Codzienność niecodzienna

Wpisy

  • środa, 24 maja 2017
    • Szczęście

      Ech i tańczyć mi się odechciało na smutną wiadomość o Zbigniewie Wodeckim.. Odszedł tak wspaniały muzyk i przyjazna dusza. Pełen humoru i radości, prowadzący koncert tak, że wszyscy śpiewali, a do tego potrafił rozbawić tłum zabawnymi kawałami. Cieszę się, że miałam możliwość uczestniczyć w takim zaczarowanym koncercie i bardzo żałuję, że tylko w jednym..

       

      Wzruszenia dostarczył jeszcze francuski film "Jutro będziemy szczęśliwi", ze świetnym aktorem z "Nietykalnych". Pełna ciepła i humoru opowieść o miłości do dziecka, o nieodpowiedzialności dorosłych i ulotności życia. Piękny film.. Obejrzany w gronie sześciu koleżanek, z których każda na koniec potrzebowała chusteczki, albo choć łzę rękawem ocierała..

       

       

       

       

       

      Nowy tydzień trochę więc zamyślony, ale codzienne zajęcia wykonać trzeba. Pranie już zwinięte, sterta prasowania czeka na swoją kolej i mój wolny czas.. Ostatnie spacery, z Moniką i Igorem, w słońcu i też na placu zabaw. Auto po podróży umyte, zostało odkurzanie, na które z kolei Mąż musi znaleźć trochę czasu. A teraz po pracy rozpoczął ćwiczenia na wzmocnienie pleców i wraca wypompowany.. Zabieram dziś więc najmłodszego do dziadków, żeby mógł trochę odpocząć. Ale jednak po relaksie to odkurzanie by się przydało.. Piaskownica znowu po części zostaje przeniesiona do domu i nie pomaga wytrzepanie butów przed. Zawsze znajdą się ziarenka w kieszeniach, czy zawiniętych nogawkach. Taki urok, ale przecież szczęście dziecka najważniejsze :) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Szczęście”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 24 maja 2017 11:25
  • niedziela, 21 maja 2017
    • Tańce i potrzeby

      Pogoda bywa ostatnio zaskakująca. W czwartek i piątek upały ekstremalne, plażowanie, babki z piasku i relaks nad wodą. A potem przeskok z 30 stopni na 18. Taka akcja potrafi wytrącić z równowagi, a i zakłócić "perfekcyjnie" spakowany zestaw ubrań dla najmłodszego. Wprawdzie nie przydał się zapas krótkich spodenek i pluszowa, ciepła bluza, ale za to ubieranie na cebulkę mamy dopracowane. Weekend spędziliśmy u Zosi, świętując teraz u niej urodziny i imieniny moich chłopaków. Ostatnim rzutem na taśmę, mechanik wyczyścił zawór od e-czegośtam i odebraliśmy strzałę, tuż przed wylotem. Zawór prędzej czy później będzie do wymiany, co oczywiście pociągnie większe koszty. Ale bezcenna jest świadomość, że jednak później.

       

      A u Zosi, sympatyczny czas.. Połączony z tortem, prezentami i życzeniami. Do tego ogród, bańki mydlane i ślizgawka w okolicy. Na rynek oczywiście się wybrałam, tym razem z myślą o Dniu Mamy i ładnej bluzce na jej święto. Miałam też nadzieję, na upatrzone wcześniej, beżowe czółenka. Jednak ktoś zakupił dwa różne rozmiary, jednej pary. A jakoś tak niefortunnie, nie jestem posiadaczką jednej stopy dłuższej od drugiej. Na pocieszenie nabyłam dziecięciu niebieską piłkę. Co i u mnie wywołało radość, równoważącą smutek przez tylko jeden pasujący but.


      Za to na sobotnią imprezę, miałam tak wygodne buty, że przebiłam w tańcu młodocianych (w przykrótkich spodniach pod tytułem "mam wodę w piwnicy") i męczące się na szpilkach piękności. Wysokie traperki dały radę przez cały set DJ-a Matysa, który zagościł za konsolą. I choć festiwale Sunrise to nie moje klimaty muzyczne (mimo iż w latach 90-tych i tego się słuchało, wśród DM, The Cure, U2, Prodigy, rocka, punka i innych, łagodniejszych) to wpadłam w taki trans, że ani na chwilę nie przestawałam tańczyć. Gdy Mężu i Damian już wymiękali, u mnie nastąpił przyrost mocy, a Matys zaczął grać dopiero o 1 w nocy. Tak to czasem bywa, jak się matka wyrwie na parkiet ;) 

       

      Niestety, na drugi dzień, lekko owa matka nie ma.. W kolanie coś strzyka, biodro daje się we znaki i człowiek tylko marzy, żeby zalec i nie ruszać się przez całą niedzielę. A tu dziecię wyspane, radosne i domagające się zabaw. Do tego pilnowanie, by przeszło "suchą nogą" przez kolejne chwile odstawiania od pieluchy.

      Mija pierwszy tydzień tego ważnego etapu i postępy są widoczne, aczkolwiek jeszcze nie do końca opanowane. Potrzeby owszem są zaznaczane, ale bywa, że po fakcie. Najważniejsze jednak, że krok po kroku idziemy w wyznaczonym, łazienkowym, kierunku.

      I z tej okazji let's dance, bo czemuż by nie :)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Tańce i potrzeby”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 maja 2017 23:43
  • czwartek, 18 maja 2017
    • Skromnie

      Weekend pełen gości zleciał w moment. Dziecię zyskało gry dla trzylatków, trochę jeszcze za skomplikowane i mało skromną koszulkę o przystojniakach. Myślę, że jednak do noszenia w domu, bo towarzystwo z piaskownicy może pomyśleć, że zadzieramy nosa ;) Nie wszyscy mają poczucie humoru, luz i dystans, nawet do napisów na dziecięcych koszulkach..

       

       

       

      skromnie ;)

       

       

       

       

      Panowie moi poczuli się jednak w obowiązku dostosować do wymogów i odwiedzili fryzjera. Włosy teraz krótkie i akurat w sam raz na czas upałów. Mężu dostał wyczekiwane nowe spodnie w urodzinowym prezencie i przy okazji przymierzył swoje krótkie, z tamtego roku. Lato bowiem rozkręciło się w pełni, ("zimna Zośka" okazała się łaskawa). Słońce i wysokie temperatury zaskoczyły nas za to bez sandałów dla dziecka. Są jedynie wysokie trampki, pozostałe z rytmiki. Trzeba będzie na szybko rozpocząć poszukiwania, a jak wiadomo temat butów do łatwych nie należy.. Okazało się, że o wiele łatwiej przystosować się do jazdy na hulajnodze, nawet w skarpetkach. Dziś pierwszy raz przetestujemy sprzęt od dziadków w plenerze.

      Tylko najpierw trzeba odholować auto do mechanika. Wrr. Tak to już bywa, że po większej naprawie, zaraz wyskakuje coś następnego. Tym razem wyskoczyła świecąca kontrolka silnika. A we mnie od razu urosło ciśnienie. Po cichu liczę, że załapiemy jakąś formę reklamacji, ale to pewnie złudne myśli. Co ma być to będzie.. Pocieszam się relaksem nad wodą, koc już przygotowany, a hulajnoga czeka w blokach startowych. Może nawet uda się spotkać z Moniką i jej chłopakami, bo dziś w piaskownicy obie snułyśmy takie marzenia. Mam nadzieję, że i weekend będzie w miarę pogodny, gdyż człek już spragniony letnich atrakcji :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Skromnie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 maja 2017 14:15
  • niedziela, 14 maja 2017
    • Nie fatamorgana

      I proszę, oficjalne 21 stopni, słońce i upał znienacka! Przeskok niesamowity, ale jeszcze nie do końca stabilny, bo już zza winkla wyskakują chmury i straszą jakimiś deszczami. Na razie jednak cieszymy się słońcem i domowym świętowaniem zbliżających się imienin Smyka i urodzin Męża. Spotkałam się wcześniej z Hanią, Sylwią i Katariną. Miałam czas swobodnie pogadać, bo poszłam sama. Przy okazji dziewczyny obejrzały ubrania, które nowe i nieużywane zalegały mi w szafie. Sukienka plażowa i sweter na guziki spodobały się Katarinie, a za dużą na mnie marynarkę Hania wzięła do pracy i sprzedała koleżance z kadr. Jak to warto czasem pokazać nienoszone zasoby. Reszta poszła na PCK i planuję zrobić jeszcze jeden nalot na szafę. Żeby wreszcie się tam rozluźniło i przywróciło równowagę i dobrą energię. 

