Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • niedziela, 16 grudnia 2018
    • Jarmarki

      W piątek pojechałam do rodziców, na pogaduchy, zabawy z dziadkami i by zobaczyć się z nimi częściej niż raz w tygodniu. Potem byłam z Małym na rozpoczęciu jarmarków. Pierwszy raz wychodził po kolacji, więc emocji dużo. Mężu w tym czasie na firmowej wigilii, a my wśród światełek, grającej orkiestry mikołajów, ozdób i masy smakołyków. Na szczęście najedzeni, więc zaoszczędziłam na przejazdy karuzelą. W tym roku ceny wywindowane wysoko, w tamtym 2 zł, w tym 10. Czyżby już poprawka na podwyżkę energii..


      Spotkaliśmy się z Hanią, Anią, Sylwią i jej siostrą. Wprawdzie w tłumie i przy jarmarcznym hałasie trudno było pogadać, ale miły i taki wypad. Jak i nasz sobotni do sklepów po wybór prezentu dla mnie. Mąż chciałby zrobić mi niespodziankę, ale jeśli chodzi o bieliznę to zdecydowanie górę muszę przymierzyć. Z tymi rozmiarami tak różnie bywa, że niby człek poda cyfry, a w praktyce okazuje się, że takie same oznaczenia, a jedno za duże, drugie małe. Wybrałam, przymierzyłam i dwa śliczne komplety zasiliły moje skromne bieliźniane entourage. W jednym można się zaprezentować w przebieralni przed ćwiczeniami i nosić na co dzień, drugi tylko i wyłącznie dla mężowych oczu. Przy okazji przebrałam posiadane egzemplarze, uszczupliłam je o te za małe, bądź te rozciągnięte. I zrobiło się w szufladzie luźniej. Podobną akcję muszę przeprowadzić w swetrach i bluzkach z długim rękawem. Niby tyle tego leży, a nosi się kilka sztuk na zmianę. 

       

       

      Dzisiejszy dzień pół domowy, z "Autami 3" na ekranie i szykowaniem niedzielnego obiadu. A pół na jarmarku, ku radości dziecięcia. Ludzi dużo, klimat piękny.. tylko śniegu brakowało.

      I czyż by nie mogło być tak wszędzie? Muszą być tacy co chcą to zniszczyć? Muszą atakować bezbronnych ludzi? Chciałoby się żyć bez strachu, w spokoju.. Niedawno Berlin, tym razem padło na Strasburg. Straszne i bardzo niepokojące.. Gdy tak człek przechadza się między stoiskami, podziwia ozdoby, chłonie świąteczny nastrój, to nawet mu przez myśl nie przejdzie, że może się stać coś złego w tej bajkowej atmosferze..

       

       

       

      a może być tak pięknie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Jarmarki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 grudnia 2018 19:37
  • piątek, 14 grudnia 2018
    • Nieśmiała śmiałość

      Dwa przebrania na jeden dzień, biała broda, czapa Mikołaja i jasełkowy strój pastuszka przydały się na bal i na występy. Mały śpiewał kolędy, mówił wiersz i widzę, że już się nie obawia, nie krępuje stanąć przed publicznością. Pewnie do czasu.. Swoją drogą na nastoletnia nieśmiałość jest trudna do zniesienia. Tyle niepewności, chowania się po kątach i rumieńców utrudniających swobodną komunikację. Pamiętam to jak dziś. Przez nieśmiałość nie umiałam o siebie walczyć, nie umiałam wyjść przed szereg. Spocone dłonie, spuszczony wzrok i milczenie. Nie pamiętam kiedy stałam się silniejsza i pewniejsza siebie, ale szkoda że tyle lat to zajęło. Bo teraz żyje się swobodniej, a tamte lęki uważa za bezsensowne. Przejmowanie się opinią ludzi, których i tak nie ma już w pobliżu. Niepewność czy coś się dobrze powiedziało, czy nie palnęło gafy. I to udawanie, że wszystko gra, niczego się nie boję ;) A bałam się tylu banalnych rzeczy, zupełnie niepotrzebnie..

       

      Swoją drogą, występowania przed publicznością nadal nie lubię. Tak nam się wczoraj w tym temacie zgadało z Edytą, bo ona też ma z tym problem. Niektórzy wręcz się garną do występów, my kompletnie nie. Za to garniemy się do ćwiczeń i już przeżywam, że na święta będzie dłuższa przerwa od ruchu. Trzeba będzie zwiększyć ilość spacerów i więcej wychodzić z domu, żeby się przy stole nie zasiedzieć. W dniu powszednim, nawet gdy jestem w domu to za wiele nie siedzę. Dziś pranie, wymiana pościeli, gotowanie obiadu. Może do rodziców podjadę, bo w weekend chcemy zajrzeć na świąteczne kiermasze, które już dziś wieczorem startują. Chcemy poszukać lampek na choinkę i zimowych spodni dla smyka, na szelkach. Idą mrozy i idą Święta.. Za oknem słyszałam dawno zapomniany dźwięk trzepanych dywanów. Porządki, przygotowania, poszukiwania prezentów - jak choćby Marshalla z Psiego patrolu - który rozchodzi się jak świeże bułki. Zdobienie balkonów, domów, firmowe spotkania i.. jemioła, która zawitała do naszego mieszkania, przynosząc całuśny nastrój.. Fajny czas.

       

       

       

       

      jemnioła

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Nieśmiała śmiałość”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 14 grudnia 2018 14:59
  • środa, 12 grudnia 2018
    • Ozdoby

      Relaks, relaks i po relaksie.. Od poniedziałku znowu tempo, pranie, przegląd ubranek Małego, przymierzanie kozaków na nadchodzące mrozy i zakupowe ogarnianie lodówki po podróży. Na ćwiczeniach natomiast podkręcenie obciążeń. Okazało się bowiem, że tym razem mięśni przybyło ale tłuszczyku ubyło zbyt mało. I waga ni drgnie. Wredna.

      Tak to jest, gdy się trochę odpuści, a w domu przybywa mikołajowych słodkości i ręka sama po nie sięga. Także zaciskam pasa, ćwiczenia trzy razy w tygodniu, a za dwa tygodnie muszę się bronić przed świątecznym stołem. Nie ma lekko.


      Na pocieszenie zajęłam się wraz z Małym tworzeniem ozdób świątecznych na przedszkolny konkurs. Po uprzednim nalocie na pepco i zakupie koralików, błyszczących taśm, piórek, świecidełek i kokard. Mały uwielbia prace plastyczne, chętnie wycina, klei i maluje. Zabrakło brody dla bombkowego mikołaja - wata jest produktem deficytowym - na szczęście kochana Mama chomik miała jeszcze zapasy. Kosmiczna mysz i uśmiechnięta rozgwiazda też są już gotowe.

      My natomiast kompletnie nie jesteśmy gotowi na przystrajanie choinki. Brakuje lampek, bo nie chcę zimnych ledowych, a bombki mamy tylko w kolorze srebrnym i pomarańczowym. Taka to wersja kolorystyczna pasowała do poprzedniego wystroju. Po remoncie pasują srebrne i białe, ale żeby ożywić wnętrze chyba powrócimy do kolorowego image. Tym bardziej, że fajnie będzie zawiesić ozdoby produkcji naszego smyka. Pamiętam jak samemu robiło się łańcuchy z bibuły, gwiazdki z papieru i malowane szyszki. Może niekoniecznie będziemy wracać do tamtych form, ale jest teraz takie bogactwo drobiazgów, że można stworzyć niepowtarzalne cuda na choinkę. 

