Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • niedziela, 25 czerwca 2017
    • Razem :)

      Najgorsze za nami, jesteśmy razem w domu i to najpiękniejsze co może być! Nawet jeśli na razie nie można nigdzie pojechać, jeśli trzeba pielęgnować ranę maluszka i stresować się na sam jej widok. Da się to znieść. Da się przetrwać to, co trzeba, by wszystko było dobrze. Mały dzielny niesamowicie, wie że ma plaster, że musi uważać i przytula nas bardzo mocno.. Ten pusty dzień, kiedy nie było go w domu wykończył nas i psychicznie i fizycznie. Rzuciłam się w wir pracy, wysprzątałam całą łazienkę i kuchnię, łącznie z kafelkami, pościerałam kurze w całym mieszkaniu, zrobiłam pranie, ugotowałam obiad mimo iż jeść się nie chciało. Miałam jechać na ślub cywilny do znajomych, ale nie miałam głowy do strojenia się i uśmiechania. Gdy już ogarnęłam w domu co mogłam, wyszłam połazić po sklepie z Kasią. Pogadałyśmy trochę, odetchnęłam i późno wracałam do domu, żeby nie było za dużo czasu na myślenie.. Cóż z tego, kiedy nie mogliśmy zasnąć, udało się na trzy godziny i tyle było spania. Już od piątej krzątałam się po mieszkaniu, coś układałam, przenosiłam, cudowałam żeby tylko dotrwać do czasu, w którym mogliśmy lecieć po Synka. A lecieliśmy ze skrzydłami u ramion! Jak go zobaczyłam, śpiącego w tym szpitalnym łóżeczku to łzy same poleciały ze wzruszenia.. Czułam, że tak będzie, więc przezornie nie malowałam oczu. Maluszek spał niespokojnie, a jak się obudził od razu chciał do nas na ręce i płakał razem z nami.. Potem już tulenie, czytanie nowej bajki, spacery po korytarzu, oczekiwanie na zmianę opatrunku i wypis. W domu wszyscy ochłonęliśmy, a chłopaki przespali pół dnia. Jak dla mnie za dużo było emocji, by zmrużyć oko, ale nocą nadrobiłam spanie. Teraz pozostaje codzienna pielęgnacja, spokojniejszy tryb życia i czekamy na powrót formy. Jest dobrze! 

      Na balkonie też radośnie,roślinki uśmiechają się razem z nami i aż chce się żyć :)

       

       

       

      new life

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Razem :)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 czerwca 2017 11:02
  • czwartek, 22 czerwca 2017
    • Pusto

      Rozkręcił się ten tydzień dość nerwowo.. Byłyśmy z Moniką obejrzeć szkolne zaplecze dla przedszkolaków i obie, zgodnie, stwierdziłyśmy, że to jakaś porażka. Przynajmniej w tej szkole, bo może w innych jest lepiej. Jest wspólne wejście ze starszymi, krzyk na korytarzu tabunu dzieci i hałas niesamowity. Niby w salkach małe stoły i krzesła, osobna szatnia, ale jadalnia wspólna, a plac zabaw w postaci dwóch huśtawek i piaskownicy umieszczony w betonowej dziupli na tyłach szkoły. Całość wyglądała dość smętnie i to naprawdę ostateczność by oddać tam naszych synów.

      Jednak co przedszkole, to przedszkole. Miałyśmy przykład w prywatnym, gdzie są przytulne kolorowe sale, masa zabawek, piękny plac zabaw podzielony dla dzieci w zależności od wieku. Wszystko dostosowane do szkrabów i przede wszystkim dookoła tylko i wyłącznie takie maluszki. Tylko ta cena zawrotna, choć i tu mimo kwoty miejsc brak.. Zajrzałam jeszcze raz do znajomej dyrektorki i powiedziała, że nas nie zostawi z niczym. Walczymy dalej o miejsce blisko nas, a w razie czego może będzie jeszcze szansa u niej, z 15 minutowym dojazdem. Dobre by było i to, ale dowiemy się o tym dopiero na początku września..


       

      Na razie jednak temat przedszkola zszedł na drugi plan. Teraz najważniejsze jest zdrowie Synka, a przyszedł wreszcie czas na zrobienie mu małego zabiegu chirurgicznego. W szczegóły nie chcę się wdawać, nic poważnego się nie dzieje, ale kosmetyczny temat trzeba zrobić i nie ma zmiłuj. Jesteśmy już po badaniach, wynikach i przygotowaniu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że dziecko trzeba zostawić na oddziale na 24 godziny. I to będzie coś zupełnie innego niż oddanie go na trzy godzinki do dziadków, czy zasypianie wieczorem przy boku Zosi. Niby mają być podane leki, jak to określił anestezjolog "ułatwiające współpracę z dzieckiem", niby później będzie znieczulenie i zapewniają nas że synek prześpi cały czas po zabiegu. Ale weź tu się nie stresuj rodzicu. Nie myśl, jak to wszystko Synek przetrwa, nie martw się czy nie będzie mu zimno, czy nie będzie głodny. Weź jedź do pustego domu, pochowaj ubranka z torby, bo "przecież wystarczy mu tylko piżamka". Patrz na pokój pełen zabawek i połóż się wieczorem spać bez śpiewania kołysanki, całowania i przytulania swojego największego Skarbu na świecie.. Choć to się jeszcze przetrwa, bo jest świadomość, że jutro z samego rana po niego lecimy. Najgorzej jednak, że teraz nie można być tam przy nim. Trzymać go za rękę, koić słowem i mówić, że jesteśmy blisko i że wszystko będzie dobrze. Mogliśmy tylko zapewnić, że po niego przyjedziemy, a po powrocie będziemy się przytulać bez ustanku. Tymczasem do tego powrotu trzeba zapełnić czas, każdą godzinę i minutę. I choć często narzekamy na brak tego czasu i choć możemy teraz zająć się domem, sprzątaniem, czytaniem, czy połazić po sklepach nie sprintem, a dla przyjemności. To w takiej sytuacji przyjemności w tym żadnej nie ma. Zdecydowanie lepiej nie mieć czasu, ale mieć swoje najukochańsze dziecko blisko siebie..

      To będzie naprawdę długi, pusty dzień i jeszcze dłuższa noc..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Pusto”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 czerwca 2017 09:41
  • poniedziałek, 19 czerwca 2017
    • Zoo again

      Ależ to był weekend pełen atrakcji. Plażowanie, kąpiele po kolana, ucieczki przed deszczem, Zoo w Eberswalde, moje pierwsze występy gitarowe przy ognisku i całe dnie na świeżym powietrzu...

      Urodziny wśród rodziny i znajomych, z prezentami od samego rana :) Mężuś pięknie zapakował cudowności dla mnie, Tata pozbierał polne kwiaty w lesie i nawet od przyszłej szwagierki kosmetyki dostałam. Fajny czas.. wprawdzie momentami przerywany płaczem Małego - bo przecież komar to złłoo straszliwe i histerię należy zwerbalizować - i zatkanym nosem u Męża. Najprawdopodobniej na tle alergicznym, co i mnie w tym roku dotknęło, choć w mniejszym wymiarze.  

       

       

       

       

      cud miód


       

      Nad jezioro zjechała się stała ekipa, przy ognisku ledwo się wszyscy mieścili. Odnowiłam trochę kontakt z Agatą, której nie udało się przybyć na nasz ślub. Miałyśmy czas pogadać podczas zaplatania jej warkoczy. Dwunastoletnia córka znajomych trenowała plecionki na wszystkich kobietach o dłuższych włosach. Zrelaksowałam się przez te dni, odpoczęłam od większego gotowania. Podgrzewało się przywiezione obiady dla dziecka i gotowce dla nas. Tylko po podróży do zoo skorzystaliśmy z dobrodziejstw restauracji. A w samym zoo fantastycznie, największe wrażenie zrobiły tygrysy i lwy. Ale i pingwiny były pocieszne, małpy różniste, lemury, sarny, czy daniele do których można było podejść. Albo puchate, różnokolorowe kury, które chodziły sobie po naszych ścieżkach. Było co podziwiać i dwie godziny zajęło nam zwiedzanie całości. 