       

      W sobotę wreszcie udało się dotrzeć Chrzestnej z rodziną, były prezenty, pogaduchy i zabawy. Fajnie było się z nimi zobaczyć i jesteśmy zaproszeni na rewizytę. A dziś od rana chłonęliśmy dobrą pogodę i możliwość skorzystania z wesołego miasteczka przy Pikniku nad Odrą. Mały jak tylko zobaczył karuzele, auta i ciuchcie, to już nie chciał zwiedzać okolicznych wyrobów naturalnych, budek z kwiatami i różnościami. I nie ma mu się co dziwić.

       

       

       

      w.m. 

       

       

       

      Za to wieczorem zawitają do nas moi Rodzice i Brat z dziewczyną. W menu raczej przystawkowo - koreczki z oliwkami, hummus, kabanosy, bagietki z masłem ziołowym, mozarella z pomidorem, jajka w majonezie i sałatka grecka z fetą. Na deser ciasto, muffinki z rodzynkami i żurawiną od Zosi, oraz lody z bitą śmietaną, bananem i borówkami. Czyli zaczęliśmy świętowanie, które prawdopodobnie zakończy się za tydzień imprezą w lokalu. Ale nauczeni doświadczeniem, nie wybiegajmy naprzód.. Teraz już, po powrocie do domu, ruszam nakrywać do stołu i czekamy na gości :)

       

       

       

       

      oliwkowo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Nie fatamorgana”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 maja 2017 15:00
  • czwartek, 11 maja 2017
    • Wspomnienia przy praniu

      Tydzień rozpoczął się pod znakiem prania.. mam wrażenie, że tylko w kółko obracam rzeczy na lewą stronę, segreguję białe od kolorów, rozwieszam, dosuszam na kaloryferach, zdejmuję i układam. I tak już trzecie pranie z rzędu, na szczęście ostatnie. Uff.. Przynajmniej na jakiś czas. Odkurzanie za nami i ogólny porządek zrobiony. Wniosek do przedszkola złożony, po którym zostaje oczekiwanie na czerwcowe wyniki rekrutacji.

       A tu w głowie jeszcze obrazy z Wrocławia się przesuwają, Mały opowiada dziadkom o zwierzakach, zdjęcia oglądamy codziennie i wspominamy co jakiś czas tamte przeżycia.. 

       

       

       

      wroc-zoo

       

       

       

      Tymczasem Mężu już zapracowany, a po pracy śmiga na rehabilitacje. Ja gotuję i nadrabiam zaległości w pustej lodówce. Odwiedziła mnie Kasia do przymiarki ubrań, których mam trochę do oddania, po ostatniej rewolucji w szafie. Jeszcze marynarka do zwrotu dla Sylwii, z którą może po wizycie u rodziców, uda się spotkać u Hani.

      Spacery z Moniką i Igorem powróciły, wczoraj z racji ciągłego deszczu odwiedziliśmy ich w domu. Chłopaki się pobawili, bałaganu narobili, a dziś już znowu gnało ich do piaskownicy. Dobrze, że jest szansa na jakieś ocieplenie.. Po "zimnej Zośce" zapowiadane nawet fatamorgany ze słońcem i 21 stopni. Asekuracyjnie jednak nabyłam Małemu parasol, choć już intensywnie wyciągamy szyje do tego wymarzonego słońca..

       

       

       

      szyja

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wspomnienia przy praniu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 maja 2017 12:41
  • poniedziałek, 08 maja 2017
    • Wroc-Love

      Poniosło nas, oj poniosło :) I takie spontany, to ja lubię najbardziej.. Miało być kilka dni nad jeziorem, był jeden - bo choć słońce próbowało walczyć z wiatrem - wiatr wygrywał. A nocne zero stopni odstraszyło od spania w domkach z dykty. Grilla jednak zaliczyliśmy, dziecię się wybiegało, w zacisznej piaskownicy babek nastawiało, potem ewakuacja. Rodzice twardo zostali, 5 szczupaków na koncie Taty urosło. W przerwach międzydeszczowych i Mama korzystała z wędrówek z koleżankami. My natomiast po szybkim pakowaniu ruszyliśmy do Zosi. Stamtąd bowiem mamy bliżej wszędzie.. Choć nie tak blisko, jak bym chciała. Pierwotny plan obejmował Łódź, do której mam nadzieję kiedyś dojedziemy. Na razie jednak podróż byłaby zbyt długa dla najmłodszego. Wybraliśmy więc bliższą - ta da - do Wrocławia!

       

       

       

       

      Wrocek

       


       

      Radocha wielka, ekscytacja sięgała zenitu i aż mnie się łza w oku zakręciła, gdy dotarliśmy na Stary Rynek :) Byłam tam wiele lat temu, Mężu natomiast po raz pierwszy. Wrażenie niezmiennie cudowne. Ratusz, kolorowe kamieniczki, pomnik Fredry, krasnale, restauracje i tętniące życiem uliczki (Taniu, mieszkasz w pięknym mieście). Festiwale na każdym kroku, fontanna z muzyką, Hala Stulecia i przeogromne Zoo. Frajda dla całej rodziny, zwierzaków masa, te żyrafy, zebry, słonie i nosorożce.. Dziecię biegało od misiów, lwów, strusiów do ryb.. i dobrze, że wzięliśmy wózek, bo 3,5 godziny na nogach nie dałoby rady. My ledwo daliśmy, a potem przecież dalej chciało się zwiedzać. Byliśmy tylko trzy dni, nocleg w hostelu załatwiany na ostatnią chwilę, pierwsza jazda Małego tramwajem, lody w bąbelkowym waflu i masa emocji w każdej chwili. Uwielbiam. I podróże i Wrocław i zwiedzanie i.. nic tylko chłonąć takie majówki każdą cząstką siebie.


      Wróciliśmy do Zosi naładowani energią i z setkami zdjęć. Miało być jeszcze jezioro, choć na pół dnia.. ale już sił na kolejną podróż zabrakło, a i pogoda w kratkę zniechęcała. Plus, że we Wrocku padało tylko raz w nocy i na pożegnanie. A tak zdarzały się nawet przebłyski słońca. Czarodziejska to była podróż i takich poproszę więcej..

       

       

       

       

      krasnal

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Wroc-Love”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 maja 2017 00:10
  • niedziela, 30 kwietnia 2017
    • I po weselu

      Lekki katarek już nie przeszkodził w długo oczekiwanym imprezowaniu. Fryzjerka podcięła mi włosy, Sylwia podjechała do nas z marynarką dla Małego, a jeszcze w dzień ślubu leciałam do kosmetycznego po jasnoniebieski lakier do paznokci, żeby czerwone nie gryzły się z kolorystyką.

      Wesele Agi i Marcina przygotowane, z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Panna Młoda w przepięknej sukni.. jak księżniczka z bajki :) Suknia do ziemi, z podpinanym trenem, talia osy i długie, ładnie upięte włosy. Oboje wyglądali jak z okładki ślubnego magazynu. Jedynie pogoda nie dopisała, lało od rana, małe przebłyski słońca, a tuż przed kościołem grad, że strach było z auta wysiąść. Uroczystość jednak ładna, ze trzy razy wzruszenie mnie za gardło chwytało. Potem już przejazd do lokalu.. salę sami przystroili, gości ponad setka, prezentacja, dziecięce zdjęcia narzeczonych, duża rodzina i zaproszeni księża na przyjęcie. Na salę doszli piechotą w asyście dwóch koni - Aga intensywnie jeździ, więc przypuszczaliśmy, że może i na koniach wjadą.. Impreza z rozmachem, choć jak wiadomo nie wszystkim muzykę da się dopasować, a i czasem za dużo konkursów było. Ale my pod wrażeniem, że dziecię dało potańczyć, że mogliśmy spokojnie przy stole posiedzieć. Zjeść bez odrywania się od stołu i pogadać ze znajomymi. Był kącik dla dzieci, z kredkami, kolorowankami i zabawki. Mały miał dużo towarzystwa, biegał, tańczył, grał w piłkę. I tylko co jakiś czas zaglądał, czy jesteśmy. To my częściej sprawdzaliśmy, czy sobie radzi, czy jest zajęty i nie płacze. Tymczasem bez problemu się odnalazł i niepotrzebnie się przejmowaliśmy. Coś czuję, że w przedszkole będzie dla niego świetną zabawą..