       

       

       

      ozdoby

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Ozdoby”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 12 grudnia 2018 12:57
  • niedziela, 09 grudnia 2018
    • Relaks

      Odpoczęłam.. w spokoju, w zaciszu Zosinego domu, na spacerach z Małym i Natalią. Bez gotowania, sprzątania i prania. Na pogaduchach, czytaniu babskich gazet i książki. I na randce z Mężem, późnowieczornej, ale kinowej z filmem "Miłość jest wszystkim" w tle. Film nie okazał się komedią romantyczną, choć od czasu do czasu romantyzm w nim przebijał. Było tam jednak za dużo nostalgii i nierealnych, przerysowanych scen. Mimo wszystko oglądało się miło, wspominaliśmy Gdańskie rejony, w których były nagrania. Podziwialiśmy ładne zdjęcia i niektórych aktorów. Wieczór udany, a w drodze powrotnej padły znamienne słowa - to co, jedziemy potańczyć? Gdyby nie brak odpowiedniego stroju (wysokie traperki, ciepły sweter po kolana) i senność, kto wie gdzie byśmy wylądowali ;) Ale skoro relaks, to relaks, wybraliśmy powrót do domu, przykrycie dziecka kołderką, książkę i spokojny sen..

       

       

       

       

      Nawet wypad na rynek uważam za udany. Znalezienie kurtki która pasuje krojem, długością i kolorem futra przy kapturze do łatwych nie należy. Tym bardziej, że ceny w mieście kosmiczne, a tu nawet mniej niż połowa kwoty. Moja obecna kurtka odmówiła współpracy w rejonie zamka, a jego wymiana nieopłacalna zwłaszcza gdy świadomość, że to już kilkuletni egzemplarz i do idealnych nie należy. Cóż więc się dziwić, że lubię wszelkie rynki, jarmarki i kiermasze. Zawsze coś fajnego się upoluje.

      A przed nami akurat sympatyczna, grudniowa pora jarmarków bożonarodzeniowych, na które już się cieszę. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Relaks”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 grudnia 2018 23:43
  • piątek, 07 grudnia 2018
    • Tradycja

      Gitara musiała poczekać z racji mikołajkowej niespodzianki, na którą porwał nas Mężu. Ale zanim niespodzianka, to w nocy mieliśmy pobudkę. Mały się przebudził, dojrzał pluszowego mikołaja w ramach prezentu pod poduszką i jeszcze w ciemnościach musiał o tym poinformować rodzicieli. Rano natomiast przy ubieraniu butów natknął się na auto w jednym z nich. Od razu pytał czemu w drugim nic nie ma? Spryciarz. Swoją drogą z racji rozbieżności między naszymi tradycjami wyniesionymi z domu i tak załapał się na dwa prezenty. U mnie drobiazg kładziono pod poduszką, u Męża do buta.. Cóż, gdzie dwoje nie może się dogadać, tam trzeci korzysta :)

       

      W przedszkolu miał ciąg dalszy mikołajkowego imprezowania. Czekoladowe lizaki, zdjęcia w czerwonych czapkach z pomponem i zabawa w kilka grup. Potem szybki obiad i niespodzianka w postaci przedstawienia dla dzieci. Znowu spotkaliśmy moją koleżankę z dawnych lat, która tym razem w przebraniu renifera zabawiała ferajnę maluchów. Były bańki, zwierzaki z balonów robione przez elfa, tańce z wielkim pluszowym miśkiem i największa atrakcja - przyjazd Mikołaja i rozdawanie paczek. Całe szczęście, że po Wigilijnych prezentach nastąpi przerwa aż do Dnia Dziecka! Bo normalnież rozpasanie prezentowe przesadne.

       

       

       

      mikołajkowo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Tradycja”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 07 grudnia 2018 22:33
  • środa, 05 grudnia 2018
    • Grudzień

      Uwielbiam ten miesiąc, ten przedświąteczny czas, nastrój, nawet te dekoracje krążące po mieście od miesiąca. Kompletnie nie przeszkadzają mi światełka, muzyka powtarzana ta sama co roku i świąteczne reklamy. Już bym mogła ubierać choinkę i cieszyć się jej blaskiem każdego wieczora, aż do wiosny ;) 

       

      Jedyne czego nie lubię, to wstrętne choróbska, wirusy, katary i kaszle. Uprzykrzające życie i nie raz psujące plany. Asekuracyjnie zostawiliśmy Małego jeszcze na dzień w domu, żeby już się całkiem wykaszlał i żeby miał siły na przedszkolne szaleństwa. Wracał zadowolony, pełen energii i już się nie mógł doczekać na spotkanie z Tadziem. Jak tylko dopadli się na korytarzu, tak zaczęły się przechwalanki, który ma lepszy obrazek na koszulce, kto szybciej zdjął buty i kto dostał więcej groszy na akcję "Góra grosza", która ma pomagać dzieciom z rodzin zastępczych, czy domów dziecka. 

       

      Z tym nowym miesiącem wróciłam do ćwiczeń, choć jeszcze z resztkami kataru. Edyta nadrabia ze mną i twierdzi, że już samej jej ćwiczyć nudno. Także umawiamy się na konkretną godzinę i w miarę możliwości na te same dni, co bardzo mnie cieszy. Fajna z niej kobietka, która jeszcze na dokładkę ciągle coś podrzuca dla naszego smyka. A to puzzle, a to sudoku dla maluchów. Dziś jeszcze przeszukuje ozdoby świąteczne, bo ponoć ma styropianowe bombki, które przydałyby się nam na przedszkolny konkurs. Oprócz świątecznej dekoracji, tworzonej z Małym, kombinuję pomysł na kolejne przebranie, tym razem w ramach Mikołajek. Żeby nie spocząć na laurach, zaraz potem trzeba się szykować na jasełka i karnawałowy bal przebierańców. I weź tu bądź człeku gotowy na każdą okoliczność ;)

      Ruszam trenować kolędy na gitarze, podziwiając kunszt tego młodego chłopaka.. 

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Grudzień”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 05 grudnia 2018 12:01
  • niedziela, 02 grudnia 2018
    • Lets dance

      Ależ się działo ostatnio.. dużo i intensywnie. Mówiąc o przytupie na listopadowe zakończenie miałam na myśli tańce hulańce. Które może nie do końca wyszły w formie, jakiej miały. Ale co się wytańczyłam to moje. Forma natomiast miała być bardziej zdrowa i w większym gronie. Ale cóż zrobić, zdrowie siła wyższa.. Wirus rozpanoszył się po wsiech i tylko duża dawka medykamentów pozwoliła mi dotrzymać terminu i umówionego spotkania. Hania była jeszcze z katarem, Kasia z koleżanką wpadły na godzinkę, na szczęście Ani dopisała energia i poszalałyśmy na parkiecie w rytmach disco i dawnych przebojów do 3 w nocy. Potem odsypianie, dzień w domu dla kuracji i "Auta" oglądane na raty, żeby dziecię za długo przed ekranem nie siedziało. 

       

      A dziś kolejne emocje, choć też jeszcze z chrypką. W dzień zrobiliśmy tylko mały spacer z hulajnogą, żeby się dotlenić i podejść do Edyty z lekami dla jej taty. Wieczorem natomiast koncert Maryli Rodowicz :)

       

       

      Marylka

       

       

      Pełen energii, z ogromnym szacunkiem dla jej całej muzycznej kariery i zapału. Może to nie moja bajka muzyczna, ale któż nie zna Marylki i jej słynnych "Kolorowych jarmarków" czy "Małgośki". Zagrała i nostalgicznie i w szybkim tempie. Przebierała się z pięć razy, śpiewała ile sił w płucach i bez playbacku bo zadyszkę było słychać, niespodziewane przerwy dla publiczności i ogólnie klasa sama w sobie. Nic tylko podziwiać jej kreacje, siłę i fakt, że w wieku 72 lat nadal występuje na scenie. Byłyśmy z Hanią naprawdę pełne podziwu.