       

       

       

      zio

       


       

      Fotek jeszcze masa do przejrzenia, wczoraj zdążyłam rozpakować torby i poukładać jedzenie. Brudnych ubrań full więc dziś od rana zasuwam z praniem. Do tego gotowanie, dość intensywne bo łazanki z kiełbasą i kapustą, a z reszty kapuśniak. Na spacer poranny dziś nie zdążyłam, wyszliśmy dopiero po obiedzie. 30 stopniowy upał nie zachęcał zresztą do przesiadywania na placu zabaw. Zrobiłam małe zakupy, zaniosłam odwołanie do drugiego przedszkola i można powiedzieć, że nowy tydzień już się rozkręcił.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zoo again”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 czerwca 2017 13:52
  • środa, 14 czerwca 2017
    • Ślubnie

      Rocznica Ślubu to bardzo sympatyczne święto, od rana kochane słowa od Męża i buziaki.. Dołączają życzenia od znajomych i szykuje się wieczorne świętowanie. Można to będzie połączyć z moimi i z męża Agi urodzinami. Dopiero co byliśmy u nich na ślubie, a tu już trwają debaty nad powiększeniem ich rodziny. Fajnie by było, bo im więcej maluchów nad naszym jeziorem, tym więcej radości dla wszystkich. Dzieci są ogromnym skarbem..


      Tylko teraz ten skarb trzeba umieścić w przedszkolu. Pojawiła się mała iskierka nadziei, gdyż pani dyrektor ze swoją przyjaciółką rozciągają mury. Tak naprawdę ratujemy się odwołaniem i tym, że w drugim przedszkolu, też blisko nas, utworzono jeszcze jedną grupę. Jest też szansa w dodatkowym naborze, ale tu zostały już tylko grupy przyszkolne. Zawsze to by było jakieś rozwiązanie, ale zdecydowanie wolimy przedszkole, z całym zapleczem. Wiem, że w szkołach też będą starali się zapewnić maluszkom opiekę, ale to jednak szkoła.. Na szkołę jeszcze przyjdzie czas.

       

      A teraz jest czas na relaks, zbliża się długi weekend i tylko coś pogody brakuje.. Niby na czwartek zapowiadają słońce i ze dwadzieścia stopni, ale już w piątek jakieś deszcze. Mimo wszystko może uda się złapać trochę pleneru, zrobić jakiegoś grilla pod parasolem i dotlenić szkraba, by nabierał mocy i odporności. Kiedy on ma moc to i my mamy.

       

       

       

      goździkowy czar

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Ślubnie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 14 czerwca 2017 10:31
  • niedziela, 11 czerwca 2017
    • Przedszkole-zapomnij

      Nie wiem kiedy ten czas umyka, nie nadążam z wykonaniem codziennych obowiązków, a gdzie tu mowa o tematach typu ściana do naprawy (spuchła farba), okno do wymiany (pęknięta szyba od przeciągu), malowanie w pokoju i posadzenie kwiatów na balkonie (ziemia kupiona). Wszystko czeka na realizację, ale co jakiś czas inne sprawy przesłaniają poprzednie. Jak choćby przedszkole. Z państwowym na dzień dzisiejszy możemy się pożegnać. Przy obecnym oblężeniu nawet znajomości nie były w stanie pomóc. Nie rozciągnie się murów i nie umniejszy liczby chętnych. Pani dyrektor powiedziała, że popróbuje jeszcze coś w dalszych rejonach, ale szanse są raczej zerowe. Prywatne przedszkole uderzy nas mocno po kieszeni, w myślach kombinuję jakiś wariant czterech godzin plus pomoc Mamy. Ale nawet nie wiadomo czy znajdzie się miejsce w prywatnej placówce. I jak tu matki mają zachować pracę? Jak pogodzić opiekę nad dzieckiem gdy nie ma babci ze zdrowym kręgosłupem i siłami na dziewięć godzin latania za brzdącem? Cóż.. trzeba sobie jakoś poradzić..

       

       

      Weekend zaczął się taką wiadomością, ale po burzliwych debatach i telefonach, oswoiliśmy się ze świadomością innej opcji i tyle. Moniki syn też się nie dostał, teraz od poniedziałku ruszamy na poszukiwania miejsca dla naszych prawie-trzylatków. 

      Udało mi się trochę odpocząć w te wolne dni, Mężu miał za to dużo pracy, bo u Zosi rozpoczął się mały remont. Choć słowa remont i mały z reguły nie idą w parze. Zaczyna się od szpachlowania i malowania, a potem przydałoby się wymienić bojler, zrobić łazienkę, odnowić drugi pokój i najlepiej wymienić pół mieszkania. Uciekałyśmy więc z Zosią i z Małym do ogrodu i na plac zabaw. Spotkałam się z Natalią i jej córcią na spacerze. Pogadałam sobie, odstresowałam się trochę.. A wieczorem wyszliśmy do pubu z Damianem. Tym razem nikt nie miał ochoty na tańce i jazdę do klubu. Dni były gorące, słoneczne i trochę leniwe (dla tych co nie szpachlowali). Takie też się bardzo przydają.. żeby poczytać książkę, poprzytulać się i odreagować.. 

       

       

       

      leniwie..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Przedszkole-zapomnij”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 czerwca 2017 23:37
  • środa, 07 czerwca 2017
    • Złote pierogi

      Owym filmem był "Gold", z niesamowicie odmienionym Matthew McConaughey. O tym jak gorączka złota potrafi nakręcić człowieka.. jakie los płata figle, kiedy to raz się jest na wozie, raz pod wozem. I o tym, że pycha nie jest najlepszym doradcą. Dobry film, z klimatem i zaskakującymi zwrotami akcji. Złoto i inne kruszce zawsze będą przyciągać poszukiwaczy, a w wersji świecidełek kobiety, które w większości lubią mieć na sobie coś błyszczącego..


       

       

       

       

      Jak dla mnie nie musi to być ani złote, ani drogie, ważne żeby mi się podobało.. A że zbliżają się moje urodziny, mam sobie od Mężulka wybrać jakiś drobiazg. Postawiłam na kolczyki, choć wybór nie jest wcale łatwy.. Tyle wzorów i kolorów, że nie dziwię się mej drugiej połowie, że woli bym sama zdecydowała. Jeszcze przed nami kolejna rocznica ślubu i choć nie robimy sobie z tej okazji prezentów, to fajnie by było jakoś ten dzień uświetnić. Jeśli tylko będzie pogoda, coś się na pewno wymyśli..

       

      Na razie dni upływają spokojnie, na spacerach z Moniką, odwiedzinach u rodziców, zakupach i gotowaniu. Zmobilizowałam się wreszcie do zrobienia, pierwszych w moim życiu, ruskich pierogów. Do tej pory brałam udział głównie w nakładaniu farszu i klejeniu pierogów świątecznych. Przepis na delikatne ciasto dostałam od Moniki, a farsz z ziemniaków, twarogu i cebulki nie sprawił żadnych problemów. Potem już wałkowanie, wycinanie i klejenie. Roboty dużo, ale efekt smakowity. Uwieczniłam tylko pierwszych pięć sztuk, bo mąka przesłoniła wszystko.. łącznie z podłogą, ubraniami i kuchenką. O ilości naczyń do mycia, po mojej inwencji twórczej, wolę już nawet nie wspominać.

      Za to wieczorem przeczytałam dziecięciu bajkę o trzech piratach, którzy szukali skarbu. Skarbem okazał się złoty ślimak, przy którym znaleziono trzy złote pierogi - jak wiadomo.. ślimak, ślimak pokaż rogi, dam ci sera na pierogi. Czyli - smacznego.

       

       

       

      pierwsze pierogi

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Złote pierogi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 07 czerwca 2017 21:06
  • niedziela, 04 czerwca 2017
    • Statki i Natalia K.