       

       

       

      dla Młodych

       


       

      A nasza zabawa zakończyła się tuż po oczepinach, w okolicy 1 w nocy. Synek, choć energia jeszcze się nie wyczerpała, zrobił się już płaczliwy. Nas też zmęczenie dopadło, więc w auto i do domu. Szybkie mycie i spać, by odespać nocne szaleństwo. Potem dojść do siebie i zaliczyć mały spacer po parku. Dla relaksu i dotlenienia. Najfajniejsze, że jeszcze będzie kilka wolnych dni, bo przecież majówka dopiero się rozkręca. Tym razem idziemy na żywioł, bez planowania i zobaczymy, gdzie nas poniesie ;) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „I po weselu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 kwietnia 2017 15:20
  • środa, 26 kwietnia 2017
    • Dyrekcja i Balzac

      Mały dalej z katarem i kaszlem, ale powoli wychodzimy na prostą. Co oznacza, że mamy szansę zawitać na wesele.. czy zawitamy, okaże się w terminie. Ubrania skompletowane, dziś jeszcze Sylwia zajrzy do nas z marynarką dla smyka. Brwi wyregulowane, paznokcie pomaluję dzień przed, a fryzjerka dopełni reszty. Majówka za to ciągle pod znakiem zapytania i foch na pogodę trwa. No bo jak tak można.. człek z utęsknieniem czekał na wiosnę, a tu lepiej zimą było, niż jest teraz. Chcę dziś wyjść na mały spacer, tylko czy się przebijemy przez wichury i deszcz, który zaraz lunie? Może pod wieczór będzie cieplej..

       

      Spotkanie z dyrektorką przedszkola rozjaśniło nam trochę sytuację. Nie spieszymy się z naborem, tylko czekamy na wieści ile będzie miejsc. Nie liczy się kolejność zgłoszeń, czyli możemy się wstrzymać z wnioskiem. Mimo wszystko stresuje mnie ten temat bardzo. Niby tyle przedszkoli dookoła, ale chętnych tak dużo. Do tego kryteria sprawiające, że bez znajomości praktycznie nie ma się jak dostać. Zresztą co dadzą znajomości, jeśli miejsca będzie brak, a przedszkola się nie rozciągnie. Pozostaje działać według wytycznych i poczekać..

       

      W tym czekaniu i przymusowym, domowym pobycie wrzucam do obejrzenia "Wielką miłość Balzaca". Czytałam wiele jego powieści, ale nie znałam życiorysu tegoż pisarza.. Niezły był z niego artysta ;) Tyle miłostek, podróży, życie ponad stan, ukrywanie się przed wierzycielami i pisanie od rana do nocy, wykańczające zdrowie. Film, jak dla mnie, wspaniały. Nagrany z plejadą świetnych aktorów i oddanym klimatem tamtej epoki. Szkoda, że zostały mi już tylko dwa odcinki.. Ale mam nadzieję, na szybki powrót zdrowia Synka i spędzanie czasu, wreszcie, poza domem. Nadzieję zawsze warto mieć, przynajmniej jest lepsza od planowania ;)

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Dyrekcja i Balzac”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 26 kwietnia 2017 13:37
  • niedziela, 23 kwietnia 2017
    • Plany

      Powiedz o swoich planach, a.. Właśnie. Na górze muszą mieć niezły ubaw ;) Zaczęło się niewinnie od piątkowego kataru u najmłodszego, by zamienić się w bolące gardło. W ruch poszła seria leków i jednocześnie wszystkie plany wzięły w łeb. Na zakupy owszem, pojechałam, ale sama. Bolerko jest i krawat, w kolorze pasującym do sukienki też. Nie ma tylko pewności, czy w ogóle dotrzemy na wesele. Ha. To tak, żeby było bardziej dramatycznie i tajemniczo. Cóż..

       

      Na dokładkę, w sobotę rano dostajemy wieści od chrzestnej, że miała nocne spotkania trzeciego stopnia, w łazience. Czyli odpada z niedzielnego spotkania, bo może być wirus. Wirusom już naprawdę dziękujemy, ale jednak z ciocią byśmy chcieli się wreszcie spotkać. No halo. Fatum jakieś? Czy może faktycznie przestać cokolwiek planować.. Jak choćby w styczniu majówkę. By obudzić się z ręką w.. śniegu, wichurach i obserwować jak słońce toczy walkę z chmurami. Kto wygra ją w kolejny weekend? Pożyjemy, zobaczymy. Już nic nie planuję.


       

      A jutro na spotkanie z dyrektorką przedszkola pojadę sama. Dziecię zostanie w domu, żeby nie zarażać maluchów. Brwi zrobię, bo już i tak wymagają regulacji. Fryzjer też się przyda. Bez względu na to, czy pójdziemy na wesele, czy nie. 

      I wpisy zacznę robić w Wordzie, zanim znowu znikną w odmętach sieci. Byłoby wskazane. Nie, żebym planowała ;)

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Plany”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 kwietnia 2017 18:22
  • piątek, 21 kwietnia 2017
    • Mniej

      Święta za nami, pora zacząć przygotowania do ślubu Agi, znajomej, którą znam od dziecka.. Spędzałyśmy razem prawie wszystkie wakacje nad naszym jeziorem. Znajomość przetrwała, mimo wieloletniej przerwy, a można nawet powiedzieć, że teraz jest trwalsza i kontakt częstszy. Bardzo się cieszymy, że zostaliśmy zaproszeni na wesele i że może uda się wreszcie razem potańczyć, nie tak jak ostatnio ;) 


      Mężu przymierzył garnitur i pochodził w eleganckich butach, by dobrze się ułożyły. Ja przeszczęśliwa, bo na wadze wskazanie 3kg mniej! W sukience swobodniej i jak przypilnuję przez najbliższe dni, to może zrobi się jeszcze luźniej. Przez święta zaniedbałam ćwiczenia, ale wczoraj trening wykonany i teraz 15 minut dziennie musi być i kropka. Buty do niebieskiej sukienki mam i na zmianę wygodne baleriny, kopertówka jest. Brakuje krawata z niebieskim wzorem - może Brat jakiś pożyczy. I bolerka, bo posiadam tylko bawełniane, mało wyjściowe. Synek wystąpi w jasnoniebieskiej koszuli, kamizelce i eleganckich granatowych spodniach. Miał być też sweter w biało-granatowe paski, ale okazuje się, że Sylwia ma do pożyczenia granatową marynarkę. Zgadałyśmy się w tym temacie u Hani, na środowym spotkaniu. Nareszcie był czas na pogaduchy, świąteczne wspomnienia. Opowieści o ślubie syna Hani i naszych perypetii w poszukiwaniu żłobka dla Mikołaja i przedszkola dla naszego malucha. Musimy teraz tylko podjechać do Sylwii i zrobić przymiarkę marynarki i gdyby pasowała, mamy komplet. 

       

      Jestem też umówiona do fryzjerki, w dniu ślubu, więc fryzura będzie na tip top. Wiadomo, że sama nie ułożę włosów, tak jak zrobią to w salonie. Regulacja brwi z henną na kilka dni przed, a pazurki pomaluję sama.

       

       

       

      odcienie

       

       

       

      Trafiłam na promocję lakierów 1+1 gratis i nabyłam różne kolory dla siebie i w prezencie dla Mamy i Kasi, która zawsze mnie jakimś obdaruje. Nie ma co robić żelu, zaraz majówka. W planach gra na gitarze, a do tego paznokcie raczej krótkie. Oczywiście, jeśli ognisko dojdzie do skutku, bo coś pogoda bardziej zimowa niż wiosenna. Dziś na spacerze z Moniką zmarzłyśmy i przydały się rękawiczki dla smyków. Tematem głównym jest teraz nabór do przedszkola. W następnym tygodniu pisanie wniosku i oświadczeń. Ale jeszcze zanim to, weekend przed nami. Trochę latania po sklepach i spotkanie z chrzestną, z którą od grudnia się umawiamy. Może tym razem uda się zrealizować plany..

      Pozdrawiam weekendowo i ruszam do hoola hop, by w obwodzie też było mniej i do ćwiczeń, by mieć kondychę do takiego tańca ;) 

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Mniej”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 21 kwietnia 2017 12:20
  • wtorek, 18 kwietnia 2017
    • Kocham

      Niespodziewany obrót przyjęła nasza Wielkanoc. Mieliśmy zaplanowane dwa obiady u moich rodziców i siedzenie w domu.. Ale jednak dziecko i deszcz za oknem równa się ciągła inwencja twórcza, do granic cierpliwości ;) Przemyślana na szybko sytuacja, czyli brak Zosi i Tomka, tona jedzenia wszędzie, ciasta, którymi można się podzielić i spotkanie z kumplami Męża w perspektywie. Wszystko to sprawiło, że po świątecznym obiedzie u rodziców ruszyliśmy w trasę do drugiej babci.