       

       

       

      Maryla

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Lets dance”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 grudnia 2018 23:51
  • czwartek, 29 listopada 2018
    • Przekazane

      Pół tygodnia pod hasłem spotkań i odbierania rzeczy przeznaczonych na kiermasz. Moja rodzina i dziewczyny (Hania, Ania, Gosia, Monika, Edyta, Kasia) ze swoimi bliskimi zaangażowane na maxa. Każdy dokładał coś z zabawek, książek, wazonów, zegarków, biżuterii, ozdób świątecznych i innych drobiazgów. Pani Dominika, która przyjechała dziś po odbiór, była wzruszona i zaskoczona pełnym bagażnikiem (kombi!) różnorodnych dobroci. A ja cieszyłam się, że mogłam przekazać porcelanowy serwis kawowy, z którym nie wiedziałam co zrobić. Sprzedaż takiego zestawu do łatwych nie należy, a komuś może się tam spodoba i wylicytuje większą kwotę na pomoc dla chorej dziewczynki. 

       

      Oprócz tak szczytnego celu, cieszyłam się też z odwiedzin koleżanek. Przybyły do mnie Edyta, na herbatę i Blubraa na kawkę. Był czas pogadać, obejrzeć zdjęcia i przekazać babską energię. Niestety przy okazji przekazałyśmy sobie też jakieś wirusisko ;) Nie ma lekko.. Zaczęło się od Hani, ja już chrypię, a teraz jeszcze dostaję wieści od Blubry, że i ona zakopuje się pod kołdrę z gripexem w ramach wsparcia. Najlepszy motyw, że na weekend chcemy być wszystkie na chodzie, bo i siły i dobry sen nam się bardzo przydadzą. Także apteka nawiedzona, zapasy wspomagaczy kupione. I tylko mam nadzieję, że wirus nie zakotwiczy u moich rodziców, którzy uparli się, że mamy ich odwiedzić mimo chrypki. Mały trzyma się w miarę dobrze, choć nie udało się uniknąć inhalacji. Do przedszkola jednak śmiga, bo ani gorączki, ani kataru nie ma. Wstaje radosny, czasem coś kaszlnie, ale twierdzi że teraz musi być, bo nie może ominąć świętowania Dnia Misia :) Misiaczek kochany..

       

       

       

      misiul

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Przekazane”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 listopada 2018 11:21
  • niedziela, 25 listopada 2018
    • Inna planeta

      Wreszcie i chrzestna dotarła, ze swoimi szalonymi pomysłami i z energią która zawsze jej towarzyszy. Ostatnio przebierała się za Pipi, tym razem postanowiła uszyć swojemu psu kubraczek na podobieństwo Chase'a z Psiego patrolu. Ponieważ w tej tematyce były wszystkie prezenty, a nasz smyk lubi tę bajkę. Uszyty kubraczek nawet dało się psu założyć, ale na czapkę zareagował odmownie. I tak dres z bohaterami, poduszka, koszulka i dwa auta z psiakami w środku zrobiły większe wrażenie na Małym, niż żywy pies, którego jednak się obawiał. Tym bardziej, że ten co chwilę próbował go polizać po twarzy. Ogólnie zabaw była masa, podjadania smakołyków też. My sobie pogadaliśmy z dawno niewidzianymi gośćmi i tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy świętowanie urodzin. Na trzecie miał trzy imprezy, na czwarte cztery, a na piąte chyba wyjedziemy bo choć lubię spotkania i świętowanie, to pięciu już nie pociągnę ;)

       

       

       

      rose

       

       

       

       

      Zwłaszcza, że zbiegło się to świętowanie z moimi imieninami. I już dla spokojności i po porządku, dopiero co odzyskanym w domu, zaprosiłam rodzinkę do kawiarni na desery. A dziś wnuczek spędził popołudnie u dziadków, byśmy mogli wyjść z tej okazji wspólnie do kina. Obejrzeć "Planetę singli 2" wraz z Hanią, Anią i Kasią. Bluberka z racji pracowitego weekendu dotrzeć nie mogła, a Edytę odwiedzili niezapowiedziani goście i w ostatniej chwili musiała odwołać filmowe wyjście. Z jednej strony można powiedzieć, że nie miała czego żałować. Bo druga część nie tak fajna, jak pierwsza. Ale mimo wszystko dla mnie była to miła dla oka i ducha opowieść. Trochę w świątecznym klimacie, z humorem, romantycznym wątkiem i z pobocznymi, które momentami wzruszały. Na zapowiedzianą część trzecią na pewno się wybierzemy, choć przyjdzie na nią poczekać do lutego. 

       

      Tymczasem powracamy na naszą planetę. Lekarskie wizyty zaliczone, alergolog potwierdził poprawę stanu smyka, dentystka sprawiła mu masę radości. Nazywając Małego pilotem, który sam może lecieć fotelem w górę i w dół, nalewać sobie wodę do płukania i zapalać światło nad głową. Podejście do dziecka miała rewelacyjne i myślę, że dzięki niej nie zrazi się na przyszłość do dentystycznych wizyt. U mnie, odpukać, też poprawa. Asekuracyjnie trochę żelaza, a w zapasie lek przeciwzapalny w razie gdyby kolano jeszcze chciało fikać. Mam nadzieję, że pozostanie jednak przy fikaniu w tradycyjnym wymiarze. Byłabym wdzięczna.

      Wdzięczna jestem również za zaangażowanie w zbiórkę na kiermasz, trwa etap odbierania rzeczy od dziewczyn. Jutro specjalnie na tę okoliczność przybywa Bluberka i musimy się rano złapać na mieście, żeby zdążyć przed jej pracą. Wcześniej Edyta dostarczy swoje skarby i załapie się u mnie na herbatkę. Dziś ruszam do Hani, a w środę spotkanie z Moniką. W tym momencie pani podjeżdża właśnie do spółdzielni mieszkaniowej po odbiór rzeczy od Kamili i jej znajomych. A mi serce rośnie :)

       

       

       

      na planecie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Inna planeta”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 listopada 2018 22:09
  • środa, 21 listopada 2018
    • Prozdrowotnie i magicznie

      Tydzień rozpoczął się od rejestracji do wszelakich lekarzy, zaległych i bieżących. Dla mnie i dla Małego, bo Mężuś odpukać zdrowy i trzyma się najdzielniej z nas wszystkich. Byłam z synem w laboratorium, pobierano mu krew z palca i zniósł to w miarę ok. Do momentu nakłucia siedział zadowolony, potem chwilę popłakał ale szybko było po krzyku. Wyniki dobre, trochę tylko żelazo nisko, ale nienajgorzej. Sprawdzimy u pediatry czy trzeba wdrożyć suplementację czy nie. Bo wszelkie sałaty, wątróbki, szpinaki i inne zawierające żelazo potrawy nie wchodzą w grę. Nie zje i tyle. Chyba, że jajko i orzechy nerkowca. Choć przeglądam i inne dostępne źródła żelaza w pożywieniu.

      Przed nami też wizyta u alergologa, potem u dentysty - kontrolnie. Jeszcze moja wizyta z wynikami kolana, które na szczęście ostatnio nie daje o sobie znać. I oby tak zostało. Aż się dziwię, że sprawnie poszło ustalanie tych terminów i że wyrobimy się ze wszystkim w tym tygodniu.