      Całe szczęście, że od czwartku do soboty włącznie pogoda dopisała i można było z tych plenerów skorzystać. Wprawdzie w dziecięcy dzień nie dopchaliśmy się do atrakcji w parku, takie było oblężenie! Ale Mały poszalał na dużym placu zabaw, mając przy sobie oboje rodziców. A to dla dziecka najlepsza frajda. Był i u dziadków, skakał i harcował po całym pokoju. Wujek nie zdążył dotrzeć, bo późno kończył pracę, a my zwijaliśmy się korzystać ze słońca. W piątek pojechaliśmy obejrzeć wielgachne statki, które zawitały nad Odrę.. nie udało się ich zwiedzić, bo dali za krótki termin czasowy. Ale spacer był sympatyczny i przy dźwiękach szant..

       

       

       

      ship

       

       

       

      Sobota natomiast od rana do wieczora wypełniona była po brzegi. Na festyn zabraliśmy Mamę, poznała się z Moniką i jej chłopakami. Dmuchane zamki okazały się jeszcze za dużym wyzwaniem dla naszych maluchów. Ale za to załapaliśmy się na darmowe lody, sorbetowe i pierwsze na patyku, które jadł nasz Syn. Potem miały być Minionki i jakieś atrakcje w centrum, a jedynie z kolorowanek można było skorzystać. Do dwupiętrowego busa, obwożącego dzieciaki po mieście znowu była duża kolejka, więc zostaliśmy przy małej ciuchci. A ja zaciągnęłam Mamę na poszukiwania bluzki, którą upolowałyśmy dla niej w pobliskim sklepie. Można powiedzieć, że nadrobiłam ostatni nietrafiony rozmiar. Przy okazji mierzenia Mama postanowiła wziąć się porządnie za odchudzanie i jak tylko będzie to w mej mocy będę ją w tym wspierać. I nie ze względów wizualnych, bo kocham ją taką, jaka jest.. ale zdrowotnych. Oczywiście i samopoczucie będzie miała lepsze, jak się lepiej będzie czuła w ubraniach.


      Po obiedzie i odpoczynku pojechaliśmy na wieczorny koncert Natalii Kukulskiej! Nie widziałam jej jeszcze life, więc z chęcią chciałam to nadrobić. Tym bardziej, że mam sentyment do jej dziecięcych piosenek i tych późniejszych też. Nie sądziłam, że usłyszymy tak elektroniczne brzmienie. Niektóre aranżacje wręcz podobne do Kampa i całkiem miłe dla ucha. Po Natalii miał być jeszcze Kult, niestety przegonił nas deszcz. Ale może to i plus, bo dzięki temu dziecię poszło spać o ludzkiej porze, a my mieliśmy czas na dobry film.. O filmie w następnym odcinku, a poniżej koncertowe foto, sympatycznej pani Kukulskiej..

       

       

       

      Natalia K

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Statki i Natalia K.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 czerwca 2017 13:00
  • czwartek, 01 czerwca 2017
    • Dziecięcy dzień

      O ile dzień mamusiek można spędzić targając zakupy, o tyle już Dzień Dziecka należy odpowiednio uczcić. Od poniedziałku każdy spacer spędzamy z Moniką i Igorem, a na dzisiejszy zabrałyśmy ciacha dla naszych chłopaków. Igor ma zapowiedziane wyjście na lody, a u nas planowana jest wizyta u dziadków, którzy szykują jakiś prezent. Może i Brat zdąży dojechać.. Choć wizyta siostrzeńca nie będzie dziś zbyt długa, bo zawitały do nas wielgachne statki, które można do soboty zwiedzać. Niech tylko Mężu odpocznie po ćwiczeniach i ruszamy w plener. Można by jeszcze zwiedzić oceanarium, bo teraz widok rybek to już tylko w pozadomowych akwenach.

       

       

       

      akwen jeszcze wrocławski

       

       

       

      Niestety pożegnaliśmy nasze akwarium.. Brakło sił i mocy w kręgosłupie na jego czyszczenie, podmienianie wody i częste przycinanie roślin. Jeśli kiedyś wrócimy do rybek, to już w mniejszej pojemności, a kto wie, może kiedyś Syn podłapie pasję Taty i będzie chciał mieć swoje małe akwarium. Zobaczymy.


      Na razie przed nami trochę dziecięcych atrakcji, festyn tradycyjnie zapowiadany z kolorowym, dmuchanym zamkiem, sceną z konkursami i darmową watą cukrową. Chociaż nasz maluch woli ciastka i paluszki niż cukierki i zbyt słodkie przekąski. Przynajmniej na razie ;) My natomiast ostatnio lubimy wieczorne seanse filmowe.. Z ciekawych ekranizacji wpadła mi w oko czarna komedia braci Coen "Tajne przez poufne" , z Malkovich'em oraz B. Pitt'em w rolach głównych. I pełen inwigilacji "Snowden", po którym faktycznie lepiej zakleić kamerkę w laptopie (u mnie akurat zaklejona już od lat).. A pamiętam nasze dzieciństwo, bez laptopa, ekranów i telefonów przyklejonych do ręki. Trzeba więc dziecięciu wymyślać dużo zabaw poza domem, co niniejszym ruszamy uczynić.

       

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Dziecięcy dzień”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 czerwca 2017 13:46
  • niedziela, 28 maja 2017
    • Nareszcie morze!

      Zamiast bluzki stałam się posiadaczką różowej sukienki. Aż sama jestem w szoku, bo kiedyś od różu wszelakiego byłam daleka.. Właściwie kolorem przewodnim był czarny. I nadal czarny lubię, ale jako jeden element, a do niego coś kontrastowego. Sukienka jednak będzie na specjalne okazje, typu ślub czy jakieś przyjęcie. Różowa więc może być, równie dobrze, jak niebieska czy we wzorki, a że śliczna, zwiewna i pasowała idealnie, to.. Wiadomo ;)

       

      Ale jeszcze większą radość sprawiła mi nasza pierwsza, w tym roku, wycieczka nad morze. Jakże mi brakowało tego widoku, tego piasku miękkiego i morskiej wody dla ochłody.. A ochłodzenie bardzo się w ten weekend przydawało. Upały niesamowite, słońce prażyło od rana i nie było innej opcji, tak już nas nad morze ciągnęło..

       

       

       

       

      ach morze..

       

        

       

      Niebo bez żadnej chmury i krystalicznie czysta woda.. i to słońce, które nad morzem w moment opala. Za pierwszym razem, aż za bardzo. Wróciliśmy w czerwonych barwach, pantenol poszedł w ruch, ale mimo wszystko warto było. Choć niedzielę spędziliśmy już w cieniu. Zabrałam Małego na piknik do parku, spotkaliśmy się z Sylwią, Katariną i ich dziećmi. Były bańki mydlane, gry w piłkę i kolorowe balony. Przekąski, pochłaniane przez nasze szkraby z dużą prędkością i lody na deser w kawiarence, na powrocie. Panowie odpoczywali w domu, a my pogadałyśmy w babskim gronie. Jak się uda, planujemy spotkanie na festynach, z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka, tym razem już w większym gronie. Tak długo czekaliśmy na ten ciepły, letni czas, że teraz trzeba się nim nacieszyć ile się da..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nareszcie morze!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 maja 2017 22:36
  • piątek, 26 maja 2017
    • Mamy

      Jakoś tak wyszło, że dziś jak przysłowiowa "matka Polka" spędziłam przedpołudnie targając siaty ;) Na szczęście tylko z auta do domu. Kuchnia już była tak wyczyszczona, że nie miałam z czego dziecku obiadu ugotować.. Rano chłód, a na powrocie z tymi reklamówami gotowałam się w upale. Wczoraj też mieszanka pogodowa, na spacerze z Moniką zmarzłyśmy bardzo. Chłopaki ganiali za piłką, więc zgrzani, a my mimo prób biegania za nimi, jednak odczuwałyśmy chłód. Po południu natomiast słońce i ciepełko..