       

       

       

      w trasie

       

       

       

      Miała być niespodzianka, ale mogliśmy trafić na jakichś innych gości, którzy zostaną na noc i zajmą nam miejsce. Trzeba więc było zadzwonić, ale i tak Zosia niesamowicie się ucieszyła z naszej wizyty. Mały równie szczęśliwy, najpierw zabawy u dziadków, potem pies, kot i karton zabawek u drugiej babci. Późnym już wieczorem uszykowaliśmy go do snu, Zosia zaopatrzona w bajki lulała wnuczka, a my w imprezowym nastroju ruszyliśmy na otwarcie nowego lokalu. Ubaw był z tego otwarcia, bo po odstaniu 1,5 godziny na mrozie i dotarciu do wejścia zostaliśmy odprawieni z kwitkiem! Okazało się, że lokal mieszczący 600 osób wypełniono po brzegi 1000 osobową ekipą i nie dało już rady wcisnąć nawet nogi. Dobrze, że choć w kolejce było wesoło i że w okolicy był pub, gdzie w końcu zlądowaliśmy w skromne pięć osób. W sumie można powiedzieć, że mieliśmy farta nie dostając się w tamten kocioł. Po jakimś czasie wysiadł prąd i tysiąc osób w ścisku siedziało po ciemku! My za to w przytulnym klimacie i wśród świeczek :) 

       

       

       

      klimatycznie

       

       

       

      A prosto z podróży, w trakcie której co chwilę to padało, to świeciło to gradem sypało, dojechaliśmy znowu do rodziców. Zasiedliśmy za stołem i było prawie tak, jakbyśmy się stamtąd nie ruszali. Fajne to było świętowanie, a najlepszą niespodzianką ze wszystkich były słowa naszego Zajaczka wielkanocnego, który pierwszy raz powiedział KOCHAM MAMĘ i KOCHAM TATĘ! :))

      Niesamowita jest ta miłość dziecka i miłość do dziecka..

      Nie da się tego opisać, za to kocha się całym sobą i całym sercem..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Kocham”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 kwietnia 2017 11:25
  • sobota, 15 kwietnia 2017
    • Wielka-noc

      Przygotowania trwały cały tydzień.. Mieszkanie wysprzątane, żurek i sałatka jarzynowa gotowe. Jajka pomalowane i już poświęcone. Mały dumnie wędrował ze swoim koszykiem, a w domu dalej chciał malować, już kolorowe jajka. Fajny czas.. taki rodzinny i ciepły, mimo iż za oknem mżawka. Coś ostatnio pogoda nie może wycyrklować ze słońcem na Wielkanoc.. Ale dobrze, że śnieg nie pada, bo pamiętam te zające lepione zamiast bałwanów. 

      Tata już w domu, więc wszyscy spokojniejsi.. Czekają nas rodzinne obiady, msza, domowy relaks, zabawy z maluchem i mam nadzieję, że uda się obejrzeć wieczorami jakiś film. I obyśmy wreszcie trochę odpoczęli po całej, ostatniej bieganinie, by móc w pełni oddać się świętowaniu..

       

       

       

      nowe życie


       

       

      NIECH DLA WSZYSTKICH

      TEN MAGICZNY CZAS WIELKANOCNY

      BĘDZIE MIŁY, PEŁEN UŚMIECHU, ZDROWIA

      I DUCHOWEJ RADOŚCI :)

      WESOŁYCH ŚWIĄT!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Wielka-noc”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      sobota, 15 kwietnia 2017 13:46
  • czwartek, 13 kwietnia 2017
    • Musiu, Tusiu

      Nie ma to jak umyć okna i zobaczyć je, na drugi dzień, zachlapane deszczem. Cóż.. prawdziwy kwiecień-plecień. Słońce naprzemiennie z deszczem, grad, wiatr i skoki temperaturowe. Trzeba się ubierać na cebulkę i żonglować czapkami dla dziecka. Od cieńszej bawełnianej, przez średnią, po grubą zimową. A już jadąc samochodem raz otwieramy okna, innym razem włączamy ogrzewanie. I gdzie się podział ten ciepły dzień z weekendu, gdzie można było złapać tulipany w słońcu? Trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na prawdziwe ocieplenie.. 

       

       

       

      chcemy słońca

       


       

      Już wiadomo, że Zosia na Wielkanoc nie dotrze, jedziemy więc do moich rodziców. Choć świąteczny obiad stanął pod znakiem zapytania, gdyż Tatko wylądował na kolejnym zabiegu. Dwa razy łatane ścięgno ma się już całkiem dobrze, ale okazało się, że poluzowana jest śrubka łącząca. Jutro odbieramy pacjenta ze szpitala i oby do majówki temat mu się zagoił, bo przecież nie wyobraża sobie nie jechać na ryby. Choćby nawet miał łowić tylko z pomostu. Mama oczywiście cała w stresie, ale na takiego uparciucha nie ma mocnych.

      Na szczęście reszta rodziny zdrowa. Udało się dokończyć Małemu szczepienie przeciw ospie, Mężu śmiga na zabiegi kręgosłupowe, a ja rozruszałam się przy domowym sprzątaniu i moich ćwiczeniach. Staram się też zdrowiej jeść i unikać słodyczy, dziś nawet przy wizycie Kasi nie wylądowały na stole żadne ciastka. Zrobiłam za to mieszankę kasz z zieloną soczewicą i różnymi, świeżymi warzywami. Jutro wstępnie jestem umówiona z Hanią i też coś trzeba będzie wymyślić, żebyśmy nie dopadły się do czekolady. Post ma w sobie dużo plusów i jest bardzo mobilizujący do walki z pokusami.. 

       

      Dziecięciu naszemu jutro też zrobię coś lekkiego do zjedzenia, ale tak myślę, że już w sobotę mięso mu podam. Co jak co, ale po pierwsze lubi, a po drugie wtedy wiem, że prawdziwie się najadł. Łasuch jest zresztą z niego niesamowity i gdyby mógł, to by co chwilę zajadał. Wiem, że nadrabia jeszcze po ostatniej chorobie, ale też już widać, że potrzebuje więcej jedzenia, bo rośnie jak na drożdżach. Zaczyna do tego mówić pełnymi zdaniami. Poranek na przykład wita radosnymi słowami - nie ma nocy, jest dzień! Albo raczy nas stwierdzeniem - nie ma dziadzi w domu, jest bacia Kysia. Rezolutny i sprytny się robi, już wie, że kiedy się o coś uderzy to trzeba lecieć do mamy po buziaka. A jak się chce przytulasa wystarczy zawołać - musiu (brakuje jeszcze ma, do pełnego mamusiu) albo tusiu, co niezmiennie nas rozczula :) 

      Ilość nowych słów jest już tak duża, że nie nadążam z zapisywaniem. Liczenie od 1 do 10 stało się wielką frajdą i popisowym numerem przed gośćmi. Słowa - buzia, ciepło, zimo (zimno), pada deszcz, daj kapcie, stawaj (wstawaj), żów, chrum chrum, żaba, rzwi (drzwi) - i wiele wiele innych stają się już normą. A budowanie zdań wyzwaniem i wyższym stopniem wtajemniczenia. Teraz tylko dostać się do przedszkola i ruszyć z poznawaniem świata na całego..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Musiu, Tusiu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 13 kwietnia 2017 23:12
  • niedziela, 09 kwietnia 2017
    • Bacia Sosia

      Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.. Zwłaszcza, kiedy jedzie się w odwiedziny do Zosi, gdzie pyszne jedzenie i smakołyki wyglądają z każdej półki. I jak tu nie jeść? Oto jest pytanie.. A na dokładkę człek po takich rarytasach ma ochotę wylądować w pozycji horyzontalnej, dokładnie jak Zosi psina.. gwiazda, lubiąca wygodę, poduszkę i ciepły kocyk ;)

       

       

       

      dama na drzemce

       

       


      Auto odebraliśmy na ostatni dzwonek.. O kasie nawet pisać mi się nie chce, bo ten miesiąc będzie kruchy przez tak duży wydatek. Ale najważniejsze, że działa i można jechać dalej. Weekend więc po części w trasie, a po części w domowym zaciszu.. bez pośpiechu, gotowania, zmywania i innych tego typu "przyjemności". Za to z przyjemności spacer, spotkanie z Damianem na pogaduchy pod chmurką (z racji nieczynnych lokali) i wizyta u Natalii i jej małej córeczki. Zleciał ten czas w moment.. Udało nam się jeszcze zajechać nad jezioro, co było idealnym zwieńczeniem weekendu. Pogoda akurat zrobiła się letnia, koc na trawie, iskierki na wodzie i relaks całkowity..

       

       

       

      iskierki

       

       

       

      W domu za to załapaliśmy się na opijanie nowego samochodu Zosi i Tomka, choć słowo nowy to trochę na wyrost. Ale zawsze lepszy wóz 9-letni niż nasz siedemnasto. Niech im więc dobrze jeździ i przywiezie ich do nas na święta. W tym roku mamy zapowiedzianą wizytę, choć jeszcze szczegóły nie są dogadane i nie ma gwarancji czy spotkanie dojdzie do skutku. Bez względu na to czy tak, czy nie.. trzeba coś przygotować ze świątecznych potraw. W planach więc tradycyjny żurek, biała kiełbasa podpiekana z majerankiem i jajka z majonezem. 

