie jest bliżej i już wiemy, że 4-5 godzin Mały da radę w podróży wytrwać. Gorzej z nami, kiedy w tym czasie trzeba 4 razy szukać postoju na siku, a dziecię zasypia 60 km przed celem, zamiast dać nam trochę ciszy i spokoju 300 km wcześniej ;) Nic to, dobrze było. Sopot przywitał nas wprawdzie pochmurnym niebem, ale przynajmniej nie padało, tak jak to później było. Babki nad morzem zrobione, spacer na sopocki Monciak zaliczony kilka razy. Bo oczywiście tam podobało mi się najbardziej, jak chyba większości turystom. Gorzej jak w połowie pobytu owych turystów dopada deszcz, ale na szczęście przed nim zdążyliśmy spotkać się Bożenką na smakołykach w Kropce. Przyjechała z dziecięciami rowerem, cała trójka sympatyczna i rozmawiało nam się, jakbyśmy się sto lat znali. Czasem tak jest, że od razu wyczuwa się dobrą duszę. Deszcz nas wprawdzie wygonił i wieczorowa już pora, ale spędziliśmy miły czas na pogaduchach w towarzystwie Wąsów :)

      Później deszcz rozsiadł się na całego, lało tak, że trzeba było umykać do galerii Bałtyckiej, a wieczorem do Aquaparku. Kąpiele nad morzem mamy więc też odhaczone i to nic, że w basenie. Mały przeszczczęśliwy, a my dumni, że nauczył się pływać w dmuchanym kole i od razu bez siedzonka. Tona zdjęć i filmów uwieczniła to donośne wydarzenie.

      Później uciekliśmy przed deszczem do Malborka, nie odstraszyły nas tłumy i ogromne kolejki.

       

       

       

       

      zamczysko

       

       

       

       

      Zarzuciliśmy słuchawki na uszy, Syna do wózka, żeby było łatwiej się poruszać po tym ogromnym terenie. I można było chłonąć malborski klimat i otoczenie. Zamek wspaniały! Te opowieści i historia poruszają wyobraźnię.. człek automatycznie przenosi się w dawne czasy. Można było obejrzeć różne komnaty, dawne stroje, monety, obrazy i inne dzieła sztuki..A na koniec zjeść obiad z widokiem na zamkowe mury. Świetny dzień i pozostając w tym klimacie od razu ustawiłam sobie na czytniku drugą część "Odrodzonego królestwa", pani Cherezińskiej.

      Na szczęście deszcz się nad nami zlitował i pozwolił pozwiedzać też Starówkę Gdańska. Zachwycają mnie takie miejsca, pełne pięknych zabytków, kolorowych kamieniczek, z atrakcyjną fontanną i podziwiającymi to wszystko turystami. Chłonęliśmy tę atmosferę, uwieczniałam wszystko na fotkach i szkoda tylko, że trzeba było narzucić tempo zwiedzania ze względu na ograniczenie biletem parkingowym.

       

        

       

       

      Miniatury Gdańska 

       

       

        

      Z Bożenką byłam cały czas na nadawaniu, ale że musiała pracować w trakcie swego urlopu (współczucia), to nam się już drugie spotkanie nie zgrało. Mam nadzieję, że nadrobimy u nas. Wracaliśmy więc do Sopotu, by spędzić wieczór z Beatą i jej mężem, wypić piwko w Browarze, nagadać się choć trochę i posłuchać o ich planach jeszcze szybszego zwiedzania Trójmiasta w połączeniu z koncertowym Męskim Graniem w Gdyni. Potem obowiązkowo choć jedno wejście na sopockie, wielgachne Molo i cudne widoki na mały port, na plażę i morski statek. A w dzień wyjazdu słońce i upał od rana, więc szybkie pakowanie i tempem na plażę, by złapać tę przecudną pogodę na zapas :)

       

       

       

      słoneczna niespodzianka :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Trójmiasto i niespodzianki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 29 lipca 2017 22:03
  • piątek, 21 lipca 2017
    • Z jeziora nach Berlin

      Nie dość, że obie książki przeczytane, to i plaża była i cały dzień w Berlinie. A nie zapowiadało się.. Pierwsze dni nad jeziorem bowiem chłodne, w ciepłych bluzach i czapce na uszach dziecka. Za to plener i przy takiej pogodzie potrafi być przydatny, bo co się dotleniliśmy, to nasze. Od poniedziałku, sukcesywnie było już coraz cieplej.. Zanim się jednak słońce porządnie na niebie rozsiadło, my zasiedliśmy za kierownicą i przy wsparciu internetowych map przejechaliśmy przez samo centrum Berlina, aż do Zoo.