       

      W międzyczasie ćwiczę, ganiam na mroźny spacer z Edytą i jej psem. Piorę, gotuję i sprzątamy oboje, szykując się na spotkanie z chrzestną smyka, które wreszcie ma dojść do skutku. Znaczy mam nadzieję, że dojdzie i nic nam nie przeszkodzi. Terminy napięte po samą niedzielę, a tu jeszcze doszła akcja pomagania w zbiórce rzeczy na kiermasz świąteczny. Kiermasz ma być poświęcony na zbieranie funduszy dla chorej dziewczynki. I zaangażowanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Na szczęście dużo ludzi lubi i chce pomagać i chętnie dzieli się rzeczami, które dla kogoś już niepotrzebne, a innym mogą przynieść radość. Od nas mamy już dwie reklamówy rzeczy, a jeszcze czeka nalot na piwnicę, w której przechowujemy nadmiar zabawek. Brat przywiózł fajne gadżety, koleżanka rozkręciła akcję w spółdzielni mieszkaniowej, w której pracuje i zaangażowała tam wszystkich. Za co jestem jej wdzięczna. A ja po swoich znajomych rozsiewam wici i jeżdżę odbierać skarby wszelakie, w postaci książek, ozdób, zabawek, kosmetyków i bibelotów przeróżnych. Nawet moja Mama zmobilizowała się do przejrzenia szaf, a to chomik największy z nas wszystkich i ciężko jej się rozstawać z czymkolwiek. Magia :)

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Prozdrowotnie i magicznie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 21 listopada 2018 12:00
  • niedziela, 18 listopada 2018
    • Występy

      Jest szansa, że występy dojdą do skutku. Wprawdzie coś z tą gorączką było dziwnego.. pojawiła się nagle, takie 38,3 by na drugi dzień przejść w 37,4 i na trzeci zniknąć. Bez żadnych innych objawów. Nawet kataru. Pozostały tylko trudności z zasypianiem, więc czekają nas chyba badania kontrolne. Akurat łączy się to z bilansem czterolatka, czyli tak czy siak konieczna wizyta u pediatry. Sprawdzimy też od strony dentystycznej i już zapisałam smyka na wizytę. 


      Weekend minął w miarę spokojnie, poranki kuchenne, popołudnia spacerowe, z wizytą u dziadków, wraz z Bratem i Anią, oraz występami chóru Mamy. Występy były przygotowane dla uczczenia św. Cecylii, patronki muzyki kościelnej. Jedenaście chórów spotkało się w Sanktuarium i odśpiewało psalmy, ale też i pieśni niepodległościowe. Niestety nie zabrałam aparatu, więc tylko pamiątkowo pstryknęłam zdjęcie telefonem..

       

       

       

      występy

       


      Późnymi wieczorami próbowaliśmy obejrzeć jakiś film, ale że Mały zasypiał ok 22-23 to i my szybko podaliśmy. Udało się na raty zobaczyć najnowszą "Mission Impossible - Fallout" - średnio wciągającą. Za to za dnia wyżyłam się od strony kulinarnej, przygotowując rybę pieczoną w piekarniku, do tego kapustę kiszoną żeby trochę probiotyków dołożyć. Choć i tak z rozpoczęciem wiosny łykamy synbiotyki, żeby się jakoś przed zarazkami bronić. Przed wszelkimi spotkaniami, też pytam czy wszyscy zdrowi, bo najłatwiej Małego zarazić od kogoś chorego. 

      Na szczęście w rodzinie wszyscy zdrowi, nie licząc rehabilitacji kolana u Taty.. Także jeśli w tym zdrowiu wszyscy dotrwamy, będzie można umówić się rodzinnie do kawiarni w kolejny weekend. A jest szansa, że i chrzestna dojdzie do siebie na ten czas, żebym już mogła zamknąć listopadowe szaleństwo. Choć i zamknięcie szykuje się z przytupem ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Występy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 listopada 2018 22:13
  • piątek, 16 listopada 2018
    • Poszukiwania

      Po filmie muzyka Queen nabrała nowego wymiaru.. bardziej wsłuchuję się w teksty, dopasowuję je do dramatycznej historii Freddie'go. Piosenki oddziałują na mnie jeszcze mocniej, a przede wszystkim poznałam ich teraz znacznie więcej. Na dzień dzisiejszy staram się jednak wybierać te bardziej energiczne i gra mi w duszy, oj gra..Trzeba utrzymać ten stan do planowanej imprezy i wyżyć się wreszcie tanecznie. Kto wie, może i Queen na parkiecie zatriumfuje..

       

       


       

      Tymczasem w codzienność wkradły się poszukiwania czerwonych spodni i godła które można przyczepić do białej koszulki. Wszystko za sprawą projektu edukacyjnego "Piękna nasza Polska cała", w którym biorą udział szkoły i przedszkola. Poszłam za ciosem i dziś, wraz z Tatą, wykombinowaliśmy mały krawat z jego czerwonego krawatu we wzory. Pasuje do całości, pozostało wprowadzić gumkę w cudem znalezione spodnie (deficyt czerwonych w naszym rozmiarze, w każdym sklepie) i skrócić nogawki. Ma być ponoć pokaz mody, na dokładkę po świętowaniu 100 rocznicy niepodległości zaczął się boom na stroje galowe i zdjęcia grupowe. Nie wiem wprawdzie czy Mały załapie się na biało-czerwone występy, bo coś dziś nam lekko gorączkuje i chyba zapowiada się przeziębienie.

      A tak pięknie i zdrowo było przez ostatni miesiąc.. Tyle zabaw i spacerów, jeszcze w ciepłe i słoneczne dni. Powoli jednak zbliża się ochłodzenie i w weekend nadchodzą pierwsze przymrozki. Pozostaje wspominać ciepełko i przetrwać nadchodzące chłody..

       

       

       

      spacery

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Poszukiwania”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 16 listopada 2018 17:03
  • środa, 14 listopada 2018
    • Muzyczna legenda

      Nie ma to jak odpocząć, a potem w mig zapomnieć o wolnym relaksie po którym dobrze, że choć grzyby zostały i kilka zdjęć ze spaceru w lesie..

       


      grzybek

       

       

       

      Wtorkowy poniedziałek był bowiem zakręcony od samego rana. Na ćwiczeniach wylądowałam sama i stwierdzam, że w towarzystwie ćwiczy się lepiej. Kiedy gadamy z Edytą, to czas szybciej leci, jazda rowerem się nie dłuży, jakoś intensywniej nam to idzie i jest zdecydowanie raźniej. Po ćwiczeniach szybkie szykowanie obiadu w domu, wstawianie i rozwieszanie prania, a potem pędem do Mamy. Zawiozłam ją do przychodni i pojechałyśmy na zakupy, żeby nie musiała sama dźwigać. Tatko jest już po zabiegu artroskopii i choć już trochę nogą ruszać może, to na bieganie po zakupy jeszcze nie czas. 

      Odebrałam Małego, dałam obiad, Mężu odpoczął i mógł przejąć stery w kwestii wymyślania na wieczór zabaw dla dziecięcia. Mój wieczór był natomiast zaklepany na kinowe spotkanie z Bluberką. 


      "Bohemian Rhapsody"  to niesamowita opowieść o powstawaniu zespołu Queen, zawrotnej karierze Freddie'go i jego życiu. Świetnie oddany klimat lat 70'-80'tych i dobra gra aktorska Rami Malek'a. No i rewelacyjna muzyka Queen.. niezapomniana, wiecznie żywa, pełna energii, ale i bólu, gdy nadchodzi już świadomość przemijającego zbyt szybko życia. Bardzo emocjonalnie przeżyłam ten film, z mocno bijącym sercem, z ciarkami i żalem nad ogromną samotnością pogubionego artysty, momentami z uśmiechem, ale w większości ze łzami w oczach.