       

      Ale zanim wielkanocne świętowanie, trzeba jeszcze trochę ogarnąć mieszkanie.. Po ostatnim sprzątaniowym tajfunie efekty wprawdzie się utrzymują, ale z kurzem to jednak ciągła walka. Także Męża czeka odkurzanie, a mnie dokończenie mycia okien i późniejsze kuchenne rewolucje. Zakupy po części zrobione, wolę wcześniej, niż na ostatni dzwonek w kilometrowych kolejkach. Pozostała wizyta w mięsnym i można działać. Goście pojawią się jeszcze przed świętami. Zaprosiłam Hanię i Sylwię na babskie pogaduchy. I jeszcze, przed kolejną wizytą u rodziców, może uda mi się spotkać z koleżanką Kasią. Tydzień zapowiada się więc dość intensywnie, co jak najbardziej mi odpowiada..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bacia Sosia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 kwietnia 2017 21:10
  • czwartek, 06 kwietnia 2017
    • Naprawiamy

      Tydzień owszem rozpoczął się miło, miałyśmy czas z Beatą i pogadać i zrobić porządki ze zdjęciami. Skorzystali z netu, bo wiadomo, że teraz bez tego jak bez ręki. Oliwer pobawił się z Małym i momentalnie minęło całe przedpołudnie. Kontrola po zabiegu pomyślna, więc już do Danii powrócili i teraz niestety nieprędko się zobaczymy.. Takie życie przez te emigracyjne wyjazdy..

       

      Tymczasem my tu, spacery z Moniką i Igorkiem powróciły do stałych punktów dnia, chłopaki coraz lepiej się ze sobą bawią. I już obie poszukujemy rowerków biegowych, żeby zaczęli ćwiczyć równowagę i przyzwyczajali się do rowerowych wypraw. Kto wie, może i ja kiedyś wreszcie skuszę się na rower. Tym bardziej, że jak auto zaczyna się psuć to ręce opadają. Bo to nie tylko klocki do wymiany, ale zaraz się okazuje, że i tłumik ma dziurę i napinacz paska poszedł, a jak dobrze poszperać, to się znajduje cały rozrząd do wymiany. Nie ma lekko i aż się boję myśleć o kosztach naprawy..

       

      Auto uziemione, a my razem z nim. Autobus na razie nie jest najlepszym środkiem komunikacji. Z racji przygotowań do drugiej dawki przeciw ospie nie chcemy narażać malucha na miejsca o zwiększonej kumulacji bakterii i wirusów. Wczoraj na ten przykład załapaliśmy się na dojazd do dziadków z Tatą, a wracaliśmy z Mężem. Później teraz kończy pracę i o różnych porach, bo rozpoczął wreszcie zabiegi rehabilitacyjne na kręgosłup. Też te plecy trzeba zacząć naprawiać. Na początek rozgrzewająca lampa i prądy, a w maju będą ćwiczenia, na które najbardziej czekał. Wiadomo, że później lepiej ćwiczyć to co wskazane, niż samemu kombinować. W sumie mój zestaw na brzuch również może nie być wskazany dla pleców. Ale skoro nie bolą, więc chyba wszystko jest ok. Grunt, że mięśnie brzucha zaczynają coś odczuwać. A raczej ja zaczynam czuć, że je mam ;) Choć do zadowalającego efektu jeszcze daleka droga. Do swobody w sukience też, ale jestem dobrej myśli. Najważniejsze, to wziąć się wreszcie za siebie i nie odpuszczać.

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Naprawiamy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 kwietnia 2017 13:17
  • niedziela, 02 kwietnia 2017
    • Rodzinny piknik

      Z pewną dozą nieśmiałości stwierdzam, że na dzień dzisiejszy wszyscy zdrowi ;) Choć przyznaję, że już został w tyle głowy ślad niepewności.. Bo po ostatnich atrakcjach mam świadomość, że w dzień kolejny wszystko może się przy dziecku zmienić. Oczywiście oby nie i oby jak najdłużej trwał czas bez żadnych chorób. Ale leki w razie różnych wyskoków przygotowane. My bardziej ostrożni, większe pilnowanie mycia rąk i zawsze przy sobie mokre chusteczki. Tyle, że przed bakteriami i wirusami trudno się bronić..można jedynie próbować.

       

      A wręcz trzeba, bo kiedy tylko pogoda za oknem robi się prawdziwie letnia, to już tylko zapakować trochę prowiantu i heja na łono natury. Ale zanim na owe łono ruszyliśmy, przybyły moce na generalne porządki. Dawno tak w domu nie furczało, odkurzanie pod kanapą, pod pralką, we wszystkich kątach, po wszystkich zakurzonych powierzchniach. Balkon wypucowany, okna na razie po części, bo sił po dwóch dniach sprzątania zabrakło. Uporządkowałam buty, wywalając 4 pary staroci, zapastowałam kozaki i schowałam je, żeby już nie straszyły wiosny. Łazienka lśni, pranie suszone już na balkonie, mieszkanie wywietrzone z każdej strony. Uwielbiam taki porządek, od razu lepiej się oddycha, przyjemniej zasiąść do odpoczynku, kiedy nic nie razi oka. 

       

      A potem można sobie pojechać na pierwszy piknik w plenerze. Razem z Beatą i Oliwerem, w dobrych humorach po domowym huraganie. Słońce, koc, pierwsze ognisko, pieczone kiełbaski..

       

       

       

      pierwsze

       

       

       

      totalny relaks, a na dokładkę mini zoo ze zwierzakami do obejrzenia. Mały nareszcie zobaczył na swe oczy kangura, zebrę, lamę, małpy, jeżowce, surykatki i inne stworki, które do tej pory oglądał tylko w bajkach. Fajne miejsce i to całkiem blisko miasta, pogoda dopisała, więc nic tylko chłonąć przyrodę.. Jedynym minusem był klaun, o bardzo irytującym głosie, ale nie czepiajmy się szczegółów ;) 

       

       

       

       

      mini

       

       

       

      Po powrocie w domu mały odpoczynek, przeskok w bardziej wyjściowy ciuch i wybrałyśmy się z Beatą do pubu. Na pogaduszki i by obejrzeć lokal, którego kiedyś byłam częstym bywalcem. Miejsce przyjemnie odnowione, z drugim piętrem, bardziej eleganckim ale z zachowanym klimatem pasującym do alternatywnej muzyki. Potem już poszłyśmy za ciosem zmieniając rejony na bardziej rockowe. Choć i lata 80'te się trafiły i najnowsze przeboje. Wieczór udany i tylko powrót trochę późny mi wyszedł. Potem trzeba było odsypiać w niedzielę i zbierać siły aż do obiadu. Za to po obiedzie dotlenianie nad Odrą, mały spacer i zabawy najmłodszego na plaży. Jak zwykle weekend minął zbyt szybko, ale cieszę jeszcze na poniedziałkowe spotkanie z Betą u nas. To będzie miły początek nowego tygodnia..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Rodzinny piknik”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 kwietnia 2017 20:46
  • środa, 29 marca 2017
    • Wychodzimy

      Że też doszło do tego, że się człek cieszy ze zjedzonego przez dziecko paluszka! Że o krupniku nie wspomnę :) Marchwianka z ryżem tylko przemielona, ryż z gotowanym jabłkiem ble, ryż bez jabłka ble, ziemniaki ble.. Dwa pełne dni o chlebie i mieszankach rumiankowo-herbaciano-elektrolitowych z dodatkiem probiotyków. W każdym razie wychodzimy na prostą, choć momentami grubo było i wizja kroplówek majaczyła coraz bliżej. Synek był tak słaby, że trzeba go było na rękach w domu nosić, picie do ust podawać, bo sił brakło na uniesienie czegokolwiek. Na taki widok płakać nam się chciało.. Przesypiał prawie całe doby. Nagle się czasu zrobiło dużo, ale towarzyszący stres utrudniał cieszenie się nim. Grunt, że już dziś maluch odzyskał trochę formy. Ruszył nawet pochodzić po kałużach, bo kalosze mocno pobudzają go do działania. Oczywiście te najpiękniejsze, słoneczne dni, przesiedzieliśmy w domu. Ale nic to, wrócą jeszcze. Już nawet mam pocieszenie od Moniki, że w weekend mają być letnie temperatury. Oby! Bo czuję się wymęczona, niedotleniona, czego i dziecię nasze doświadcza. A Mężu właśnie w nocy zaczął doświadczać i efektów specjalnych pochodzenia wirusowo-żołądkowego. Trafił na L4 i przynajmniej plus, że dzielimy się opieką w domu. Na tyle, na ile mu zdrowie pozwala. Przyznaję, że już tylko czekam, kiedy i mnie trafi. I niech nawet trafia, byle teraz. Byle na weekend wreszcie można było odetchnąć i to pełną piersią..