       

       

       

       

      nach Berlin

       

       

       

       

      A miasto to ogromne! Wielkie hotele, wysokie budynki, ulice nawet pięciopasmowe. Ruch w każdym miejscu, masa turystów i zatłoczone parkingi. Ja oczywiście w swoim żywiole :) Dużo się tam dzieje, jest co zwiedzać, całość robi monumentalne wrażenie.. Kolorowo, choć wśród tego niemieckiego bogactwa i biedę było widać. Zdjęć natrzaskałam tyle, że bateria wysiadła, a było co fotografować.. Nawet żonglerzy wyskoczyli nam przed maskę samochodu, łapiąc się znienacka na zdjęcie. Kiedyś może jeszcze wrócimy do Berlina, pozwiedzać już typowo zabytki. Tym razem nastawieni byliśmy na zwierzaki i oczywiście ujrzenie słynnej, berlińskiej, pandy. 

       

       

       

       

      berlińskie zwierzaki

       

       

       

      A później radości o poranku, kiedy to człek budzi się w małym domku, niedaleko plaży i widzi za oknem słońce! Jeszcze przed śniadaniem wskakuje w strój kąpielowy, pakuje torbę plażową i leci sprintem nad wodę. Nawet udało mi się popływać, choć woda daleka jeszcze od ciepłej. Ale była już na tyle znośna, że dziecię mogło wbiegać ile chciało. Pierwsze pływanie w pontonie, wyprawa łódką pod wyspę, wieczorne ogniska, wędka z kija z prawdziwym spławikiem i "moje dzieci" - czyli koleżanki i koledzy, którzy bawili się w berka lub w chowanego. To wszystko i jeszcze trochę sprawiało, że Mały usypiał nam między 22-23,30. Potem szybko na ognisko, by pograć trochę na gitarze i potrenować przed małą publicznością. I oczywiście książki.. "Caryca" czytana przed snem, z wypiekami na twarzy i nie dająca zasnąć do 2.. Odsypianie zarwanych nocy i na plaży "Podróż", kiedy tylko Mężuś zajmował się naszym plażowiczem. Wypoczynek przy nim jest na zmiany, bo i w piłkę trzeba pograć i latać na zawołanie do łazienki. A kiedy Rodzice świętują rocznicę ślubu, to przy stole za długo posiedzieć nie można. Ale za to można patrzeć jak maluch się cieszy, jak garnie się do dzieci i staje się coraz bardziej samodzielny. A to cenne chwile :) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Z jeziora nach Berlin”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 21 lipca 2017 20:42
  • piątek, 14 lipca 2017
    • Książka na plażę

      Romantyczne uniesienia na razie odkładamy, zrobiłam kolejną wyprawę do spółdzielni i przycisnęłam administrację do drugiego protokołu. Bo sufit to jeden temat, ale ściana też remontu się domaga. Gdyby człek nie chodził za swoimi sprawami, to już nikt by się więcej tym nie interesował. Pozostaje czekać na odzew od ubezpieczalni i z nowym miesiącem rozpocząć prace. A na razie relaks i wypatrywanie, zapowiadanej, pięknej pogody. Niech już nadejdzie, bo strój kąpielowy czeka w szafie i usycha z tęsknoty.. 

       

      Spacery z Moniką ostatnio trochę utrudnione, bo nam maluchy wchodzą w etap przepychanek (jak to chłopaki) i trzeba ich bardziej pilnować. Mimo tego wyrwiemy się czasem na jakieś wędrówki po osiedlu, czy zakupy, choć wiadomo, że te najlepiej robi się bez dzieci. Fajny też spacer był z Mamą, kiedy wzięłyśmy dla Małego trójkołowy rower. Nauczył się wreszcie pedałować i rower wygrał ze ślizgawką i piaskownicą. Na biegowy jeszcze poczekamy, bo nawet nie chce spróbować wsiąść, za to pierwszeństwo będzie miała hulajnoga. Może jeszcze tego lata..


      Byliśmy również w odwiedzinach u chrzestnej smyka. Kiedy Synek dłużej kogoś nie widzi od nowa musi się oswajać. Na początku jest onieśmielony, prawie nic nie mówi i dopiero przy zabawie się rozkręca. A potem oczywiście nie chce wyjść. Chciałabym żebyśmy częściej się widywali z ciocią, ale mimo iż blisko mieszkamy, to czasem trudno zgrać termin spotkania. Każdy zajęty i ma swoje plany..

      My też staramy się łapać wolny czas, a to na plener, a to na film czy książkę. Skończyłam czytać Dickensa i wzięłam się teraz za "Carycę", która pochłonęła mnie bez reszty. Książka świetnie napisana, zaciekawiająca historią i losem kobiety, która z najniższej warstwy społecznej wychodzi na władczą górę. Za to w wersji papierowej, z torby plażowej przywołuje mnie romans historyczny pani Jadwigi Courths-Mahler "Dzieci szczęścia" i włoska "Podróż" Stanisława Dygata. Kilka stron już pochłonęłam i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. I na plażę również, choć na porządne ocieplenie i słoneczne dni jeszcze chyba trochę poczekamy..  Miłego weekendu i słońca, słońca wreszcie! 

       

       

       

      tylko czytać..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Książka na plażę”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 14 lipca 2017 12:54