      Ze wspomnieniami sprzed lat, kiedy muzyka Queen rozgrzewała do tańca. Pamiętam, że raz nawet trafiłam na zlot fanów zespołu i podziwiałam zaangażowanie prowadzących, po tak wielu latach od śmierci Freddie'go. Ta muzyka zawsze już będzie legendarna i bardzo żałuję, że nie mogłam być na koncercie Queen. Za młoda byłam, nikt by mnie wtedy nie puścił w te wielkie tłumy.. Ale pamiętam moje zafascynowanie ich teledyskami, piosenkami, których słuchałam pomiędzy DM, U2 czy The Cure. I pamiętam, jak bardzo mi było żal, na wieść o chorobie i śmierci Mercury'ego. Film zrobił na mnie duże wrażenie, chciałabym kiedyś obejrzeć go z synem i być może przekazać mu choć trochę fascynacji moją muzyką. Oczywiście jego gust muzyczny sam się ukształtuje, ale myślę że ma na to wpływ i to, czego słuchamy w domu. Wracam do wielu zespołów i utworów, których słuchali rodzice, więc chyba coś w tym jest..

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Muzyczna legenda”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 14 listopada 2018 14:51
  • poniedziałek, 12 listopada 2018
    • Grzybowo

      Można powiedzieć, że w 3/4 urodziny Małego zaliczone. U Zosi z prezentami, zabawami i słodkościami w ilościach hurtowych. Trzeba było mocno pilnować, żeby nam się smyk nie przesłodził. Przyznaję, że odpoczęłam. Od gotowania, szykowania i sprzątania.. Mycie naczyń też tam odpada. Tyle co mi się czasem udaje na szybko dolecieć z talerzem do zlewu i umyć go w pośpiechu. Inaczej Zosia krzyczy, że mamy nie myć, nie ruszać, obiady i gary są jej. Możemy sobie co najwyżej przygotować śniadanie i kolację, jeśli chcemy. Ot relaks całkowity.

       

       

       

      leśny relaks


       

       

      Odwiedziła nas jeszcze Natalia z córcią. Poszła w ruch kawka, do której robienia nie mam wprawy bo nie pijam, ale ponoć smakowała. Dzieci poszalały z balonami, synek chwalił się nowymi zabawkami i ogólnie skakał z radości. Byłby w pełni szczęśliwy, bo zabawy miał od rana do wieczora, helikopter doszedł do kolekcji, kolejne gry, książki czy kolorowanki. Gdyby nie fakt porozbijania obu kolan, siniaków i otarcia na dłoni. A wszystko za sprawą upartego trzymania psiaka na smyczy, mimo zakazów i moich upomnień. Postawił na swoim i niestety nie utrzymał się w pionie, gdy Aga wyrwała do przodu. Jesteśmy na etapie altacetów, opatrunku w spray'u i łez po każdej kąpieli. Nie ma lekko.. Na pocieszenie fakt, że kolana poobijał już po długim leśnym spacerze i zbieraniu grzybów. A było ich całkiem sporo. Nie spodziewaliśmy się znaleźć zbyt wiele, więc dotarliśmy z jednym nożykiem i jedną reklamówką. Wracając z zapełnioną po brzegi. Zosia ususzyła grzyby nad piecem. W domu zapachy niesamowite, a my mamy zapasy na świąteczny czas.

       

       

       

       grzybki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Grzybowo”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 listopada 2018 22:22
  • piątek, 09 listopada 2018
    • Świętowanie

      Dzień spędzony w kuchni dał się we znaki i nogom i kręgosłupowi, ale było warto. Gościom smakowało, prezentów nanieśli, Mały cały w skowronkach cieszył się i podskakiwał. Wyciągał zabawki do pokazania, by za chwilę zająć się nowymi. Fajnie, że znalazły się tam tablice do pierwszych prób rysowania cyfr, prostych kształtów i cały zestaw dziecięcych gier karcianych w walizce. Takie zabawy można wtedy zabrać ze sobą w podróż, zaciekawiają i zajmują smyka na dłużej. W domu przytulnie, kameralnie przy nastrojowych światełkach. Nagraliśmy zdmuchiwanie świeczki, był czas obejrzeć wcześniejsze filmiki z Małym w roli głównej, pogadać i powspominać. Mężu pozmywał po imprezie, mogłam więc wieczorem zalec i poczytać dziecku nową bajkę o Maszy i niedźwiedziu. Choć z tych wszystkich emocji, nasz czterolatek zasnąć nie mógł, a później w środku nocy przywędrował do nas, więc nie czuję się zbyt wyspana i wypoczęta.

       

      Mimo wszystko znalazłam siły na poranne ćwiczenia i to nawet wydłużone, bo czekając na Edytę kręciłam kilometry na rowerze i orbitreku. Syn natomiast, dostojny, w galowym stroju poszedł dziś do przedszkola brać udział w narodowym śpiewaniu hymnu polskiego. O godzinie 11,11. Szkoda, że akcja nie przypadła jedenastego listopada, ale że święto niedzielne, to w poniedziałek odpoczniemy od porannego wstawania. 

       

      Przed nami jeszcze świętowanie urodzin z drugą babcią. Później z chrzestną, która planuje niespodziankę pod hasłem Psi patrol. I spotkanie na kawkę z dziewczynami, w podziękowaniu za prezenty dla naszego szkraba. Z przyjemnością, po tym maratonie, wybiorę się do kina by zasiąść przed ekranem i odpocząć przy muzyce Queen. Potrzebuję trochę przerwy ;) 

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Świętowanie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 09 listopada 2018 11:31
  • środa, 07 listopada 2018
    • Przygotowania

      Ileż to się trzeba naganiać, żeby gości przyjąć. Choćby to miało być tylko na ciacho i kawkę.. Ale jak tu dać samo ciacho, kiedy pod wieczór wszyscy już głodni i wypadałoby coś a'la kolacyjnego zaserwować. Także w planach mięsne kuleczki, sałatka z kokardkowym makaronem, szynką i konserwowym ogórkiem. Mozarella z pomidorami, jakieś sery, orzechy, bagietki i kabanoski. Uwielbiane przez rodzinkę o każdej porze. Ganiam więc między sklepem, kuchnią, ćwiczeniami i realizacją zaplanowanych spotkań.

      Jednym z nich była wizyta u koleżanki fryzjerki, która skróciła mnie o włos. Przy okazji gadania, picia herbaty i oglądania najnowszej kolekcji zdjęć naszych maluchów. Wyszłam z lżejszą głową, choć jedynym argumentem przemawiającym za ścięciem były wykończone końcówki. Argument zimowej czapki przemawiał jednak za kitką, choćby najkrótszą. Albowiem tego, co czapki robią z damską fryzurą omawiać nie trzeba.

       

      Tymczasem Mały cały w skowronkach zaniósł do przedszkola cukierki, ozdobione torebką w auta i doczepionymi balonami. A przed wyjściem rozdawał lizaki na miłe popołudnie. Ja w tym czasie spalałam kalorie, by nadrobić je później na wieczornym spotkaniu z Moniką. Pędem wracałam do domu, prysznic, przystrajanie pokoju balonami, serpentynami i od razu pieczenie ciasta, które za tort ma robić.. 

       

       

       

      ala tort

       

       

       

      Monika z rodziną zaserwowała Małemu wielgachną wyrzutnię dla samochodów. W restauracji na szczęście był duży kącik zabaw, więc było gdzie szaleć. A my mieliśmy trochę czasu na rozmowę. Choć przy ich najmłodszym rozmowy należało prowadzić w ruchu, między krzesłami, przy wspinaczce po schodach i w locie. Tak czy siak, było miło i wreszcie mogliśmy się odwdzięczyć za wcześniejsze zaproszenie. Kolejne planujemy jednak w domowym zaciszu i z umieszczeniem dzieci w osobnym pokoju z zabawkami ;) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Przygotowania”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 07 listopada 2018 22:37
  • niedziela, 04 listopada 2018
    • Nowe znajomości

      U nowej koleżanki spędziłam z Małym sympatyczny czas.. Przegadałyśmy prawie trzy godziny, poznałam jej dzieci, a synek został obdarowany zabawką z okazji zbliżających się urodzin. Mieszkamy z Edytą niedaleko siebie, razem ćwiczymy i widać, że chce przenieść tę znajomość również poza sferę fitness. Szkoda tylko, że pracuje na drugą zmianę i do kina z nami wybrać się nie może. A chciałaby, bo brakuje jej i towarzystwa i wypadów w miasto.. Kto wie, może uda mi się niedługo zrealizować jakieś wyjście wieczorem na tańce. Chciałabym zebrać wszystkie miłe mej duszy babeczki, poświętować i przetańczyć z pół nocy.. Z tego co wiem, większość za tym tęskni, a i ja już tak dawno nie tańczyłam, że pora nadrobić. 