       

      Jak na razie udało mi się wyskoczyć tylko na małe zakupy, na krótkie spotkanie z Beatą, która musiała zostać w kraju na dłużej. I po odbiór zamówionej przez internet marynarki. Skusiłam się na ten zakup tylko ze względu na dużą promocję i na brak możliwości przymiarki w sklepie. Jakoś jednak wolę najpierw rzeczy zobaczyć, dotknąć materiału, przypasować przed lustrem i wtedy decydować, czy brać, czy nie. Marzy mi się odświeżenie garderoby. Jak zresztą, co roku na wiosnę.. Tymczasem leczenie mojego czoła i obecne leczenie chłopaków pochłonęło już tyle, że o czymś więcej do ubrania można zapomnieć. Dlatego tym bardziej muszę się zmieścić w posiadaną sukienkę na weselicho. Szkoda tylko, że ruchu ostatnio mało, brzuszki robiłam teraz w kratkę, pogoda na kijki umknęła, a rytmikę znowu trzeba było odwołać. Podziękowaliśmy również za zajęcia w kwietniu. Nie chcę ryzykować kolejnych chorób, łapanych na rytmice zbyt intensywnie. W końcu Wielkanoc się zbliża, wspomniany ślub znajomych i jakby nie patrzeć majówka. I niech no tylko zdrowie będzie. Gdyż albowiem "szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz.." Nie psuj się więc zdrowie i daj cieszyć się życiem..

       

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Wychodzimy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 29 marca 2017 17:52
  • niedziela, 26 marca 2017
    • Potwornanoc

      Wiosna wiosną, słońce za oknem może świecić od samego rana, ale jeśli dziecię słabe, jeść nie chce i źle się czuje.. to wiadomo, że nic nie cieszy. Tradycyjnie cała akcja rozkręca się w piątek wieczór. Kiedy to plany weekendowe w rozkwicie, urodziny Hani tuż tuż. Telefony by krzesła donieść, bo jej się ilość gości podwoiła, wizja słonecznych spacerów, że nie wspomnę o chęci odespania tygodnia.. Przychodnie oczywiście już nieczynne, tylko jakieś dyżury nocne i świąteczne. Tymczasem dziecię jak nie zacznie wymiatać, zdobić dywan i okoliczne części podłogi, łącznie z ubraniami. Potem to już tylko pranie za praniem, zmienianie ubrań, miska pod ręką non stop, chusteczki i podkłady na pościeli. Dobrze, że jeszcze kilka zostało z niemowlęcego czasu. Gorzej, że nie spałam całą noc. Dosłownie. Mały budził się co pół godziny, sprzątanie, pojenie i odpływał w sen. Koszmarny czas. Mężu próbował spać razem z nim, od pobudki do pobudki.. Ja czuwałam do 7 nad ranem i kompletnie oka zmrużyć nie mogłam..

       

      W sobotę trochę lepiej, ale co zjedzone, to oddane, więc Synek słaby i nie ma sił żeby choć na nogach stanąć. Czyli nie przelewki, jedziemy na dyżur. Diagnoza prosta, leki, smekty, elektrolity i to już sobie dziecię nasze samo dopisało - sen. Dzięki temu odespaliśmy noc i wróciły mi moce. Po obiedzie z suchego chleba i obejrzeniu zestawu bajek znowu sen (od 19!) i tym razem tak mocny, że już do samego rana..

       

       

      Pobiegłam więc szybko do Hani, złożyć jej życzenia, obdarować czekoladkami i winem. Dołożyć się do wymarzonej bransoletki i trochę pogadać ze znajomymi. Ekipa faktycznie duża, bo i rodzina i Katarina z mężem i Dorką, Sylwia i Ula z Tomkiem. Wielka była szkoda, że nie mogliśmy iść wszyscy razem. Hania była tak miła, że zapakowała chłopakom sałatki i ciasto na wynos. Zaprosiłam ją do nas, jak tylko wreszcie nastanie u nas zdrowie. Choć już nie raz się przekonaliśmy, że przy dziecku nie ma co planować.. Druga dawka szczepienia przeciw ospie znowu przełożona, dzisiejsze spotkanie z Beatą również, bo jej syn ma jutro zabieg na nogę i lepiej nie ryzykować zarażenia jakimś wirusem. Wprawdzie my zdrowi, a i Monikę obdzwoniłam, czy Igor nie ma żadnych objawów po piątkowym spacerze. A że zdrowy, to wygląda, że temat jest jednoosobowy. I oby na ostatnich atrakcjach się zakończył, bo naprawdę chciałoby się wreszcie spokojnie chłonąć ten wiosenny czas..

      Na pocieszenie, w porach drzemek, film "Dobry rok" z Russellem Crowe, francuskimi winnicami i wakacyjnym klimatem.. Oraz nasza wersja wyrwania się z korporacyjnego kołowrotka - "Król życia" - ze świetnym Robertem Więckiewiczem. Trochę z innej strony "Hemingway i Gellhorn" historia burzliwej miłości pisarza i reporterki, którą gra Nicole Kidman. A na nocny brak snu, historyczne dzieje Wielkiego Rozbicia, w rewelacyjnym wydaniu pani Cherezińskiej..


       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Potwornanoc”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 marca 2017 13:50
  • środa, 22 marca 2017
    • Wiosna!

      Wiosna panie sierżancie, nareszcie wiosna :) Marzanny potopili, w weekend czas zmieniamy na letni, słońce od rana i ze 11 stopni na plusie przy naszych spacerach. Zimowe kurtki pochowane, przebrałam nawet szaliki. Część kompletnie nienoszonych pożegnana, reszta tych najgrubszych poszła na spód. A na górę wychynęły zwiewne szale w błękitach, zieleniach i pomarańczach.. I niech mi się nie ważą tu jeszcze jakieś przymrozki, bo pogonię na cztery wiatry. Wiatry zresztą też niewskazane, więc niech już słońce zostanie, nawet czasem deszczem przetykane, ale niech będzie i kropka. 

       

       

       

      skrzy się


       

      Kino z babeczkami bardzo sympatyczne. Trochę sobie pogadałyśmy przed filmem, połapałyśmy próbki kosmetyków i namiarów na upiększanie. W konkursach nawet nie chciało się startować, a i tak klimat był zabawny. Film bez głębszych przemyśleń, porad na zdrady też w nim niewiele, lekki i przewidywalny. Ale pośmiałam się, wyluzowałam, a o to przecież w tych naszych babskich wyjściach chodzi. No i bezcenna scena z Karolakiem na koniec filmu! To koniecznie trzeba zobaczyć. Przyznaję, że nieźle się w kobiecej wersji prezentował, a cała sala pękała ze śmiechu ;)

       

      Z przypływem wiosennej energii nagotowałam kotletów mielonych, żurku z jajkiem i zrobiłam zakupy, tak by mieć spokój na weekend. Nawet Mężu z pracy nadawał, że chce się gdzieś jechać, kiedy tak słońce świeci.. Wprawdzie szykują się urodziny Hani i kiermasz dziecięcy, ale to akurat da się z plenerem pogodzić. Byle by tylko pogoda do tegoż weekendu dotrwała.. Jeszcze by się przydało odespać ostatnie, nocne oglądanie "Pitbulla" i "Nowych porządków", które po wysokich notach postanowiliśmy nadrobić. I "Ciemniejszej strony Graya", która z kolei już chyba bardziej ciemna i nudna, niż w pierwszej części, być nie może.. A może jednak może? ;) Mniejsza z Grey'em. Wiosna kochani, wiosna przybyła! 

       

       

       

      wiosna

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wiosna!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 22 marca 2017 17:43
  • poniedziałek, 20 marca 2017
    • Clubbing

      Nie ma to jak spontaniczne rozkręcanie się wieczoru. Kiedy to zaczyna się w jednym miejscu, a kończy na szalonych tańcach w zupełnie niespodziewanym :) Beata dotarła szczęśliwie do kraju, z perspektywą pochłaniania atrakcji miastowych i spotkań ze znajomymi. Wyjście na takie spotkanie, to dla mnie teraz wyzwanie logistyczne. Trzeba przygotować obiad, nakarmić najmłodszego, w międzyczasie ułożyć włosy (tym razem z grzywką na bok, zasłaniającą pozostałości czołowej rany). Wyszykować synka na spacer i w tym czasie pomalować paznokcie, żeby zdążyły wyschnąć. Sukienka na szczęście już wcześniej wybrana, dodatki w znanych miejscach a i tak miałam godzinne opóźnienie względem zakładanej godziny wyjściowej.