      Za to wieczorem świętowaliśmy Dzień Mamy, trochę wcześniej, ale to z racji, że wszystkim pasował termin. Brat też przyjechał, Mama częstowała lodami, truskawkami i pierwszymi czereśniami.. Z dwóch koszulek, które jej sprezentowałam, jedna pasuje idealnie, druga jednak trochę przyciasna, a zwrócić nie ma jak. Najlepiej by było przymierzyć, ale cóż skoro nie ma możliwości. Postanowiłam, że następnym razem zapakuję Mamę do auta i zaciągnę ją do sklepu. Nie będzie niespodzianki, ale przynajmniej wybierze sobie coś sama i dopasuje. Choć akurat moją ukochaną rodzicielkę ciężko wyciągnąć na ciuchy. Jest jedyną kobietą, jaką znam, która nie lubi kupować ubrań dla siebie. Jedzenie i owszem, ale tylko to i polując na promocje. Natomiast ja uwielbiam nowe ubrania, fasony i wzory. Może właśnie z okazji dzisiejszego święta wykorzystam kupon do sklepu i nabędę jakąś elegancką bluzkę. Mam już upatrzoną i tylko czasu brak.. Największym jednak prezentem jest dla mnie Synek, a radość dziecka jest najpiękniejszą radością! Ostatnio cieszył się choćby na widok ciasteczek z żurawiną, które wreszcie upiekłam. A jeszcze bardziej na ich smak, bo łasuch z niego taki jak i ja.. Tak mocno kocha się swoje dziecko, tak mocno, że aż się tego opisać nie da..

       

       

       

      ciacha 

       

       

      Życzenia najlepsze dla wszystkich MAM :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Mamy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 26 maja 2017 15:42
  • środa, 24 maja 2017
    • Szczęście

      Ech i tańczyć mi się odechciało na smutną wiadomość o Zbigniewie Wodeckim.. Odszedł tak wspaniały muzyk i przyjazna dusza. Pełen humoru i radości, prowadzący koncert tak, że wszyscy śpiewali, a do tego potrafił rozbawić tłum zabawnymi kawałami. Cieszę się, że miałam możliwość uczestniczyć w takim zaczarowanym koncercie i bardzo żałuję, że tylko w jednym..

       

      Wzruszenia dostarczył jeszcze francuski film "Jutro będziemy szczęśliwi", ze świetnym aktorem z "Nietykalnych". Pełna ciepła i humoru opowieść o miłości do dziecka, o nieodpowiedzialności dorosłych i ulotności życia. Piękny film.. Obejrzany w gronie sześciu koleżanek, z których każda na koniec potrzebowała chusteczki, albo choć łzę rękawem ocierała..

       

       

       

       

       

      Nowy tydzień trochę więc zamyślony, ale codzienne zajęcia wykonać trzeba. Pranie już zwinięte, sterta prasowania czeka na swoją kolej i mój wolny czas.. Ostatnie spacery, z Moniką i Igorem, w słońcu i też na placu zabaw. Auto po podróży umyte, zostało odkurzanie, na które z kolei Mąż musi znaleźć trochę czasu. A teraz po pracy rozpoczął ćwiczenia na wzmocnienie pleców i wraca wypompowany.. Zabieram dziś więc najmłodszego do dziadków, żeby mógł trochę odpocząć. Ale jednak po relaksie to odkurzanie by się przydało.. Piaskownica znowu po części zostaje przeniesiona do domu i nie pomaga wytrzepanie butów przed. Zawsze znajdą się ziarenka w kieszeniach, czy zawiniętych nogawkach. Taki urok, ale przecież szczęście dziecka najważniejsze :) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Szczęście”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 24 maja 2017 11:25
  • niedziela, 21 maja 2017
    • Tańce i potrzeby

      Pogoda bywa ostatnio zaskakująca. W czwartek i piątek upały ekstremalne, plażowanie, babki z piasku i relaks nad wodą. A potem przeskok z 30 stopni na 18. Taka akcja potrafi wytrącić z równowagi, a i zakłócić "perfekcyjnie" spakowany zestaw ubrań dla najmłodszego. Wprawdzie nie przydał się zapas krótkich spodenek i pluszowa, ciepła bluza, ale za to ubieranie na cebulkę mamy dopracowane. Weekend spędziliśmy u Zosi, świętując teraz u niej urodziny i imieniny moich chłopaków. Ostatnim rzutem na taśmę, mechanik wyczyścił zawór od e-czegośtam i odebraliśmy strzałę, tuż przed wylotem. Zawór prędzej czy później będzie do wymiany, co oczywiście pociągnie większe koszty. Ale bezcenna jest świadomość, że jednak później.

       

      A u Zosi, sympatyczny czas.. Połączony z tortem, prezentami i życzeniami. Do tego ogród, bańki mydlane i ślizgawka w okolicy. Na rynek oczywiście się wybrałam, tym razem z myślą o Dniu Mamy i ładnej bluzce na jej święto. Miałam też nadzieję, na upatrzone wcześniej, beżowe czółenka. Jednak ktoś zakupił dwa różne rozmiary, jednej pary. A jakoś tak niefortunnie, nie jestem posiadaczką jednej stopy dłuższej od drugiej. Na pocieszenie nabyłam dziecięciu niebieską piłkę. Co i u mnie wywołało radość, równoważącą smutek przez tylko jeden pasujący but.


      Za to na sobotnią imprezę, miałam tak wygodne buty, że przebiłam w tańcu młodocianych (w przykrótkich spodniach pod tytułem "mam wodę w piwnicy") i męczące się na szpilkach piękności. Wysokie traperki dały radę przez cały set DJ-a Matysa, który zagościł za konsolą. I choć festiwale Sunrise to nie moje klimaty muzyczne (mimo iż w latach 90-tych i tego się słuchało, wśród DM, The Cure, U2, Prodigy, rocka, punka i innych, łagodniejszych) to wpadłam w taki trans, że ani na chwilę nie przestawałam tańczyć. Gdy Mężu i Damian już wymiękali, u mnie nastąpił przyrost mocy, a Matys zaczął grać dopiero o 1 w nocy. Tak to czasem bywa, jak się matka wyrwie na parkiet ;) 

       

      Niestety, na drugi dzień, lekko owa matka nie ma.. W kolanie coś strzyka, biodro daje się we znaki i człowiek tylko marzy, żeby zalec i nie ruszać się przez całą niedzielę. A tu dziecię wyspane, radosne i domagające się zabaw. Do tego pilnowanie, by przeszło "suchą nogą" przez kolejne chwile odstawiania od pieluchy.

      Mija pierwszy tydzień tego ważnego etapu i postępy są widoczne, aczkolwiek jeszcze nie do końca opanowane. Potrzeby owszem są zaznaczane, ale bywa, że po fakcie. Najważniejsze jednak, że krok po kroku idziemy w wyznaczonym, łazienkowym, kierunku.

      I z tej okazji let's dance, bo czemuż by nie :)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Tańce i potrzeby”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 maja 2017 23:43
  • czwartek, 18 maja 2017
    • Skromnie

      Weekend pełen gości zleciał w moment. Dziecię zyskało gry dla trzylatków, trochę jeszcze za skomplikowane i mało skromną koszulkę o przystojniakach. Myślę, że jednak do noszenia w domu, bo towarzystwo z piaskownicy może pomyśleć, że zadzieramy nosa ;) Nie wszyscy mają poczucie humoru, luz i dystans, nawet do napisów na dziecięcych koszulkach..

       

       

       

      skromnie ;)

       

       

       

       

      Panowie moi poczuli się jednak w obowiązku dostosować do wymogów i odwiedzili fryzjera. Włosy teraz krótkie i akurat w sam raz na czas upałów. Mężu dostał wyczekiwane nowe spodnie w urodzinowym prezencie i przy okazji przymierzył swoje krótkie, z tamtego roku. Lato bowiem rozkręciło się w pełni, ("zimna Zośka" okazała się łaskawa). Słońce i wysokie temperatury zaskoczyły nas za to bez sandałów dla dziecka. Są jedynie wysokie trampki, pozostałe z rytmiki. Trzeba będzie na szybko rozpocząć poszukiwania, a jak wiadomo temat butów do łatwych nie należy.. Okazało się, że o wiele łatwiej przystosować się do jazdy na hulajnodze, nawet w skarpetkach. Dziś pierwszy raz przetestujemy sprzęt od dziadków w plenerze.