       

      Zanim jednak tańce, to najpierw weekend z Mamą, wspólny plac zabaw, wyjście na pizzę, głosowanie i spacery po lesie. Pogoda fajna, mrozów jeszcze nie ma, warto korzystać.. Wieczory filmowe, takie akurat na listopad. Z akcją jak "Zabójca", albo wojenna "Przełęcz ocalonych" . Po takich dawkach mocnych scen przyda się jednak trochę lżejsze kino i już się cieszę na zapowiadaną "Planetę singli 2".


      Tymczasem Tata wyjechał odwiedzić rodzinę w centrum kraju, uczcić 40 lecie małżeństwa swego kuzyna i pozdrowić od nas tych, których rzadko widujemy. Mama już nie pisze się na tak długą podróż, Brat dalej walczy z remontem małego domku, a my powoli szykujemy się do świętowania kolejnych urodzin naszego smyka. I ciągle, niezmiennie, uwierzyć nie mogę jak szybko te lata lecą i jak bardzo trzeba łapać wszystkie cenne chwile.. 

       

       

       

      time

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Nowe znajomości”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 listopada 2018 20:06
  • piątek, 02 listopada 2018
    • Zapasy

      Przed wolnym dniem Tatko podwiózł nam chleb, jak co tydzień. Trzy bochenki to aż nadto jak dla nas. Choć Mężu do pracy bierze kilka kromek, wiadomo na śniadanie i kolację też idzie.. Tak czy siak na weekend mieliśmy zabezpieczenie. Niechcący trafiłam jednak do sklepu, gdzie ludzie robili zapasy chyba na miesiąc! Zapomniałam, że w czwartek sklepy nieczynne. Kolejki po same regały, wszystkie kasy otwarte, a wielkie kosze wypełnione po brzegi. Nie wnikam ile się w tej kolejce nastałam.. ale że Paula zaprosiła naszego smyka do swoich dzieci na zabawę, więc zrobiły mi się wolne dwie godzinki. I choć bardzo lubię robić zakupy, to akurat stanie w kolejkach nie należy do przyjemności. 


      Mały za to miał frajdę, wyścigi samochodami, załapał się na naleśniki z bananami i do domu wychodzić nie chciał. Choć mówiłam, że "Strażak Sam" leci i w naszym tv. Wiadomo, z kumplami fajniej. Tymczasem trzeba było się zbierać i na wczorajszy dzień uszykować znicze. Łącznie ze sposobem wytłumaczeniem dziecku zagadkowego tematu cmentarza i odchodzenia z tego świata.. 

      - "Mamusiu, ale przecież ludzie nie umią iść do nieba?" 

      No cóż.. jeszcze trochę czasu minie, zanim zrozumie..

      Mieliśmy iść później na cmentarz, żeby nie pchać się w te tłumy i hałasy. Czasem wolę nawet w inny dzień, żeby był spokój, na chwilę rozmowy w myślach, na wyciszenie i wspominanie bliskich osób.. Nie było jednak źle, dobra organizacja, światełka zapalone i moment na zadumę też się znalazł.

      Dziś już Mężu w pracy, obiady mam zrobione na zapas i z Małym wybieram się do Edyty na jej zaproszenie. A w weekend zaplanowane spotkania rodzinne i może jakiś spacer, gdyż pogoda piękna, jak na początek listopada.. 

       

       

      dyńki

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zapasy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 02 listopada 2018 10:55
  • środa, 31 października 2018
    • Minus na plus

      Godzinny spacer po lesie i dotlenił i rozgrzał nas niesamowicie. Mimo, że weekend był jeszcze mroźny. Teraz za to skok temperaturowy z 6 na 16 stopni i słońce od samego rana. Plusem spaceru na pewno było spalanie kalorii, a poniedziałkowe pomiary wykazały wreszcie spadek wagi. Niewielki, ale to krok w dobrym kierunku. Jeszcze kilka takich kroków i będzie można pracować już tylko nad utrzymaniem wyniku.

       

       

       

      spacer

       

       

       

      Kolejny spacer czekał mnie już w towarzystwie innego maluszka. Paulina zaproponowała opiekę nad swoim najmłodszym synem. Na razie zamieniłam się w nianię, na próbę. Ale po 6 godzinach stwierdzam, że przy takim grzecznym dziecku każdy by dał radę. Choć oczywiście biorę poprawkę, że maluch był zaskoczony nowym miejscem i tyloma godzinami bez mamy. Mimo wszystko nie płakał, bawił się spokojnie, zasnął przy mnie na ponad dwie godziny. Zjadł obiad i nawet wychodzić nie chciał, kiedy już mu mówiłam, że po spacerze z Moniką i jej chłopakami, jedziemy do domu. Przyznaję jednak, że mnie ten dzień kosztował dużo stresu. Swoim dzieckiem człek się bardzo przejmuje, ale biorąc odpowiedzialność za cudze poziom odpowiedzialności wzrasta wielokrotnie. Cały czas byłam czujna, pilnowałam żeby żadna zabawka nie trafiała do buzi, ściągałam z krzeseł, zastawiałam by nie spadł z kanapy. Nawet przy karmieniu łyżką bałam się żeby się nie zakrztusił czy nie oblał. Na szczęście dziecię oszczędziło mi grubszej niespodzianki w pieluszce, mieliśmy tylko jedną zmianę po spaniu. Ogólnie stwierdzam, że nie było tak źle, choć gdy oddałam już wózek w ręce Pauli, odetchnęłam z ulgą. I z radością pobiegłam po swojego synka, za którym przez cały ten czas mocno tęskniłam.. Była teraz opcja, że przedszkole będzie w piątek otwarte, ale stwierdziłam, że zostajemy razem w domu. Nasze wspólne chwile z Małym są najcenniejsze na świecie..

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Minus na plus”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 31 października 2018 13:21
  • niedziela, 28 października 2018
    • Gdyby kózka nie skakała

      Ortopeda stwierdził iż przebyłam zapalenie kaletki i że jakiś płyn maziowy się zebrał przy kłykciu kości piszczelowej. Cokolwiek to znaczy. Przebyłam owo coś boleśnie, ale nieświadomie, że to to. Na dokładkę dobrze, że nie przestałam ćwiczyć. Jak się okazuje ćwiczyć powinnam, zwłaszcza na rowerze i orbitreku. Mam zrezygnować jedynie z podnoszenia ciężarów nogami, z ugięcia do całkowitego wyprostu kolan. Ponoć i dla zdrowego kolana nie jest to wskazane. Ugięcie ma być max 45 stopni, o czym poinformuję trenera w poniedziałek. 

      Zbliżają się kolejne pomiary, ale nie przykładam do nich zbyt wielkiej wagi. Bez względu na wagę. W końcu nie tylko po to ćwiczę, ale też by się wzmocnić i polepszyć kondycję. Która po 4 latach ruchu głównie domowo-spacerowego, mocno kuleje. Nie byłabym w stanie dobiec do autobusu, choć na szczęście kolano prawie sprawne. Na tyle, że i obcasy mogę nosić, co od czasu do czasu uskuteczniam. Bardzo dawno nie zakładałam obcasów, właściwie od lat. Kiedyś nosiłam do spódnic i sukienek w pracy, albo do damskich garniturów czy dżinsów na luźne piątki. Teraz tylko na okazje, do kina, na tańce, czy na spotkanie z dziewczynami, żeby poczuć się odświętniej i bardziej kobieco. 