      Wybrałyśmy się we trzy do pubu, najpierw na pogaduchy przy jasnym piwku warzonym na miejscu. Potem przejście do restauracji, gdzie muzyka i obsługa nam nie odpowiadały i kolejna zmiana miejsca z myślą o lepszym klimacie. Kierunek wstępnie obrany, ale po drodze zajrzałyśmy jeszcze do dwóch lokali i zakotwiczyłyśmy w zupełnie nieplanowanym pubie, gdzie szybko rozpoczęły się tańce. Przeboje stare i znane, dużo dyskotekowej muzyki i przynajmniej na początku miejsce do tańczenia. Noga sama zaczęła tupać i już nie było odwrotu :) Złapałyśmy trzy ostatnie wolne krzesła, dziewczyny na drinkach ja, z moją słabą głową, na babskim piwku i impreza na całego. Gdyby nie to, że miałam nowe buty na wysokim obcasie, mogłabym wytrwać dłużej.. ale po kilku godzinach nogi odmówiły posłuszeństwa i wracałam do domu. Niesamowicie się cieszyłyśmy ze spotkania i oby latem znowu udało się takie fajne wyjście.

       

      Niedziela już na spokojnie, odespana dzięki Mężowi, trochę ogarniania i gotowania, a po obiedzie wyjście żeby się w domu nie zasiedzieć. Zleciał ten weekend w moment, choć dla mnie jeszcze nie koniec, bo dziś kino kobiet i "Porady na zdrady" w wiosennej otoczce. Motyw przewodni, sukienki w kwiaty i wianki na głowach. Jeszcze nie za bardzo jest z czego te wianki upleść, ale za to będzie radocha z babskiego spotkania. Będą Beata, Kasia i Hania z koleżanką. Miejsca w kinie zajęte po brzegi, a przed filmem tradycyjne kosmetyczne i dietetyczne porady.

       

      Za to jutro zabieram Małego do dziadków, żeby Mężuś też miał wreszcie trochę czasu dla siebie. Co do spotkań w męskim gronie, to być może szykuje się oblewanie kawalerskiego. Albowiem znajomy Marcin - przyszły pan młody - prosił o numer telefonu do zaproszonych kumpli. O panieńskim na razie cicho, ale z czasem się okaże, czy Aga też planuje poświętować ostatnie chwile "wolności". I oby im się w ślubnym związku układało równie dobrze, jak teraz. Bez żadnych wyskoków jak z dzisiejszego filmu! Tego szczęścia i wierności im z całego serca życzę..  


       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Clubbing”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 marca 2017 12:36
  • piątek, 17 marca 2017
    • Rysunek

      Jest lepiej, może nie do końca wyjściowo, ale da się jutro to moje czoło przypudrować i przyklepać. Teraz muszę popracować nad przywracaniem równowagi w organizmie. Probiotyki na dzień dobry przez minimum dwa miesiące. Powrót witamin i może rutyna, żeby wzmocnić odporność. Przy okazji stworzyłam notes, ze wszystkimi adresami i telefonami do ostatnio odwiedzanych lekarzy. Przydałoby się też więcej ruchu, bo same brzuszki nie wystarczą.. Ale na dzień dzisiejszy mży, wieje i nosa się nie chce z domu wystawić. Dobrze, że w czasie mojej rekowalescencji, Mężu zabierał Syna na małe spacery. W przerwach międzydeszczowych. Ja tylko raz wychyliłam nosa z domu na dłużej.. Tato w ramach przygotowań do majówki, robi przebieżki o kuli i dołączyłam do spaceru. Podjechaliśmy obejrzeć jak się mają wakacyjne baseny. Woda w nich już odmarzła, słońce akurat świeciło, pobliski plac zabaw cały dostępny dla smyka.. i było prawie jak latem. 


       

       

      baseny 

       

       

       

      Poza tym, można rzec, zaszyłam się w domu swoim i rodziców, jeżdżąc do nich każdego dnia. I tam oto właśnie, powstało pierwsze dzieło naszego dziecięcia - lat dwa i cztery miesiące. Temat przewodni - ptaki :) 

       

       

       

       

      kaki

       

       

       

       

      Cała rodzina zachwycona, zdjęcie oczywiście obiegło ciotki i wujka. A pierwszy taki ładny rysunek planujemy zalaminować, na pamiątkę. Dla naszego rysownika usmażyłam w nagrodę racuchy z twarogiem i rodzynkami. I choć nie robi on ostatnio drzemek, to ma też dużego plusa za przesypianie całych nocy. Wprawdzie ciężko teraz obejrzeć jakiś film, ale i to jest możliwe, na kilka podejść. Opowieść "Ukryte piękno" , którą ostatnio oglądałam, bardzo mnie poruszyła i wzruszyła.. Jeszcze bardziej doceniam każdy dzień spędzony z dzieckiem. Każdą chwilę, nawet trudniejszą, czy czasem nerwową. Zdarzają się one przecież o wiele rzadziej niż czas radości i miłości.. A ten czas jest wart wszystkiego..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Rysunek”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      piątek, 17 marca 2017 11:46
  • środa, 15 marca 2017
    • Wieści

      Imieninowy obiad Mamy przy plackach z dyni, glazurowanej miniaturowej marchewce z orzechami i sałatce z rukolą i kurczakiem. Restauracja wprawdzie mała, ciasna, ale jedzenie serwowali tam wyśmienite. Zakończyliśmy na spacerze i część na lodach w kawiarni. My podziękowaliśmy za smakołyki, a na deser w domu, brzuszki w ilości większej niż sto. Dla równowagi.


       

      Za to nowy tydzień rozpoczęty lekarsko. Rana na czole zaogniona, a tu (tak jak podejrzewałam), termin dermatologa w przychodni na koniec miesiąca. Nie było wyjścia, szybkie telefony z samego rana do prywatnych gabinetów i udało się dostać od razu. Pani doktor obejrzała, przepisała maść z antybiotykiem i preparat odkażający. Z zaznaczeniem, że jak nie pomogą, trzeba będzie sięgnąć po antybiotyk, bo stan zapalny pochodzenia bakteryjnego. Najprawdopodobniej bakteria przypętała się z dywanu na rytmice (plus moja obniżona odporność), na którym mogą znajdować się cuda i przeróżne wszeteczeństwa. Od razu po wizycie zadzwoniłam do pań prowadzących i będzie robiona dodatkowa dezynfekcja owego dywanu. Choć zapewniano mnie, że czyszczą, myją i pucują tam wszystko. Ale wiadomo, że przy dzieciach wszystko, to i tak może być mało ;) 

       

       

      Czyli rytmika i spacery z Moniką na razie odpadają, wprawdzie ponoć nie zarażam, ale lepiej nie ryzykować. Zresztą antybiotyk poszedł wczoraj w ruch i dziś już widać poprawę. Może do soboty moje czoło będzie wyglądało w miarę wyjściowo i plany spotkania z Beatą w lokalu dojdą do skutku. Na szczęście moje chłopaki całe i zdrowe, a i ja mam nadzieję, że szybko wrócę do formy. Weekend przecież tuż tuż, słońce za oknem kusi, choć zimny wiatr jeszcze przeszkadza w cieszeniu się plenerem. Na maraton kijkowy się nie zapisuję. Zamiast takiego ciśnienia wolę powędrować sobie z kijkami na spokojnie i swoim tempem. Łyżwy w tym roku kompletnie się nie udały, to może choć kijki mnie zmobilizują i wiosenne klimaty..

       

       

       

       

      wiosna

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Wieści”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 15 marca 2017 11:16
  • niedziela, 12 marca 2017
    • Męsko ale z kwiatami

      Od czwartku bardziej męsko się zrobiło, u rodziców panowie przejęli tematykę, a to o pracy, a to o najnowszych sprawach politycznych. Później Dzień Mężczyzny, na który przygotowałam typowo mięsne danie. Bo jak wiadomo większość panów mięcho lubi. Nasz Syn wręcz przepada i wszelkie pulpety, kotlety czy wędliny, to raj dla podniebienia. A jeszcze jak do męskich spraw przyłącza się wymiana żarówek w domu (przechodzimy całkowicie na ledowe), czy wyciąganie powietrza odkurzaczem z worków próżniowych, to już w ogóle atrakcje.

       

      Dla mnie atrakcją był wczorajszy kiermasz książki przeczytanej. W tym roku nie wystawiałam już żadnych książek i wybraliśmy się tylko jako odwiedzający. Oczywiście nie obyło się bez zakupów, bo jak tu nie wziąć dziecku Klubu myszki Miki, Zakochanego kundla, czy Bolka i Lolka. Do tego jeszcze encyklopedia odpowiadająca na setki dziecięcych pytań i książka dla mnie, o tym, jak zapanować nad własną szafą ;) Spotkałam się jeszcze z Sylwią, której udało się dotrzeć na ostatnią chwilę. Trochę przy wybieraniu książek ciężko się gadało, ale zawsze to miłe spotkanie. 