      Tylko najpierw trzeba odholować auto do mechanika. Wrr. Tak to już bywa, że po większej naprawie, zaraz wyskakuje coś następnego. Tym razem wyskoczyła świecąca kontrolka silnika. A we mnie od razu urosło ciśnienie. Po cichu liczę, że załapiemy jakąś formę reklamacji, ale to pewnie złudne myśli. Co ma być to będzie.. Pocieszam się relaksem nad wodą, koc już przygotowany, a hulajnoga czeka w blokach startowych. Może nawet uda się spotkać z Moniką i jej chłopakami, bo dziś w piaskownicy obie snułyśmy takie marzenia. Mam nadzieję, że i weekend będzie w miarę pogodny, gdyż człek już spragniony letnich atrakcji :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Skromnie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 maja 2017 14:15
  • niedziela, 14 maja 2017
    • Nie fatamorgana

      I proszę, oficjalne 21 stopni, słońce i upał znienacka! Przeskok niesamowity, ale jeszcze nie do końca stabilny, bo już zza winkla wyskakują chmury i straszą jakimiś deszczami. Na razie jednak cieszymy się słońcem i domowym świętowaniem zbliżających się imienin Smyka i urodzin Męża. Spotkałam się wcześniej z Hanią, Sylwią i Katariną. Miałam czas swobodnie pogadać, bo poszłam sama. Przy okazji dziewczyny obejrzały ubrania, które nowe i nieużywane zalegały mi w szafie. Sukienka plażowa i sweter na guziki spodobały się Katarinie, a za dużą na mnie marynarkę Hania wzięła do pracy i sprzedała koleżance z kadr. Jak to warto czasem pokazać nienoszone zasoby. Reszta poszła na PCK i planuję zrobić jeszcze jeden nalot na szafę. Żeby wreszcie się tam rozluźniło i przywróciło równowagę i dobrą energię. 

       

      W sobotę wreszcie udało się dotrzeć Chrzestnej z rodziną, były prezenty, pogaduchy i zabawy. Fajnie było się z nimi zobaczyć i jesteśmy zaproszeni na rewizytę. A dziś od rana chłonęliśmy dobrą pogodę i możliwość skorzystania z wesołego miasteczka przy Pikniku nad Odrą. Mały jak tylko zobaczył karuzele, auta i ciuchcie, to już nie chciał zwiedzać okolicznych wyrobów naturalnych, budek z kwiatami i różnościami. I nie ma mu się co dziwić.

       

       

       

      w.m. 

       

       

       

      Za to wieczorem zawitają do nas moi Rodzice i Brat z dziewczyną. W menu raczej przystawkowo - koreczki z oliwkami, hummus, kabanosy, bagietki z masłem ziołowym, mozarella z pomidorem, jajka w majonezie i sałatka grecka z fetą. Na deser ciasto, muffinki z rodzynkami i żurawiną od Zosi, oraz lody z bitą śmietaną, bananem i borówkami. Czyli zaczęliśmy świętowanie, które prawdopodobnie zakończy się za tydzień imprezą w lokalu. Ale nauczeni doświadczeniem, nie wybiegajmy naprzód.. Teraz już, po powrocie do domu, ruszam nakrywać do stołu i czekamy na gości :)

       

       

       

       

      oliwkowo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Nie fatamorgana”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 maja 2017 15:00
  • czwartek, 11 maja 2017
    • Wspomnienia przy praniu

      Tydzień rozpoczął się pod znakiem prania.. mam wrażenie, że tylko w kółko obracam rzeczy na lewą stronę, segreguję białe od kolorów, rozwieszam, dosuszam na kaloryferach, zdejmuję i układam. I tak już trzecie pranie z rzędu, na szczęście ostatnie. Uff.. Przynajmniej na jakiś czas. Odkurzanie za nami i ogólny porządek zrobiony. Wniosek do przedszkola złożony, po którym zostaje oczekiwanie na czerwcowe wyniki rekrutacji.

       A tu w głowie jeszcze obrazy z Wrocławia się przesuwają, Mały opowiada dziadkom o zwierzakach, zdjęcia oglądamy codziennie i wspominamy co jakiś czas tamte przeżycia.. 

       

       

       

      wroc-zoo

       

       

       

      Tymczasem Mężu już zapracowany, a po pracy śmiga na rehabilitacje. Ja gotuję i nadrabiam zaległości w pustej lodówce. Odwiedziła mnie Kasia do przymiarki ubrań, których mam trochę do oddania, po ostatniej rewolucji w szafie. Jeszcze marynarka do zwrotu dla Sylwii, z którą może po wizycie u rodziców, uda się spotkać u Hani.

      Spacery z Moniką i Igorem powróciły, wczoraj z racji ciągłego deszczu odwiedziliśmy ich w domu. Chłopaki się pobawili, bałaganu narobili, a dziś już znowu gnało ich do piaskownicy. Dobrze, że jest szansa na jakieś ocieplenie.. Po "zimnej Zośce" zapowiadane nawet fatamorgany ze słońcem i 21 stopni. Asekuracyjnie jednak nabyłam Małemu parasol, choć już intensywnie wyciągamy szyje do tego wymarzonego słońca..

       

       

       

      szyja

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wspomnienia przy praniu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 maja 2017 12:41
  • poniedziałek, 08 maja 2017
    • Wroc-Love

      Poniosło nas, oj poniosło :) I takie spontany, to ja lubię najbardziej.. Miało być kilka dni nad jeziorem, był jeden - bo choć słońce próbowało walczyć z wiatrem - wiatr wygrywał. A nocne zero stopni odstraszyło od spania w domkach z dykty. Grilla jednak zaliczyliśmy, dziecię się wybiegało, w zacisznej piaskownicy babek nastawiało, potem ewakuacja. Rodzice twardo zostali, 5 szczupaków na koncie Taty urosło. W przerwach międzydeszczowych i Mama korzystała z wędrówek z koleżankami. My natomiast po szybkim pakowaniu ruszyliśmy do Zosi. Stamtąd bowiem mamy bliżej wszędzie.. Choć nie tak blisko, jak bym chciała. Pierwotny plan obejmował Łódź, do której mam nadzieję kiedyś dojedziemy. Na razie jednak podróż byłaby zbyt długa dla najmłodszego. Wybraliśmy więc bliższą - ta da - do Wrocławia!

       

       

       

       

      Wrocek

       


       

      Radocha wielka, ekscytacja sięgała zenitu i aż mnie się łza w oku zakręciła, gdy dotarliśmy na Stary Rynek :) Byłam tam wiele lat temu, Mężu natomiast po raz pierwszy. Wrażenie niezmiennie cudowne. Ratusz, kolorowe kamieniczki, pomnik Fredry, krasnale, restauracje i tętniące życiem uliczki (Taniu, mieszkasz w pięknym mieście). Festiwale na każdym kroku, fontanna z muzyką, Hala Stulecia i przeogromne Zoo. Frajda dla całej rodziny, zwierzaków masa, te żyrafy, zebry, słonie i nosorożce.. Dziecię biegało od misiów, lwów, strusiów do ryb.. i dobrze, że wzięliśmy wózek, bo 3,5 godziny na nogach nie dałoby rady. My ledwo daliśmy, a potem przecież dalej chciało się zwiedzać. Byliśmy tylko trzy dni, nocleg w hostelu załatwiany na ostatnią chwilę, pierwsza jazda Małego tramwajem, lody w bąbelkowym waflu i masa emocji w każdej chwili. Uwielbiam. I podróże i Wrocław i zwiedzanie i.. nic tylko chłonąć takie majówki każdą cząstką siebie.


      Wróciliśmy do Zosi naładowani energią i z setkami zdjęć. Miało być jeszcze jezioro, choć na pół dnia.. ale już sił na kolejną podróż zabrakło, a i pogoda w kratkę zniechęcała. Plus, że we Wrocku padało tylko raz w nocy i na pożegnanie. A tak zdarzały się nawet przebłyski słońca. Czarodziejska to była podróż i takich poproszę więcej..