      Nawet na wczorajsze, krótkie spotkanie z koleżanką, która zawsze pięknie wygląda. Jest ładnie ubrana, umalowana i prosto od fryzjerki, u której się spotkałyśmy. Myślę, że to trochę na przekór wszystkiemu co się u niej dzieje. By rozwód, walka o alimenty i opiekę nad dzieckiem nie załamały jej całkowicie. Już i tak z nerwów chudzinka się z niej zrobiła, a zbytnia utrata kilogramów też nie bywa wskazana..

      Idąc tym tropem na rodzinnym obiedzie nie ograniczałam się przesadnie, ale podzieliłam porcją z Mamą, a tak obie wyszłyśmy objedzone jak smoki. Jeszcze imieninowy deser Męża i kolację miałam z głowy. Chyba, że zaliczę do niej lampkę likieru wypitego pod oglądany wieczorem film. Miało być piwko na trawienie, ale jakoś mi kompletnie nie smakowało. Na dziś jajecznica, zupa pieczarkowa na obiad, a później tosty z mozzarelką i pomidorem, w piekarniku. W ramach aktywności fizycznej sterta prasowania i długi spacer leśny, po obiedzie. A potem czas start w nowy tydzień, w zmienionym czasie i jak się domyślam, bez zmienionego tempa ;) 


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Gdyby kózka nie skakała”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 października 2018 12:34
  • piątek, 26 października 2018
    • Wyjściowo

      O tym, że ganiam i jestem w wiecznym niedoczasie to już nawet nie wspominam. Ale co zrobić, jak tu po odprowadzeniu synka i po ćwiczeniach trzeba jeszcze zakupy zaliczyć, potem lecieć do miasta na poszukiwanie prezentu imieninowego Męża i urodzinowego Taty, dotrzeć do urzędu, po powrocie zrobić pranie, wymienić pościel i wyszykować się na pasowanie Małego starszaka. Występy były super, dzieci śpiewały, tańczyły no i atrakcja główna recytowanie wiersza do mikrofonu, a potem odbiór dyplomu i książek. Ach jakże dumne i wzruszone jest serce matki na taki widok i przeżycia..

       

      Mimo, że impreza skończyła się w miarę wcześnie, to powrót i obiadowe smażenie placków z dynią, zajęło mi tyle czasu, że musiałam potwierdzać iż na pewno dojedziemy po odbiór rezerwacji biletów. A kino tym razem wraz z Hanią i Bluberką, która dotarła prosto z pracy i miała czas odpocząć przy oczekiwaniu na zalatane koleżanki ;) Film "Serce nie sługa" okazał się bardzo ciepły i podobał nam się niezmiernie. Oczywiście na miarę obyczajówki z wątkiem miłosnym w tle.. A wątek ów wycisnął łezkę w oku, choć było i kilka sympatycznych momentów dla uśmiechu. Udało nam się też pogadać przed seansem i w drodze na dworzec, odwożąc Gosię. Fajny czas i już się cieszę na następne takie spotkania.

       

       

       

      Tymczasem kończę tydzień wizytą u ortopedy i zaczynam weekend ze świadomością, że nie muszę gotować, bo idziemy do restauracji na wyjściowy obiad. Tylko jak tu jeść ze smakiem, kiedy się te wszystkie kalorie pchają przed oczy i straszą ilościami. Jeszcze bardziej to widzę, od czasu gdy zainstalowałam aplikację do ich pomiaru. Ale jest szansa, że może wreszcie zacznę panować nad łasuchowaniem i widok uśmiechającej się czekolady przestanie kusić. Oby, bo inaczej przy kolejnych pomiarach trener zacznie kręcić nosem, a mnie czeka zwiększone tempo na rowerze i orbitreku ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Wyjściowo”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 26 października 2018 13:41
  • środa, 24 października 2018
    • Prześwietlona

      Auto odzyskane, choć chyba i mnie czeka wizyta u mechanika bo Tatko słyszy jakieś terkotanie łożyska czy inne trące klocki. A słuch do samochodów ma wyczulony. Tyle że niedługo oc do zapłacenia i już mnie kieszeń boli, gdzie tu o naprawach teraz myśleć.


      Zresztą, bez względu jak to brzmi, obecnie mam na głowie kolano. Dość sprawnie poszło mi załatwienie prześwietlenia, a i wizyta u ortopedy już za trzy dni. Za sprawą magicznej pieczątki - pilne. Leki pomagają na tyle, że nie czuję bólu gdy wdrapuję się po schodach, ale już gdy kucnę i noga jest mocno zgięta, wtedy tak. RTG wykazało, że coś się dzieje z tyłu rzepki, ale nie aż tak poważnego. Przy dziecku jednak kuca się dość często, a już przy czwórce dzieci.. to ho ho. 


      Mały miał bowiem wczoraj gości. Najpierw zaproszony był tylko Tadziu. Wiadomo, chłopaki najlepiej się bawią samochodami. Ale jak tu zostawić jego siostrę, która patrząc sarnimi oczkami prosi, że też chce iść. A skoro już siostra, to mówię do Pauli, że i najmłodszego zabiorę tylko nie wiem, czy on bez mamy da radę?Radość i niedowierzanie w oczach matki - bezcenne! Ależ da radę! Masz tu pieluchę, średni za rękę, najmłodszy pod pachę, a najstarsza dostała do poniesienia 3 kilo dyni w podzięce za dwie godziny matczynej wolności. Za to u nas przez te dwie godziny armagedon. Dobrze, że był Mężu bo sama bym nie ogarnęła poczwórnego najazdu. Mały zachwycony, wyciągał zabawki o których już nawet zdążył zapomnieć. Radocha z niespodzianki ogromna (nie wiedział, że goście przybędą), przeżywał, skakał, w piłkę grał z każdym pokolei. Trudno było zapanować nad rozłażącą się ferajną. Zwłaszcza za najmłodszym, który ciekawy wszystkiego jest na etapie wędrówek po mieszkaniu i wywalaniu rzeczy z szuflad. Dopóki nie zamknęłam drzwi do kuchni i pokoju, znikał co chwilę z oczu. Zresztą i przez barykady próbował się przebić. Pod koniec drugiej godziny byliśmy zgrzani, zziajani i okazuje się, że przy czwórce dzieci nawet ogrzewania zimą nie trzeba.

      Tymczasem ich mama zdążyła odkurzyć, poukładać rzeczy, przygotować sok z dyni, zrobić placki i na zakupy wyskoczyć. Tak wyglądało zalecone przeze mnie odpoczywanie w wykonaniu matki Polki ;) Aaa..

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Prześwietlona”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 24 października 2018 13:17
  • niedziela, 21 października 2018
    • W żywiole

      Czary zadziałały i większa część planów doszła do skutku.. Emocji i przeżyć masa. A to z racji Festiwalu Czytania, który kolejny rok cieszy artystyczną część mej duszy. Jakże cudownie posłuchać czytania i zobaczyć na własne oczy znanych aktorów. Dołączyć autografy do kolekcji i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia z tymi sławnymi postaciami. Jestem po brzegi naładowana pozytywną energią i radochy miałam masę.