       

       

       

       

      krokuski

       


       

      A że weekend słoneczny, to nic tylko ruszać do parku, grać w piłkę po męsku i po kobiecemu latać z aparatem do świeżutkich krokusów. I choćby chciało się spędzić całe dnie poza domem, to jednak kurze pościerałam, wymieniłam pościel i od razu pranie zrobiłam. Obiad dziś w domu tylko dla Małego (na deser upiekłam babeczki z kaszą manną), bo dla nas szykuje się coś w restauracji, na zaproszenie Mamy świętującej imieniny. Ma być cała rodzinka, prezent już przygotowany i tylko ja nie za bardzo wyjściowa, bo mi się jakieś cuś na czole zrobiło i zagoić się nie chce. Przyklepać i zamaskować, też jakoś nie bardzo.. Jutro więc polowanie na wizytę u dermatologa i tak coś czuję, że z nfz-tu to termin będzie za miesiąc, a ja potrzebuję przecież natentychmiast.. Chyba, że pokażę się pani dermatolog w przychodni, a ona poczuje zew do ratowania cierpiących i przyjmie mnie poza kolejnością ;) Pomarzyć zawsze można..

       

       

       

      wiosenne marzenie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Męsko ale z kwiatami”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 marca 2017 11:38
  • środa, 08 marca 2017
    • Kobieco

      A tydzień rozpoczął się sympatycznie, można powiedzieć bajkowo - przy bajce ;) Obejrzeliśmy "Sing", tak sobie, dla relaksu. Mały trochę potowarzyszył, ale dla niego jednak trzeba jeszcze bajek prostszych, bez długiej fabuły. Na topie są krótkie odcinki "Clifforda", "Reksia", "Pszczółki Mai", "Hippy Hippy" i nadal "Maszy i niedźwiedzia". Ponieważ od poniedziałku trzeba było wrócić do gotowania, to poranek zszedł mi w kuchni. Chłopaki wyszli więc na spacer po obiedzie, a ja mogłam wyrwać się na spotkanie do Hani. 

      Szykuje się wesele jej syna, wcześniej jej okrągłe urodziny, na które jesteśmy zaproszeni. Było więc o czym debatować i czas nam zleciał momentalnie. Sylwia niestety nie zdołała do nas dotrzeć, zawalona pracą i próbująca pogodzić to z opieką nad dzieckiem. Niełatwe przed nią zadanie i chyba jednak żłobek byłby dla nich dużym ratunkiem. Nie ma opcji, żeby przy rocznym maluchu spokojnie pracować.. Wydłuża się wszystko w czasie, nerwy napięte, nawet nie umiem sobie tego wyobrazić i doceniam, że mogę poświęcić czas tylko dla dziecka. Hm no powiedzmy, że tylko, bo w domu zawsze masa rzeczy do zrobienia. Ale idzie to wszystko jakoś ogarnąć. Choć ostatnio bywa trochę trudniej, bo Mały odmawia drzemania w południe. Budzi się teraz o 9 rano i zasypia o 22. Nie mam pojęcia skąd on ma tyle mocy.. ale nie ma co na siłę kombinować. Poleży trochę, odpocznie i dalej zabawa na całego. Jednak jest i plus braku drzemki, możemy spokojnie spacerować ile chcemy, nie spieszymy się na określoną porę. Możemy sobie ustawić spotkania u rodziców, a jak przyjdzie wiosna będzie można spokojnie gdzieś pojechać bez martwienia się czy dośpi. Zresztą w samochodzie jakoś zawsze zasypia i to o każdej porze, byle słyszeć szum drogi i nasze głosy. 

       

      Po prawie codziennych spacerach z Moniką i Igorkiem, dotleniony, wybiegany, też wcale nie jest zmęczony. Jedynie głodny i apetytu to mu nigdy nie brakuje. Chyba przejmie po mojej stronie rodziny zapał do jedzenia.. co akurat nie zawsze wychodzi na dobre. Na ten przykład wolałabym nie być takim łasuchem i umieć odmawiać sobie smakołyków. Tymczasem muszę nad tym pracować. Choć akurat Mężu zawsze mi powtarza, że dla niego jestem idealna. I taką jaka jestem, wita mnie dziś, z okazji kobiecego dnia, bukietem kwiatów.. 

       


       

      kobieco..

       

       

       

      Nigdy nie przepadał za chudymi kobietami i tak mu zostało. Ale Mąż mężem, a ja muszę się dobrze czuć z samą sobą :) Na ten przykład, dziś po ćwiczeniach z Małym na rytmice, zasapałam się i stwierdziłam, że kondycja u mnie kiepska. A tu trafia mi w ręce ulotka, o marszu z kijkami przez 8 kilometrów! Tia.. ja i 8 km, żeby choć dwa teraz przejść, to będzie dobrze. Kaśka już mnie podkręca, że robimy zaprawę. Wprawdzie mamy na to cały miesiąc, ale jeszcze musiałoby do tego przestać padać i wraz z wiatrem przywiać mi zapał do wędrówek. Zobaczymy co czas przyniesie..

      Na razie myślę o zbliżających się imieninach Mamy, o tym, co wykombinować na prezent dla Hani i o przyjeździe Beaty, który już coraz bliżej. Jeszcze w marcu na dokładkę kino z koleżankami i można stwierdzić, że ten miesiąc będzie mocno w kobiecym klimacie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kobieco”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      środa, 08 marca 2017 23:00
  • niedziela, 05 marca 2017
    • Ryby i grzyby

      Prośby zostały wysłuchane i część weekendu była w słońcu, zanim jednak do tej pięknej pogody doszło ruszyliśmy do Zosi. Napatrzeć się na wnuka, w nowej fryzurze, nie mogła. Jaki wysoki, jak się zmienił i jaki duży chłopak już z niego. Tyle nowych słów, całe zdania i tyle radości ze sobą przywiózł :) Sam jeden za całe słońce może robić.. Były opowieści co tam u nas, poszło w ruch winko, które przywieźliśmy na Zosi urodziny, ucieszyła się z kosmetyków w prezencie. I oczywiście zabawy z Małym do późna.. 

       

      A w sobotę wiosna w czystej postaci.. 15 stopni na plusie, słońce od samego rana, nic tylko ruszać na spacer i to najlepiej nad wodę. Woda owszem była i wielkie ryby się nad nią też trafiły. Las dookoła z figurami ryb, z wielkimi grzybami, z kolorowym placem zabaw i parkiem linowym dostępnym bez opłat. Fajna sprawa na zagospodarowanie terenu i przyciągnięcie turystów latem. Nas akurat nigdzie przyciągać nie trzeba, sami się pchamy w ciekawe miejsca ;) 

       

       

       

       ryby i grzyby

       

       

       

      Po takim spacerze na świeżym powietrzu jeść się oczywiście chce i na widok placków ziemniaczanych ze śmietaną i z cukrem, rzuca się wygłodniały człek i pochłania ich ilości nieprzyzwoite. Na dokładkę wychodzi pod wieczór na spotkanie ze znajomymi i wcina pizzę (dobrze, że jedną na 4) zagryzając dużymi frytkami w kształcie łódek. Plus, że w czasie tej rozpusty rozkręciły się tańce. Mężu szarmancko zaprosił na miniaturowy parkiet, gdzie ledwo trzy pary się mieściły, ale dało radę trochę się pokręcić. Szef lokalu porozdawał paniom tulipany, z okazji nadchodzącego święta kobiet i zrobił się naprawdę sympatyczny klimat. Wróciłam jednak o przyzwoitej porze do domu, by wspomóc Zosię i ululać najmłodszego do snu. Panowie zostali, by pogadać sobie w męskim towarzystwie i spędzić trochę czasu w gronie starych znajomych. Te "trochę czasu" chciałoby się odespać w niedzielę, ale możliwości przy dziecku są raczej niewielkie.. Zwłaszcza jak jeszcze dostanie energii po cieście, gra w piłkę i rozwala po całej podłodze masę zabawek. A do tego, po powrocie, torby trzeba rozpakować, pranie zrobić i wykombinować na szybko jakąś jajecznicę na kolację (dobrze, że w żabie jajka można dostać, bo lodówka pusta). Tym oto akcentem kończy się ten weekend i rozpoczynamy nowy tydzień.. powodzenia więc wsiem i wobec.

       

       

       

      jak marzenie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Ryby i grzyby”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kotimyszkot
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 marca 2017 20:55