       

       

       

       

      krasnal

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Wroc-Love”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 maja 2017 00:10
  • niedziela, 30 kwietnia 2017
    • I po weselu

      Lekki katarek już nie przeszkodził w długo oczekiwanym imprezowaniu. Fryzjerka podcięła mi włosy, Sylwia podjechała do nas z marynarką dla Małego, a jeszcze w dzień ślubu leciałam do kosmetycznego po jasnoniebieski lakier do paznokci, żeby czerwone nie gryzły się z kolorystyką.

      Wesele Agi i Marcina przygotowane, z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Panna Młoda w przepięknej sukni.. jak księżniczka z bajki :) Suknia do ziemi, z podpinanym trenem, talia osy i długie, ładnie upięte włosy. Oboje wyglądali jak z okładki ślubnego magazynu. Jedynie pogoda nie dopisała, lało od rana, małe przebłyski słońca, a tuż przed kościołem grad, że strach było z auta wysiąść. Uroczystość jednak ładna, ze trzy razy wzruszenie mnie za gardło chwytało. Potem już przejazd do lokalu.. salę sami przystroili, gości ponad setka, prezentacja, dziecięce zdjęcia narzeczonych, duża rodzina i zaproszeni księża na przyjęcie. Na salę doszli piechotą w asyście dwóch koni - Aga intensywnie jeździ, więc przypuszczaliśmy, że może i na koniach wjadą.. Impreza z rozmachem, choć jak wiadomo nie wszystkim muzykę da się dopasować, a i czasem za dużo konkursów było. Ale my pod wrażeniem, że dziecię dało potańczyć, że mogliśmy spokojnie przy stole posiedzieć. Zjeść bez odrywania się od stołu i pogadać ze znajomymi. Był kącik dla dzieci, z kredkami, kolorowankami i zabawki. Mały miał dużo towarzystwa, biegał, tańczył, grał w piłkę. I tylko co jakiś czas zaglądał, czy jesteśmy. To my częściej sprawdzaliśmy, czy sobie radzi, czy jest zajęty i nie płacze. Tymczasem bez problemu się odnalazł i niepotrzebnie się przejmowaliśmy. Coś czuję, że w przedszkole będzie dla niego świetną zabawą..

       

       

       

      dla Młodych

       


       

      A nasza zabawa zakończyła się tuż po oczepinach, w okolicy 1 w nocy. Synek, choć energia jeszcze się nie wyczerpała, zrobił się już płaczliwy. Nas też zmęczenie dopadło, więc w auto i do domu. Szybkie mycie i spać, by odespać nocne szaleństwo. Potem dojść do siebie i zaliczyć mały spacer po parku. Dla relaksu i dotlenienia. Najfajniejsze, że jeszcze będzie kilka wolnych dni, bo przecież majówka dopiero się rozkręca. Tym razem idziemy na żywioł, bez planowania i zobaczymy, gdzie nas poniesie ;) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „I po weselu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 kwietnia 2017 15:20
  • środa, 26 kwietnia 2017
    • Dyrekcja i Balzac

      Mały dalej z katarem i kaszlem, ale powoli wychodzimy na prostą. Co oznacza, że mamy szansę zawitać na wesele.. czy zawitamy, okaże się w terminie. Ubrania skompletowane, dziś jeszcze Sylwia zajrzy do nas z marynarką dla smyka. Brwi wyregulowane, paznokcie pomaluję dzień przed, a fryzjerka dopełni reszty. Majówka za to ciągle pod znakiem zapytania i foch na pogodę trwa. No bo jak tak można.. człek z utęsknieniem czekał na wiosnę, a tu lepiej zimą było, niż jest teraz. Chcę dziś wyjść na mały spacer, tylko czy się przebijemy przez wichury i deszcz, który zaraz lunie? Może pod wieczór będzie cieplej..

       

      Spotkanie z dyrektorką przedszkola rozjaśniło nam trochę sytuację. Nie spieszymy się z naborem, tylko czekamy na wieści ile będzie miejsc. Nie liczy się kolejność zgłoszeń, czyli możemy się wstrzymać z wnioskiem. Mimo wszystko stresuje mnie ten temat bardzo. Niby tyle przedszkoli dookoła, ale chętnych tak dużo. Do tego kryteria sprawiające, że bez znajomości praktycznie nie ma się jak dostać. Zresztą co dadzą znajomości, jeśli miejsca będzie brak, a przedszkola się nie rozciągnie. Pozostaje działać według wytycznych i poczekać..

       

      W tym czekaniu i przymusowym, domowym pobycie wrzucam do obejrzenia "Wielką miłość Balzaca". Czytałam wiele jego powieści, ale nie znałam życiorysu tegoż pisarza.. Niezły był z niego artysta ;) Tyle miłostek, podróży, życie ponad stan, ukrywanie się przed wierzycielami i pisanie od rana do nocy, wykańczające zdrowie. Film, jak dla mnie, wspaniały. Nagrany z plejadą świetnych aktorów i oddanym klimatem tamtej epoki. Szkoda, że zostały mi już tylko dwa odcinki.. Ale mam nadzieję, na szybki powrót zdrowia Synka i spędzanie czasu, wreszcie, poza domem. Nadzieję zawsze warto mieć, przynajmniej jest lepsza od planowania ;)

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Dyrekcja i Balzac”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 26 kwietnia 2017 13:37
  • niedziela, 23 kwietnia 2017
    • Plany

      Powiedz o swoich planach, a.. Właśnie. Na górze muszą mieć niezły ubaw ;) Zaczęło się niewinnie od piątkowego kataru u najmłodszego, by zamienić się w bolące gardło. W ruch poszła seria leków i jednocześnie wszystkie plany wzięły w łeb. Na zakupy owszem, pojechałam, ale sama. Bolerko jest i krawat, w kolorze pasującym do sukienki też. Nie ma tylko pewności, czy w ogóle dotrzemy na wesele. Ha. To tak, żeby było bardziej dramatycznie i tajemniczo. Cóż..

       

      Na dokładkę, w sobotę rano dostajemy wieści od chrzestnej, że miała nocne spotkania trzeciego stopnia, w łazience. Czyli odpada z niedzielnego spotkania, bo może być wirus. Wirusom już naprawdę dziękujemy, ale jednak z ciocią byśmy chcieli się wreszcie spotkać. No halo. Fatum jakieś? Czy może faktycznie przestać cokolwiek planować.. Jak choćby w styczniu majówkę. By obudzić się z ręką w.. śniegu, wichurach i obserwować jak słońce toczy walkę z chmurami. Kto wygra ją w kolejny weekend? Pożyjemy, zobaczymy. Już nic nie planuję.


       

      A jutro na spotkanie z dyrektorką przedszkola pojadę sama. Dziecię zostanie w domu, żeby nie zarażać maluchów. Brwi zrobię, bo już i tak wymagają regulacji. Fryzjer też się przyda. Bez względu na to, czy pójdziemy na wesele, czy nie. 