      W sobotę, wraz z Kasią, wysłuchałyśmy wywiadu z Jerzym Trelą, w którym opowiadał o teatrze w czasach powojennych, o problemach z cenzurą i trudnościach z wystawianiem sztuk w kraju. Bardzo ciekawy wywiad. Później czytanie w wykonaniu Wojciecha Pszoniaka, człowieka o dużej energii i sympatycznej powierzchowności. Choć jeszcze większą energię i ogrom humoru można było czerpać z występu Jacka Fedorowicza (na który dotarła też Sylwia). Niesamowity satyryk, mistrz ciętego słowa potrafiący z każdej sytuacji wyczarować coś zabawnego. Wspominał rolę w filmie "Nie ma róży bez ognia", do którego współtworzył scenariusz wraz z Bareją. Barwnie opowiadał jak wyszukał sobie żonę wśród zdjęć z podań do szkoły plastycznej. Ach w ogóle gdyby nie okrojony czas to rozbawiałby publiczność dalej i szkoda, że nie miał takiej możliwości. Postanowiłam nadrobić niedopatrzenie i skoro nie można było dłużej posłuchać, z chęcią poczytam każdą książkę, którą wydał. 

       

       

       

      fcz

       

       

       

      Kursowałam do Książnicy po kilka razy, bo wiadomo i w domu człek chciał pobyć i spędzić czas z dzieckiem. Ale i tu udało się zrealizować plan wspólnego wyjścia do kina. Mały był pierwszy raz, dostał dyplom i w ogóle impreza w kinie rozkręcona na maxa. Dmuchany zamek, wata cukrowa, malowanie buziek i balonowe zwierzaki. Oczywiście popcorn (droższy od ceny biletu, paranoja) no i danie głównie - bajka na wielgachnym ekranie. Szał ciał.

      Mały wychodzić nie chciał i choć z jednej strony fajnie, że miał tyle atrakcji, to z drugiej może pomyśleć, że zawsze tak jest w kinie ;) Przed seansem podjechałam zobaczyć Izabelę Dąbrowską, którą dopiero co oglądałam w "Białej sukience". A po kinie głosowanie w wyborach i kolejna podróż do Książnicy. Podczas której posłuchałam dialogu profesora Bralczyka z Michałem Ogórkiem i wybrałam się do sali, gdzie Cezary Kosiński czytał fragmenty książek Dukaja. Miałam jeszcze chęć na wspomnienia o Wiesławie Michnikowskim, ale że Tata nie odzyskał swego auta, to połączyliśmy przyjemne z pożytecznym i odwiedziliśmy z Małym dziadków. Wróciłam bez auta ale z poczuciem, że ten weekend był po brzegi wypełniony tym, co dla mnie najlepsze :) 

       

       

       

      FC

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „W żywiole”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2018 20:07
  • piątek, 19 października 2018
    • Poza domem

      Nie ma to, jak wyjść z domu o 8 i wrócić o 19 ;) Z małymi odwiedzinami na nakarmienie dziecięcia i przebranie ciuchów, bo znienacka poranne chłody zamieniły się w 15 słonecznych stopni.

      Gdy tylko odprowadziłam Małego do przedszkola ruszyłam na zakupy, potem do rodziców, po Tatę. Odstawił auto do mechanika, więc robiłam cały dzień za kierowcę. Odwiozłam go do klienta, a sama szybko na ćwiczenia. Godzinny wycisk, pogaduchy z Edytą i pędem z powrotem. Później latanie z Tatą po sklepach w celu skompletowania mu garderoby na rodzinną imprezę wyjazdową. Znalezienie marynarki, spodni i butów.. pasujących kolorem, rozmiarem, fakturą i ceną, do łatwych nie należało, ale w końcu po trzech godzinach mogłam odwieźć uradowanego rodziciela i odebrać syna z przedszkola. Po obiedzie Mąż przejął stery, a ja tym razem po Mamę by zawieźć ją do lekarza. Zdążyłyśmy na ostatnią chwilę, badanie kontrolne, na powrocie małe zakupy i do rodziców odetchnąć. Choć nie na długo, bo już się za oknem ściemniło i pora była do domu wracać.

       

      A w domu, po generalnych porządkach, przestrzenniej się zrobiło i jaśniej. Mężu odkurzył, ja zmobilizowałam siły i tamtego dnia wieczorem umyłam jeszcze podłogi. Część pościeli już się suszy, białe pranie w następnym tygodniu. Mały naprzemiennie w przedszkolu i w domu, raz większy katar, raz mniejszy. Zrobiłam mu wagary, by się wzmocnił i mógł w czwartek skorzystać z balu przebierańców. Cieszył się, bawił i oglądał później zdjęcia z tańców. Ja w tym czasie dotarłam wreszcie do rodzinnego, który przepisał lek przeciwzapalny, dołożył skierowanie na rtg i do ortopedy. Od wtorku ruszam w temacie kolana, choć już po tabletkach czuć ogromną poprawę.

      Ale zanim wtorek, to weekend przed nami. Dużo atrakcji się szykuje i mam nadzieję, że uda się tak ułożyć te dni, by połączyć i zrealizować choć część zamierzeń :) Czary mary..

       

       

       

      poza domem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Poza domem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 19 października 2018 19:26
  • wtorek, 16 października 2018
    • Zakończenie sezonu

      W niedzielny poranek pojechaliśmy nad jezioro, łapać słońce, powietrze i widoki na zapas. Jeszcze z tydzień takich temperatur i ponoć zbliża się ochłodzenie. Okolica nabiera coraz więcej brązowych barw, ale i zielenie przebijają.. Jest trochę grzybów, woda skrzy się od promyków. Rodzice i znajomi pakowali już wszystkie sprzęty i zabezpieczali domki przed zimą. Pomagaliśmy w sprzątaniu i wynoszeniu śmieci. Pozamiatałam podłogę, ganek i schody. Pomogłam w pakowaniu, a Mały w tym czasie korzystał z pogody. Byliśmy na spacerze, nad wodą i na plaży. Niektórzy ponoć opalali się nad morzem, nic dziwnego skoro 22 stopnie w październiku się trafiło. Przed wyjazdem pożegnanie i zapewnienia, że szybko zleci ten czas i będziemy się witać na wiosnę.


       

       

      grzybki

       

       

       

      Zanim jednak wiosna, trzeba przetrwać zmianę pogody i zmianę czasu. Ponoć ostatnie dwa razy przestawiamy zegarki i w czasie letnim mamy pozostać. Zobaczymy jak wyjdzie w praktyce. Na razie o poranku ciemno i wieczór szybciej nadchodzi. Czasem lubię to wyciszenie letniego pędu, zakopanie się w ciepły koc i trochę bezruchu. Ale tylko trochę, bo coś ta moja energia życiowa na zbyt długą stagnację nie pozwala. 

      Miałyśmy dziś spotkać się z Bluberką, z racji jej przyjazdu w pobliskie okolice. Ale nie wyszło, rodzinna siła wyższa, którą trzeba uszanować. Mam nadzieję, że za jakiś czas uda się nadrobić pogaduchy i wyjście do kina. A po drodze jeszcze spotkanie w szczególnym klimacie.

      W ramach nadprogramowego czasu wzięłam się za generalne porządki. Wczoraj ćwiczenia, zakupy (Mężu kupił torbę na kółkach i dla nas), gotowanie obiadu i rejestracja do rodzinnego. A dziś sprzątanie jako trening. Trzeba przyznać, że wycieranie kurzy, mycie parapetów, drzwi do każdego pomieszczenia, wanny, zlewów i kuchenki cięższe bywa niż niejedna siłownia. Zostało złapać ponownie za odkurzacz, a potem umyć podłogi. Choć przyjdzie mi chyba rozłożyć siły na kolejny dzień, a pranie pościeli i mycie okien na późniejszy termin. Tymczasem chwila przerwy, by zregenerować siły i ruszyć znowu z pełną mocą.

       

       

       

      moc

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Zakończenie sezonu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 października 2018 11:37

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny


Kwitnąca, Wiśnia BabyGaga

Opcje Bloxa