      I wpisy zacznę robić w Wordzie, zanim znowu znikną w odmętach sieci. Byłoby wskazane. Nie, żebym planowała ;)

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Plany”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 kwietnia 2017 18:22
  • piątek, 21 kwietnia 2017
    • Mniej

      Święta za nami, pora zacząć przygotowania do ślubu Agi, znajomej, którą znam od dziecka.. Spędzałyśmy razem prawie wszystkie wakacje nad naszym jeziorem. Znajomość przetrwała, mimo wieloletniej przerwy, a można nawet powiedzieć, że teraz jest trwalsza i kontakt częstszy. Bardzo się cieszymy, że zostaliśmy zaproszeni na wesele i że może uda się wreszcie razem potańczyć, nie tak jak ostatnio ;) 


      Mężu przymierzył garnitur i pochodził w eleganckich butach, by dobrze się ułożyły. Ja przeszczęśliwa, bo na wadze wskazanie 3kg mniej! W sukience swobodniej i jak przypilnuję przez najbliższe dni, to może zrobi się jeszcze luźniej. Przez święta zaniedbałam ćwiczenia, ale wczoraj trening wykonany i teraz 15 minut dziennie musi być i kropka. Buty do niebieskiej sukienki mam i na zmianę wygodne baleriny, kopertówka jest. Brakuje krawata z niebieskim wzorem - może Brat jakiś pożyczy. I bolerka, bo posiadam tylko bawełniane, mało wyjściowe. Synek wystąpi w jasnoniebieskiej koszuli, kamizelce i eleganckich granatowych spodniach. Miał być też sweter w biało-granatowe paski, ale okazuje się, że Sylwia ma do pożyczenia granatową marynarkę. Zgadałyśmy się w tym temacie u Hani, na środowym spotkaniu. Nareszcie był czas na pogaduchy, świąteczne wspomnienia. Opowieści o ślubie syna Hani i naszych perypetii w poszukiwaniu żłobka dla Mikołaja i przedszkola dla naszego malucha. Musimy teraz tylko podjechać do Sylwii i zrobić przymiarkę marynarki i gdyby pasowała, mamy komplet. 

       

      Jestem też umówiona do fryzjerki, w dniu ślubu, więc fryzura będzie na tip top. Wiadomo, że sama nie ułożę włosów, tak jak zrobią to w salonie. Regulacja brwi z henną na kilka dni przed, a pazurki pomaluję sama.

       

       

       

      odcienie

       

       

       

      Trafiłam na promocję lakierów 1+1 gratis i nabyłam różne kolory dla siebie i w prezencie dla Mamy i Kasi, która zawsze mnie jakimś obdaruje. Nie ma co robić żelu, zaraz majówka. W planach gra na gitarze, a do tego paznokcie raczej krótkie. Oczywiście, jeśli ognisko dojdzie do skutku, bo coś pogoda bardziej zimowa niż wiosenna. Dziś na spacerze z Moniką zmarzłyśmy i przydały się rękawiczki dla smyków. Tematem głównym jest teraz nabór do przedszkola. W następnym tygodniu pisanie wniosku i oświadczeń. Ale jeszcze zanim to, weekend przed nami. Trochę latania po sklepach i spotkanie z chrzestną, z którą od grudnia się umawiamy. Może tym razem uda się zrealizować plany..

      Pozdrawiam weekendowo i ruszam do hoola hop, by w obwodzie też było mniej i do ćwiczeń, by mieć kondychę do takiego tańca ;) 

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Mniej”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 21 kwietnia 2017 12:20
  • wtorek, 18 kwietnia 2017
    • Kocham

      Niespodziewany obrót przyjęła nasza Wielkanoc. Mieliśmy zaplanowane dwa obiady u moich rodziców i siedzenie w domu.. Ale jednak dziecko i deszcz za oknem równa się ciągła inwencja twórcza, do granic cierpliwości ;) Przemyślana na szybko sytuacja, czyli brak Zosi i Tomka, tona jedzenia wszędzie, ciasta, którymi można się podzielić i spotkanie z kumplami Męża w perspektywie. Wszystko to sprawiło, że po świątecznym obiedzie u rodziców ruszyliśmy w trasę do drugiej babci.

       

       

       

      w trasie

       

       

       

      Miała być niespodzianka, ale mogliśmy trafić na jakichś innych gości, którzy zostaną na noc i zajmą nam miejsce. Trzeba więc było zadzwonić, ale i tak Zosia niesamowicie się ucieszyła z naszej wizyty. Mały równie szczęśliwy, najpierw zabawy u dziadków, potem pies, kot i karton zabawek u drugiej babci. Późnym już wieczorem uszykowaliśmy go do snu, Zosia zaopatrzona w bajki lulała wnuczka, a my w imprezowym nastroju ruszyliśmy na otwarcie nowego lokalu. Ubaw był z tego otwarcia, bo po odstaniu 1,5 godziny na mrozie i dotarciu do wejścia zostaliśmy odprawieni z kwitkiem! Okazało się, że lokal mieszczący 600 osób wypełniono po brzegi 1000 osobową ekipą i nie dało już rady wcisnąć nawet nogi. Dobrze, że choć w kolejce było wesoło i że w okolicy był pub, gdzie w końcu zlądowaliśmy w skromne pięć osób. W sumie można powiedzieć, że mieliśmy farta nie dostając się w tamten kocioł. Po jakimś czasie wysiadł prąd i tysiąc osób w ścisku siedziało po ciemku! My za to w przytulnym klimacie i wśród świeczek :) 

       

       

       

      klimatycznie

       

       

       

      A prosto z podróży, w trakcie której co chwilę to padało, to świeciło to gradem sypało, dojechaliśmy znowu do rodziców. Zasiedliśmy za stołem i było prawie tak, jakbyśmy się stamtąd nie ruszali. Fajne to było świętowanie, a najlepszą niespodzianką ze wszystkich były słowa naszego Zajaczka wielkanocnego, który pierwszy raz powiedział KOCHAM MAMĘ i KOCHAM TATĘ! :))

      Niesamowita jest ta miłość dziecka i miłość do dziecka..

      Nie da się tego opisać, za to kocha się całym sobą i całym sercem..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Kocham”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 kwietnia 2017 11:25
  • sobota, 15 kwietnia 2017
    • Wielka-noc

      Przygotowania trwały cały tydzień.. Mieszkanie wysprzątane, żurek i sałatka jarzynowa gotowe. Jajka pomalowane i już poświęcone. Mały dumnie wędrował ze swoim koszykiem, a w domu dalej chciał malować, już kolorowe jajka. Fajny czas.. taki rodzinny i ciepły, mimo iż za oknem mżawka. Coś ostatnio pogoda nie może wycyrklować ze słońcem na Wielkanoc.. Ale dobrze, że śnieg nie pada, bo pamiętam te zające lepione zamiast bałwanów. 

      Tata już w domu, więc wszyscy spokojniejsi.. Czekają nas rodzinne obiady, msza, domowy relaks, zabawy z maluchem i mam nadzieję, że uda się obejrzeć wieczorami jakiś film. I obyśmy wreszcie trochę odpoczęli po całej, ostatniej bieganinie, by móc w pełni oddać się świętowaniu..

       

       

       

      nowe życie


       

       

      NIECH DLA WSZYSTKICH

      TEN MAGICZNY CZAS WIELKANOCNY

      BĘDZIE MIŁY, PEŁEN UŚMIECHU, ZDROWIA

      I DUCHOWEJ RADOŚCI :)

      WESOŁYCH ŚWIĄT!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Wielka-noc”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 15 kwietnia 2017 13:46
  • czwartek, 13 kwietnia 2017
    • Musiu, Tusiu

      Nie ma to jak umyć okna i zobaczyć je, na drugi dzień, zachlapane deszczem. Cóż.. prawdziwy kwiecień-plecień. Słońce naprzemiennie z deszczem, grad, wiatr i skoki temperaturowe. Trzeba się ubierać na cebulkę i żonglować czapkami dla dziecka. Od cieńszej bawełnianej, przez średnią, po grubą zimową. A już jadąc samochodem raz otwieramy okna, innym razem włączamy ogrzewanie. I gdzie się podział ten ciepły dzień z weekendu, gdzie można było złapać tulipany w słońcu? Trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na prawdziwe ocieplenie.. 

       

       

       

      chcemy słońca

       


       

      Już wiadomo, że Zosia na Wielkanoc nie dotrze, jedziemy więc do moich rodziców. Choć świąteczny obiad stanął pod znakiem zapytania, gdyż Tatko wylądował na kolejnym zabiegu. Dwa razy łatane ścięgno ma się już całkiem dobrze, ale okazało się, że poluzowana jest śrubka łącząca. Jutro odbieramy pacjenta ze szpitala i oby do majówki temat mu się zagoił, bo przecież nie wyobraża sobie nie jechać na ryby. Choćby nawet miał łowić tylko z pomostu. Mama oczywiście cała w stresie, ale na takiego uparciucha nie ma mocnych.

      Na szczęście reszta rodziny zdrowa. Udało się dokończyć Małemu szczepienie przeciw ospie, Mężu śmiga na zabiegi kręgosłupowe, a ja rozruszałam się przy domowym sprzątaniu i moich ćwiczeniach. Staram się też zdrowiej jeść i unikać słodyczy, dziś nawet przy wizycie Kasi nie wylądowały na stole żadne ciastka. Zrobiłam za to mieszankę kasz z zieloną soczewicą i różnymi, świeżymi warzywami. Jutro wstępnie jestem umówiona z Hanią i też coś trzeba będzie wymyślić, żebyśmy nie dopadły się do czekolady. Post ma w sobie dużo plusów i jest bardzo mobilizujący do walki z pokusami.. 

       

      Dziecięciu naszemu jutro też zrobię coś lekkiego do zjedzenia, ale tak myślę, że już w sobotę mięso mu podam. Co jak co, ale po pierwsze lubi, a po drugie wtedy wiem, że prawdziwie się najadł. Łasuch jest zresztą z niego niesamowity i gdyby mógł, to by co chwilę zajadał. Wiem, że nadrabia jeszcze po ostatniej chorobie, ale też już widać, że potrzebuje więcej jedzenia, bo rośnie jak na drożdżach. Zaczyna do tego mówić pełnymi zdaniami. Poranek na przykład wita radosnymi słowami - nie ma nocy, jest dzień! Albo raczy nas stwierdzeniem - nie ma dziadzi w domu, jest bacia Kysia. Rezolutny i sprytny się robi, już wie, że kiedy się o coś uderzy to trzeba lecieć do mamy po buziaka. A jak się chce przytulasa wystarczy zawołać - musiu (brakuje jeszcze ma, do pełnego mamusiu) albo tusiu, co niezmiennie nas rozczula :) 

      Ilość nowych słów jest już tak duża, że nie nadążam z zapisywaniem. Liczenie od 1 do 10 stało się wielką frajdą i popisowym numerem przed gośćmi. Słowa - buzia, ciepło, zimo (zimno), pada deszcz, daj kapcie, stawaj (wstawaj), żów, chrum chrum, żaba, rzwi (drzwi) - i wiele wiele innych stają się już normą. A budowanie zdań wyzwaniem i wyższym stopniem wtajemniczenia. Teraz tylko dostać się do przedszkola i ruszyć z poznawaniem świata na całego..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Musiu, Tusiu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 kwietnia 2017 23:12
  • niedziela, 09 kwietnia 2017
    • Bacia Sosia

      Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.. Zwłaszcza, kiedy jedzie się w odwiedziny do Zosi, gdzie pyszne jedzenie i smakołyki wyglądają z każdej półki. I jak tu nie jeść? Oto jest pytanie.. A na dokładkę człek po takich rarytasach ma ochotę wylądować w pozycji horyzontalnej, dokładnie jak Zosi psina.. gwiazda, lubiąca wygodę, poduszkę i ciepły kocyk ;)

       

       

       

      dama na drzemce

       

       


      Auto odebraliśmy na ostatni dzwonek.. O kasie nawet pisać mi się nie chce, bo ten miesiąc będzie kruchy przez tak duży wydatek. Ale najważniejsze, że działa i można jechać dalej. Weekend więc po części w trasie, a po części w domowym zaciszu.. bez pośpiechu, gotowania, zmywania i innych tego typu "przyjemności". Za to z przyjemności spacer, spotkanie z Damianem na pogaduchy pod chmurką (z racji nieczynnych lokali) i wizyta u Natalii i jej małej córeczki. Zleciał ten czas w moment.. Udało nam się jeszcze zajechać nad jezioro, co było idealnym zwieńczeniem weekendu. Pogoda akurat zrobiła się letnia, koc na trawie, iskierki na wodzie i relaks całkowity..

       

       

       

      iskierki

       

       

       

      W domu za to załapaliśmy się na opijanie nowego samochodu Zosi i Tomka, choć słowo nowy to trochę na wyrost. Ale zawsze lepszy wóz 9-letni niż nasz siedemnasto. Niech im więc dobrze jeździ i przywiezie ich do nas na święta. W tym roku mamy zapowiedzianą wizytę, choć jeszcze szczegóły nie są dogadane i nie ma gwarancji czy spotkanie dojdzie do skutku. Bez względu na to czy tak, czy nie.. trzeba coś przygotować ze świątecznych potraw. W planach więc tradycyjny żurek, biała kiełbasa podpiekana z majerankiem i jajka z majonezem. 

       

      Ale zanim wielkanocne świętowanie, trzeba jeszcze trochę ogarnąć mieszkanie.. Po ostatnim sprzątaniowym tajfunie efekty wprawdzie się utrzymują, ale z kurzem to jednak ciągła walka. Także Męża czeka odkurzanie, a mnie dokończenie mycia okien i późniejsze kuchenne rewolucje. Zakupy po części zrobione, wolę wcześniej, niż na ostatni dzwonek w kilometrowych kolejkach. Pozostała wizyta w mięsnym i można działać. Goście pojawią się jeszcze przed świętami. Zaprosiłam Hanię i Sylwię na babskie pogaduchy. I jeszcze, przed kolejną wizytą u rodziców, może uda mi się spotkać z koleżanką Kasią. Tydzień zapowiada się więc dość intensywnie, co jak najbardziej mi odpowiada..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bacia Sosia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 kwietnia 2017 21:10
  • czwartek, 06 kwietnia 2017
    • Naprawiamy

      Tydzień owszem rozpoczął się miło, miałyśmy czas z Beatą i pogadać i zrobić porządki ze zdjęciami. Skorzystali z netu, bo wiadomo, że teraz bez tego jak bez ręki. Oliwer pobawił się z Małym i momentalnie minęło całe przedpołudnie. Kontrola po zabiegu pomyślna, więc już do Danii powrócili i teraz niestety nieprędko się zobaczymy.. Takie życie przez te emigracyjne wyjazdy..

       

      Tymczasem my tu, spacery z Moniką i Igorkiem powróciły do stałych punktów dnia, chłopaki coraz lepiej się ze sobą bawią. I już obie poszukujemy rowerków biegowych, żeby zaczęli ćwiczyć równowagę i przyzwyczajali się do rowerowych wypraw. Kto wie, może i ja kiedyś wreszcie skuszę się na rower. Tym bardziej, że jak auto zaczyna się psuć to ręce opadają. Bo to nie tylko klocki do wymiany, ale zaraz się okazuje, że i tłumik ma dziurę i napinacz paska poszedł, a jak dobrze poszperać, to się znajduje cały rozrząd do wymiany. Nie ma lekko i aż się boję myśleć o kosztach naprawy..

       

      Auto uziemione, a my razem z nim. Autobus na razie nie jest najlepszym środkiem komunikacji. Z racji przygotowań do drugiej dawki przeciw ospie nie chcemy narażać malucha na miejsca o zwiększonej kumulacji bakterii i wirusów. Wczoraj na ten przykład załapaliśmy się na dojazd do dziadków z Tatą, a wracaliśmy z Mężem. Później teraz kończy pracę i o różnych porach, bo rozpoczął wreszcie zabiegi rehabilitacyjne na kręgosłup. Też te plecy trzeba zacząć naprawiać. Na początek rozgrzewająca lampa i prądy, a w maju będą ćwiczenia, na które najbardziej czekał. Wiadomo, że później lepiej ćwiczyć to co wskazane, niż samemu kombinować. W sumie mój zestaw na brzuch również może nie być wskazany dla pleców. Ale skoro nie bolą, więc chyba wszystko jest ok. Grunt, że mięśnie brzucha zaczynają coś odczuwać. A raczej ja zaczynam czuć, że je mam ;) Choć do zadowalającego efektu jeszcze daleka droga. Do swobody w sukience też, ale jestem dobrej myśli. Najważniejsze, to wziąć się wreszcie za siebie i nie odpuszczać.

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Naprawiamy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 kwietnia 2017 13:17